Oj dziwny jest ten … czas.

Gdyby okres oczekiwania na adopcyjne dziecko był tak krótki jak na biologiczne, chyba nie doświadczyłabym tego mętliku w głowie. Nie miałabym czasu na myślenie, analizowanie, trzeba by było skupić się na najważniejszym – przygotowaniu do przyjęcia noworodka.

Na czym mają się skupić przyszli rodzicie adopcyjni, którzy czekają już / dopiero (niepotrzebne skreślić) 3 lata od zgłoszenia do ośrodka?

W zeszłym tygodniu skończyliśmy pierwszy etap remontu naszego mieszkania. Po zakończeniu wszystkich „grubych” spraw w sypialni, wycyklinowaniu podłogi w salonie, ostatnim punktem była podłoga w dziecięcym pokoju. Na wrzesień został przedpokój – bo tu potrzebujemy pomocy fachowca, który dopiero wtedy ma czas. Na wiosnę czułam ogromne parcie, by wziąć się w końcu za ten remont, nie wiem czemu, ale trochę tak, jakbym przeczuwała, że potem nie będziemy już mieć na to tyle czasu.

Dwa tygodnie temu sama wywołałam nam emocjonalny huragan. Zupełnie przypadkowo przeglądając internety, wpadł mi w oko opis rodzeństwa czekającego na adopcję. Opis rzecz jasna zdawkowy, ogólny i mówiący tyle co nic, ale tak mnie ścisnął za serce, że dwa dni zastanawiałam się czy powiedzieć o tym M.

Trzeciego dnia podesłałam mu rano link i poszłam do pracy, nie licząc na żaden entuzjazm. Popołudniu usłyszałam od męża- „od rana myślę o tych dzieciach, zadzwoń do ośrodka w ich sprawie”. Myślałam, że śnię.

To jest niesamowite, jak na przestrzeni kilku lat się zmieniamy, zmienia się nasze podejście i otwartość na drugiego człowieka. Czemu to piszę?

Bo idąc do OA, mieliśmy między sobą umowę – chcemy adoptować jedno dziecko, najchętniej do 3 rż. Teraz dzwoniłam do naszego OA, by nam pomógł w sprawie rodzeństwa i to starszego. Bądźmy szczerzy, kilka razy starszego. Na drugi dzień czekaliśmy jak na szpilkach, co nasz OA na to powie, czy pozwoli na taką zmianę kwalifikacji? W myślach meblowaliśmy pokój, a ja cieszyłam się, że nie kupiłam tony małych ciuszków i książeczek o kaczuszkach, bo raczej powinnam rozglądać się za odpowiednią szkołą dla dzieci.

Nie, nie zmieniliśmy naszych preferencji adopcyjnych, urzekły nas te konkretne dzieci. Po kilku dniach emocjonalnego roller coaster’a okazało się, że się spóźniliśmy, rodzice dla tych dzieciaków już się znaleźli. I wiecie co, dalej wierzę oczywiście, że widocznie tak miało być, ale tydzień dochodziliśmy do siebie. I to był najbardziej dziwny tydzień z tych 3 lat czekania. Nigdy nie spodziewaliśmy się, że dużo starsze dzieciaki tak nas chwycą za serce.

balkonowa lawenda

Teraz emocje już powoli opadły. M. w kółko mówi, że jakiś ten ostatni czas dziwny i miałki. Ja dziś obudziłam się bladym świtem, bo śniło mi się, że byłam w ciąży i urodziłam syna, któremu moja mama dała na imię Michał. Tylko czemu moja mama??

A potem w kościele znów ten tekst o Abrahamie i Sarze…

Dziwny jest ten czas…

Czekamy spokojnie na ruch naszego OA.

Czekamy na nasz urlop w Chorwacji, choć nie ukrywam, że z lekkim stresem. Czas możliwej bezkosztowej anulacji rezerwacji już minął. A co będzie jak zadzwonią? Rodzice trochę się zdziwią, ale skoro ich druga córka wrześniowym porodem poprzestawiała całej rodzinie wakacyjne plany, to ja mogę je anulować, w końcu to moje pierwsze dziecko 🙂 Tylko kasy będzie szkoda, bo lepiej ją byłoby przeznaczyć na dziecko, niż wirtualny urlop, ale co ma być to będzie.

Dziś niedzielę spędziliśmy najleniwiej jak tylko się dało.

Jutro mam w planach robić sok malinowy na zimę.

