Wiewiórkowy miszmasz.

W całym tym adopcyjnym oczekiwaniu wpadam co jakiś czas w dziwną czasoprzestrzeń. Pomiędzy radosnym oczekiwaniem, wypełnionym milionem spraw, które warto jeszcze teraz załatwić, gdy jesteśmy we dwójkę, a taką totalną stagnacją, połączoną z niemocą, czasem przykrością, złością, a nawet buntem, bo ktoś znów coś powiedział i może nieświadomie, ale walnął nam prosto w serce jest coś jeszcze. Jest jakaś dziwna dziura. Brak w niej energii i radości, ale nie ma też smutku, płaczu i załamywania. Brak nowych pomysłów i planów, brak też ogromnej tęsknoty za rodzicielstwem. Jest dziwne trwanie i pytanie czy do takiego trwania jesteśmy przeznaczeni?

Dni płyną jeden za drugim. Z jednej strony chciałabym napisać, że ten czas zaiwania jak głupi, bo w takim normalnym, codziennym życiu o tym, że mamy już sierpień to przypominają mi tylko cykliczne, comiesięczne rachunki i faktury. A z drugiej, adopcyjnej strony, to przecież wszystko się taaaak dłuży.

Wczoraj M. przywiózł od kolegi z działki całą masę dobrodziejstw: siatę ogórków, cukinie, jajka, zioła i właśnie w tym całym amoku kiszenia ogórów zastała mnie cudowna wiadomość, że jedna z Was właśnie została adopcyjną mamusią. Ale się ucieszyłam, co najmniej jakby to do mnie zadzwonili 🙂

kisimy ogórki

ogórki kiszone w słoiku

Zapycham czas drobiazgami

Bardzo leniwie wykorzystuję ostatnio ten czas i nawet trochę wkurzam się na siebie, że za leniwie. By mieć choć troszkę czystsze sumienie, to wplatam w te dni jakieś drobiazgi, na które sobie tłumaczę, że za niedługo nie będzie czasu. Zrobiłam RTG zębów, które pobolewają, choć moja dentystka twierdzi, że nie powinny, załatwiam recepty, by mieć zapas leków na tarczycę na wyjazd na urlop, przeczesuję internet w poszukiwaniu prezentu dla siostry, która za chwilkę obchodzi swoją 30-stkę. I trochę znów mnie w sercu kłuje, bo to ona spełnia moje marzenia i miesiąc po swoich urodzinach przyjdzie na świat jej druga córka. A ja zapycham czas tymi drobiazgami, by nie myśleć, że dalej czekam.

 

M. szykuje drewniane półki do sypialni, na których chcę poukładać domową dżunglę kwiatową. A ja wieczorami wyszukuję dupereli ozdobnych, brakuje nam jeszcze małych fajnych lampek nocnych do czytania w łóżku.

W zeszłym tygodniu pozwoliłam sobie na dodatkowy luksus i kupiłam drugie okulary. Gdy rok temu przekonałam się, że zmiana okularów nie musi wiązać się z traumą, że będą źle dobrane, że bolą oczy, to nabrałam ochoty na jeszcze. Teraz po raz pierwszy w życiu mam równolegle dwie pary korekcyjnych okularów i jedne przeciwsłoneczne, również z korekcyjnymi szkłami. Muszę przyznać, że to jest ogromny komfort. Okularnicy będą wiedzieć o co chodzi. Pamiętam, gdy 6 lat temu złamałam niechcący zausznik w jedynej parze okularów jakie wtedy miałam, a na sprowadzenie takiego nowego miałam czekać 2 tyg. Wyobrażacie sobie? Gdyby nie to, że moja siostra miała kiedyś taki sam model, tylko w innym odcieniu i oddała mi te swoje, nieużywane już oprawki, to 2 tygodnie chodziłabym w ciemnych 🙂

zioła + okulary

baza z łóżka

 

