„Co u was słychać?”- pytanie, które strach zadać, odpowiedź obszerna jak opisy u Orzeszkowej i potem ta umierająca mina… Czyli manifest bezdzietnej.

W moim długim już doświadczeniu bezdzietności zauważyłam, że niektóre okresy roku przechodzę wyjątkowo źle. Nie jest to związane z pogodą, zmianą czasu na zimowy, czy moją formą fizyczną. Głównym czynnikiem determinującym moje samopoczucie psychiczne jest … otoczenie w jakim przebywam.

Ostatnio byłam zaproszona (narażona) na kilka imprez, spotkań i uroczystości rodzinnych. Wcześniej zawsze staram się ładować akumulator miłym wieczorem z M. albo wyprawą w góry, ale nie zawsze tej mocy wystarcza.

Jako „stara bezdzietna wyga” powinnam być uodporniona na zachowania (albo ich brak) innych dorosłych. Mam na myśli tych dorosłych, którzy mają już swoje dzieci, albo jeszcze lepiej, mają już wnuki.

Nie wiem czy my wyjątkowo kiepsko trafiliśmy, choć w przypadku rodziny, to złe określenie, bo przecież nikt rodziców i rodzeństwa nie wybierał sobie, ale ostatnio robię się powoli bezdzietnym zdziczałym towarzysko dzikiem. Stronię co raz bardziej od ludzi, pojawiam się tylko tam, gdzie muszę, albo „wypada” mi, ale tak już naprawdę mocno wypada.

W kontaktach z innymi dorosłymi odczuwam ogromną przepaść. Oni stoją na stabilnym lądzie, który zwie się „dzietni”, my jesteśmy za ogromną przepaścią, na malutkiej wysepce bezdzietności.

Dzietni mogą godzinami opowiadać tylko o sprawach swoich maluchów. Na pytanie „co u was” słyszę kolejną historię Alusi, Kacperka, informację o badaniach, przedszkolach, szkołach (tak, już rzadziej o pampersach, dzieci podrosły), …. u nich, dorosłych, nie słychać nic. Ja rozumiem, że dziecko zabiera mnóstwo uwagi, czasu i przeorganizowuje świat rodzicom. Ale żeby nie umieć skonstruować ani jednego zdania co u mnie słychać?

Czasami tylko pada pytanie w rewanżu „a co u was”, zazwyczaj okraszone ukamienowaną miną, bo co może być słychać u bezdzietnych? Cokolwiek opowiem, że zmieniam pracę, że byliśmy tu, albo tam, że maluję pokój, że mam fajny przepis na zupę, jest ucinane w pół zdania, szybkim aha, albo jeszcze wcześniej przerwane jakimś pytaniem lub zwyczajną zaczepką dziecka znajomych, które jest zawsze ważniejsze niż 2 minuty rozmowy ze mną. O ile matkę / ojca noworodka, który właśnie włączył syrenę rozumiem, to rodzica 10-latka już nie.

Czarujący są też dziadkowie, którzy wydawać by się mogło, że więcej przeżyli, patrzą z innego punktu teraz, ale i tak … w rozmowie ich mina nabiera rumieńców i oddech przyspiesza, gdy na pytanie „co u was” zaczynają opowiadać historie o wnusi A, wnuku B, a potem smutne „a uuuu was?”  – „aha” i cisza. Świata dorosłych nie ma, jest tylko życie, życiem dzieci i wnuków i współczucie albo niezręczna cisza, bo co my wiemy o życiu?

Jeszcze bardziej lubię spotkania, gdy po dłuższym czasie niewidzenia słyszę pierwsze pytanie, jak tam u mojej siostry, bo przecież urodziła drugiego maluszka. Ważniejsze jest czy czyjeś dziecko ma kolki, czy grzeczne było podczas chrztu, niż pytanie jak my się mamy? Czy nam nie jest ciężko? Z resztą zamiast pytań i wsparcia wystarczyłoby, żeby tego ciężaru nikt nie dokładał.

Nie piszę tego tylko, by wylać żal. Nie po to, by coś zmienić tym postem, bo i tak nic się nie zmieni, ale by powiedzieć stanowcze NIE.

Oprócz żalu, że jestem tak traktowana, że otoczenie małymi kroczkami wypycha mnie poza linię boiska, mam w sobie bunt. Wiem, że ja tak nie chcę. Za jakiś czas będę mamą, choćby nie wiem co, to będę. I ja nie chcę, tylko opowiadać o pieluchach, książeczkach i wysypkach. Chcę, by w moim życiu pozostał też kącik dla mnie. Dziecko będzie najważniejsze, ale nie chcę, by zajęło 100% mnie.