A M. zaczął szukać domu, na którego oczywiście i tak nie mamy pieniędzy.

Albo i tak nic nie wyjdzie, albo wyjdzie wszystko na raz. Takie jest życie.

kawa na balkonie

 

17 myśli na temat “Oj dziwny jest ten … czas.

  1. Często tak jest, że stajemy do jakiś zadań czy planów z konkretnymi oczekiwaniami i często wręcz bardzo mocno usztywnieni. Ale droga jaką przemierzamy od startu do mety nas zmienia, nasze oczekiwania się zmieniają, stajemy się bardziej otwarci. Tylko trzeba sobie na to pozwolić, zawsze patrzeć szeroko, nie tylko w jeden pkt. Widząc wasza drogę i znając własna wcale się nie dziwie na otwartość waszych serc. O otwartości świadczą też różne znaki, które dostrzegasz. One są prawdziwe!
    Ostatnio też mam dziwne rozmyślanie. Gościmy u siebie wakacyjnie dzieci naszego rodzeństwa. Mamy trzy turnusy. Teraz kończy się pierwszy. To trochę dziwne bo z niektórymi widujemy się naprawdę od święta lub na spotkaniu rozmawiamy głównie z dorosłymi i są w zasadzie obce. To sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać jak będzie wyglądało budowanie więzi z naszym dzieckiem, kiedy je pokocham, kiedy ono pokocha nas…czy będziemy się lubić. Jak sobie poradzę z uczucie, że ktoś obcy na całego wszedł mi do domu…Takie uczucia są chyba normalne, nie wieże w miłość od pierwszego wejrzenia po urodzeniu własnego dziecka. Jestem pewna że jego pojawienie się obudzi poczucie odpowiedzialności, wrażliwości itp, ale miłości to coś co spływa każdego dnia po kropelce i zapełnia serce aż nadejdzie dzień i zacznie się już na zawsze przelewać…od takie trochę trudne przemyślenia:)
    Pozdrawiam i czekam razem z wami 🙂

    Polubienie

    1. Masz Soniu rację. Życie się zmienia, zmieniamy się i my. Pamiętam jak mówiłam jako nastolatka, że „ja bym tak nie mogła”, „to mi się w głowie nie mieści”, a moja mama ze stoickim spokojem odpowiadała: „uważaj, bo może ci się to zmienić za jakiś czas”. No i się zmienia 🙂

      Natomiast czapki z głów dla Pani Kierownik Kolonii 🙂 Masz niezłą zaprawę teraz.
      A odnośnie rodzenia się miłości, to w pełni się z Tobą zgadzam. Może z dzieckiem biologicznym jest łatwiej, bo 9 mcy już jest z Tobą, ale potem i tak trzeba się do ogromnej zmiany przyzwyczaić i ją pokochać.
      Z adoptusiem raczej wyobrażam sobie to bardziej jak ze związkiem dwojga ludzi. Mój M. na początku nie robił na mnie żadnego wrażenia. Zanim zaczęłam o nim myśleć jak o kimś bliższym, a potem potencjalnym mężu minęło sporo czasu. Dziś nie oddałabym za żadne skarby:) Pewnie podobnie będzie z naszym dzieckiem. Gdy mnie nachodzą takie myśli, to często kieruję je w odwrotną stronę – jak będzie czuł się ten Maluch, który już został porzucony przez rodziców biologicznych i musi zadomowić się wśród nowych ludzi i im zaufać? Przy tym, mój strach jest niczym.

      Polubienie

  2. Abraham i Sara…we mnie też to czytanie poruszyło – jak zawsze! – czułą strunę… Gdy latami czekałam na dziecko, tak było… Dwanaście lat czekania to niemało. I teraz, gdy jestem mamą prawie dwulatki i gdy wbrew wszystkiemu (w tym zaawansowanemu wiekowi – mam 44 lata), myślę, co by było, gdybym znów była w ciąży…

    Polubienie

    1. Heloizo Kochana,
      Twój komentarz czytam już nasty raz. Gdybyś kiedyś miała ochotę podzielić się swoimi doświadczeniami, to będzie mi bardzo miło. Widzę, że przeszłaś bardzo dużo, 12 lat czekania to niesamowicie długo. Jak dałaś sobie z tym radę i jak przyjęłaś wiadomość o tym, że będziesz mamą? Ostatnio mam sporo rozmyślań o późniejszym macierzyństwie. Każde wskazówki są na wagę złota.
      Pozdrawiam gorąco
      Lidia

