Nasz chorwacki urlop dobiegł końca, niestety i stety.

Wróciliśmy

To był mój pierwszy od czasów studiów (10 lat) 2-tygodniowy urlop, wcześniej wyjeżdżaliśmy góra na tydzień. Muszę przyznać, że dopiero teraz, po tych dwóch tygodniach totalnego nic nierobienia czuję się porządnie wypoczęta fizycznie, w pewnym stopniu psychicznie, mam trochę nowych przemyśleń i pomysłów na rozwój, ale co najważniejsze postanowienia na następne wyjazdy. Czyli nasz urlop trochę nas zresetował, trochę zainspirował, dał troszkę po d…, ale co najważniejsze też trochę nauczył.

Jeśli zastanawiasz się teraz tak ja jeszcze miesiąc temu, czy warto jechać na 14 dni urlopu, jeśli tylko możesz sobie na to pozwolić,  jedź i się nie wahaj. Ja zawsze odstawiałam taniec na linie, jak wygospodarować 7 dni na urlop w mojej firmie, w tym roku, postanowiłam sobie – choćby się waliło, jadę. Będę się martwić później.  Później zacznie się jutro, ale dziś jeszcze napiszę ten post 🙂

port w Makarskiej - Chorwacja

Upragnione lenistwo

Jestem za te 2 tygodnie bardzo wdzięczna, obyły się bez żadnych chorób i przykrych niespodzianek. Wypływałam się w morzu jak nigdy dotąd. Miejsce, w którym byliśmy ma bardzo długą, ładną plażę. Zawsze było gdzie się ułożyć do opalania. Wzdłuż całej plaży ogromny, zadrzewiony pas zostawiał dużo cienia do wylegiwania się z książką, albo drzemki.  Co rano poświęcałam chwilę na gimnastykę, zadumę, wyciszenie  wśród pięknej przyrody, skaczących wiewiórek, cykających od rana do wieczora cykad. Przeczytałam sporą część książek  z tych pozycji co zabrałam. Z jednej zrezygnowałam zaraz po pierwszych 20 stronach-  była zdecydowanie nie dla mnie, a kiedyś postanowiłam sobie nie marnować cennego czasu na coś co mnie nie interesuje. Tym bardziej w trakcie urlopu – tu czas jest najcenniejszy.

Pierwsze 4 dni były totalnym resetem i odcięciem psychicznym od codziennych spraw. Dzięki nim odczułam ogromną wartość 2 tygodniowego urlopu. Zazwyczaj po tych 4 dniach już myślałam o powrocie, a tu dopiero zaczynałam się rozkręcać.

Był też czas na zwiedzanie i lekką aktywność.

Byliśmy na wycieczce w Splicie, dużym portowym mieście. Zwiedzanie w upale 40 stopni C. wcale nie było dla mnie przyjemne, ale miasto jest urocze, klimatyczne i godne polecenia.

Medjugorie – Bośnia i Hercegowina

W niedzielę pojechaliśmy do Medjugorie – to już pewnie wiecie z mojej krótkiej wzmianki na facebooku. Bardzo się cieszę, że jeszcze raz mogłam odwiedzić to wyjątkowe miejsce. Jeszcze raz ponudzić Matkę Boską moimi prośbami i oczywiście zostawić na Górze Objawień też wszystkie Wasze intencje, o które mnie prosiłyście w wiadomościach.

Nie uprawiam turystyki pielgrzymkowej, wiec nie mam wielkiego porównania, ale w 3-4 miejscach kultu religijnego (w Polsce i nie tylko) udało mi się już być. Mimo iż wokół Medjugorje jest wiele dyskusji, to chyba najbardziej podoba mi się to, że tam nikt sobie z tego nic nie robi. Tam ludzie przyjeżdżają się tylko i aż, ale prawdziwie modlić. Tą atmosferę modlitwy czuje się na każdym kroku. Tam bije po oczach prostota, cisza i wszędzie obecny różaniec. Nie ma złotych kopuł, marmurowych posadzek i pięknych ołtarzy. Kapłan siedzi na zwykłym, surowym, drewnianym krześle odprawiając Mszę św. w prostym, skromnym kościele.  Surowość, która mnie urzekaja, nie ma niczego co rozprasza uwagę, to miejsce skupienia i modlitwy.

Na Górze Objawień odmówiłam w naszej blogowej intencji różaniec. Po południu udało nam się jeszcze raz podjechać pod Górę i trafić do miejsca gdzie stoją słynne dwa niebieskie krzyże. Może kiedyś tu jeszcze wrócę. Mam taką nadzieję. Może kolejnym razem już nie mękolić, a tylko dziękować…?

góra objawień

 

Medjugorje little hause

Mostar – Bośnia i Hercegowina

Nasza ostatnia, trzecia wycieczka zakończyła się też w Bośni, w Mostarze. Poleciła mi to miejsce koleżanka, która tydzień przed nami wypoczywała w Chorwacji. Mostar to urocze miasteczko, podnoszące się powoli po wojnie, ale zabytki które się zachowały są cudne, a słynny, odbudowany po wojnie most cieszy się ogromną popularnością turystów. Z mostu grupa pewnych młodzieńców uskutecznia skoki do wody. A że most jest główną atrakcją Mostaru, ma bardzo słuszną wysokość, to najpierw panowie zbierają opłatę od turystów i potem jakiś śmiałek ląduje w lodowatej wodzie.

