Zapraszam Cię do mojej sypialni- jedyna taka okazja.

Już dawno nie odpoczęłam tak jak dzisiejszej niedzieli, choć w sumie to najbardziej pracowita niedziela od czasu przeprowadzki. Właśnie wczoraj w nocy zakończyliśmy ogarnianie salonu po cyklinowaniu podłogi, a dziś jakoś nie umieliśmy wypoczywać z takim bajzlem wszędzie, więc dokańczaliśmy wtłaczanie wszystkich drobiazgów do szafek.

Pamiętacie pewnie, jak w maju pisałam Wam, że mam kryzys w wieloletnim oczekiwaniu na dziecko. Przyczyniła się do tego ciąża mojej koleżanki z pracy z którą współpracuję. Wtedy postanowiłam, że czas zrobić coś z tym, co mogę. Z tym co nie – muszę oddać to w ręce silniejszej ode mnie. I tak po górskiej, sobotniej wycieczce z M. uspokoiłam nerwy i postanowiłam odmówić nowennę pompejańską, by Jakkolwiek, ale rozwiązać problem naszej bezdzietności, a sama  wzięłam się za to, co w naszej mocy i… zaczęliśmy wspólnie z M. demolować mieszkanie.

Skutek był taki, że z każdym dniem czułam co raz większy spokój, że nasza sprawa na pewno się rozwiąże (nie ważne w jaki sposób) i na pewno będziemy z tym rozwiązaniem szczęśliwi. Z drugiej strony poczułam jakąś taką nagłą „presję”, że musimy się szybko wziąć za remont mieszkania, bo potem nie będziemy mieć na to czasu. Nie wiem skąd takie wewnętrzne przeczucia, ale cieszę się z nich ogromne, bo można powiedzieć, że dzięki temu jesteśmy już na półmetku prac.

Mieszkanie na „bogato”

Nie wiem czy umiecie sobie wyobrazić, jak bardzo można się cieszyć z odnowionej starej podłogi i jasnych ścian w sypialni? Ile radości może sprawić klimatyczna lampa i ogromna szafa wnękowa? Dla ogarnięcia tematu wrzucam poglądowe zdjęcie naszej sypialni – trumienki, którą odziedziczyliśmy po poprzednich właścicielach mieszkania.

sypialnia przed remontem

No i co Wy na to? To są właśnie pułapki mieszkania, którego nie trzeba na cito urządzać zaraz po kupnie, szczególnie, gdy prawie cała kasa poszła na nieruchomość. Mieliśmy za kilka miesięcy się za to wziąć, ale ciągle było jakieś ale.

Mieszkanie prawie całe było na „bogato”. Czyli boazeria po sam sufit (wszędzie – w toalecie i łazience też, serio), na suficie kasetony (w gwiazdki, dla miłych snów), na podłodze panele, pod którymi miał być… parkiet 🙂 Zdecydowaliśmy z M. że wyrzucamy panele i robimy renowację parkietu, potem olejowanie. Nad boazerią żadne z nas nie zastanawiało się ani sekundy, gdyby nie fakt, że mieszkamy na IV p. to leciała by pewnie z okna. Mąż koleżanki zrobił nam ogromną szafę do sypialni, co prawda jeszcze bez drzwi, ale co tam.

Tu zdjęcie porównawcze tego samego kąta i choć ten „po” jeszcze jest przed cyklinowaniem podłogi, to myślałam że się posikam z radości jak te imitacje reliefów spadły ze ścian 🙂 Goła, jasna ściana i tyle radości. I to nic, że jeszcze nie mamy szafek nocnych, że marzy mi się piękne zdjęcie na ścianie i może wiszące kwietniki, albo półeczki na kwiaty, a nawet ikona, ale to już będę organizować bez pośpiechu.

Duży pokój, zwany salonem, choć ani z dużym, ani salonem nie ma nic wspólnego 🙂

Potem wzięliśmy się za podłogę w salonie. Tam ściany i sufit ogarnęliśmy zaraz po wprowadzeniu. Teraz zdjęliśmy panele i naszym oczom ukazał się parkiet, ale już w dużo gorszej kondycji niż w sypialni. Jestem pełna podziwu dla szanownego pana cykliniarza, co potrafił z nim zrobić. Zobaczcie sami, a jeśli zastanawiacie się nad rozwiązaniem ratowania zniszczonej podłogi, to polecam szukajcie starszych fachowców – robią cuda.