Nie chcę dawać świadectwa innym, że jak nie masz dzieci, to tylko mogę ci współczuć, to z tobą nie można pogadać, to nie wiesz, co to szczęście.

Chcę by moje życie samo w sobie było szczęściem, a dziecko największym dopełnieniem tego szczęścia.

Chcę by zawsze u MNIE było COŚ słychać.

Otrząśnijcie mnie proszę, jeśli poprzewracało mi się już w głowie. Albo dajmy razem świadectwo, że szczęście to nie tylko życie życiem dziecka i wnuka.

 

Spokojnych świąt Wam życzę i jak najwięcej rozmów z rodziną pełnych entuzjazmu, zainteresowania i pasji, a nie współczucia i wymijających spojrzeń. My też mamy prawo normalnie żyć.

38 myśli na temat “„Co u was słychać?”- pytanie, które strach zadać, odpowiedź obszerna jak opisy u Orzeszkowej i potem ta umierająca mina… Czyli manifest bezdzietnej.

  1. Mam te same odczucia dokładnie te same dlatego lubie chodzic na cmentarz wieczorem jak nikogo nie ma nie potrzebuje pytan co u siostry i jej coreczki u mnie nic nie slychac zmienilam prace wyprowadzilam.sie mamy malego pieska ale bez nowosci fla rodziny bo nie mamy dziecka dokladnie to co piszesz…

    Polubienie

  2. Tak to właśnie jest. Również w moim otoczeniu bliskich. Myślę sobie, że rodzinom z dziećmi „odbija” na punkcie dzieci, traktują je jako jedyne osiągnięcie i nie dostrzegają wielu innych form życia, spędzania czasu. Ich świat jest tak bardzo zamknięty i skupiony na dzieciach, że rozmowa z nami bezdzietnymi powoduje, że nagle jakby brakuje im tchu do tematów rozmów. Zapowietrzaja się 😉 ja mam tak, że nie oczekuję zainteresowania moją osobą. Chętnie wysłuchuje tych opowieści okołodzieciowych i często wtrącam, że podziwiam bo ja jak wiecie dzieci nie mam i doświadczenia w tym temacie również i dodaję, że często w tym czasie robię to albo byłam tam i tam. Kto chce to pociągnie temat dalej a kto nie dalej brnie w tematy okołodzieciowe. To dzietni zdają się być nietaktowni skoro nie potrafią rozmawiać z nami bezdzietnymi. Nie chcą, nie potrafią ich problem. Niech żałują 😉 jeszcze będą nas szukać do wspólnych rozmów 😉

    Polubienie

    1. Ewo, zgadzam się z tym co napisałaś. W większości, dorośli, gdy stają się już rodzicami, traktują to jako swoje ogromne, jedyne „osiągnięcie”. I nie chodzi mi tu oczywiście o jakąś ujmę dla samych dzieci, bo to wielki dar i cud, ale właśnie … mało kto postrzega macierzyństwo jako dar. Zazwyczaj, Ci którzy nie mieli problemu z płodnością, traktują to jako swój życiowy „wyczyn” i zaczynają patrzeć inaczej na bezdzietnych.
      Ale trafnie napisałaś, to jest ich problem 🙂
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

  3. Jest jak piszesz…dodam jeszcze odwieczne teksty w stylu „ale twój mąż ładnie wyglada…no tak nie masz dzieci to masz czas dbać o męża”… tu możecie sobie wkleić tvp chcecie…

    No nic, trochę się uodporniłam i nie odchorowuje tego jak kiedyś, ale wciąż mnie to drażni.

    Tak jak ty, liczę ze zawsze będzie coś słychać u mnie…może darem dla nas będzie większa świadomość przezywania macierzyństwa zarówno w kontekście podejścia do dziecka jak i nas samych i naszego otoczenia.

    Polubienie

    1. No tak, Ty to masz czas, to dbasz o męża, one nie mają, bo mają dzieci… ale co Ty o tym wiesz 🙂

      Soniu, też mam nadzieję, że z tego naszego długiego bezdzietnego stanu wyniknie jakieś duuuże dobro. Jeszcze ostatniego zdania nie powiedziałyśmy!

