Już nie płaczę na myśl o zbliżających się kolejnych urodzinach. Właśnie się dowiedziałam, że osiągam najlepszy wiek do zostania mamą:)

Jakiś czas temu trafiłam na artykuł w sieci mówiący o najlepszym wieku kobiet do zostania matką. Kolejne  pitu, pitu pomyślałam, ale w opisie zobaczyłam magiczną liczbę – 34! Uuuuu – z czystego szacunku do zbliżającej się mojej 34 -órki przeczytam, pomyślałam.

Artykuł taki sobie, ale podaje 2 podstawy naukowe, by sądzić o tym, że wiek 34 lat jest najsłuszniejszym dla kobiety na macierzyństwo. W większości słyszy się, że najlepiej jest  urodzić dziecko, mając 20- parę lat, że potem organizm słabszy, że rezerwa jajnikowa spada, a po 35 r.ż. to już leci na łeb i szyję itp.

Autorzy zwracają jednak uwagę, że nie tylko biologia jest ważna do zostania matką, ja sobie dopiszę jeszcze od siebie- dobrą, spokojną i szczęśliwą matką. Ważne są jeszcze czynniki psychiczne i społeczne – nie mogę się z tym nie zgodzić.

Ja jestem w takim momencie oczekiwania na dziecko, że moja biologia ma już zdecydowanie mniejsze znaczenie, ale nie dlatego przychylam się do tezy szczęśliwej matki – 34-latki.

Te z Was, które są ze mną dłużej, wiedzą, że moim marzeniem było zostać matką przed 30-stką. Dodam jeszcze, że najlepiej matką dwójki dzieci. No cóż, marzenia trzeba spełniać, a czasami zmieniać 🙂 W tym tygodniu kończę właśnie 34 lata i niestety nie doczekałam się Bejbika. Ale mogę powiedzieć śmiało, że te urodziny są dla mnie o wiele szczęśliwsze niż każde poprzednie!

Zanim jeszcze napiszę dlaczego, to krótka analiza czy wiek 34 lata jest lepszy na ciążę niż 20-kilka.

Czy moje 24 lata na liczniku czy 34 wypadły korzystniej pod względem zdrowotnym, emocjonalnym i społecznym?

Nie wiem jak Wy, ale gdybym dziś miała okazje porównać (choć nie mogę) wyniki badań i swój stan zdrowia do tego sprzed 10 lat – założę się, że dziś jestem o wiele młodsza! Gdy zaczynałam starać się o dziecko tylko wydawało mi się, że dbam o siebie.

Prawda jest taka, że zajadałam się węglowodanami w ilości kosmicznej, (przecież jestem szczupła, to mogę) co chwilę od kogoś słyszałam ” nie świruj, tobie nie idzie w biodra, to ci drożdżóweczka, makaronik, czekoladka nie zaszkodzi”, ale szkodziło i latami efekty się kumulowały. Rzadko byłam wypoczęta i wyspana, pracowałam dużo dłużej i nie raz znużenie dopadało mnie za kierownicą w drodze powrotnej do domu. O jedzeniu zdrowych produktów, suplementów lub choćby eliminacji szkodliwych wtedy mi się nie śniło. Największą aktywnością wtedy były dla mnie zakupy po pracy i ćwiczenie stóp manewrując pedałami w aucie (wtedy codziennie jeździłam 150 km do pracy). Pracowałam za długo, nie umiałam odmawiać nikomu, a potem byłam wciąż sfrustrowana, że mnie wykorzystują. I tak mogłabym wymieniać jeszcze długo.

Teraz, po 10 latach widzę ile dobrego zrobiłam dla siebie, (aż się boję to napisać) dzięki niepłodności, ale trochę tak jest. Przez to, że nie zaszłam w ciążę, szukałam cięgle przyczyny i sposobów by iść do przodu. Dowiedziałam się, że mam Hashimoto i kilka innych dolegliwości, że bez odpowiedniej diety i wypoczynku nie opanuję ciągłego zmęczenia organizmu. Nauczyłam się „obchodzić” z moim ciałem tak, by nie robić mu na złość i móc czerpać z życia o wiele więcej niż kiedyś.

