Widział ktoś *osła? Czyli komu państwo daje drugą szansę?

Poczekałam z tym do dziś. Chciałam, by mi opadły emocje. W piątek po pracy kupiłam nawet 20 kg pomidorów i paprałam się z nimi ponad 4 godziny, myślałam, że mi przejdzie. Ale nie przeszło. Więc dziś postanowiłam się tym z Wami podzielić, choć dla większości to już nie będzie świeży news.

Jak nie znam się na kopalniach odkrywkowych to się nie wypowiadam, ale ….  *oseł zna się na wszystkim.

Zaczęło się od tego, że we wtorek rano przed wyjściem do pracy coś mnie podkusiło, by sprawdzić pogodę w necie. Na jednym z portali informacyjnych jednak po oczach raził artykuł o procedurach adopcyjnych. Temperatura i  prognozowane opady przestały mieć wtedy znaczenie, weszłam w artykuł i zamarłam. Czy my naprawdę mamy takich ludzi w rządzie?

W artykule pewien pan *oseł wypowiada się o tym w jaki sposób „zdrowieje” społeczeństwo, jak prostym sposobem państwo „tępi w zarodku patologie”, jak to rośnie zasobność ludzi i tak oto cudownym sposobem …. poprawia się kondycja rodzin biologicznych – stąd tak mała ilość adopcji w Polsce. Brawo partia rządząca, brawo „pińćset plus”!

I nic, że w rozmowie zabiera głos dyrektor jednego z ośrodków adopcyjnych i wprost mówi, że teorie pana *osła to fikcja.

Dyrektor innej placówki – rodzinnego domu dziecka opowiada o podwójnej traumie, czyli „zwrotce”, gdy dziecko po umieszczeniu w pieczy, po jakimś czasie wraca do teoretycznie zdrowiejącego domu rodzinnego, a następnie znów ląduje w placówce, bo rodzina jednak nie jest wydolna.

Jeszcze innym aspektem jest wsparcie dla rodzin adopcyjnych po adopcji, które nie jest wysokich lotów oraz kontrola nad rodzinami biologicznymi na delikatnie mówiąc mocno niewystarczającym poziomie – o tym wspomina kolejna, czyli trzecia już – pani dyrektor ośrodka adopcyjnego.

3 na jednego ?

Jak to możliwe, że trzy odpowiedzialne za sprawy adopcyjne osoby mają tak odmienne zdanie od pana *osła?

Może pan nigdy nie był w żadnej placówce opiekuńczej / rodzinie zastępczej/ pogotowiu rodzinnym i nie wie o czym mówi ?

Może pan nawet nie porozmawiał z żadną rodziną adopcyjną?

A może w końcu nigdy na własne oczy nie monitorował pan jak „zdrowieje społeczeństwo” i do jakich warunków wracają dzieci do rodzinnych domów?

Może pan nie rozumie, że dawanie „drugiej szansy” powinno być rozumiane jako szansa dla dziecka, a nie dla patologicznej rodziny, w której i tak nic się nie zmienia?

Tylko po co słuchać „głosu” dziecka, jak ono potem na *osła głosu nie odda.

I dające największy obraz wiedzy i orientacji pana w temacie: „co może dziać się w głowie dziecka, który po latach dowiaduje się, że jest adoptowany? To dla naszej tradycji obca sytuacja”. Nawet nie wiem jak to skomentować…. ale pogratulować można, bo jednym zdaniem zdradzić się, że tak bardzo nie ma się o czymś pojęcia, jest trudne.

osioł z Lindos

Wiele wyjaśnia też fakt, że stanowisko Za-cy Przewodniczącego Komisji Polityki Społecznej i Rodziny (PSR) zajmuje: inżynier energetyki, absolwent AGH, pracownik kopalni węgla, ojciec 1 dziecka, (które na marginesie zrobiło ekspresową karierę i pnie się po szczeblach zawodowych), ale pewnie chodzi właśnie o te wartości rodzinne, o których pan *oseł wspominał.

I ja nie mam nic przeciwko, by górnik nie znał się na adopcji i prawie rodzinnym. Ale co robi na tym stanowisku? Nikt mu nie powiedział, że się ośmiesza i przede wszystkim robi ogromną krzywdę niewinnym i tak już skrzywdzonym dzieciom??”

No ale dla *osła najważniejsza jest Tradycja – jakbym słyszała Tewje ze „Skrzypka na dachu”. Traaadyyycjaaa…. za każdą cenę, smutne to.