      Polubienie

  4. Niestety u mnie te same odczucia. W większości osoby posiadające dzieci w rodzinie lub wśród znajomych mówią tylko o swoich dzieciach – u nich nic innego nie słychać lub przynajmniej nie jest to aż tak interesujące. Jeszcze po mojej stronie rodziny jest sporo nastolatków którzy dostarczają swoim rodzicom sporych wrażeń typu: chęć tatuażu lub kolczyka i to nie w uchu tylko np. w nosie lub ustach więc atmosfera się trochę rozładowuje. Myśli rodziny zajęte są innymi sprawami niż naszą bezdzietność. O dziwo pojawiły się też plany zagranicznych wyjazdów i zwiedzania u kilku osób w rodzinie więc w tym roku spotkanie na Wszystkich Świętych wniosło odrobinę rozmowy nie tylko o dzieciach. Ale główny temat dotyczył oczywiście dzieci. Nas się nikt o nic nie pytał więc głównie słuchaliśmy i to my zadawaliśmy pytania kiwając głowami – bo co u nas może być słychać jak nie mamy dzieci. Gorzej jest już w rodzinie po stronie mojego M. tam temat to jedynie dzieci. Nawet wszystkie informacje na grupie rodzinnej online to zdjęcia dzieci z placu zabaw lub z domu, ich nowych osiągnięć itp. My nic nie zamieszczamy bo co my możemy zamieścić …Takie spotkania rodzinne są bardzo trudne a raz w roku muszę spędzić w tym zanurzaniu się w jedyny interesujący temat na świecie tydzień podczas Świąt Wielkanocy. W najbliższej rodzinie i wśród znajomych wszyscy mają po kilkoro dzieci więc jest to temat rzeka nie do wyczerpania. Nie możemy się wymigać od spotkań z najbliższą rodziną ale niestety ja zawsze przyjeżdżam zdołowana po takiej dawce rozmów o posiadaniu dzieci. Wtedy czuje, że moje życie nie ma sensu gdy wszystkie kobiety wymieniają się doświadczeniami na temat macierzyństwa a ja siedzę i nic nie mogę powiedzieć. Kiedyś jeszcze wyjeżdżaliśmy gdzieś rodzinnie na Wielkanoc ale teraz ponieważ rodzeństwo mojego M. ma dzieci więc ich nie stać na wyjazdy, jesteśmy skazani na uroki przebywania w tym samym miejscu słuchając rozmów na jeden właściwy temat. Nie ma na to rady i nie wiem kiedy ta trudna sytuacja się dla nas skończy i czy kiedykolwiek.

    Polubienie

    1. Abi,
      a może by tak zorganizować bezdzietne Święta Wielkanocne? 🙂
      Rezerwujemy dużą chałupę i wszystkie bezdzietne pary spędzają te piękne święta wspólnie, w doborowym towarzystwie. Tematu dzieci nie będzie, ale pewnie temat starań lub adopcji do znudzenia 🙂
      Kto chętny?

      Polubienie

  5. Zdecydowanie mam podobne doswiadczenia, odczucia. I tak samo wkurza mnie mocno to gdy spotkaja sie kolezanki albo rodzina i gadaja o kupkach, ząbkowaniu nocnym niespaniu itd i faktycznie kobieta która juz ma dziecko chyab nie jest kobietą. W jej odczuciu bo nie umie skonstruowac zdania, odpowiedziec na nie co U CIEBIE? Nie jak tam dzieci! I faktycznie czesto sie komus wydaje lub to moje odczucie ze ja jak nie mam dzieci to chyba juz nic nei wiem i co moze u mnie byc ciekawego. Tez chciałabym zachowac moje zainteresowania i to co lubie robic, jak sie ubierac i malowac itp jak bede miec kiedys dziecko. Wiem ze wtedy moze byc roznie zcasem ale chce byc tez kobietą, przede wszystkim. I nie jestem gorsza czy jakas uposledzona bo na razie nie mamy dzieci

    Polubienie

    1. Niestety zaczyna się od problemu z prawidłowym rozumieniem 🙂 U mnie też na pytanie „co u ciebie”, padają odpowiedzi: u Kuby…bla,bla,bla, a u Zosi tre-le-le. A co u ciebie? U mnie nic.
      – No to pogadałyśmy 🙂

      Polubienie

  6. Niestety też czuję, że między dzieciatymi a bezdzietnymi dorosłymi jest przepaść. Co więcej- pogłębiająca się z wiekiem. Obecnie prawie wszyscy moi znajomi mają dzieci lub się ich spodziewają. Już nie da się porozmawiać o czymś innym nie schodząc na tematy dzieciowe/ ciążowe. Czasami chciałabym się cofnąć do czasów studiów, kiedy nasza bezpłodność jeszcze tak nie doskwierała bo bliscy znajomi byli na innym etapie życia. Czuję się czasami jakbym zatrzymała się na etapie gry i nie mogła iść dalej ( a następne „levele” to ciąża -> dziecko -> wychowywanie dziecka ). My ciągle na etapie bezdzietnym.