duży pokój

A tak się prezentuje już gotowa podłoga w dużym pokoju, który wcale nie jest taki duży 🙂

efekt końcowy

Po olejowaniu podłoga musiała schnąć 24 godz, potem mogliśmy wkładać meble. Wcześniej M. zamówił listwy przypodłogowe w tym samym kolorze, czyścił je na balkonie i olejował. Najwięcej zabawy miał z klejeniem ich do naszych krzywych na potęgę ścian, więc zeszła na to cała sobota. Przy takich przeprowadzkach z pokoju do pokoju zawsze jestem zdziwiona ilością rzeczy które mam i nie chodzi mi tutaj o ciuchy (te wiadomo, że zawsze się przydadzą:)). Niektóre książki z czasów studiów, segregatory ze starymi rachunkami, płyty cd, a nawet vhs – wszystko potrzebne, wiadomo, tylko do czego? Muszę zrobić z tym porządek.

Cieszę się ogromnie, że udało nam się odzyskać tą starą podłogę i teraz wygląda jak nowa. Nie lubię niepotrzebnie wydawać pieniędzy, a dzięki temu sporo zaoszczędziliśmy, poza tym lubię stare rzeczy.

Dzięki maszynie do szycia, którą kiedyś kupili nam rodzice.

Po poprzednich właścicielach zostały nam jeszcze 2 fotele. Szkoda było je wyrzucić, choć kolor wyjątkowo mi się nie podobał. Stwierdziłam, że zaryzykuję sama coś z nimi zrobić. Umiejętności krawieckie, a tym bardziej tapicerskie mam kiepskie, ale jak zepsuję nie będzie mi żal.

Niektóre z Was może pamiętają z moich bardzo starych wpisów, że maszyna do szycia, to prezent na dzień dziecka od rodziców z 2014 r. Wtedy mieszkaliśmy daleko od domu rodzinnego, sami w obcym mieście. Moja mama, która zawsze szyła na maszynie, stwierdziła, że to idealny czas bym i ja się nauczyła, skoro nie mamy tu znajomych i wieczory najczęściej spędzamy w domu. Gdy mieszkałam z rodzicami jakoś mnie do tego nie ciągnęło. Mama potrafiła uszyć wszystko – nawet moją suknię do tańca, tata był od grubszych spraw – uszył np. plecak, albo zimowy płaszcz dla mamy. Zawsze był więc ktoś, kto skrócił przysłowiowe nogawki spodni.

Ale wtedy zaparłam się, mamy obok już nie było i zaczęłam się uczyć szyć z You Tuba oczywiście. Sukni taneczniej nie uszyję, ale poszewki na poduszki, zwężę spódnicę, wszyję zamek, kochany jutub 🙂 Przyznam, że tym razem 1x poprosiłam mamę o pomoc przy zaszewkach fotela, bo już nie miałam pomysłu, co z nimi zrobić, ale wszystko inne to moje dzieło.

Miałam 2 takie fotele i 2 pufy do przerobienia.

szyjemy obicia na fotele

Materiał zamówiłam na allegro i to z naddatkiem, by przy dobrych wiatrach zmienić obicie również 2 starych puf, jeśli uratuję fotele. No i proszę, wyszedł mi taki komplet – zdjęcie już na nowej podłodze. Majstersztyk to może nie jest, ale kilka lat jeszcze posłuży i ten motyw roślinny, działa na mnie uspakajająco.

komplet po

DSC_0096

W tym tygodniu skończyłam już nowennę pompejańską, czuję duży spokój, żeby nie powiedzieć, że czasami radość, że jesteśmy jeszcze tylko we dwoje. Chyba zaczynam dostrzegać ogromny komfort jaki mamy, choćby przy tym remoncie. Wiem, że to czas przejściowy, ale już nie koncentruję się wcale na tym, kiedy zostaniemy rodzicami. Raczej powtarzam w duchu – jeszcze musimy zdążyć z tym i tamtym.

W najbliższym czasie mam jeszcze pełno planów:

  • wyremontować podłogę w „trzecim pokoju”- kiedyś więcej o nim napiszę
  • zaplanować i rozrysować nową szafę do przedpokoju, bo we wrześniu będziemy robić ostatnią część remontu, czyli właśnie przedpokój (tu też mamy boazerię, jakby ktoś się zastanawiał:))
  • w lipcu chcę zrobić najważniejsze przetwory – przecier pomidorowy i sok malinowy, to są nasze podstawowe zapasy na zimę
  • przeszyć trochę ciuchów letnich, by je wykorzystać na wakacjach w Chorwacji

No i z niecierpliwością czekamy na ten 2-tygdniowy urlop w sierpniu. To będzie nasze pierwsze takie 2 tygodniowe lenistwo. Oby nic nam nie zepsuło tych błogich planów.