Ostatnio też zrobiłam sobie małą bazę w naszej sypialni i wróciłam do kursów internetowych. Rozkładam wieczorem „przenośne biurko”, komputer, biorę coś pysznego do picia i działam. Bardzo mi ciężko się zmobilizować, by zacząć, ale potem satysfakcja jest spora, gdy przerobię kilka modułów i popchnę choć trochę pracę do przodu. Staram się dokształcać, by móc pracować kiedyś zdalnie, ale idzie mi to  w takim samym tempie, jak procedury adopcyjne. Nie wiem, czy to jakieś przeczucie, że nie tędy droga, czy mam jeszcze tak dużo czasu, że faktycznie nie mam się co spieszyć.

Jeśli, któraś z Was przeszła taką drogę, tzn. z pracy nazwijmy to „wyjściowej” do „pracy z domu”, to zdradźcie rąbek tajemnicy, czy przygotowywałyście się do tego długo, czy to był pomysł chwili, czy wymuszona konieczność na tu i teraz. Czy robicie dalej to samo co na etacie, czy musiałyście się przebranżowić?

 

 

 

Reklamy

19 myśli na temat “Wiewiórkowy miszmasz.

  1. Ostatnie zdjecie powala bardzo ladne 😉 az nabralam checi do nauki niestety w moim zawodzie ciagle musze sie uczyc wiec jeszcze sobie poprasuje rzeczy i spadam co to za kursy na internet?

    Polubienie

    1. Och, to masz super zawód. Ja w obecnej pracy przeszłam już wiele lat temu etap sporego dokształcania, potem szkoliłam kilka lat innych, teraz już chyba mam dość i potrzebuję czegoś zupełnie nowego.
      Obecnie ogarniam kursy z WordPress’a i powoli przestaję się śmiać z informatyków i programistów, bo ten świat zaczyna mi się podobać. Aż sama siebie nie poznaję 🙂

      Polubienie

  2. Ja tez jestem ciekawa co to za kursy? 🙂
    Moim celem jest porzucić etat, zrobiłabym to z dnia na dzień ale niestety brak mi poduszki finansowej a tym samym komfortu bo jednak z czegoś trzeba żyć. Obecnie robię to co ty czyli dokształcam się, ale też robię dokładnie to co robiłabym na swoim wiec zaczynam gromadzić bazę Klientów i portfolio.
    Nie martw się, że czas leci ci na ogórkach:) Nie bądź dla siebie też zbyt surowa. Kiedyś mój brat ładnie ujął taki stan mówiąc, że każdy z nas ma baterię, która napełnia się energią, gdy coś się nam uda, otrzymamy miłość ale też wyczerpuje w momentach gdy np ktoś da nam złe słowo, lub coś wymaga zaangażowania. Być może poziom twojej energii jest teraz niższy, ale myślę że urlop ją napewno podładuje 🙂

    Polubienie

    1. Oj to prawda, ja też trochę się boję porzucić zupełnie moją dotychczasową pracę, która przynosi mi w miarę stały dochód. Całe szczęście mogę rozszerzać działalność i może kiedyś zgrabnie zmienię jej profil tylko na zdalny 🙂 Gdybym miała niezależny zawód jak Ty, też budowałabym portfolio. Idź tą drogą, myślę, że to na pewno zaprocentuje.
      A tymczasem tłumaczę sobie, tak jak napisałaś – jest czas ładowania baterii, korzystania z niej i jest bezczas – bo kiedyś potrzebuję zakisić te ogóry, zrobić sok malinowy (dziś przerobiłam 12,5 kg malin) i jeszcze czeka mnie najważniejsze – przecier pomidorowy.
      Oj urlop będzie do ładowania baterii na pewno 🙂

      Polubienie

  3. „Staram się dokształcać, by móc pracować kiedyś zdalnie, ale idzie mi to w takim samym tempie, jak procedury adopcyjne.” Jakbym czytała o sobie..Ostatnio mam podobny stan „nic mi się nie chce”. Ale poniekąd jest to pewnie spowodowane zmęczeniem ostatnimi miesiącami. Odliczam do początku września i urlopu.