Mostar

Jako kobieta nie mogę pominąć jednej z największych atrakcji miasta, czyli słynnego targu. Zanim doszliśmy do zabytkowego mostu, musieliśmy przejść urokliwymi uliczkami starego miasta, które obstawione są kramami pełnymi cudowności. Można tam kupić piękne serwisy kawowe, tygielki do parzenia typowej bośniackiej kawy, młynki, szale, chusty, torebki, lampy w tureckim stylu, lusterka i wiele innych „przydasi”.  Można dostać oczopląsu.

targ Mostartarg- szaleuliczki Mostar

Ja kupiłam jesienny, kaszmirowy szal, suszoną lawendę i w prezencie kilka lustereczek do torebki. Najlepsze  zakupy zrobiłam na samym końcu, już za mostem, na targu owocowym. Obkupiliśmy się w domową oliwę, miody, likiery z granata, fig, mandarynki i inne pyszności.  Ceny w porównaniu do chorwackich są bardzo atrakcyjne, a w drodze powrotnej kupiliśmy jeszcze trochę świeżych owoców na przydrożnych straganach. W Bośni możecie zapłacić nawet za przydrożne zakupy w 3 walutach: bośniackich Markach Zamiennych, chorwackich Kunach lub Euro.

miody plastermiody i nalewki na targu w Mostarze

 

Urlop ma to do siebie, że jest czasem wolnym od pracy i typowych zajęć, ale nie od emocji, uczuć i zmartwień. Niestety nastawiałam się na 14 różowych dni, ale zdarzyły się i smutne (dla nas).

Wszystko za sprawą Pana Spóźnionego i Pani Przyspieszonej.

Pewnie pamiętacie, jak kiedyś wspominałam, że termin tego urlopu zmienili moi rodzice ze względu na wrześniowy poród  mojej siostry. Nie byliśmy z tego powodu zadowoleni (więcej ludzi, wyższe temperatury, wyższe koszty, konieczność zmiany terminu urlopu w pracy M), ale staraliśmy się zrozumieć, że dziadkowie chcą być „w pogotowiu” jakby co. No i co?

Pan Spóźniony (czyli mój okres), pojawił się o 4 dni za późno wprawiając nas najpierw w zdziwienie, zniecierpliwienie, złość, a potem nadzieję, zakończoną oczywiście strzałem prosto w oczy. Wiedziałam, że niestety w czasie urlopu czeka mnie ta „atrakcja”, ale nie spodziewałam się, że przeciągnie się w sam środek, rozwalając mnie fizycznie i do tego jeszcze tak idealnie wceluje w….

Pani Przyspieszona (czyli moja druga siostrzenica) zdecydowała, że przyjdzie  na świat 3 tyg. wcześniej, grając tym samym na nosie moim rodzicom. Pani Przyspieszona termin swojego przyjścia  pewnie ustaliła z Panem Spóźnionym, bo pojawili się razem. Brawa dla nich.

Nie, nie chodzi o użalanie się nad sobą (no może trochę), ale uwielbiam ten wybuch euforii związany z cudem nowego życia w połączeniu z kolejną ”nieplanowaną stratą”, o której wiem oczywiście tylko ja i M. I nie żebym liczyła na jakiś cud biologiczny u mnie, ale ten zakichany okres od dawna mi się nie spóźniał, po co zrobił to dokładnie teraz? Musiał namieszać w samym centrum urlopu. Jak niewiele trzeba, żeby mnie emocjonalnie znokautować. Wtedy wszystko wyprowadzało mnie z równowagi, łzy leciały jak grochy, wisząca na telefonie mama rozmawiająca z polską porodówką tylko pogłębiała moją rozpacz. Wszystko było nie tak. Wiedziałam, że ten dzień musi iść na straty. Na przepłakanie, na przespanie, na przeżałowanie. Następny był już dużo lepszy.

Postanowienia

Kolejny raz uświadomiłam sobie, że powinnam być bardziej asertywna. Oczywiście patrzę teraz tylko przez okulary pt. „co nie wyszło” ale już wiem, że kolejny raz będę się starać obstawać przy swoim. Nie będę układać swojego urlopu pod innych, przynajmniej dotąd, dopóki jesteśmy sami bez dzieci. Każda sytuacja ma swoje plusy i minusy, więc skoro nasza sytuacja obecnie nosi nazwę bezdzietność – będę robić wszystko, by radosne aspekty bezdzietności celebrować, a nie wyciągać jej minusy. Następny urlop spędzamy tylko we dwoje, no chyba że we troje.