Gdybym dziś była w ciąży, jestem pewna, że zniosłabym ją o wiele lepiej niż 10 lat temu. Co prawda o ciąży już nie myślę, więc i sprawy obniżającej się z wiekiem płodności mnie nie dotyczą, ale sprawność i witalność jest potrzebna matce nie tylko w ciąży. Potem trzeba mieć siłę to dziecko wychować i uważam że sztuką jest umieć równocześnie zadbać też o siebie. Teraz jest i będzie mi łatwiej. Teraz dużo o sobie wiem i mam wypracowane  zdrowe nawyki. Jestem pewna, że zostając matką 10 lat wcześniej postawiłabym siebie, swoje zdrowie na drugim miejscu, czyli jeszcze dziś pewnie nie zaczęłabym dbać o siebie.

Widzę jeszcze inne plusy swojego wieku.

Dziś jestem o niebo lepiej przygotowana do macierzyństwa psychicznie. Wiele porażek i emocjonalnych kopniaków od niepłodności zrobiło swoje. Turbulencje jakie przeszliśmy z M. w ciągu leczenia na szczęście umocniły nasz związek i nauczyły słuchać i rozumieć drugą stronę. Mój większy dystans do pracy i tych, którzy lubili mnie wykorzystywać owocuje spokojem psychicznym i wyciszeniem (to jest najcudowniejsze).

Dziś czuję, że chciałabym być mamą, tak po prostu. Czekam na tą nową rolę, bo w innych się już spełniłam. Kiedyś z miesiąca na miesiąc panikowałam, że czas leci, a ciąży nadal nie ma. Miałam poczucie, że czas mi przecieka przez palce, że bez dziecka nic nie znaczę,  miałam myśli … różne… Ciąża to był mój priorytet.

Dziś widzę dzień dzisiejszy. Cieszę się, że M. wrócił już 7. rok z rzędu z dobrymi wynikami z onkologii. Cieszę się, że mamy siebie jeszcze bardziej niż kiedyś. Cieszę się, że podczas leczenia wpadłam w depresję, a dzięki niej poznałam mądrą panią psycholog, która uświadomiła mi wiele moich wad i problemów, które muszę rozwiązać. Patrzę na znajomych, którzy są już w drugim, a niektórzy nawet czwartym związku, czasem z kilkorgiem dzieci i próbują połatać patchworkowe rodziny, a my z M. znów w tej samej 2-osobowej drużynie trzymamy się za ręce. To jest cudowne. To dała mi niepłodność.

Dziś nie czuję się głupio, że ja jeszcze nie mam dzieci (no może czasem- przy kumulacji comiesięcznych hormonów połączonych z porodami bliskich w jednym dniu:). Dziś nie mam problemu z odmówieniem udziału w spotkaniu, na którym wiem, że będą same ciążowe tematy i nie jest mi z tym źle. Dziś czuję się bardziej gotowa, dojrzała i pełna spokoju myśląc o macierzyństwie. 10 lat temu bałam się tego wieku panicznie. Kobiety 30+ to były dla mnie „stare pańcie”, a ja chciałam być młoda mamą. Ale ja byłam głupia 🙂

Jestem ciekawa, czy kolejne urodziny będę obchodzić jako mama. Mam nadzieję, że tak. A jeśli życie szykuje mi coś innego, to życzę sobie tylko tego, bym umiała ten czas wykorzystać na maksa na inne sprawy i inne marzenia. Tylko tego trochę żałuję, że przez ostatnie 10-lecie więcej się martwiłam niż cieszyłam. Więcej walczyłam o dziecko i rozpaczałam, że go nie ma, niż wykorzystywałam ten bezdzietny okres życia na dorosłe przyjemności.

Ale nie będę się dziś już nad tym rozczulać.