Nawet nie chcę myśleć co dzieje się w innych resortach, w temacie których się nie orientuję, ale poziom kompetencji może być na podobnie wysokim poziomie.

Tam też mogą mieć nas gdzieś….

zad osiołka

 

Reklamy

19 myśli na temat “Widział ktoś *osła? Czyli komu państwo daje drugą szansę?

  1. Nawet nie wiem, jak wypowiedź tego *osła skomentować, bo cisnąć mi się na usta same niecenzuralne słowa. Ten pan zatrzymał się chyba w średniowieczu, patrząc na jego poglądy.. Co czuje dorosły człowiek, dowiadując się o adopcji? Panie *ośle, gwarantuję panu, że nasze dzieci znają swoją historię od najmłodszych lat. No tak, bo trochę od czasów „średniowiecza” się zmieniło..
    Rozumiem Twoje oburzenie Lidio! I tacy ludzie rządzą naszym krajem.. Ech..

    Polubienie

  2. Strasznie to smutne ale niestety postawa ta mnie nie zdziwila bo widze jaka jest swiadomosc naszego spoleczenstwa i nie tylko naszego. Niestety pan „osiol” nie jest odosobniony w swoich przekonaniach. Ja tez nasluchalam sie od niby ludzi wyksztalconych majacych wlasne dzieci jak to duzo lepiej zeby dzieci z domow dziecka wychowywaly sie w swoich biologicznych rodzinach jakie by one nie byly. Ze zabieranie dzieci do adopcji to „ostateczna ostatecznosc” i wielka krzywda dla rodzicow. I jesli sie tak stanie to i tak jak dziecko dorosnie powinno znow miec kontakt ze swoimi biologicznymi rodzicami bo to oni sa tak pokrzywdzeni przez los ze przez ciezkie warunki zyciowe lub zle wybory nie mogli wychowywac swojego dziecka. Nie dziecko jest pokrzywdzone tylko rodzice biologicznii. Nie wiedzialam czy po takich slowach mam krzyczec czy plakac. Ten pan nie powinien byc na tym stanowisku ale mysle ze dopoki nie zmieni sie postrzeganie spoleczne adopcji jako czegos dobrego dla dziecka bedziemy miec takich politykow wypowiadajacych sie w taki sposob. Niestety sa osoby ktore uwielbiaja wypowiadac sie na tematy ktore ich nie dotycza i na ktore nie maja wiedzy ale wiedza dobrze co by zrobily na miejscu danej osoby ktora sie w takiej sytuacji znalazla. Ta sama zimna i nieprzejednana postawa spoleczna jest wobec bezplodnosci – uslyszalam np. ze nie kazdy musi miec dzieci wiec moja walka jest beznadziejna i formy wspomagajace plodnosc i adopcja sa nieodpowiednie – brzmialo to tak jakbym chciala miec basen obok domu przeciez nie kazdy musi miec basen taka fanaberia. Przepraszam moze jest to pelne goryczy co pisze ale nie czuje niestety wsparcia. Juz sie zaczynam do tego przyzwyczajac. Oczywiscie spotkalam ludzi na razie w mniejszosci ktorzy staraja sie dowiedziec i zrozumiec problem choc ich on nie dotyczy. Pocieszajace jest to ze osoby zajmujace sie osrodkami nie koloryzuja tematu i mowia wprost jak jest moze wreszcie ktos ich uslyszy a spoleczenstwo ociepli sie co do adopcji. Co nam pozostaje modlic sie o zmiany i uswiadamiac ludzi ile sie da.

    Polubienie

    1. Abi, to prawda, że społeczeństwo zazwyczaj nie orientuje się w temacie adopcji i ja „temu społeczeństwu” które nie stanowi prawa w tym temacie tą niewiedzę wybaczam, choć tak jak napisałaś, gdy wypowiadają pewne słowa do nas- niepłodnych, czekających na adopcję, to boli. Ale już nie będę się teraz rozczulać nad naszym bólem.
      Mnie chodzi o to, że tematy rodziny, adopcji, rodzin zastępczych wydają się tak oczywistym tematem, że w takiej komisji / resorcie może zasiadać każdy poseł – czy się zna, czy nie, coś tam postanowi, bo przecież on ma rodzinę, to się nie zna??? To tragiczne, że jak już zajmuje stanowisko, to nie pogłębia swojej wiedzy w temacie, tylko w mediach opowiada takie bzdury. Porównuję to do pracy każdej z nas – czy gdybyśmy nie znały się na swoim fachu, a wypowiadały się w mediach w bzdurny sposób, nasi pracodawcy by nam to podarowali? Mnie raczej nie i pewnie Wam też.
      A odnośnie tego tekstu „nie każdy musi mieć dzieci”, to wszystko opada. Ja już ostygłam emocjonalnie na takie durne hasła i zazwyczaj odpowiadam z oziębłą wrednością: „to prawda, nie każdy musi mieć dzieci, tak samo jak nie każdy musi mieć takt i umiejętność używania rozumu”.