    Polubienie

    1. Dopiero jak przeczytałam Twój komentarz kapnęłam się co ja dobrego wyprawiam. Wkurzam się na ospałe działanie OA, a sama nie prezentuję lepszego tempa w niczym. Brawo ja. No i faktycznie mogę to usprawiedliwić tylko tak jak piszesz – zmęczeniem i ewentualnie trochę rutyną.
      Też czekam na urlop z utęsknieniem, szkoda, że ona zawsze mija szybciej niż 2 tyg pracy 🙂
      Ale to moje pierwsze 2 tyg urlopu ciurkiem więc nawet jak zlecą szybko to i tak będą dłuższe niż zawsze.
      Ściskam

      Polubienie

  4. Kochana!
    Normalnie nie wierzę, bo mnie też naszła niedawno ochota na zmianę okularów! Ale jakoś nie mogę się zdecydować 🙂 Po zdjęciu widzę, że mamy podobny okularowy gust ;D A co do pracy, to zdarzyło mi się przechodzić z trybu 8.00-16.00 w biurze, do pracy zdalnej w domu, jako freelancer. Akurat mój zawód mi to umożliwia. Wtedy była to jednak trochę wymuszona decyzja, bo musiałam odejść z pracy i chwyciłam się zleceń przez internet i tak jakoś utknęłam w tym na pół roku 😀 No i były plusy i minusy, jak to wszędzie… Mam chyba tendencje do wpadania w pracoholizm, kiedy nie mam jakiś ram godzinowych. Teraz pracuję znowu w trybie „wyjściowym”, ale przyznam, że myślę o powrocie do pracy zdalnej z domu, żeby więcej czasu spędzać z dzieckiem (w przyszłości, bo jeszcze telefon nie zabrzmiał). No ale zobaczymy 🙂
    Mi się zaczął chyba ten gorszy czas w czekaniu na telefon, może dlatego że w lato zawsze mi czas spowalnia… Staram się myśleć o pozytywach, ale czasem wydaje mi się, że właśnie przez to nie pozwalam sobie na choćby mały „dołek” i to zaczyna mnie frustrować. Takie trochę błędne koło. Ciągle mam w głowie słowa psycholog z OA, że musimy być psychicznie gotowi na dziecko, tacy „poukładani” w swoich głowach. No bo co, jeżeli akurat telefon zadzwoni akurat w tym „gorszym” momencie mojej psychiki? I tak się oto nakręcam.

    Pozdrawiam,
    Okularowa Tyśka

    Polubienie

    1. Ja faktycznie trochę się rozkręciłam w dobieraniu nowych oprawek okularowych. Poznałam fajną stylistkę opraw i dzięki niej mam mniej obaw, że będą nieudane, albo szkła nie będą pasować, bo póki co, 3 pary są OK (2 korekcyjne i 2 przeciwsłoneczne). Poprzednie oczywiście nadal używam i bardzo lubię, ale teraz delektuję się drugą parą chwilowo.
      Zazdroszczę pracy, która umożliwia Ci pracę na różne sposoby. U mnie to wiąże się z całkowitym przebranżowieniem na. … no właśnie nie do końca wiem co jeszcze. Szukam swojej drogi jeszcze, czasem bardzo ospale, czasem, gdy wkurzą mnie moi klienci to bardzo szybko i cudem opanowuję się, by nie zmienić profilu swojej działalności w jeden wieczór 🙂 Mam to samo myślenie co Ty – skoro już tyle czasu czekam na dziecko i biorę pod uwagę, że może ono mieć dużo większe potrzeby bliskości, wspierania rozwoju i budowania więzi, to chciałabym mieć taką możliwości pracy zdalnej, gdzie będę mogła zostać w domu dużo dłużej niż ustawowy macierzyński (który w moim przypadku wyniesie 1000zł) 🙂 Zobaczymy co z tego wyjdzie.
      Choć w sumie i tak wiem co wyjdzie. Pewnie rzucę wszystko i zajmę się dzieckiem, nawet gdybym miała mieć tylko te 1000zł przez kolejne 10 lat.
      Wiesz co ? Ta Wasz pani psycholog z OA, to chyba sama była w gorszym psychicznie okresie, gdy wypowiadała te słowa. Nie wyobrażam sobie być „poukładanym wewnętrznie” (w sensie takim idealnym) przez ponad 3 lata (my tyle jesteśmy w OA). Każdy ma lepszy i gorszy czas. Poukładane to jest na półkach w IKEI, a w domu rodzinnym jest różnie – czasem rozważnie, czasem sentymentalnie, ważne, by móc na siebie liczyć i dawać sobie zawsze wsparcie i miłość.
      Buziaki :*