Gdy emocje mi opadły, czyli następnego dnia, umiałam się już cieszyć małą siostrzenicą. Docenić, że mimo jej wcześniejszego wyskoku, urodziła się zdrowa i śliczna. Że teraz moje przyszłe dzieci będą mieć dwie starsze kuzynki (choć życie bywa przewrotne :)), a ja dzięki temu pomoc.

Kolejne dni celebrowałam już jak mogłam. Nie chciałam stracić tego urlopu. Wieczorami spacerowaliśmy z M. do pobliskich miasteczek. Dwa razy zasiedzieliśmy się w portowym Caffe Bar Antonio przy drinku i chorwackim Gemist’cie. Uwielbiam malutkie miejscowości, gdzie nie ma promenady wzdłuż wybrzeża, nie ma hałaśliwej muzyki i tysiąca straganów. Bar Antonio leży dokładnie w takim urokliwym miejscu. Malutka uliczka oddzielająca kamienne zabudowania od mini plaży zaprasza do 3 lokali:  2 restauracyjki i jedna Baro-kawiarnia. Cichutko sącząca się klimatyczna muzyka, wesołe chichoty tubylców siedzących przy następnym mini stoliczku, cichy szelest fal obijających się o łodzie przycumowane przy brzegu i ten cudny morski zapach – delektowaliśmy się tymi cudami do bardzo późnego wieczora. To są chyba uroki bezdzietności.

Caffe Bar Antonioo

 

Urlop powoli się kończy. Ja tęsknię już za domem, za moim najwygodniejszym łóżkiem, ukochanym ekspresem robiącym najlepsza kawę, balkonem, porannymi ćwiczeniami w spokoju w salonie, nie tęsknię jedynie za pracą. Mam malutkie pomysły, na to, by zawodowo zacząć stawiać kroki w inną  stronę. Już wiem, że powoli czy chcę czy nie – powinnam.

Uwielbiam urlopy, ale lubię też wracać do domu.

starówka w MakarskiejMostarza mostemChorwacja

 

 

Reklamy

37 myśli na temat “Nasz chorwacki urlop dobiegł końca, niestety i stety.

  1. Czytam Twojego bloga już kilka miesięcy, może i rok. Niebawem do Ciebie napiszę, ale nie dwa zdawkowe słowa. To będzie opowieść…ale chcę się nią z Tobą podzielić.
    Ps. piękne zdjęcia 🙂

    Polubienie

    1. Przeczytałam cały Twoj blog… I jestem mega rozczarowana,piszesz o swoim bólu, cierpieniu jakim jest nieplodnosc. Rozumiem sama wiele lat staram się o dziecko, ale my caly czas walczymy… A tu oprocz badan i chęci adopcji nie ma nic. Ja jestem po 10 inseminacjach, 3 probach in vitro, 3 adopcjach zarodka…Wylalam litry łez, stracilismy mnostwo pieniędzy. I dalej nie trace nadzieii ze kiedys uslysze w domu tupot malych stóp. Zrobimy wszystko do końca naszych dni, aby móc zostac rodzicami. W miedzy czasie rowniez staramy się o adopcję. Wiem mozesz uznac ze to co pisze to okropne, ale wedlug mnie nie dodajesz innym siły tylko podtrzymujesz na duchu

      Polubienie

      1. Asiu,
        to co piszesz, nie jest okropne…. tylko bardzo mocno subiektywne.
        W kwestii dążenia do rodzicielstwa, każdy ma swoją drogę i Twoja ( ta, którą tu w wielkim skrócie przytoczyłaś) z moją bardzo się rozmija.
        Mój blog jest opisem mojej drogi do macierzyństwa, albo pogodzeniem z faktem bezdzietności (choć mam ogromną nadzieję, że nie będzie to konieczne).
        Mój blog nie jest treningiem sportowym, a ja trenerem, bym dodawała innym siły do kolejnego i kolejnego startu, szczególnie że ja w takich startach nie brałam udziału z własnej woli (bardzo przemyślanej i przeanalizowanej w kontekście mojego medycznego przypadku).
        Ja swoje starty już skończyłam, bo nie podzielam zdania: „Zrobimy wszystko do końca naszych dni, aby móc zostać rodzicami”. Mój blog jest o tym, że czasem trzeba umieć powiedzieć sobie dość, a każdy to „dość” ma w innym momencie i trzeba umieć to uszanować.
        Mimo że czasem ciężko zrozumieć mi „dlaczego”, to wierzę, że jest w tym wszystkim głębszy sens i nie będę walczyć za wszelką cenę, a 16 zabiegów, które podałaś, dla mnie jest ceną kosmiczną (myślę głównie o kwestii psychicznej).
        Tobie życzę jak najszybciej tupotu małych stóp w domu i wszystkiego co najlepsze. Przykro mi że rozczarowałam Cię moim blogiem, ale myślę że znajdziesz w sieci wiele innych miejsc, które dodadzą Ci siły i wsparcia na Twojej drodze.
        Pozdrawiam
        Lidia

        Polubione przez 1 osoba

        1. Podziwiam koleżankę Asię. Widac ogromną determinację… Może cos w tym jest, aby moc walczyc do końca. Ja juz się dawno poddałam i to po 5 latach prob naturalnych…może warto bylo isc za ciosem i probowac innych metod.