      Polubienie

  3. To prawda że słowa, które padają w tym artykule bulwersują, ale sam artykuł uważam za mierny, to zaledwie liźnięci tematu. Ten artykuł to tylko prowokacja, bez konkretów. Nie bronię, ale często wyrywa się coś z kontekstu żeby tylko nas oburzyć… Znacie blog prowadzony przez rodzine zastępczą picucincognito? Jeśli nie to polecam, nie zawsze się z nimi zgadzam ale globalnie patrząc maja ogromne doświadczenie i wiedzą co mówią. Nie jest to miła ani lekka lektura…
    Co do odbierania dzieci rodzinom biologicznym to system jest tak słaby i niewydolny jak i ten adopcyjny. Ale zabranie dziecka matce jest dla mnie tak trudnym tematem, że nie wyobrażam sobie być sędzią w tej sprawie. Wymaga to takiego globalnego spojrzenia na wszystko…jak nie dać jej szansy gdy próbuje? Jak zabrać jej dziecko gdy choruje psychiatrycznie ale rokuje? Często są to rodziny słabe, gdzie nie ma relacji z babcia czy rodzeństwem które w chwili kryzysu dało by wsparcie. Mimo że sama podjęłam się drogi adopcji jestem całym sercem za każdym wsparciem dla biologicznych rodziców. Pracowałam kiedyś jako wolontariusz w domu dziecka, byłam świadkiem spotkań dzieci z rodzicami. Tych fajnych i tych złych (gdy rodzice byli np pijani). Znam też dorosłych z patologicznych rodzin, to ludzie bagażem to prawda ale sami nie są dysfunkcyjni. Przecież nasze dzieci, adoptusie też będą obciążone swoją innością. Mimo ich wiedzy o pochodzeniu będzie im trudno odpowiadać na pytania o rodziców, dziadków…to jak z nasza bezpłodnością niestety jest łatką na całe życie.

    Polubienie

    1. Soniu, zgadzam się, że artykuł jest zdawkowy, może być zmanipulowany itd. Jednakże w kontekście tego jak zmienia się obecnie prawo adopcyjne, jaką wagę przykłada się do dawania drugich, trzecich, kolejnych szans rodzinom biologicznym, obnaża sposób myślenia osób obecnie sprawujących władzę. Nie mają kompletnie pojęcia o temacie – nie jest to dziwne, jeśli w owej komisji ds. rodziny zasiadają osoby z wykształceniem i doświadczeniem z innych dziedzin, a nie socjalnych i społecznych.
      Bloga, o którym wspomniałaś nie znam, ale chętnie poznam w wolnym czasie.