      Polubienie

  3. Lidio normalne jest ze w zyciu to ze co wczesniej bylo niewyobrazalne nagle staje sie dla nas mozliwe do zaakceptowania ja tez tak mam. Staram sie do tego przyzwyczajac zeby nie mowic slowa nigdy tylko zobacze jak bedzie poniewaz tak wiele razy zycie mnie zaskoczylo. Tak jak w pieknej ksiazce o adopcji „Bociany przylatuja zima” : wierze ze wasze dziecko/ dzieci gdzies tam juz na was czeka/czekaja i je odnajdziecie. Jesli tym razem jeszcze sie nie udalo to jeszcze nie byly wasze dziecko/dzieci. Wiem ze jest trudno czekac ale wy jestescie coraz blizej.
    My dzis dostalismy telefon z OA ze mozemy zlozyc papiery i to ze mamy zagraniczna firme nie bedzie przeszkoda. Ucieszylismy sie bardzo ale wiemy ze przed nami jeszcze dluga droga ale przynajmniej jest nadzieja.
    Gratuluje ci pieknie wyremontowanego mieszkania. Zdjecia wygladaja super 🙂
    Masz duzy talent do dekoracji i pozytywnie zazdroszcze ci umiejetnosci szycia. Jest to umiejetnosci na mojej liscie umiejetnosci do zdobycia.
    Co do grilla jeszcze nie zdazylam napisac ale przetrwalam go dzielnie. Ogolnie bylo milo i staralam sie odprezyc. Niestety jak to bywa niespodziewanie jeden facet ( zdziwilo mnie ze tym razem mezczyzna raczej dostaje mi sie od kobiet) ,ktory z zona wlasnie spodziewa sie pierwszego dziecka, zapytal sie nas na caly glos az zrobila sie ogolna cisza kiedy nasza kolej na dziecko bo przeciez wszyscy juz maja i zaczal wyliczac osoby zaproszone. Mozesz sobie wyobrazic zrobilo nam sie z mezem nieswojo. Zdziwilam sie ile mam mocy w sobie i jestem wdzieczna Bogu ze nie pozwolil mi sie rozryczec i sie trzymalam dzielnie. Nie wiem dlaczego odpowiedzialam ze juz niedlugo – oby to byly prorocze slowa. W nocy plakalam ale na szczescie tego juz nikt nie widzial. Teraz juz sie tym nie przejmuje wrocila moja rownowaga i letnia pogoda poprawila mi nastroj.
    Mama nadzieje ze odpoczniecie na wakacjach a jesli dostaniecie ten telefon to zeby to byl ten wyczekany.
    My tez wybieramy sie na 2 tygodnie do rodziny do Francji. Bede relaksowac sie w sloncu i zbierac pozytywna energie na dalsza walke.
    Usciski

    Polubienie

    1. Abi, bardzo się cieszę, że możecie ruszyć z procedurą! Witajcie w rodzinie walczących ado-rodziców 🙂 Czyli mówiłaś prawdę temu wścibskiemu cwaniakowi- już niedługo będziecie rodzicami 🙂 Bo nawet jeśli to będzie za 2-3 lata, to jednak będzie.
      Życzę Wam cudownych, wakacji we Francji. Teraz, ze świadomością, że macie drogę otwartą w OA, na pewno ten urlop będzie pełen spokoju, czego Wam bardzo życzę.

      PS. Odnośnie szycia, to najtrudniej jest zacząć. Potem jakoś idzie, a po jakimś czasie to nawet pięknie 🙂 Polecam, próbuj, póki możesz hałasować maszyną jeszcze o każdej porze, potem po dobranocce będzie szlaban, jak dzieci pójdą spać:)

      Polubienie

  4. Szwedzi uważają ,ze dziecko czuje się pewnie w nowej rodzinie po takim samym czasie ile w tej rodzinie nie było.Zawile mi się napisało ale 4 latek-po 4 latach.Nie wiem,może mają rację.
    .Ale mogę obserwować adopcyjne dziecko.Jest ponad rok w nowej rodzinie/przy adopcji miało ok./5 lat/
    Jak na razie,super.
    Mój wpis to bardziej o temacie oczekiwania i wieku dziecka.
    Nie walczyli o noworodka ani niemowlaka.Zaznaczyli,że do 7 lat.Oczywiście w duchu marzyli o dziecku do 3 ale….zadzwonił telefon/po ok.2 latach od kwalifikacji/,pojechali,nie widzieli ani dziecka ani zdjęcia dziecka.Poczytali dokumentację,przyjechali do domu -48h dostali na decyzje czy chcą zobaczyć dziecko i..dzisiaj śmiech Mamy przeplata się ze śmiechem dziecka.Mama czekała na słowo Mama, ponad 6 miesięcy./dziecko mówiło po imieniu/pamiętało,że kiedyś była inna mama/