    Polubienie

    1. ojjjj, nad nami jeszcze kupa tych .. leveli 🙂
      No bo potem kto swojemu dziecku lepszy ślub wyprawił, która synowa / zięć fajniejszy, a jak się pojawią wnuki, to już w ogóle wchodzimy do wersji Premium i to dopiero musi być smutne.
      Masz rację, czas studiów był „najbezpieczniejszy”, tylko wtedy o tym nie wiedziałam 🙂

      Polubienie

  7. Przy okazji kolejnej wizyty w pracy koleżanki, która spodziewa się dziecka odkryłam, że przez te lata stałam się mistrzem w prowadzeniu rozmów z ciężarnymi i sypaniu jak z rękawa pytaniami o to jak się czuje, gdzie rodzi, jak duże jest dziecko, czy już wszystko przygotowane, a czy ginekolog fajny itp itd. Haha😊
    Moja bratowa zaszła w ciążę po 5 latach małżeństwa, celowo zwlekali. Wcześniej denerwowały ją rozmowy o dzieciach, dziś śmieje się sama ze siebie i przyznaje, że dziecko to obecnie główny temat jej rozmów z innymi. To chyba normalne i naturalne…. Niestety. I niestety jest to główny powód, dlaczego tak znacznie ograniczyłam spotkania z koleżankami posiadającymi dzieci. Za dużo mnie kosztują te spotkania.
    Pozdrawiam! Dużo cierpliwości w oczekiwaniu na telefon- oby zadzwonił przed świętami!😘

    Polubienie

  8. W pewnym sensie, to oczywiste, że temat dzieci staje się głównym. Trzeba się przeprogramować, tak jak z życia solo, do życia w małżeństwie. Ale na litość boską, to że mam męża, nie oznacza, że każdemu na każdym kroku opowiadam jaki on jest boski, albo jak mnie wkurza, a już w szczególności nie ruszam takiego tematu, z osobą, która jest samotna. Dlatego właśnie tyle kosztują nas te spotkania.

    PS. Oby zadzwonił.. 🙂

    Polubienie

  9. Wydaje mi się, że temat dzieci, to pewien punkt zaczepienia, temat bez końca, o którym można rozmawiać godzinami–to fakt, nie każdego interesuje, to czy dane dziecko już podnosi główkę, czy raczkuje itd. Wydaje mi się, że jest to „najprostszy” temat-zawsze na czasie i w sumie mało „konfliktowy” – w porównaniu z polityką, czy religią…
    I tu się z Tobą zgodzę w 100%, że rozmowa zawsze schodzi na temat dzieci (chodzi oczywiście o spotkania z dzietnymi osobami)… Co do pytania „co u Was słychać” – powiem Ci, że jest to pytanie standardowe, które słyszy się i od tych, których spotykamy często i od takich, których widzimy np. Raz na rok-ale wydaje mi się, że większość ludzi raczej pyta z grzecznosci, niektórzy może z ciekawości, ale jednak większość, po to, by po prostu zagadać… Powiem Ci szczerze, że nie każdemu i nie zawsze chce mi się rozwijać temat – jak wygląda nasze życie, co robimy w wolnych chwilach itd.,bo myślę, że dla większości i tak nie ma to większego znaczenia, każdy pochłonięty jest swoim życiem, swoimi sprawami, problemami itd. Ludzie też zazwyczaj odpowiadają ogólnikowo, na chwilę postoją i mówią, że już muszą iść, bo coś tam….
    Nie mamy naszego życia nudnego, staramy się pojechać to tu, to tam, iść na saunę, do kina, pojechać na wycieczkę rowerową, posłuchać muzyki, przygotować coś razem w kuchni itd., ale ewidentnie w naszym życiu kogoś brakuje…
    Nas już nikt nie pyta o nasze plany rodzicielskie, Ci co wiedzą, to wiedza, a Ci co nie znają szczegółów, chyba „przyzwyczaili” się do tego, że jesteśmy we 2. A może oni po prostu boją się zapytać…