      A mój bulwers zrodzony jest tym, że ja w domu dziecka przebywałam zazwyczaj 2 popołudnia w tygodniu przez ok 10 lat. Było to w czasach „starego prawa”, czyli mniej zaostrzonego, wtedy blisko 20 lat moja mama była tam wychowawcą. Placówka była spora, zazwyczaj liczyła ok 90 dzieci. W większości znałam ich historię – czyli co zastała policja po wkroczeniu do domu rodzinnego, w jakim stanie dzieci trafiały do DD, nie umiały posługiwać się łyżką i np 10-latek pierwszy raz widział pastę do zębów na oczy. Często dzieci były molestowane i bite, brutalnie gwałcone na oczach reszty rodzeństwa!
      Umiem sobie wyobrazić ( i częściowo czuję na własnej skórze czekając na adopcję teraz) kto dostaje teraz „szansę” na lepsze jutro przy obecnej zmianie przepisów prawa, skoro wtedy za 19 lat pracy mojej mamy do adopcji nie trafiło więcej niż 5 dzieci!! A przez DD. w tym czasie przewinęło się ich kilkaset! Zazwyczaj rodzice raz na ruski rok odwiedzali dziecko, albo w sądzie „postanawiali poprawę” i sąd jedynie ograniczał władzę rodzicielską zamiast ją odebrać, dać szansę dziecku i przerwać ten łańcuszek patologicznych pokoleń jeden po drugim.
      Skutek wtedy był taki, że dziecko do 18 rż. spędzało w placówce, jeśli władza rodzicielska była tylko ograniczona (a tak było prawie w każdym przypadku), potem dziecko było usamodzielnianie, czyli prawie zawsze wracało do domu rodzinnego. Dostawało oczywiście tzw „wyprawkę” pieniężną i w sprzęcie (np AGD), który szybko był przez szanownych rodziców spieniężany, a właściwie upłynniany. Moja mama zna większość historii dzieci, które wyszły z jej DD.- prawie wszystkie wróciły do życia w identycznej patologii
      jak rodzice, smutne ale ich dzieci są teraz w placówkach, kilkoro popełniło samobójstwo zaraz po powrocie do domu, a kilkoro ma swoje rodziny i próbuje normalnie żyć. Z tymi ostatnimi spotykamy się do dziś, przychodzą do mojej mamy 25.05 – z okazji dnia matki, bo 26.05 zostawiają dla mnie i rodzeństwa, znają nas dobrze, bo my też im bardzo często pomagaliśmy np. w nauce.
      Jak dziś ma się sytuacja dzieci, gdy prawo jeszcze bardziej zaostrzyli? Nawet nie chcę myśleć. Czemu dają szansę tym, którzy ją regularnie olewają, a nie dzieciom ? Nie rozumiem.
      Nigdy nie było tak, że sąd odebrał władzę rodzicielską bezpodstawnie. To są zazwyczaj długie procesy i analizowane na każdą stronę. Pamiętam 8 rodzeństwa, z którego tylko ostatnia dziewczynka doczekała się tego „szczęścia” i trafiła do adopcji. Reszta wróciła do domu rodzinnego, gdzie konkubent matki dalej bił, pił i próbował gwałcić. Dziewczyny uciekły i do dziś pytają czemu tylko najmłodsza dostała nową szansę, ale cieszą się że przynajmniej ona.

      Polubienie

      1. Znane jest mi wszystko o czym mówisz, sama przyjmowałam u siebie chłopca z pogotowia opiekuńczego. Wiem o gwałtach, przemocy, głodzie…zawsze gdy na to patrzę zastanawiam się jak to rozwiązać, czy w ogóle jest jakieś rozwiązanie czy wyłącznie kompromisy. Często gdy jesteśmy w środku jakiejś sprawy kompletnie tracimy możliwość realnej oceny sytuacji, wszystko sprowadzamy do jednego przypadku…i teraz powiem coś co jest niepoprawne politycznie. My, przyszli rodzice adopcyjni ustawiliśmy popyt na dzieci do lat 3 (oczywiście noworodki najmilej widziane) prawie nikt nie chce dzieci starszych, które zaznały głodu, przemocy i braku więzi, dzieci niepełnosprawnych. Ja mówię tu tez o sobie! Wiem że większość dzieci nie ma i nie będzie mieć uregulowanej sytuacji prawnej co pozbawia je szans na adopcje we wczesnym dzieciństwie. Widzisz ten tragiczny paradoks? Matka nie chce oddać , dziecko nie chce odejść ale tez nie chce tak żyć a jak jego sytuacja się ureguluje to nikt go nie chce…jak bardzo jest już złamane na starcie. Może jestem naiwna ale wieżę, że może warto spojrzeć na te rodziny inaczej, może warto spróbować wyrwać je z tego w czym żyją. Jak tak o tym piszemy to obnaża się dla mnie cały trud decyzji o adopcji…

        Polubienie

        1. Wiesz, ja o ile przy głodzie i słabej wydolności społecznej rodziny widzę kompromisy, to przy przemocy i gwałtach, nie ma kompromisów. Jeśli on jest, to oznacza pozwolenie na tą przemoc i gwałt.