          Polubienie

      2. Wydaje mi się, że jest mnóstwo miejsc w sieci, blogów, forów, zagrzewających do walki, podejmowanie kolejnej próby IVF itp. Mało jest miejsc gdzie doświadczeniem dzielą się ludzie pogodzeni z biologiczną bezdzietnością (co nie musi oznaczać bezdzietności jako takiej). Dlatego ten blog jest właśnie taki fajny i wartościowy. Sama, chociaż jestem już po drugiej stronie adopcyjnego lustra chętnie tu zaglądam i bardzo autorce w jej oczekiwaniu kibicuję i trzymam mocno kciuki za szybki, właściwy telefon.

        Polubione przez 2 ludzi

      3. Dla mnie Twój komentarz nie był okropny tylko niegrzeczny. Nie każdy , ze względu chociażby finansowych czy światopoglądowych, jest w stanie podjąć się leczenia w klinikach. Lidia też nigdzie nie obiecywała, że przetestuje wszystkie sposoby na zostanie Rodzicem, natomiast w opisie bloga uprzedza , że szuka sposobu na szczęśliwe życie mimo niepłodności. Nie rozumiem więc skąd te pretensje ?

        Polubione przez 2 ludzi

      4. Bo wiesz, są rozwiązania, które nie są dla wszystkich. Trzeba sobie też odpowiedzieć na pytanie jak długo próbujemy i jakie rozwiązania jesteśmy w stanie zaakceptować. Trzeba też zapytać samych siebie gdzie jest granica leczenia tej cholernej niepłodności i do jakiego momentu jesteśmy w stanie dojść, nie zatracając się w tym leczeniu. Bo poza chorobą toczy się nasza codzienność, dzieją się rzeczy, które możemy przegapić i one już nie wrócą. Ja też wiele rzeczy układałam „pod dziecko, którego nie ma”, bałam się choćby ćwiczeń z hula hop. I co? Dziecka nie było a oponka rosła 😉 kisiłam się w marnej pracy, bo miałam umowę na czas nieokreślony, to tak pod dziecko, i dziecka dalej nie było, a moje samopoczucie spadało, poziom stresu rósł. Czytając tego bloga wiele rzeczy zrozumiałam, wielu rzeczy nie rozumiałam, bo jestem „za mała”. Dla Ciebie wybory Lidii mogą być niezrozumiałe, a dla mnie np. Twoja ilość inseminacji, która generuje podobny stres co in vitro, więc wg badań odchodzi się od tego rozwiązywania po 2-3 nieudanych próbach. Ale szanuję to, to była Wasza, na pewno wiele razy obgadana, decyzja. Może nie chciałaś mieć też poczucia, że nie zrobiłaś absolutnie wszystkiego, żeby sobie potem nie myśleć „na stare lata”, że co by było, gdybyśmy spróbowali jeszcze tego, jeszcze raz, jeszcze gdzieś indziej, itp. Nawet nie jestem w stanie oburzyć się na to co piszesz, bo czujemy różnie, podejmujemy różne decyzje, ale razem siedzimy w tym niepłodnościowym bagienku 😉. To nigdy nie bedą łatwe wybory. W tytule bloga jest nawet napisane ” Znajdźmy razem sposoby na normalne, szczęśliwe życie, mimo niepłodności”, a nie wytestujmy wszystkie możliwe sposoby, aby być rodzicami, a jak się nie uda, to od nowa, do menopauzy.
        To są trudne sprawy, o których łatwo się nie mówi. To zawsze będzie trudne.

        Polubienie

  2. Uśmiałam się (trochę przez łzy z spóźnionego i uśpionej;) ). Piękny mieliście urlop i ty piękna choć widać cię tylko tyłem 😉
    Masz racje, urlop i inne ważne rzeczy ustawiaj pod siebie. Ja przełożyłam datę ślubu na prośbę znajomych, któż nas potem na własny nie zaprosili…naiwność.
    15.09 w niedziele będę w Fatimie, dwa lata temu tego dnia dowiedziałam się że jestem w ciąży…przypadek? Nie sądzę, myślę że to Ona…teraz na ciąże nie ma szan ale przez takie sytuacje czuje wsparcie z Nieba.

    Polubienie

    1. Ja też śmiałam się przez łzy ze Spóźnionego i mojej własnej naiwności 🙂 Tyle lat, a ja dalej taka głupia:)
      No to ci znajomi, pod których przekładałaś termin ślubu nie popisali się. Czasami dopiero takie zdarzenia uczą nas asertywności i dbania o siebie.
      W Fatimie nigdy nie byłam, to teraz Ty, męcz Ją w innym świętym miejscu w naszych intencjach 🙂 Udanego wyjazdu!