Jutro ubieram moje extra czerwone, górskie gacie, które dostałam od M. Takie prawie gopr-owskie, takie o jakich zawsze marzyłam, ale ważniejsze były przecież „inne” sprawy. Jedziemy na urodzinowy weekend, który zorganizował mi mąż. Korzystamy z uroków jesieni, bezdzietności i cudu bycia wciąż razem.

To, czego tak bardzo się bałam, czyli kolejne urodziny bez dziecka właśnie nadchodzą, a ja zamiast płakać uciekam pakować plecak i to z uśmiechem. To będą fajne 34. urodziny. Czy ten rok będzie dla mnie szczęśliwym rokiem macierzyństwa? Ależ jestem ciekawa!

 

 

26 myśli na temat “Już nie płaczę na myśl o zbliżających się kolejnych urodzinach. Właśnie się dowiedziałam, że osiągam najlepszy wiek do zostania mamą:)

  1. Kochana wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! ;*

    A pod „Dziś czuję, że chciałabym być mamą, tak po prostu. Czekam na tą nową rolę, bo w innych się już spełniłam. Kiedyś z miesiąca na miesiąc panikowałam, że czas leci, a ciąży nadal nie ma. Miałam poczucie, że czas mi przecieka przez palce, że bez dziecka nic nie znaczę, miałam myśli … różne… Ciąża to był mój priorytet.
    Dziś widzę dzień dzisiejszy.”
    podpisuję się obiema rękami. Mam tak samo.

    Polubienie

  2. Wszystkiego najlepszego :* I nic a nic nie życzę ci dziecka, macierzyństwa ani w zasadzie niczego co musisz, powinnaś a nawet możesz lub chcesz. Życzę ci miłości do siebie, niezależnej od niczego i nikogo; tego poczucia że taka jaką cię stworzył jesteś najpiękniejsza i pełnowartościowa. Miło się czyta że ty już to masz, ale więcej nie zaszkodzi!!!

    Polubienie

    1. Lidko! Spełnienia marzeń, Błogosławienstwa Bożego i samych szczęśliwych dni! ❤️
      Ja za ponad miesiąc zaczynam 35 rok życia – nadal bez dziecka! Wierzę, że i dla mnie i dla Ciebie to bedzie ostatni taki rok! 🙌
      P. S. Czy robiłaś w końcu cos z tymi KIRami? W sensie jakas terapia lekami?

      Polubienie

      1. Dziękuję bardzo Ewo. Jak napisałaś, że zaczynasz 35 rok życia, to przypomniała mi się moja babcia. Ona zawsze mówiła, że nie kończę dziś np. 7 lat, tylko zaczynam 8. rok życia. Wtedy to uwielbiałam, byłam starsza 🙂
        Teraz już używam miary, zaniżającej i do kolejnego października trzymam się wersji że wciąż mam 34 lata 🙂
        A z KIRami oczywiście podjęłam się leczenia – 3- miesięcznego Accofilem ale w cyklu naturalnym, jedynie z badaniami hormonów i monitoringiem. Niestety nie udało się, a na kolejną serię nie poszliśmy, ale ja mam wyjątkowo złą konfigurację KIRów i nie robiłam sobie zbytniej nadziei.
        Więcej info znajdziesz w poście o KIRach

        Polubienie

    2. Soniu, dziękuję Ci bardzo, to genialne życzenia! Kiedyś pani psycholog na jednej z sesji zadała mi pytanie – co bym tak zwyczajnie chciała, bo w kółko jak opowiadam o sobie to używam słów „muszę”, „powinnam”, „trzeba”. Zatkało mnie, bo miała rację. Całe życie funkcjonowałam wg schematu co w danej sytuacji trzeba. Dopiero teraz umiem powiedzieć „ja nic nie muszę”.
      To prawda, że ja już w jakimś stopniu „to mam”, ale jak będę mieć za dużo się podzielę 🙂
      Buziaki