          Myślę, że większość rodziców czekających na adopcję, czeka na małe dziecko, bo przynajmniej początkowo, ma w głowie chęć założenia rodziny podobnej do biologicznej tylko inną drogą, a nie „ratowanie” ciężkiej sytuacji porzuconego dziecka. Chęć adopcji starszego dziecka pojawia się z czasem (wiem to po sobie), gdy oswajamy się z myślą, że możemy zacząć być rodzicem nie od początku osi, a dopiero w połowie i też dać radę, spełnić się rodzicielsko i zbudować wspaniały dom również starszemu dziecku.
          Natomiast paradoks o którym piszesz ja rozumiem inaczej – matka która nie zapewnia absolutnie podstawowych spraw dziecku jak bezpieczeństwo, jedzenie, przewijanie- już go porzuca i w niewerbalny sposób „oddaje”. Żadne dziecko, a tym bardziej malutkie samo nie odejdzie od matki / ojca. Nawet po wielu wyrządzonych krzywdach, tego rodzica potem idealizuje.
          I właśnie od tego są tu pewne organy, pracujący w nich ludzie, którzy na trzeźwo, z ogromnym doświadczeniem i wyczuleniem – przede wszystkim na dobro dziecka, powinni decydować o jego szansie na lepszą i przede wszystkim bezpieczną przyszłość. Tylko powoli tym organom odbiera się narzędzia do podejmowania decyzji najlepszych dla dziecka, w zamian za to daje szansę rodzicom, ale bez programu wyjścia z patologii. I koło się zamyka.

          Polubienie

          1. No właśnie, masz racje nie ma tych narzędzi! I tak, trzeba trochę filozofowania, nie pustego ale tego przez duże F. Gdy dochodzi do gwałtu to raczej jesteśmy już poza granicami wszystkiego. nie mam tak szerokich doświadczeń jak twoje, nie spotkałam się z takim przypadkiem. Wszystkie jakie poznałam to ogromne. zaniedbanie od podstawowych po emocjonalne. Ja nie mówię, że teraz mamy się rzucić na starszaki do adopcji, choć czasem jak i ty myślę o tym, tylko zastanawiam się co z tymi „uwolnionym” dziećmi zrobić bo wg mnie nie o to chodzi żeby odcinać je od rodziny i pozostawić instytucji, to nie sprawi, że ich życie się odmieni. To tak jak by wierzyć w to że każdy z nas w dniu ukończenia 18 urodzin jest ukształtowanym człowiekiem. Pewnie, ze od polityka spodziewać należy się politycznych wypowiedzi ale tak jak i ty wiem że temat jest niepopularny. Bardzo zależy mi na dobru dzieci. Na tym, żeby miały szansę i narzędzia żeby z niej skorzystać. Żeby mogły do kogoś należeć. Gdzieś tam pisałam, że mamy zaledwie 30 lat wolności jako kraj, to naprawdę niewiele i tym usprawiedliwiam to co widzę i słyszę na politycznej scenie. Potrzeba czasu. Szkoda że tak niewielu ( właściwie tylko tych zainteresowanych bezpośrednio) rozmawia na te tematy.

            Polubienie

  4. Lidio, nie czytałam wcześniej tego artykułu. U nas w Polsce strasznie razi ilość ekspertów, zauważyłaś? Gdy tylko coś się dzieje, to każdy zaraz okazuje się wie wszystko najlepiej. I nagle pan górnik staje się ekspertem od adopcji.
    Ja już wypowiadałam się na temat szansy dla rodzin biologicznych. Dla mnie szansa jest tylko jedna – wtedy, kiedy rodzi się dziecko. Powinno pomagać się tym, którzy żyją biednie, z czymś sobie nie radzą, czy któreś z rodziców choruje. Ale patologia, w której króluje alkohol, narkotyki, dziecko jest zaniedbane, bo nie ma się kto nim zająć, to ja się pytam, po co dawać szansę? Szansę na co? Gdyby ci ludzie chcieli się zmienić to zrobiliby to. Temat rzeka. A panowie *osły, będą się szczycić statystykami, jak to dobrze wszystko działa, jaki system jest wydolny. Guzik prawda. Dzieci tułają się od placówki do placówki, państwo nie może rodzicom odebrać praw, bo wystarczy, że raz na rok matka to dziecko odwiedzi i już „jest więź” Ona zabiera 500+ a dziecko tkwi w traumie wyglądając przez okno, że kochana mamusia się zainteresuje. No przecież to przechodzi ludzkie pojęcie. Ja jestem za 500+, bo państwo powinno dawać na dzieci, ale dzieciom, nie ich patologicznym rodzicom.
    W polityce nie ma miejsca na dobro dziecka. W polityce liczy się wynik i wyborcy. Zawsze. Obojętne jaka partia jest przy władzy. Smutne.