      Polubienie

  3. Mi bardzo przydałby sie taki wyjazd nawet kilkudniowy by byc w innym zupełnie miejscu, przestawic myslenie, zajac głowe czym innym. Zauwazyłam , ze irytuje mnie cieszenie sie tesciowej swoim wnukiem. Nie dziwiwe sie jej , to naturalne. To zazdrosci napewno tak mam i ztesknoty ze nie mam swojego dzieciatka atak zawsze chciałąm by nasze było jej pierwszym wnukiem. Nie umiem tego obejsc. dzieciatko jest sliczne, niewinne. Chce zmienic nastwaienie bo nie chciałąbym by jakas ciotka była tak nastawiona do mojego maluszka kiedys a tymbardziej do mnie jako mamy

    Polubienie

    1. To prawda, wyjazdy choć na chwilę są bardzo potrzebne, by odciąć się od codziennych sytuacji i zatęsknić znów za domem.
      Twoja reakcja na radość teściowej jest zupełnie normalna. Tzn. piszę tak, bo ja też tak reagowałam na radość, entuzjazm i w kółko te same opowieści teściów o wnuczce 🙂
      Też chciałam, by moje dzieci były pierwszymi wnukami moich rodziców, skoro jestem najstarsza. Nie zdziwię się jeśli za chwilę wyprzedzi mnie nawet mój 10 lat młodszy brat. Ale myślę sobie, przecież najmłodsze wnuki są później zawsze najsłodsze i najdłużej rozpieszczane, więc nie ma tego złego 🙂

      Polubienie

      1. Wiewiorko, zdjecia sa przepiekne, zatesknilam za Chorwacja 🙂 Podziwiam, ze mimo Pana Spoznionego i Pani Przyspieszonej potrafilas wykorzystać ten czas dla siebie i oderwać od codzienności. Mnie takie wyjazdy na urlop również pomagają przetrwać, więc od kilku lat fundujemy sobie 3 tygodnie gdzieś hen daleko. Czekam więc z niecierpliwością na urlop, który jeszcze przed nami 🙂 I chomikuje dni urlopu na grudzien, bo chyba uciekniemy gdzies w tym czasie, bo tez niezła synchronizacja – Święta, planowane narodziny 3. dziecka siostry + minie 2 lata leczenia u lekarza-naszej ostatniej nadziei (a zaczynajac leczenie u niego dawalismy sobie wlasnie 2 lata) i trudne decyzje co dalej… A na przyszly rok plan B jest taki, ze bierzemy urlop bezpłatny i wybieramy się na miesiąc lub 2 na drugi koniec świata 🙂 Choć zamienilabym to na wczasy na działce z maluszkiem…

        Polubienie

        1. A wiesz, że ja też powoli kombinuję co zrobić z grudniem, jeśli do tego czasu telefon nie zadzwoni. Być może że również wyjedziemy gdzieś na ten świąteczny czas, choć nie umiem sobie tego jeszcze wyobrazić, bo to byłyby pierwsze święta bez rodziny. Masz już jakieś doświadczenia w tym temacie?

          I ten plan wyjazdu na miesiąc na koniec świata… napisz coś więcej, ale mnie zaciekawiłaś, normalnie zaczynam lubić bezdzietność 🙂 Choć ta działka … wiadomo, ale jak się nie ma działki z maluszkiem, może być też Australia czy cuś 🙂

          Polubienie

          1. U mnie też to byłyby pierwsze Święta nie z rodziną. I trochę się łamie, bo mąż ma tylko mamę i nie chcemy żeby była sama (więc pewnie ją wtedy weźmiemy, tylko jeszcze ona o tym nie wie). Dziadkowie sa już starsi więc też to argument by zostać… Jeśli chodzi o wyjazd na koniec świata to już tak raz zrobiliśmy, ale na krócej. Czekając na laporo w ramach pocieszenia powiedzieliśmy sobie, że jak nie zajdę w ciążę w tym roku to polecimy do Nowej Zelandii. Więc po laparo na L4 zaczęłam planować wyjazd, licząc że nie dojdzie do skutku 😉 ale jednak, sprzedalismy auto i polecielismy. Wyjazd organizowalismy dość „budzetowo” (spanie w aucie lub namiocie, sami gotowalismy itp. bo to niestety drogi kraj) I to były dla nas najcudowniejsze wakacje w życiu i najpiękniejsze miejsce na ziemi 🙂 Więc teraz też się tak pocieszamy perspektywa kolejnego wyjazdu, po cichu licząc, że ktoś mały pokrzyżuje plany 😉

            Polubienie

            1. No powiem Ci, logistyka na wysokim poziomie. Może Ty powinnaś organizować wyprawy turystyczne? Mam już nazwę – „Touroperator Kiwi” 🙂 Powinnaś uczyć innych, jak wykorzystać niepłodność, bo w większości to ona wykorzystuje nas! 🙂
              W pakiecie dodamy małe ubezpieczenie od rezygnacji z urlopów na wypadek, gdyby „ktoś mały” pokrzyżował plany 🙂
              Dodałaś mi odwagi, muszę mocno przemyśleć ten grudniowy urlop, dzięki!