    Polubienie

  10. Droga Lido,
    Twoje ostatnie dwa wpisy na blogu oraz komentarze dziewczyn trafiły w punk tego, co przechodzę obecnie.
    Jesteśmy na etapie czekania na ten telefon, aż tu nagle okazuje się, że szwagierka jest w ciąży, (oczywiście) zaraz po ślubie. Wielka radość w rodzinie i kompletnie niezrozumienie moich uczuć ze strony najbliższych (poza moim mężem, który też to przeżył). Teksty typu „przecież też powinnaś się cieszyć”. I do tego ogromna zazdrość z mojej strony, z którą kompletnie nie umiem sobie poradzić. Szwagierka jest młodsza, ze szwagrem nawet nie byli na etapie chodzenia, jak my zaczęliśmy starania. Bardzo uderzyła mnie historia Veritas, która pisała komentarz w poprzednim wpisie – bardzo współczuję tego, co musiał przejść Twój brat i Ty. Daje to do myślenia. Staram się nie zazdrościć, ale jest to silniejsze ode mnie, nie wiem nawet kiedy będę w stanie spotkać się z nimi i im pogratulować. Na ten moment wydaje mi się, że nie prędko.
    Ostatnio też byliśmy w odwiedzinach u mojej przyjaciółki, która ma roczne dziecko, i mimo że poza nią i jej mężem były dwie bezdzietne pary (my i znajomi), tematem było praktycznie tylko i wyłącznie dziecko. To niesamowite, jak bardzo zmieniła się moja przyjaciółka, od dziewczyny która z pasją rozmawiała o tym co lubi robić, do mamy, która skupia się wyłącznie na dziecku. Co ciekawe, sama też miała problemy z zajściem w ciążę, i do tego wie, co ja przeszłam i przechodzę. Ale mimo to, rozmowa toczy się tylko i wyłącznie wokół dziecka. I oczywiście – nie dosłownie – raz na jakiś czas wypomnienie tego, co ja wiem o dzieciach i wychowaniu. Więc nie mogę się wypowiedzieć, bo albo nic nie wiem, albo jest mi udowadniane na siłę, że dzieci adopcyjne wychowuje się tak samo jak biologiczne.
    Czuję, że nie mam nikogo, kto by mnie zrozumiał. Jest oczywiście mój mąż, który ogromnie mnie wspiera, ale chodzi mi o takie bardziej kobiece spojrzenie na sytuację. Dziękuję Lidia że jesteś, bo Twoje wpisy bardzo dużo mi dają. I dziewczyny komentujące również. Fajnie, że nie jesteśmy same, choć jeszcze fajniej by było, gdybyśmy nie musiały tego wszystkiego przechodzić. Życzę Wam wszystkim dużo cierpliwości i zrozumienia ze strony bliskich, a tym co czekają na telefon, żeby czym prędzej zadzwonił!
    Pozdrawiam
    Okularowa Tyśka

    Polubienie

    1. Czyli znowu, ja sprowadziłabym wszystko do …. taktu. Bo że młoda mama się cieszy swoim dzieckiem to normalne, właściwe gorzej by było jakby się nie cieszyła. Ale, jeśli jest to znajoma z którą widzimy się częściej niż raz w roku, to chyba zdążyła zauważyć, że u nas dalej dziecka brak i fajnie by było, żeby jej radość (uzasadniona) nie zajmowała 100% naszej relacji.
      Tu potrzeba tylko empatii i taktu.

      A że czułaś ukłucie w sercu na wieść o kolejnej ciąży – rozumiem doskonale. Chyba zawsze będziemy czuły tą „kolkę”, że kolejnej parze ta gładko poszło, a my stoimy pod ścianą (płaczu:).
      Pozdrawiam i też cierpliwości życzę!
      L.

      Polubienie

  11. Hej 🙂 ja, jako dumna serduszkowa mama mojego adoptusia w rozmowach mówię po staremu – czyli bardziej o sobie 😉 chyba że ktoś pyta o dziecko 🙂 ale jak pyta co U MNIE slychac, to opowiadam 🙂 szczerze, to nie pamiętam o czym ludzie opowiadali mi sprzed bycia dzieciatą- chyba ich ignorowałam 🙂 dziewczyny kochane, jako osoba która stała po Waszej stronie burty, i która jest teraz już za burtą na szerokim dziesiątym oceanie- apeluje! Cieszcie się każdą chwilą bezdzietnosci bo one już nie wrócą. Mnie nikt o tym nie powiedział, przez co zamiast afirmowac każda chwilę, ja ryczałam po kątach. A tymczasem wierzcie mi że teraz z zazdrością czytam o Twoich spontanicznych wyprawach, czy choćby…. wieczornym spacerze na cmentarz 😉