    Polubienie

    1. Tylko problem jest ustalenie tego właściwego momentu…dasz radę? To bardzo trudne. Czy pomoc to tylko dawanie pieniędzy? Jeśli problemu nie da się załatwić pieniędzmi to znaczy że już nic tym ludziom nie pomoże? Problem systemu polega na powolnym działaniu i słabym wsparciu w zmianie sposobu życia. Pomaganie takim osób to naprawdę wyzwanie bo są to często osoby bez edukacji, skrzywdzone. wg mnie tylko kilku procent z nich definitywnie nie da się pomoc. Politycy to tylko wieczko osób zajmujących się tym tematem. Pod wieczkiem jest cała masa zwyczajnych ludzi z ogromnym sercem, którzy na codzień zmieniają system od środka. Nasz kraj żyje w wolności od 30 lat, każda zmiana to długotrwały proces.

      Polubienie

      1. Soniu, masz trochę racji, ale chciałam zwrócić uwagę, że dopóki system ma problem, działa powoli i daje niewystarczające wsparcie rodzinom w kryzysie patologii, to cały czas odbywa się to kosztem dziecka. Dlaczego przez tyle lat dobro patologicznego rodzica (mówię o tych faktycznie patologicznych, a takich jest większość) wygrywało nad dobrem dziecka i tym samym skazywało go na podobną patologię? Czemu to życie dorosłego z ogromnymi trudnościami często nie do przeskoczenia, było ważniejsze niż życie tego malucha?
        I być może gdyby wsparcie dla tych rodzin było dużo lepsze, statystyki też wyglądałyby inaczej. Ale obecnie jest jak jest i skazuje się i rodziców i dzieci na traumę a w mediach przedstawia fakt mniejszej ilości adopcji przez wzrost zasobności.

        Polubienie

        1. Zgadzam się z Tobą. Ale polećmy tak trochę w filozofię- załóżmy taką najczęstsza patologie. Dziecko trafia do pogotowia, mama walczy z lepszym, gorszym skutkiem, w którym momencie jest TEN moment na odłączenie od rodziny? To dziecko ma już kilka lat bo najczęściej patologia ujawnia się przy absencji w szkole. Kto je zechce? No to może wprowadźmy lepsza kontrolę przez pracowników socjalnych ale wówczas może dojść do skrajności przez którą każdy sinika albo przysypianie na lekcji sprowadzi wizytę pracowników socjalnych, którzy niepokoją się że coś w domu jest nie tak…

          Polubienie

          1. Soniu, nie mnie oceniać kiedy jest TEN moment i w tych sprawach nie chcę filozofować, bo każdy powinno się rozstrzygać indywidualnie .
            Dla mnie kluczowe jest jedno – „mama walczy”. Jeśli tak jest, to nigdy władza rodzicielska nie będzie odebrana. Jednak w 90% przypadków mama „jedzie po bandzie” stawiając się w sądzie z promilami, których ani połowy ja nigdy nie będę w stanie osiągnąć i próbuje udowodnić, że ona „jest”, a konkubent więcej nie będzie „dobierał się do dzieci” – więc to się liczy najbardziej.
            Dzieci z DD, dziś już dorosłe, które starają się prowadzić normalne życie, zazwyczaj mają wyrzuty – czemu mi nikt nie dał szansy? I to jest pytanie na które łzy stają w oczach. 2 takie dorosłe już wychowanki mojej mamy przychodzą czasami na świąteczny obiad do nas i to pytanie zatyka w gardle. Dlaczego 18 lat pozwalano rodzinie na „postanowienie poprawy” bez poprawy?- jakby chcieli to w 1-2 lata z pomocą specjalistów rodzina wyszłaby na prostą.

            Polubienie

    2. Wiesz Izzy, problem, że ten „pan górnik” zasiada w komisji właśnie ds. rodziny i ustanawia prawo adopcyjne! Gdyby on był z innego resortu i wypowiedział się tak niefortunnie przez przypadek, to nawet nie wspomniałabym tematu.
      Dokładnie tak jak napisałaś – niestety przypadki dzieciaków, które ja znam z DD mamy, do 18 rż. nie doczekały się poprawy zachowania swoich rodziców. Gdyby tak było, spędziłyby w DD. tylko chwilę, a nie kilkanaście lat. Czym innym jest matka, która walczy z chorobą i jej zależy na dziecku, ale w danej chwili nie jest zdolna do opieki nad nim, a czym innym zalany rodzic, który jeszcze pół roku temu wykorzystywał seksualnie swoje dziecko (a sama wiesz, że tak jest bardzo często) i on niby dostaje szansę na poprawę. To jest dla mnie chore, za to powinien siedzieć do końca życia!
      A dziś dostanie jeszcze 500zł co miesiąc, jak się co jakiś czas stawi na rozprawie i to prawie zawsze „wczorajszy”.
      Niestety, nieważne, kto jest u władzy, w sprawach rodzinnych najmniej liczą się dzieci, bo one głosu nie oddadzą.