Choć na razie cieszę się tym co jest. Że pogoda troszkę się ochłodziła, bo ja już przestałam lubić takie duże upały, chyba się starzeję, czy coś. Że upolowałam w sobotę na targu ostatnie bukiety lawendy i teraz mi cudnie pachnie w całym domu. Że ta bezdzietność przestała mi tak doskwierać i cieszę się każdą wspólną chwilą we dwoje.

Przypomniały mi się słowa zakonnika, z którym rozmawiałam 7 lat temu:

„Przyszłość to tajemnica, od Pana Boga można wszystko dostać, ale nie da się mu nic wyszarpać. Żyj, ale nie przyzwyczajaj się do myśli, że nigdy nie będziesz mamą”.

Chyba dopiero teraz zaczynam to czuć.

lawendowy bukiet

Reklamy

9 myśli na temat “Zapraszam Cię do mojej sypialni- jedyna taka okazja.

  1. Tak ci pisałam ze powinnaś sięgnąć po maszynę! I widzę ze zrobiłaś to z sukcesem 🙂 ładnie wam to wszystko wyszło. Bardzo ładny parkiet, lepszy niż najlepsze panele. Lampa w sypialni ma klimat, masz racje 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci bardzo. Do mistrza tapicerstwa mi daleko, ale odnowiłam to wszystko za niecałe 200zł więc uważam, że było warto. A gdy przywiozłam lampę do domu, to spanikowałam. Jak można było wybrać taki ogromny „lampion” do takiego malutkiego pokoiku?? Ale okazało się, że robi fajny klimat po zaświeceniu i została.

      Polubienie

  2. Ale pięknie! Efekt bombowy!! Jak ja Ci strasznie zazdroszczę tej smykałki do szycia (wiem, wiem, już to mówiłam tysiące razy 😉 ) ! U nas jest tak, że prędzej mój mąż by coś wydziergał na szydełku niż ja 😉
    Powiem Ci, że przypomniało mi się jak kupiliśmy nasze mieszkanie. Pani była chyba fanką brązu, bo brązowe było niemal wszystko! Łącznie z deską klozetową, parapetami i innymi rzeczami. Do tego kobita flejtuch, bo jak zabrała szklanki to doczyścić tych kółek w szafkach nie było można, bo takie tłuste 😉 A moja mama nożem skrobała zlew 😀 Ale wystarczyło, że zerwaliśmy okropne, brązowe tapety przesiąknięte dymem z papierosów, przemalowaliśmy ściany wraz z meblami kuchennymi , położyliśmy serwetę i włożyliśmy wiaty do salonu a mieszkanie niewielkim kosztem zyskało nowy blask.
    Mam nadzieję, że u Was to mieszkanie będzie początkiem ogromnych zmian, nie tylko mieszkaniowych 🙂 Super to wszystko zaplanowałaś! Gratulacje :))

    Polubienie

    1. Faktycznie cieszę się, że wtedy zmusiłam się do nauki prostych ściegów na maszynie, bo dziś często z tego korzystam i faktycznie małym kosztem można wprowadzić jakąś zmianę w mieszkaniu.
      Ja chyba lubię remonty, bo już rozmyślam co pójdzie następne pod młotek, ale mam ten „komfort”, że jeszcze kilka spraw zostało w mieszkaniu do poprawki 🙂

      Polubienie

  3. Jak na osobę któa nie potrafu szyć i nie zna się na tapicerce to… hmmm… jestem pod wrażeniem. Parkiet też wygląda super, drewniana podłoga to drewniana podłoga a nie sztuczne panele. Może też kiedyś się zrujnuję 🙂 Ładnie 🙂

    Polubienie

    1. Ja jestem taka Zosia-samosia. Jak mogę spróbować ogarnąć jakąś nową dziedzinę sama, to próbuję, oczywiście pod warunkiem, że mi się chce 🙂 Fotele i pufy z daleka wyglądają OK, z bliska zdjęć nie robię i nie przejmuję się niedoskonałościami, przecież dzieci za chwilę i tak je zniszczą 🙂 Oby….

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s