    Polubienie

    1. Biała Kochana!!
      Sponsorujesz kolejny wpis na blogu 🙂 ! Jak mi miło, że ktoś mi zazdrości 🙂
      Chyba musimy stworzyć taki temat – „jak wykorzystać te jeszcze bezdzietne chwile?” I coś czuję, że będziesz miała oddany mikrofon w tym temacie, bo masz 100% racji.
      Ja wiem, pewnie inne dziewczyny też się pod tym podpiszą, bo przecież wszystkie wiemy, że za chwilę nasza znienawidzona bezdzietność się skończy i może nawet do niej zatęsknimy.
      Jaki to paradoks, że ja wędrując w górach zastanawiam się, kto byłby szybciej na szczycie – moje dziecko, czy ja – sapiąca dysząca. Podczas gdy Ty, pewnie między jedną zupką, a kupką myślisz sobie, Boże, a ta maruda Lidka szwęda się teraz po szlakach w błogiej ciszy i pewnie w ogóle tego nie docenia 🙂

      No trawa zawsze zieleńsza u sąsiada 🙂
      Dziękuję Ci za głos doświadczonej i inspiracje do działania!
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  12. Dziewczyny, ale teraz Wy też oceniacie i krytykujecie. Oczekujecie zrozumienia dla swoich przeżyć, emocji a nie potraficie zrozumieć drugiej strony. Myślałam jak Wy dopóki sama nie doczekałam się swojego Cudu. Wszystko odeszło na plan dalszy. Czasami rzeczywiście ciężko powiedzieć co u mnie, gdy jestem na wychowawczym, nie pracuję, zajmuje się synkiem całą dobę. Chodzę na areobik, coś tam czytam, czasem do kina się wyrwiemy z mężem, ale to jest nic…kiedy ktoś pyta co u mnie. No cóż teraz mój świat kręci się wokół synka i jestem tak szczęśliwa, że na tym etapie życia nie trzeba mi nic więcej. Same to zrozumienie jak dziecko pochłonie Was całkiem. Myślę, że z czasem się to zmienia, ale gdy tak długo czeka się na to maleństwo to gdy się pojawia wszystko inne staje się mało ważne. Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Myślę, że wina leży po obu stronach. My tęsknimy za posiadaniem dzieci i chciałybyśmy też o tym rozmawiać ale niestety jeszcze ta radość nie jest nam dana więc dlatego czujemy smutek jak wokół prowadzone są tylko takie rozmowy. A druga dzietna strona nie zwraca uwagi, że może mogliby nas jakoś włączyć do rozmowy. Oczywiście nie wymagam, żeby nie mówili o swoich dzieciach ( ja też zawsze staram się pytać jak tam dzieci i zainteresować się co u nich słychać) tylko żeby starali się żebyśmy też byli częścią tej rozmowy. Staram się być taką osobą, która zwraca uwagę żeby ludzie którzy ze mną rozmawiają czuli się dobrze i mam nadzieję, że jak spełnij się to nasze najważniejsze marzenie nadal nią pozostanę zwłaszcza wobec ludzi, którzy nie mają dzieci. Ja staram się np. przy osobach samotnych nie mówić tylko jak to super jest, że mam takiego wspaniałego męża i jak cudownie spędza się czas we dwoje. Staram się włączać takie osoby do rozmowy nawet jeśli temat nie jest idealny dla samotnych. Wiem nie jest to łatwe czasami może wydawać się, że jest to niezdarna próba ale często widzę, że taka osoba docenia to i odczuwa ulgę, że jest częścią rozmowy.
      Mam nadzieję, że wkrótce wszystkie znajdziemy się po dzietnej stronie ale zachowamy wrażliwość na innych.
      Pozdrawiam ciepło

      Polubienie

    2. Nie kazdemu jest dane miec.dziecko.i nie kazdy chce akurat sluchac ciagle o dzieciach my z mezem ostatnio musze powiedziec mamy szczescie trafilismy na cudownych znajomych bawimy sie przy nich swietnie zartujemy juz dawno nie bylam na imprezie w ktorej glownym tematem byly dzieci tak jak na innych co 5 min to samo mnie to juz meczylo tak jak tu ktos wspomnial ze szczesliwa mezatka ciagle nawija o malzenstwie wdowej czy rozwodce to brak taktu empatii i egoizm yeraz nie wstydze sie tego powiedziec wczesniej milabym z tym problem myslalbym ze yo moja wina ze los musi mnie krzywdzic absoluynie nie musi krzywdzic to my decydujemy czego chcemy sluchac nic na sile.