      Polubienie

  5. Pan Oseł bzdury gada i wielu z tutaj się wypowiadających już go dobrze wypunktowało. Natomiast gdzie jest ta granica, od której należy przestać wspierać RB a dać szansę dziecku to wydaje mi się, że wystarczy sięgnąć do ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej, która daje 18 miesięcy na uregulowanie sytuacji prawnej dziecka (który to termin jest notorycznie zlewany przez wszystkich zajmujących się tematem). To jest naprawdę kupa czasu żeby znaleźć i utrzymać pracę, rozpocząć terapię, zmienić swoje życie tak żeby było w nim również miejsce na tworzenie bezpiecznej więzi z dzieckiem. Dość powiedzieć, że są kraje gdzie ten termin jest dwa razy krótszy (np. Wielka Brytania).
    A co do dzieci starszych, które szansę na adopcję mają mniejsze (lub wręcz się do niej nie nadają z różnych przyczyn) to dla nich wyjściem powinny być długoterminowe, zawodowe, czasem również specjalistyczne rodziny zastępcze tylko niestety tych u nas jak na lekarstwo.

    Polubienie

    1. Czyli Polska na tle innych krajów i tak wypada bardzo łaskawie jeśli chodzi o szanse dla rodzin biologicznych. Może to właśnie o to chodzi, że inne kraje się nie ceregielą, ograniczają czas na działania poprawcze dla RB i te wiedzą że sprawa jest pilna. U nas wszyscy mają na wszystko czas… Tylko czas działa na niekorzyść dla dziecka i to zazwyczaj traci szansę na jakąkolwiek już rodzinę czy biologiczną czy adopcyjną. Zostaje w pieczy do usamodzielnienia.

      Polubienie

  6. Czytałam ostatnio (mam nadzieję, że to nie jest fejk-news), że w Kanadzie na Ministra Zdrowia wybrali lekarza, na Ministra Rolnictwa Rolnika, a na Ministra Transportu (czy czegoś innego) jakiegoś inżyniera . Szok!;)