              Polubienie

      2. Świetne podejście, tak o tym nie pomyslałam. Przecież nie mozna tracic nadziei. Ale trzeba przestac zyc tylko tym, bozycie mi ucieka. Chetnie powróce do wczesniejszych postów bo teraz ja mam czas cięzki i tylko mysle o mojej niepłodności i pragnienie zostania mamą przykrywa mi resztę życia, spraw. Jest cięzko i jakos tak beznadziejnie i nie chce mi sie wielu rzeczy ale mam ogromną chęc żeby tak nie było

        Polubienie

  4. Fajnie poczytać o Chorwacji będąc … w Chorwacji 😉 Popatrz jak to jednak nie warto oglądać się na nic. Mogłyśmy przecież w tej chwili siedzieć i pić razem drinka w jakiejś kafejce, albo chociaż popołudniową kawkę, bo przecież taki był szalony pomysł w zeszłym roku. A tu całe życie gdzieś tam podświadomie masz w głowie tę myśl: co jeśli to teraz zajdę w ciążę? Co jeśli zadzwonią? Siostra rodzi, muszę być. Koleżanka wychodzi za mąż, nie wypada wyjechać i tak dalej i tak dalej. A dziecko przychodzi zawsze znienacka. Moją historię znasz, ale nie pamiętam, czy Ci wspominałam, że mieliśmy też iść na wesele zaraz po przyjeździe, mieliśmy już prezent i w ogóle. No i nie poszliśmy, choć wyjazd też był tak planowany byśmy zdążyli. Eh, samo życie. Możesz planować, szykować, ustawiać, a i tak wyjedzie inaczej. Co nie znaczy, że źle przecież.
    Lidio, cieszę się bardzo, że pomimo wszystko wyrwaliście się z codzienności, że pozwiedzaliście tyle cudnych miejsc i przede wszystkim, że wróciłaś do domu pełna nadziei, optymizmu i nowych pomysłów na przyszłość.
    Jutro jedziemy do Dubrovnika i jeśli się uda to „skoczymy” do Medjugorje jak radziłaś. Bardzo bym chciała, bo wsparcie dla Ciebie i innych dziewczyn jest moim celem. Wiem doskonale jak to wszystko boli 😦 No i te miody, normalnie zakochałam się w tym zdjęciu :)) Niestety na dwie wycieczki to zbyt dużo kilometrów, obliczyliśmy, że przejechalibyśmy tyle, że prawie do Polski można dojechać hahaha.
    Tymczasem ściskam mocno i mam nadzieję, że powrót do pracy był łagodny. W trudnych chwilach zamknij oczy i przypomnij sobie wszystkie cudowne chorwackie chwile :*

    Polubienie

    1. To prawda, Izzy, tak zazwyczaj planujemy przyszłość by uwzględnić wszystkich w koło, a na koniec, to my nie zostaliśmy uwzględnieni 🙂 Nie będę tu już kolejny raz pisać, ale Ty wiesz, że tej kawy, drinka, pogaduch szkoda mi najbardziej. Trudno, zrealizujemy to w Polsce, nie potrzebna mi Chorwacja do naszego spotkania 🙂

      Ale wiesz, że w niepłodności chyba najbardziej to wkurza, że my próbujemy przewidywać wszystkie ewentualne drogi, a tu nie dzieje się prawie nic… ta rutyna doprowadza do szału. Trzeba umieć cieszyć się chwilą, by przez to jakoś przejść, albo tak jak ja- trzeba się tego systematycznie uczyć, inaczej depresja murowana.
      Korzystajcie jeszcze ze swojego urlopu, wypoczywajcie i zwiedzajcie. Potem Ty opowiesz mi jak było w Dubrovniku, a ja Tobie o Mostarze. Ściskam jeszcze trochę po chorwacku 🙂
      L.

      Polubienie

  5. Fajnie, że urlop się udał i podładowaliście akumulatory. Uwielbiam Mostar i okolice. Warto urwać ze 2-3 dni z pobytu nad Adriatykiem żeby zatrzymać się tam na dłużej. Mostar wieczorem albo o poranku gdy nie ma już/jeszcze tłumów jednodniowych wycieczkowiczków jest przepięknym miejscem z cudowną atmosferą.

    Polubienie

  6. Droga A. zaraz jak wróciliśmy z Mostaru, mój mąż zaczął przeglądać weekendowe loty do Mostaru, by tam polecieć choćby na weekend poza sezonem 🙂 Tak sobie wyobrażaliśmy właśnie, że tam musi być pięknie, gdy nie ma takich tłumów turystów. Jeszcze skoro Ty polecasz, to musimy przemyśleć ten wyjazd, kto wie? Właściwie, to zaczynamy planować wakacje na Bałkanach, bo ten region bardzo nas urzekł.

    Polubienie

    1. Bałkany są naprawdę super a poza Chorwacją też jest życie 😉 . Może nie tak wymuskane i cywilizowane ale na pewno warte poznania. Dwa lata temu, jeszcze z jednym dzieckiem zrobiliśmy sobie taką objazdówkę przez Bośnię, Czarnogórę, Albanię i Macedonię. Bardzo miło wspominam ten urlop. Trzymam mocno kciuki za to żebyście i wy mogli tak kiedyś juniora albo juniory obwieźć po tamtym rejonie.