      Polubienie

    3. Droga Veritas,
      Ty już komentarzem udowodniłaś, że u Ciebie coś słychać, ba nawet to samo co u nas 🙂
      „Chodzę na areobik, coś tam czytam, czasem do kina się wyrwiemy z mężem, ale to jest nic…”
      I widzisz, to wcale nie jest nic, to jest bardzo wiele! Bo sama wiesz, że póki dzieci nie ma, a bardzo długo się na nie czeka, to trzeba próbować cieszyć się właśnie z tej książki czy aerobiku.
      I wiadomo, że jak dziecko się pojawia, to przyćmiewa wszystko i jest to Twoja największa radość i szczęście. Tylko jeśli znamy kogoś, kto nadal jest bezdzietny i nie artykułuje głośno, że to jego wybór, nie lubi dzieci itp. to po prostu nie zarzucajmy go za każdym spotkaniem jedynie radością płynącą z posiadania dziecka. Bo jemu nadal pozostał „tylko” aerobik, z którego co raz trudniej się cieszyć.

      Polubienie

  13. Droga Veritas,
    Mam wielką nadzieję, że będąc matką nie zapomnę o innych. O ich uczuciach i potrzebach. Nie chcę być matką skupiająca sie wyłącznie na swoim dziecku, chcę być także żoną, siostrą i przyjaciółką. Mam nadzieję, że nie zatrace się tak bardzo w swoim szczęściu, że przestanę myśleć o uczuciach innych i nie znajdę choćby chwili, by spytać „Co tam u Was?” i wysłuchać co mają do powiedzenia.
    A myślę, że jest to możliwe, bo znam takie matki, i to nie jedną 🙂
    Najbardziej jednak boli, gdy oczekujesz od bliskiej Ci osoby zrozumienia, a go nie otrzymujesz. W moim przypadku nie tylko ja zauważyłam zmianę w zachowaniu mojej przyjaciółki, więc nie jest to kwestia przewrazliwienia.
    Pozdrawiam 🙂
    Okularowa

    Polubienie

    1. Mam nadzieję, że też nie jestem tak sfiksowana na swoim dziecku. Chociaż nie wiem jak otoczenie mnie odbiera. Na pewno nie opowiadam wszystkim o kupkach itd. Jak wychodzę ze znajomymi to rozmawiamy o innych rzeczach. Trudno nie mówić o czymś innym np. na rodzinnych obiadach gdy maluch absorbuje uwagę wszystkich. ☺ Trzymam kciuki, żeby telefon szybko zadzwonił. To najpiękniejsza chwila w życiu☺

      Polubienie

    2. Okularowa,
      Ty masz ze mną więcej wspólnego niż okulary 🙂
      Ja się często łapię na tym, że jak rozmawiam z kimś, kogo choć troszkę znam i jego sytuację, to głupio mi jest poruszać niektóre tematy, tak z szacunku do jego uczuć.
      Obecnie pracuje ze mną młodsza o 5 lat koleżanka, ma już 2 dzieci (3 i 7 lat), ale niestety jest już po rozwodzie, gdzie mąż psychicznie chory zafundował jej i dzieciom bardzo przykre przeżycia, dodatkowo jej mama ciężko zachorowała. Dlatego staram się w rozmowie z nią nie opowiadać jakiego to ja mam super męża, gdzie byłam ostatnio ze swoją mamą, bo wiem, że dla niej będzie to po prostu smutne. Staram się sprowadzać rozmowę na takie tory, by było jej miło.