    Powiem tak… Pracowałam w takim miejscu, że miałam zawodowo styczność z osobami, którym odebrano dzieci albo same je oddały, a potem się rozmyśliły. Wiele dzieci ma nieuregulowaną sytuację prawną, bo wystarczy, że „mamusia” raz w miesiącu ma jakiś kontakt. Interesuje się dzieckiem? Odwiedza je? Ano tak:( Miałam cholernego kaca moralnego, bo służbowo uważałam, że to dobrze, że te dzieci mają lepszą opiekę w pieczy i dodatkowo nie biczowałam się za to, że nie myślałam jak pan osioł 9 o jak najszybszym powrocie do rodziny tych dzieci). Rodzina, nieważne jaka, byle rodzina biologiczna- tutaj cel uświęca środki. Niech biją i piją, ale niech będą matką i ojcem… Odeszłam z tej pracy, bo starając się o dziecko jest to za duże obciążenie psychiczne.
    Pan osioł nie widział w jakich warunkach żyją takie dzieci. Na pewno też nie wie, że wyróżniamy przemoc fizyczną, psychiczną, ekonomiczną i seksualną. Jednak kolejnym rodzajem przemocy będzie również ZANIEDBANIE. Co się pod tym kryje? Np ubieranie dziecka nieadekwatnie do pogody, nie dbanie o jego rozwój emocjonalny, zaniedbywanie wizyt u specjalisty typu logopeda, psycholog, zaniedbaniem może być niedbanie higienę!! Miałam zajęcia na podyplomówce z byłą dyr DD i mówiła, że przez 30 lat do placówki nie trafiły nigdy dzieci, których rodzice zmarli. Zawsze dzieci trafiały od rodzin z problemem uzależnienia lub przemocowych. Były to dzieci „zniszczone”, stymulujące stosunki seksualne w wieku 5-7 lat!!!, zaniedbane higienicznie, załatwiające swoje potrzeby fizjologiczne do łóżka, jedzące na zapas, z opłakanym stanem uzębienia, nieumiejące ( nie wiedzące?) ,że trzeba po sobie posprzątać, nieumiejące się umyć, nie znające tak prostych reguł. Gdzie wtedy są, do jasnej ku*wy nędzy wszyscy ludzie, którzy na to patrzą? Ano każdy boi się być „tym złym, co to doniósł” na rodzinę, np. do sądu. Czy dziecko bite będzie miało lepiej w pieczy bez przemocy u wujka i cioci czy ma zostać u matki i ojca/konkubenta, no bo przecież rodzina biologiczna to potęga?!
    Pan osioł nie zdaje sobie również sprawy z tego , jak wielką robotę muszą zrobić osoby zajmujące się dziećmi w pieczy, gdy te przychodzą od rodziny biologicznej, często zarobaczone, niedomyte, niekonsultowane choćby z okulistą.
    A czy pan osioł wspomniał jakie są naciski przez włodarzy odnośnie powrotów takich dzieci do rodzin ze względu na to, że gmina/miasto musi partycypować w kosztach utrzymania dzieci w pieczy, w zależności od tego jak długo w niej przebywają ( to są jakieś wytyczne procentowe zależne od czasu)?
    Najodpowiedniejsza osoba na takie stanowsko to pracownik PCPR, DD, GOPS/MOPS, kurator sądowy (byle jakaś ogarnięta w temacie osoba!), itp. Trzeba w tej sytuacji słuchać osób, które mają BEZPOŚREDNI kontakt z rodziną, widzą jak funkcjonuje, wejdą w jej środowisko. To one widzą sytuację dziecka.
    Kiedyś przeczytałam, że w domu, w którym jest jedzenie, dziecko nie będzie nigdy głodne. Coś w tym jest. Jednak pełna zamrażarka frytek to nie jest to.Czy dziecko jest wtedy głodne? Pewnie nie. Czy racjonalnie odżywiane? Na pewno nie. Państwo dało kasę takim ludziom, a oni zamiast odmalować dzieciom pokój i kupić wygodne łóżka, kupują np. 55 calowy telewizor, tłumacząc, że to dla dzieci. Wyobrażacie to sobie??
    Pan osioł nie słyszał też zapewne o fazach i cyklu przemocy. Kiedy dać szansę rodzinie? Jak się natkniemy na fazę „miesiąca miodowego”? Przecież po niej tylko rośnie napięcie!
    Tępienie w zarodku patologii? Sorry, nie wierzę w to.. już nie wierzę… Sama słynna sędzina powiedziała nam kiedyś na jednym ze szkoleń, że sędziowie nie mają bladego pojęcia o sytuacji rodzin, mają je natomiast osoby najbliżej rodziny, np. pielęgniarka środowiskowa, pracownik socjalny.
    Dziecko-zwrotka. Brzmi strasznie. I to jest największą traumą dla dziecka- ponowne zabranie od rodziny biologicznej, po ponownym wejściu w jej skażoną strefę.
    Trauma po adopcji?? Pan osioł naoglądał się chyba paradokumentów w stylu Trudne sprawy, w których dziecku nie mówi się o adopcji i wychodzi ona na jaw w inny sposób, często dzięki osobom trzecim (sorry, obejrzałam w celach czysto naukowych kilka razy).

    Ależ jestem zła na głupotę tego gościa!!

    Polubienie

    1. Dokładnie tak! Jeśli ktoś orientuje się jak wygląda sytuacja w domu rodzinnym dzieci przebywających w pieczy zastępczej, to nie byłoby w ogóle tego tematu. Osoby odpowiedzialne za stanowienie prawa w tak ważnym temacie nie mają o nim bladego pojęcia, niestety.
      Łatwo mówi się o potędze rodziny biologicznej tym, którzy po swoim przemówieniu wracają do własnego, kochającego domu rodzinnego.

      Pamiętam opowieść mamy, gdy dorosła już wychowanka domu dziecka zapytała ją czy to jest normalne że ojciec wymusza seks na córkach. Ona i jej 5 sióstr to przeszło, jej koleżanka w domu obok też, wiedzieli o tym sąsiedzi i ksiądz w ich wsi, więc i ona myślała że to normalne…
      Rodzina bardzo biologiczna…

      Polubienie

Odpowiedz na izzy Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s