      Polubienie

      1. O, to może i mi przydałaby się taka stylistka od okularów 🙂
        „wkurzą mnie moi klienci to bardzo szybko i cudem opanowuję się, by nie zmienić profilu swojej działalności” – skąd ja to znam! No ale fakt, ciesze się, że mam możliwość pracy zdalnej, myślę że w przypadku dziecka adoptowanego to może być dobre wyjście. Zobaczymy 🙂
        „Poukładane to jest na półkach w IKEI” – W punkt! ;D

        Pozdrawiam,
        Okularowa T.

        Polubienie

        1. A to szukaj na FB „stylistka opraw okularowych – Patrycja Grzybowska” – jeździ po całej Polsce i organizuje dobieranie opraw okularowych w różnych salonach. Na FB wcześniej ogłasza w jakim mieście i kiedy będzie, musisz się tylko zapisać do niej na godzinę. Choć pewnie takich osób jest więcej.

          Polubienie

  5. Hej, ja zrobilam polroczny internetowy kurs na Kodilii. To byl kurs od zera (od podstaw) na Webdevelopera, czyli programowanie stron internetowych. Forma internetowa byla wygodna, bo dostawalam nowa porcje materialu raz w tygodniu oraz zadan do zrobienia i mialam na ogarniecie tego tydzien i sama decydowalam kiedy to zrobie (raz mialam czas rano, raz wieczorem, raz w weekend, a czasem w tygodniu). Plus dostaje sie mentora – osobe ktora bedzie Ci tlumaczyc, sprawdzac po Tobie, dawac dodatkowe zadania. Z ta osoba ma sie telekonferencje tez raz w tygodniu. Kurs jest drogi. Ale pomagaja oni potem znalezc prace i cv napisac i niby gwarancje pracy daja. Ja do tego etapu nie dotrwalam, bo juz pod koniec kursu moj mentor polecil mnie do swojego szefa i zaproponowal prace zdalna. Przed kursem uczylam sie programowac sama, ale w necie jest tyle wiedzy, ze ciezko to samemu przesicic i ogarnac, co jest teraz najnowszym standardem. No i brakowalo mi, aby ktos moj kod czytal i poprawial. Nie zaluje wydanej kasy na ten kurs. Zwrocila mi sie po jakis 4 miesiacach pracy. Co do samej pracy zdalnej, to trzeba to lubic i byc zmobilizowanym. W mojej firmie jestem umowiona na 8h pracy dziennie, a kiedy to zrobie to zalezy ode mnie. Moge zaczac od 8 rano, moge od 11 i pospac dluzej. Mozna wyjsc w trakcie i cos zalatwic. Ale wszystkie takie przerwy rozwlekaja dzien pracy i rozpraszaja, dlatego wazne aby moc sie w domu skupic i tak jak w biurze te 8 h przepracowac, a potem zajac sie domem czy przyjemnosciami.