    To rodzeństwo tez widziałam na zdjęciu i czytałam o nich.Trudna to była decyzja, z upublicznieniem zdjęcia. I bardzo się cieszę,że już mają rodzinę.
    Nutka

    Polubienie

    1. Ach… Z tą aklimatyzacją, stworzeniem więzi jest inaczej z każdym dzieckiem. Na to się niestety nie mogę dobrze przygotować, będzie potrzebny czas i miłość i być może fachowa pomoc. Zobaczymy. Obyśmy dali sobie radę.

      Polubienie

  5. Dla nas przy każdej z dwóch adopcji urlop lub czas okołourlopowy był czasem właśnie tego telefonu. Za pierwszym razem urlop udało się zakończyć (telefon zadzwonił na kilka dni przed końcem urlopu ale samolot powrotny, który mieliśmy zarezerwowany był praktycznie pierwszym na który bylibyśmy w stanie zdążyć). Przed drugą adopcją tak planowaliśmy urlopy żeby dało się z nich w miarę szybko wrócić samochodem ale oczywiście wszystko wyszło inaczej bo poza standardowym urlopem lecieliśmy też na ślub mojej siostry, która postanowiła wyjść za dość egzotycznego cudzoziemca w jego ojczystym kraju i telefon zadzwonił dzień przed wylotem. Wspólnie z dziewczynami z OA, biorąc pod uwagę również dobro dziecka, które już mieliśmy (które na ten wyjazd i spotkanie z ciocią bardzo się cieszyło) zdecydowaliśmy, że na ten urlop pojedziemy (na szczęście był krótki bo tylko tydzień) tak więc drugiego malucha poznaliśmy z tygodniowym poślizgiem. Tak więc wam życzę telefonu ostatniego dnia urlopu żebyście z nowym zapasem sił wkroczyli w nową rzeczywistość.

    Polubienie

    1. Dziekuje ci bardzo pozwalam sobie cieszyc sie choc troche. Teraz zbieramy niezbedne dokumenty juz nie moge sie doczekac kiedy je zlozymy. Oczywsicie boje sie bardzo zebysmy zostali zakwalifikowani. Wiem ze przed nami jeszcze tyle czasu ale chcialabym zebysmy dostali kwalifikacje i czekali juz tylko na dziecko. Uswiadomilam sobie ze na pewno nie ma dla mnie znaczenia czy bede miec niebiologiczne dziecko czy biologiczne – przeszlan ten etap i jestem gotowa na adopcje. Staram sie czytac ksiazki o adopcji jak rowniez przegladam wpisy z doswiadczeniami par ktore juz zaadoptowaly. Rozmawiamy o tym duzo z moim M zeby sie jak najlepiej przygotowac na tyle ile sie da. Przepraszam ze sie zapytam wiem ze ten temat jest czesto poruszany czy martwicie sie na ile dziecko bedzie chore? Wiele osob porusza ten temat na forach internetowych. My nie boimy sie chorob ktore da sie leczyc ale uposledzenia trwalego szczegolnie umyslowego oraz RAD. Nie wiem sama co mam myslec czy czesto zdarzaja sie przypadki RAD. Przepraszam ze sie pytam ale nie mamy zadnego doswiadczenia i niestety jeszcze nie znamy par ktore juz adpotowaly. Usciski

      Polubienie

      1. Abi, każdy krok do przodu cieszy, pozwól sobie na radość z każdego metra pokonanego do przodu i staraj się nie bać na zapas. Co ma być i tak się zdarzy, a prawdopodobieństwo, że akurat to konkretne zdarzenie przewidzimy, jest bardzo małe.Często boimy się dziś przyszłości, a kiedy ona nadchodzi, okazuje się, że dojrzeliśmy, zmieniliśmy trochę podejście i obawy zniknęły. Trochę tak jak z tematem adopcji – na początku marzyłyśmy o macierzyństwie, a że będzie to macierzyństwo adopcyjne, to do tego musiałyśmy dojrzeć.