      Polubienie

      1. Wiesz, wymuskane miejsca nie są dla mnie. Oczywiście nie będę udawać, że lubię mieć wygodne łóżko i bieżącą wodę, ale all inclusive jest zupełnie zbyteczny. Dlatego też Bośnia bardzo nam się spodobała, jest śliczna, naturalna, taka prawdziwa. Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócimy i jeszcze zahaczymy o inne kraje.

        Polubienie

  7. Jestem babcią a kiedyś byłam Mamą córki,która czekała na dziecko..,na ten telefon.
    Ostatnie święta przed tym telefonem były okropne.Zdjęć nawet nie mam ochoty oglądać.Urodziło się maleństwo u drugiego dziecka ale było malutkie to nie było wizyt.
    Siedzieliśmy wszyscy przy stole i udawaliśmy,że jest jako tako.
    Nie było.Od kiedy dowiedziałam się,że urodzi się maluch to cały czas marzyłam by drudzy dostali telefon.Nie wyszło tak do końca ale po świętach, w lutym już była radość.
    Moja tez,że moje dziecko nie musi udawać radości.
    Drugi temat ,dla mnie trochę trudny do zrozumienia.Dlaczego Twoi rodzice z Wami pojechali ? /już nie wnikam dlaczego ich zaprosiliście na wspólne wakacje/
    Właściwie – to oczywiste,że ich myśli były przy narodzinach itp.
    Piszę o tym bo nie wiadomo jakie będą to święta.Ja byłam przygotowana,że następne nie będziemy w komplecie.Wiedziałam,że nie ma co tu się silić na radosne rozpakowywanie prezentów.
    I Wy tez nie próbujcie udawać,ze jest fajnie,-po co- Wam fajnie nie jest i tyle.
    Nie zrozumie syty głodnego i nawet w najlepszej wierze,ten kto ma dzieci,nie zrozumie drugiej strony.
    Małgorzata

    Polubione przez 1 osoba

    1. Małgosiu, dziękuję za Twój głos z innej perspektywy. Domyślam się, że temat dla dziadków też nie jest lekki, bo chcieliby się cieszyć pełną parą z wnuków u jednego dziecka, a gorsza sytuacja u drugiego na to nie pozwala.
      To prawda, święta nie są łatwe, żadne. Ja nie udaję, mąż również, nikt się nie sili na sztuczną radość i rodzice dobrze czują o co chodzi. Ale staram się też popatrzeć z innej strony – za chwilę minie 10 lat bez dziecka, nie mogę przekreślać relacji, które miałam i mam do dziś w mojej rodzinie. Co jeśli już zawsze będziemy bez dzieci, a ja odsunę się od najbliższych, to przecież nie oni są winni mojej sytuacji. Widzę, że się bardzo starają, ale tak jak napisałaś nie zrozumie syty głodnego. Ja już stałam się nadwrażliwa, czasem drobne słowa w innym temacie potrafię zinterpretować na swoją szkodę, tu niewiele potrzeba.
      A czemu wspólny urlop? Z organizacyjnej, transportowej i finansowej wygody. Tata ma duży, wygodny samochód nawet do spania w podróży, zabiera 4 rowery i tonę naszych bośniackich zakupów. Poza tym w razie jakiejkolwiek awarii, tata ogarnia wszystko technicznie, czego mój mąż nie lubi i boi się wyjazdu tylko we dwoje tak daleko. My zajmujemy się działką organizacyjną, ubezpieczeniową i meldunkową, bo rodzice nie mówią po angielsku. Koszty dzielimy na pół. W zeszłym roku spędziliśmy tydzień we 4 w Chorwacji, wtedy zgodnie postanowiliśmy że było fajnie i rezerwujemy powtórkę na ten rok, ale już 2 tygodnie. Kto mógł wiedzieć, że w międzyczasie pojawi się nowy człowieczek w rodzinie i to zaplanuje narodziny dokładnie na ten sam czas?
      Nie umiałam anulować planów wakacyjnych, tylko dlatego, że to nie mnie urodzi się dziecko, trochę wyglądałoby to jak „kara dla rodziców”. To niczyja wina, chciałam uszanować i zrozumieć też chęć pomocy rodziców dla siostry. A że mi radość z urodzonej siostrzenicy mieszała się ze smutkiem własnej bezdzietności, doprawionej jeszcze hormonalną, okresową burzą … zdziwiłabym się gdyby było inaczej.
      Pozdrawiam ciepło
      Lidia