    Polubienie

    1. Bardzo Ci dziękuję, że opisałaś swoją historię. Zaraz muszę się zapoznać z ich ofertą i zrobić test czy się nadaję 🙂 Gratuluję, że tak szybko znalazłaś pracę i cieszę się, że jesteś zadowolona. Domyślam się, że w tym zawodzie, nawet na macierzyńskim / wychowawczym będziesz mogła dodatkowo robić jakieś zlecenia, jeśli Ci czas pozwoli. No i praca z domu ma wiele plusów, fakt, że trzeba umieć się mobilizować, ale myślę, że ci, którzy nie umieją nawet nie biorą takiej pracy pod uwagę .

      Polubienie

  6. Mam wadę wzroku od czwartej klasy podstawówki, obecnie wada -4,5 i -3,5. Bez okularów ani rusz, ale 11 lat temu przerzuciłam się na soczewki. Super sprawa przy odcedzaniu ziemniaków- bo nie parują 😉 siostra też ma wadę i jak nie miała okularów na nosie i je zapodziała, to jej szukałam, bo ciężko coś znaleźć bez nich. Ogórki zacne, u mnie wyrosły takie gruszko- buły, nienawidzę takich , resztę zdziubaly ptaszyska, na szczęście u mamy się udały i są identyczne jak na zdjęciach ☺️ też chciałabym zrobić sok z malin, ale w tym roku bida, bo u mnie umarzły,muszę gdzieś kupić. Może na Rybitwach?
    Mamy podobne, jak nie identyczne łóżka. Kolor ten sam!

    Polubienie

    1. Mnie wzrok popsuł się w 7. klasie podstawówki i mam tylko odrobinę mniejszą wadę niż Ty. W soczewkach śmigałam wiele lat w szkole, potem na studiach bo więcej trenowałam i na sali tanecznej nie dało się inaczej. Potem oczy bardzo zaczęły mi się męczyć, wysuszać i wada się pogłębiała, więc wróciłam znów do okularów. Choć parowanie w zimie, przy otwieraniu piekarnika i odcedzaniu ziemniaków denerwuje, to fakt 🙂
      A odnośnie przetworów, to ja niestety swoich żadnych owoców nie posiadam. W tym roku trafiły mi się darowane ogórki, a maliny odkupiłam od koleżanki z pracy, która ma działkę i sprzedaje maliny.

      Polubienie

  7. Jak wiesz ja jestem „na swoim” od wielu lat, ale wiadomo, ja mam trochę łatwiejszą sprawę, ponieważ w zasadzie robię to samo. To samo, ale jednak nie do końca, bo musiałam też nauczyć się wielu rzeczy, innej formy pracy. Tak naprawdę to to najważniejszy jest pierwszy krok i wiara, że się uda. No, bo niby czemu miałoby się nie udać? (powtarzam to za moim mężem, bo on mi zawsze tak mówi ;)) Wiele moich koleżanek zostało w tamtej pracy a ja od tego czasu zmieniłam swoje życie o 180 stopni. I warto, bo człowiek pracuje dla siebie i przede wszystkim robi to co lubi. Dlatego trzymam mocno za Ciebie kciuki i za realizację tych wszystkich planów. Tym bardziej jest to wspaniała sprawa dla przyszłej mamy, bo nie ma nic wspanialszego jak możliwość poświęcenia czasu dziecku kiedy się chce i ile się chce. :))
    Ogórasy wyglądają przecudnie! Ja kocham małosolne i konserwowe, kiszone tylko do zupy.
    Co do zębów to u mnie niestety na zewnątrz nic nie widać, dopiero na RTG, ponieważ mam same kanałówki 😦 Masakra 😦 A kiedyś miałam taki przypadek, że bolał mnie ząb, ponieważ miałam przeziębione zatoki (jakoś tam mam je blisko) i oczywiście dentystka nic nie widziała.