      Polubienie

  3. Życzę Ci z całego serca wszystkiego najlepszego z okazji Twoich urodzin. Obyś niezależnie od tego czy Telefon zadzwoni prędzej czy później była szczęśliwa. Czytanie Twojego bloga pomaga mi w trudnych chwilach i zauważyłam ,że ostatnio na nowo odkryłam cieszenie się z drobnych rzeczy np pięknej złotej jesieni w parku. Wcześniej nie zwracałam na otaczający mnie świat uwagi, tak byłam pochłonięta swoją niepłodnością. Nadal walczę ,ale staram się nie zapominać o sobie. Dobrze ,że trafiłam na tego bloga:)

    Polubienie

    1. Dziewczyny mam dziś kryzys a dopiero pisałam że się trzymam. Taka kobieca huśtawka. Wczoraj moja teściowa wróciła taka zadowolona od malutkiego wnusia i rozumie ja doskonale. Jest nim zachwycona, bo słodziak z niego. A mnie jest tak przykro że oni mają dziecko na pierwszą rocznicę ślubu ot tak a my po 8 latach dalej nic. Jakoś tak mi przykro. Nie chcę być niemiła ani dla szwagierki ani dla dzieciątka bo niby czego. To ja mam problem. Wczoraj dosłownie kupiłam że złości kiedy wieczorem się nie kochaliśmy bo może jest szansa jestem po miesiączce parę dni. Ale przecież mój mąż też ma uczucia, też by chciał być tatą ale nie chce wałkować tematu non stop. To nie reproduktor na zawołanie. Jestem zła na siebie że nie raz mam takie dni, takie myśli. Chciałabym wyluzować, dać sobie czas. Myślę że powinnam dac odpocząć głowie i zacząć żyć, cieszyć się i doceniać to co jest a jednocześnie tak zadbać o siebie o ruch bo zapisałam się na aerobik i uwielbiam tam chodzić no i wreszcie zacząć zdrowo jeść a nie zapychać się byle czym. Po prostu chce zacząć żyć i nie myśleć o sobie źle ze jestem do niczego a jak mąż nie kocha się ze mną za często to że jestem nieatrakcyjna i że mu wszystko jedno. Nie można zapominać o uczuciach swoich partnerów. Wiem że mnie kocha, nie mówi pustych słów ale widać to w czynach w tym jaki jest dla mnie. Nie chcę żeby niepłodność zrobiła ze mnie zgorzkniała babę i nie chce uprzedzać się do niewinnych dziewczyn które mają dziecko a ja nie.

      Polubienie

      1. aNusiaK, wiem że moja odpowiedź jest już dawno po czasie, bo … pewnie emocje opadły, ujarzmiłaś hormony i przespałaś temat, ale chcę Ci powiedzieć, że zachowujesz się normalnie 🙂 Tzn jak kobieta która walczy z niepłodnością i ma tego już po kokardy.
        Pamiętaj, te emocje są normalne i ja również znam ten stan doskonale. Pamiętaj, w takiej chwili musisz tylko dać SOBIE czas.
        Nie myśl wtedy o tym, czy właściwie się zachowujesz, czy radość teściowej jest uzasadniona, że dziś trzeba się kochać z mężem, bo to akurat może być TA chwila. Skup się na sobie i olej resztę bez wyrzutów sumienia. Sama dobrze wiesz, że jutro wszystko będzie mieć inne barwy, złość opadnie albo będzie dużo mniejsza. Ja w takich chwilach płaczę, przepraszam właściwie to wyję, leżę, piję wino, biorę gorącą kąpiel, czytam inne blogi i mam wszystko w d****. Na drugi dzień tylko zapuchnięte oczy przypominają mi o wczorajszym armagedonie. Korzystam z prawa do bycia tylko ze sobą i że nic nie muszę, przynajmniej to dała mi niepłodność – czas dla siebie.