        Jeśli chodzi o zdrowie dziecka adoptowanego, to chyba najcięższy temat, sama nawet nie wiem jak go ugryźć. Nawet deklaracja adopcji dziecka zdrowego, ma w sobie prawdopodobieństwo ujawnienia się wielu chorób u dziecka w przyszłości. Mam na myśli oczywiście chorób wynikających ściśle z zaniedbań w okresie prenatalnym. Musimy się z tym liczyć i być gotowi walczyć w przyszłości z takimi barierami.
        Co innego, zdecydować na początku o gotowości do adopcji dziecka niepełnosprawnego i to w dużym stopniu. Wszystko trzeba ogarnąć swoimi możliwościami, siłami i przede wszystkim sercem.

        Polubione przez 1 osoba

    2. 90% historii z „tym” telefonem o których słyszałam, wydarzyło się w sezonie urlopowym i Ty jesteś kolejną osobą potwierdzającą regułę 🙂
      Właśnie od jakiegoś czasu mam takie przeczucie związane z naszym wyjazdem do Chorwacji, ciekawe bo to już niedługo, więc za miesiąc będziemy wiedzieć czy my też zawyżymy średnią urlopowych telefonów z OA czy nie.

      Polubienie

  6. Witaj,czytam Cię od początku rownież czekam na ten telefon prawie 2 lata w Krakowie,trudno sie żyje ciagle czekajac.Ja żadnych przeczuć wakacyjnych nie mam moja nadzieja przez te miesiące sie uśpiła
    czasami nie wierze ze w ogóle zadzwonią.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Te fazy u mnie się przeplatają. Raz zapominam o tym, że jesteśmy w jakiejś kolejce i zawsze może przyjść na nas czas, a raz mam przeczucia, a nawet obawy „żeby tylko nie zadzwonili w tych 2 tygodniach”.
      A skończy się pewnie tak, że ani ja, ani Ty nie będziemy się tego spodziewać 🙂
      Ściskam mocno w tym najdłuższym życiowym czekaniu.

      Polubienie

  7. Najważniejsze, że znajdujesz sobie różne takie drobne radości, które wypełnią ten czas oczekiwania. Wiadomo, że to są takie rzeczy, których w zasadzie mogłoby nie być, no na przykład wkładanie ogórków w słoiki 😉 ale to są właśnie takie przyjemności, na które jeszcze możesz sobie pozwolić. Trudno mi sobie wyobrazić czekanie aż tak długo, bo ja na szczęście tyle nie musiałam, ale najważniejsze, że na końcu drogi czeka dziecko i tym trzeba żyć plus taką zwykłą codziennością.
    Tak na pocieszenie dla wszystkich, właśnie zadzwonili z propozycją do znajomej po 4.5 roku, jadą poznać synka. Wprawdzie to drugi telefon, ale nieważne. Już pogodzili się z tym, że nie zadzwonią i nagle bum. Telefon zaskakuje i to w jak najmniej odpowiednim momencie 😉 Ale Wam Lidio życzę wspaniałych wakacji, niech dzwonią, ale jak już coś to pod koniec 😉 I powtórzę kolejny raz – jak już będą dzieci/dziecko (jakoś ciągle mam przeświadczenie, że dwójka, nie wiem czemu) to będziesz wiedziała, dlaczego tyle musiałaś czekać :*

    Polubione przez 1 osoba

    1. Izzy a wiesz, że ja ostatnio też mam takie myśli, że może być dwójka 🙂 ? Mimo, że te 3 lata temu zgłaszaliśmy chęć 1 dziecka, to dziś sobie myślę – i co, znów mam przechodzić to samo?
      Dziś powoli pakuję się na wyjazd, ale od 3 dni, zasypiam z dziwnym niepokojem. Może to zwykłe babskie dziwadła, a może moja podświadomość już coś wyczuwa. Nawet kiecki jak dziś wyjmowałam z szafy, to stwierdziłam, że w tym roku biorę mniej, bo nie będzie tyle potrzebne 🙂 Zobaczymy..

      Polubione przez 1 osoba

  8. Taaa, kobieca intuicja. Niestety wszystko przede mną i to oczekiwanie itd. Każdy jest w innym miejscu drogi. Fajnie że jest ten blog bo czyta się to jak własne historie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s