    Ja na szczęście wzrok mam dobry, gorzej ze słuchem 😉 Jak nie urok to …
    Buziaki :*

    Polubienie

    1. Wiem Izzy, Twój przykład też mnie właśnie inspiruje. U mnie wiąże się to z całkowitym przebranżowieniem i chyba dlatego mam stresa, bo muszę obrać dobry kurs, a nie do końca umiem się sprecyzować. Ale tak, jak piszesz, czasami trzeba po prostu podjąć tę decyzję, a reszta jakoś pójdzie.
      A odnośnie ogórasów, to u mnie też zawsze królowały konserwowe, właściwie kiszone były zawsze gorsze…. bo kwaśne 🙂 A teraz okazuje się, że małosolne i kiszone na moje jelita są najzdrowsze i zmieniam powoli przyzwyczajenia.
      Całe szczęście że przegląd uzębienia wyszedł nawet ok, to co mnie uwiera okazało się … resztką korzenia po usuwanej ósemce. Tak, chirurg dentysta coś przeoczył i fragment korzenia został 🙂

      Buziaki:*

      Polubienie

  8. Akurat oboje z mężem mamy takie zawody (i do tego bardzo podobne), które można wykonywać zarówno na etacie jak i jako typowy free lancer. Ja ciągnę etat, mąż jakiś czas temu zdecydował się przejść „na swoje” więc mam niezłe porównanie jak to wygląda również w aspekcie czasu dla rodziny. Pewnie dużo zależy od zawodu ale jakby tak podsumować mężowski czas „dla rodziny” to wcale nie jest go dużo więcej natomiast jest on na pewno bardziej elastyczny. To zazwyczaj tata odbierał chore dziecko z przedszkola, jeździł do lekarza jeśli nie dało się umówić wizyty inaczej niż w środku dnia, wozi dzieciaki do fryzjera itp. Natomiast zazwyczaj to wszystko dzieje się kosztem zarwanej potem nocki albo poranka bo jednak robota musi być zrobiona. Klienta nie specjalnie obchodzi to, że masz chore dziecko i w środku dnia wypadły ci 3 godziny żeby odebrać go z przedszkola i zawieźć do lekarza. Do tego trzeba umieć pracować w domu – uodpornić się na domowe hałasy, domowy bajzel (niektórym to bardzo przeszkadza i zanim zabiorą się za pracę wysprzątają całą chatę a czas leci i jest już 15 i trzeba jechać po dzieciaki do przedszkola) itp. No i odkąd mąż jest na swoim to na urlop jeździmy z laptopem i tam gdzie jest zasięg… Jak jesteś na swoim największe fuck-upy mówiąc językiem korporacyjnym zdarzają się wtedy kiedy nie ma cię na miejscu. Tak więc życie na swoim nie zawsze jest takie różowe.

    Polubienie

    1. Wiesz co, tylko utwierdzasz mnie w postanowieniu, by działać w kierunku pracy zdalnej.
      Fajnie że porównałaś, te 2 formy zatrudnienia – to fakt, mają plusy i minusy. Tylko że ja jestem na własnej działalności gospodarczej, ale takiej wychodnej – muszę jechać i codziennie być w biurze. Przez to nigdy nie miałam czegoś takiego jak urlop 26 dni, jak się coś wykrzaczyło to musiałam zmienić swoje plany. Za 10 lat takiej pracy nie uzbierało się nawet 10 dni L4, to był zawsze mój problem, co zrobię by otworzyć firmę, nawet gdy byłam chora no i gdy chory był pracownik, bo zawsze pracuję z kimś. Dlatego teraz tak kalkuluję, że forma rozliczania by mi się nie zmieniła, tylko łatwiej w sytuacjach kryzysowych (a przy dziecku pewnie ich trochę będzie) ogarnąć wszystko z domu, minus mam jeden- muszę się przebranżowić, bo obecnych umów nie mogę realizować z domu 😦
      Choć Waszą sytuację w pełni rozumiem – jeśli oboje mielibyście pracować zdalnie to nie wiem jak Wy, ale my z mężem pewnie byśmy się „zderzali” – to kto jedzie po chore dziecko i czemu nie ty? :))

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s