        Polubienie

        1. Dziękuje za te słowa, tak emocje nieco opadły. Postanowiłam mam nadzieje ze tego bede sie trzymac by dac sobie czas. To postanowienie z wczoraj. By dojsc do siebie, jakos uspokoic sie duchowo, emocjonalnie. Tylko czego jest tak cięzko pzrestac ” o tym ” myslec. Ulzyło mi ze moje zachowanie jest normalne. Bo czasem juz mysle czy ze mna wszystko w porządku. Ale to reakcja na cos czego tak pragnę amiec nie mogę. I nie mowie to na zasadzie rozkpryszonej dziewczynki ze mam cos miec i juz. To zyciowe pragnienie. Zreszta sama rozumiesz. Moje emocje nie raz sa tak rozchwiane.walczę ztym. czasem nie chce płąkać ale chyab lepiej sie wypłąkac wykrzyczec. Wczoraj siadłam na rower i przejechałam w obydwie strony ze 20 km. Wypedałowałąm te emocje, było mi tego trzeba. Inaczej ajkos spojrzałam na te sprawy. Tak dac sobie czas. To dobry plan. ja mam w głowie takie głupie mysli ze jak czegos nie mam teraz to juz tego nie bedzie. Tego przeciez nie wiem na pewno. Nie jest powiedziane ze pewne sprawy sa nam pisane tylko do jakiegos wieku to sprawa indywidualna. Ten rok jest dla mnie trudny. Włąsnie dlatego ze nie pomyslałąbym ze szwagierka tak szybko da upragnionego wnuka mojej tesciowej. czuje sie gorsza bo ja tyle lat nie moge. Chyba musze przegryzc sie zta mysla, jakos to przetrawic. czuje ucisk w żoładku albo takie ukłucie wsercu nad zachwytami o wnuczku. Żal ze to nie o naszym dziecko. Znowu miałam napisac MUSZE, …..ale chce życ pełnią życia i nie czekać wciąz na dziecko. Powoli do tego dojdę , taka mam nadzieje

          Polubienie

    1. Aniu, dziękuję Ci bardzo. Dokładnie tak staram się ostatnio robić, ja żyję pełnia życia, a niech troszczy się ON.
      Każdy robi to co umie najlepiej:) Z mojego troszczenia zostawały mi tylko troski.
      Ściskam gorąco.
      Lidia

      Polubienie

  4. Wszystkiego najlepszego. Niech Ci się spełniają marzenia – te małe i duże. Żebyś zawsze żyła w zgodzie ze sobą, mając u boku ukochaną osobę. Cała reszta – prędzej czy później – zawsze jakoś się ułoży.

    Polubienie

  5. Kochana, dlatego ja wierzę… zaraz, wróć, nie wierzę, ja jestem pewna! że wszystko to, co wydaje nam się czymś niedobrym, karą, jest największym darem :)) Czekam na tego najważniejszego posta :))))
    Co do wieku to zgadzam się w 100%, choć czasem mi szkoda tego, że moje dzieci nie będą miały młodszej mamy. Kiedyś tam. Ja mam swoje życiowe motto: wiek to kwestia wyboru 😉 A ja wybieram bycie młodą, więc mam wieczne, no nie wiem, 26 lat? 😉 Wszystkiego naj naj kochana! Ściskam :*

    Polubienie

    1. Wiem Izzy, zgadzam się, podpisuję się, jedynie czasami jestem niecierpliwa.
      Próbuję wyobrazić sobie tą radość (mam nadzieję, że już blisko) jak sama zobaczę, że ta pokręcona, niepłodna droga jaką przechodzimy doprowadzi nas do największego szczęścia w życiu. Wierzę w to.
      A wiek, to faktycznie tylko liczba. Chodzi o to, by liczyć doświadczenie, a nie lata:)
      PS. Dla mnie zawsze będziesz Młodzieżówą 🙂