      Polubione przez 1 osoba

  8. Wiewiórkowo dawno nie czytałam co u Ciebie sama ostatnio mam bardzo duzo zajeć. M ie row iez czeka porod mojej siostry no coz moje przepowiednie sie sprawdzily predzej moja starsza siostra zajdzie w ciaze niz ja i stalo sie w listopadzie porod jest mi z tym ciezko dlacxego nie ja 😦 my sprawilismy sobie małego pieska i znowu ocenianie czemu nie walczymy nie próbujemy a ja juz nie mam sily tłumaczyć sie z tego. A seks z meżem jest cudowny ale nie w dni plodne. Przestalam juz jakiekolwiek suplementy brac bo przeciez tyle bralam i co to pomogło.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie chcę Cię pocieszać metodą „kto ma jeszcze gorzej” ale jeśli miałoby to pomóc, to drugie dziecko urodziła teraz moja siostra, ale 4 lata młodsza…
      Wiesz, czasem warto zrobić sobie pauzę w tych wszystkich wyliczeniach dni płodnych, suplementach i ustawianiu życia pod dziecko którego jeszcze nie ma. Trzeba czasem myśleć też o sobie, o tym co jest, a nie tylko o tym, na co wciąż czekamy.
      Buziaki

      Polubione przez 1 osoba

  9. Wiewiórkowo czekam i czekam z niecierpliwością na Twoj kolejny wpis 😉 i pewnie nie ja jedna 😉
    Nadal trzymam kciuki, nie tylko za to byście jak najszybciej zostali rodzicami (choć za to najbardziej) ale tez za to byście mieli siły i potrafili być szczęśliwi mimo wszystkich niedobrych przeżyć jakie Was spotkały.
    Życzę Wam duuuuuuużo miłości !!!

    Polubienie

    1. Wiem, wiem, zagubiłam się ostatnio w czasoprzestrzeni i wrzesień przeleciał tak szybko, jakby miał 1 tydzień tylko. Zaraz się poprawię i w najbliższych dniach coś napiszę.
      Mimo tej pustki blogowej, cieszę się, że tu zaglądasz:)
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  10. Dopiero teraz przeczytałam wszystkie komentarze (swój pisałam na urlopie, więc jakoś w innych się nie wczytywałam tym razem) i postanowiłam, że dodam jeszcze coś od siebie a propos pewnej wypowiedzi wyżej.

    Kiedy jeszcze X lat temu staraliśmy się o dziecko biologiczne, często siedziałam „na Bocianie” (każdy pewnie zna forum, nie będę więc tłumaczyć co to) i na początku to pomagało, ale potem każda z dziewczyn zachodziła w ciążę, tylko nie ja. Zagrzewały mnie i innych do walki, do „wychodzenia z krzaczorów” itd, i tak naprawdę miałam poczucie, że muszę cały czas być silna, walczyć do upadłego. I tak było. Nie było chwili na załamanie, które gdzieś i tak we mnie dojrzewało. Mam za sobą dużo cięższą i kosztowniejszą walkę niż Lidia, ale to właśnie Lidia jest tu osobą mądrzejszą i dojrzalszą, bo ona wiedziała dużo wcześniej, że kiedyś trzeba sobie powiedzieć DOŚĆ. Walczyć, nie poddawać się do jedno, ale ja nawet kiedyś pisałam u siebie taki temat, bo zastanawiałam się, jak daleko jesteśmy w stanie posunąć się, by mieć dziecko? 10 inseminacji i 10 IVF? A może 11? A jak to nie wyjdzie to 12, bo czemu nie? Ten jeden jeszcze raz nas nie zbawi.
    Powtarzam to każdemu. Czasem jak to mówią trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. I choć wydaje się to porażką, to może się okazać zbawienne i dla zdrowia psychicznego i dla całego naszego życia. Gdybym wtedy nie zrezygnowałam, do dziś bujałabym się bez dziecka a tak? Zaraz kończę ten komentarz i jadę do przedszkola odebrać moje najukochańsze istotki :))

    A co do bloga Lidii i innych podobnych, to uważam, że są dużo lepsze, bo pokazują prawdziwe oblicze niepłodności. Lidia może dodawać otuchy (bo przecież jeszcze nie zwariowała i nadal czeka hehe) ale po 10 latach trudno być mega entuzjastycznym. To jest dobre może na początku. Nie dajmy się zwariować.
    Ostatnio znajomi dostali telefon z ośrodka i są rodzicami cudownej dziewczynki. Przyznali tak jak wszyscy, że decyzja ta, była najlepszą w ich życiu. Czasem trzeba z pokorą opuścić głowę, by potem móc znaleźć szczęście.
    Trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny, nie musicie być silne zawsze. Czasem trzeba popłakać a potem otrzepać się i iść dalej.

    Polubienie

  11. Dziękuję Ci Izzy, dla mnie to był chyba ostatni moment na zejście ze sceny. Jeszcze chwila i bym z niej spadła, a mój mąż miałby ogromny problem by potem zeskrobać mnie z podłogi.
    To są zawsze bardzo trudne decyzje, które rozważa się w kategoriach porażka, czy odpowiedzialne inne zwycięstwo? Za wszelką cenę, czy może jest dla mnie inna droga?
    Wczoraj krążyło po internetach fajne zdanie: „Zawsze gdy Bóg mówi ci NIE, to ma dla ciebie lepsze TAK” i ja tego się trzymam.
    Czekam na swoje tak i to dużo lepsze niż sama sobie zaplanowałam:)
    Buziaki

    Polubienie

Odpowiedz na ja Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s