      Polubienie

  6. Ja tez w tym roku obchodziłam 34 urodziny tez wciąz bez dziecka mimo 8 lat małżeństwa. Ale tez juz uspokoiłam sie ztym tematem z nagonką że dziecko musze miec ze czas ucieka. oczywiscie jeszcze czasem przy kumulacji hormonów zdarza mi sie smutek ztego powodu ale wreszcie zaczynam doceniac to co mam. Miałam załamanie ale tez teraz dochodzę do tego wniosku ze było ono po cos ze było mi potzrebne, ze wiele zrozumiałam i doceniłam bez tego nie byłabym tym kim jestem teraz. Bardzo sie kochamy zmoim męzem, bardzo szanujemy i wspieramy nasze uczucie jest piękne choć może dla kogos zwyczajne ale mamy swoje małe czułe gesty na codzień, wiele troski o siebie i miłości w małych rzeczach takich dla nas. Bardzo chce zostac jeszcze mamą ale mam tez wsobie duzo lęku co do ciąży i nad tym włąsnie chciałąbym popracowac ze specjalistą, bo skąd to sie wzieło ze pragnę byc mamą atak boje sie okresu ciązy a najbardziej porodu. Oczywiscie tego czy dam rade i zeby było wszystko ok w tym czasie. Czas niepłodności wiele mnie nauczył wiele pokazał o mnie samej. Myslę, że to wszysko jest po coś i że happy end jest nam pisany. Tez juz przestaje odkłądac wszystko na pozniej „bo jak zajde w ciąze”, zyje tym co jest tu i teraz. Ostatnio czytałam ze dieta takze ma wielkie znaczenia. jestem szczupłą ale fakt nie jem dobrze, z szybkosci z lenistwa czesto zapycham sie tym co pod ręką a nie chce mi sie poswiecic czasu na wartosciowe jedzenia. To błąd bo włąsnie czesto czuje zmęczenie chco nie mam nawału obowiązków. Juz wiem co powinnam zmienić. dziękuje za otwieranie oczu na to co istotne i wszystkiego najlepszego zokazji urodzin. 34- to w ciąz tak niewiele. Spełnienia marzeń 🙂

    Polubienie

  7. aNusiaK – dziękuję za życzenia i Twój przykład.
    To prawda, że odkładamy wszystko na później, bo może będzie dziecko. To prawda, że dieta ma ogromne znaczenie i nawet jeśli nie doprowadzi do ciąży, to przyczyni się do naszej lepszej kondycji i samopoczucia.
    Czasem mam wrażenie, że niepłodność jest dana nam jako dodatkowy czas, by zyskać coś dla siebie – psychicznie / zdrowotnie / w związku.
    Cieszę się, że tworzycie z mężem taki zgrany duet. Ja też to potwierdzam, że mimo pewnych turbulencji, niepłodność scementowała nasz związek. czyli są jakieś plusy 🙂
    No i mamy niewiele, bo dopiero 34 lata 🙂 Wszystko przed nami!

    Polubienie

  8. Moje 34 urodziny rownież tuż za rogiem…. wiesz ja ci zazdroszcze ze ty wiesz juz na czym stoisz, ze idziesz w określonym kierunku. My nadal szukamy przyczyny. Dzieki twoim wpisom zbadalm kiry. I okazalo sie ze nie powalaja na kolana, brakuje kilku w tych dwoch implementacyjnych. Nie wiadomo czy to akurat to – sprobuje skonsultowac to z moim lekarzem. Chcialabym juz być w sytuacji ze wiem ktorędy podążac. O adopcji raczej nie mysle ale nie mowie ze nie i koniec, poki co czuje ze to jeszcze nie ten moment. Invitro kusi w ciezkich dniach ale przeraza mnie przedmiotowe traktowanie zarodków. Pewnie rozsypalabym.sie po nieudanej probie wiedzac ze tak naprawde stracilismy dziecko bo dla mnie to juz dziecko nie zadna blastka czy mrozaczek. Nie chce tez czekac w nieskonczoność to wszystko takie trudne.

    Dzieki Twoim wpisom bylam pierwszy raz w bieszczadach i to jest ten maly promyk w tej ciezkiej rzeczywsitosci. Dzieki temu ze sie wyrwalam ominelo mnie rownież kilka cudownych wiadomosci o ciazach od znacznie mlodszych kolezanek ktore robia z tego super wydarzenie – mialam farta.

    Ciagle sie zastanawiam ile dam rade jeszcze zniesc bo co miesiac mowie ze dluzej nie dam juz rady a jednak mija kolejny i kolejny….
    I zeby nie bylo dostrzegam pozytywy tego.ze jestemy tylko we dwoje, pewnie bez tego czasu nie skupilabym sie tak na zdrowiu, zycie dalo mi pstryczka w nos i jestem madrzejsza, wrazliwsza.

    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Rozumiem Cię bardzo dobrze, bo wiem jak dużo dała mi moja negatywna diagnoza. Choć immunolog nie powiedział jednoznacznie, że z tym wynikiem nigdy nie będę mieć dzieci. Wiem tylko, że to jest moja przyczyna niepowodzeń. Pamiętam jak na początku mojego leczenia (po pół roku) trafiłam do beznadziejnej lekarki, ale pamiętam jej 1 mądre zdanie: „tylko w wypadku, gdyby nie miałaby pani macicy, powiedziałabym, że na pewno nie będzie mieć pani dzieci”. I to prawda, żaden lekarz mi tego nigdy na 100% nie powiedział. Moje KIRy są złe, nawet bardzo, ale znam przykład kobiety z takim samym beznadziejnym wynikiem jak ja i przez „przypadek” zaszła w ciążę naturalnie, gdy już się nie starała.

      Mnie ta diagnoza pomogła zamknąć pewien etap, oddzielić krechą i zająć się inną drogą. Ale każdy ten czas czuje inaczej i w innym momencie i co innego dla niego oznacza. Życzę Ci jak najszybciej spokoju wewnętrznego, byś i Ty to poczuła.
      Ciesze się, że posmakowałaś Bieszczadów i że „uratowały” Cię od kinder- newsów, to pewnie sprawdza bieszczadzkich aniołów 🙂

      PS. Z KIRami idź do dobrego immunologa od niepłodności, nie zrażaj się jeśli Twój ginekolog nie będzie umiał zinterpretować wyników. Żaden z moich lekarzy nawet nie wiedział o co w tym chodzi 🙂

      Polubienie

      1. Ja moje drogie po badaniu w tamtym roku wiem , że mam dwie macice. Byłam w szoku i pytałam lekarza po kilka razy ze co mam? a on mowi ze jedna n ailes tam rodzi sie z dwiema macicami, ze jestem wyjatkowa. Przepłakałam dwa dni bo czułam sie dziwnie. Ale powiedział mi ze tydzien wczesniej odbierał poród u kobiety zdwiema macicami tylko ze zalecane sa cesarki wtedy. Gdzies teraz zepchnełam na dalszy plan te moje macice a bardziej skupiam sie na prolaktynie. I mysle wybrac sie do lekarza czy moze cos tam jeszcze jest, nie daj Boże. Ja nie zrobiłąm tych wszystkich badan o ktorych Wy piszecie dziewczyny dlatego bardzo Was podziwiam. Moze ktos powie ze ma mało sie starałam skoro nie porobiłąm pewnych abdan ale na tyle na siłąch sie czułam. A jesli chodzi o Bieszczady to tez wtym roku wczerwcu byłam, było super. Inny swiat tam, wyluzowałam. Góry sa piekne, ogromne atak wyciszaja. No i tez przywiozłam anioła. Liczę że ma na mnie oko 🙂

        Polubienie

  9. Anusiak jesli chodzi o badania to.doskonale cie rozumiem, tez musialam dostoswac tempo diagnostyki do moich psychicznych mozliwosci 🙂 czasami poprostu zamiast badania postanowilam kupic sukienke. Nie mozemy zyc samymi badaniami, analizowaniem wynikow bo mozna oszalec.

    Lidio dziekuje za slowa otuchy 🙂

    Polubienie

    1. Dziewczyny, dziś sobie tak myślę, że gdybym:
      – miała w jednym czasie zlecone wszystkie potrzebne badania
      – miała wtedy sporo kasy oczywiście
      – i umiała podejść do leczenia i badań zadaniowo a nie z emocjami, to moja droga do rozwikłania zagadki niepłodności trwałaby rok.
      No ale było jak było….

      Polubienie

Odpowiedz na Olala Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s