      Jeśli jestem w rodzinie, gdzie wiem, że nie wszystkim się dobrze powodzi, to nie opowiadam, że robimy remont, jedziemy na wycieczkę czy coś, bo niby co mi to da? To dla mnie tylko zwykłe chwalenie, a komuś sprawianie przykrości.
      Myślę, że w każdej sytuacji kluczem jest to, co napisałaś: nie zapominać o innych, ich uczuciach i potrzebach.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  14. Powtórzę się,nie zrozumie syty głodnego i nawet nie warto tego oczekiwać.
    Czy szczęśliwa mężatka zrozumie kobietę porzuconą?
    I wiele takich przykładów.Jestem babcią ,mam sporo lat i przykładów też sporo.Wiecie,jak ciężko jest kobiecie po rozwodzie w jakimkolwiek towarzystwie? Wdowy siedzą w glorii nieszczęścia a rozwódka..co z niej za kobieta, że mąż ją zdradził.
    A jeszcze,jak religijna to kościół też rozwódki traktuje…tak sobie.
    Napisałam o tym by pokazać,że trudno o zrozumienie w ogóle.
    Pytania o dzieci mają też”bezwnukowe” babcie/straszna nazwa/, my chcieliśmy opowiadać o naszych wycieczkach ,śmiesznych przygodach itp.słuchaliśmy o geniuszu wnuków. i tekst-tak tylko udajecie radość/z naszego życia/ BO:
    NIE WIECIE CO TO ZNACZY BYĆ BABCIA/!!
    TU WYPADAŁOBY ZAKLĄĆ -NO NIE WIEMY
    Zaczęliśmy unikać spotkań dziadkami.Mieliśmy dosyć .
    Czyli-nie pozostaje nic innego,jak zmienić towarzystwo.Rodzina-trudniej ,Moje dziecko miało łatwiej ,bo rodzina mała.
    Przebrnęliśmy temat ale podobno „nie zbabciałam- określenie mojej koleżanki-rozwódki coś ok.45 letniej.
    Zapytałam -o co chodzi.
    No nie opowiadasz ciągle i nie pokazujesz zdjęć itp.Dalej jeździsz do teatru dalej.macie swoje życie.
    Wiem,trochę pewnie przynudzam ,jestem tu nie w swojej grupie wiekowej ale zaglądam do Ciebie bo mogę się tylko przypuszczać co czujesz i czekam razem z Wami.
    Nie jest też prawdą,że dziecko zawojuje cały świat,oba komplety moich dzieciaków nie opowiadają tylko o nich a rodzice adoptusia nawet nie chcą .Bo trudno zrozumieć,że to inne wychowanie niż rodzina biologiczna..
    Ja,czekając na ten telefon,przeczytałam naprawdę sporo książek by mało głupot później zrobić.Żałuje,że nie ma szkoleń dla przyszłych dziadków.
    Przepraszam ,ze jakoś tak długo mi wyszło.
    Małgorzata

    .

    Polubienie

    1. Małgorzato, bardzo dziękuję Ci za głos z poziomu babci!
      To faktycznie też przykra sprawa, siedzieć w towarzystwie samych dziadków chwalących się w kółko wnukami. A dzisiejsza technika i telefon pod ręką gwarantuje jeszcze konieczność oglądania bieżącej galerii wnuków:)
      Dobrze wiedzieć, że będąc babcią da się nie „zwnusiować” tylko mieć swoje zainteresowania, własne życie i tematy inne do rozmów niż o dzieciach i wnukach.

      Dziś jedna z moich pacjentek (ok 70 – parę lat) lamentowała ponad pół godziny, że taka biedna, sama została, 2 synów po 40-stce się wyprowadziło od niej, ona nie ma sensu życia, bo oni swoje rodziny mają i co ona taka samotna ma zrobić?
      Na moje pytanie czy wolałaby, aby dalej takie „stare konie” mieszkały z mamusią, albo co gorsza ze względu na jakąś chorobę/ niepełnosprawność musiałaby się nimi zajmować, trochę się zawstydziła, że faktycznie może ona powinna jakoś wykorzystać teraz ten czas dla siebie:)

      Pewnie zawsze będą rodzice / dziadkowie, którzy widzą sens życia w życiu, ale będą i tacy, którzy muszą to życie wypełnić życiem innych i dopiero czują się się spełnieni.
      PS. Dziękuję że z nami czekasz 🙂
      Pozdrawiam
      Lidia

      Polubienie

  15. I u mnie ostatnio przy rodzinnym stole TRAUMA. Są 3 młode małżeństwa, pierwszy kuzyn ogłasza ciążę u swojej wybranki- brawa – za chwilę brat ogłasza ciążę ( o tej akurat wiedziałam) – brawa. I siedzimy my, niepłodni od 2 lat bez braw. Jakaś masakra i najgorszy sen w jednym ;/

    Polubienie

    1. Pati,
      jaka Ty dzielna jesteś! Mnie nigdy nie zastały wieści o rodzinnej ciąży przy wspólnym stole. Pewnie bym się rozryczała zanim kurtyna by spadła.
      Mam nadzieję, że już lepiej się trzymasz psychicznie, nie chcę sztucznie szukać kto ma gorzej, ale czasem wywołuje to choć chwilowy uśmiech na twarzy. My za miesiąc siądziemy 10. raz do świątecznego stołu. pamiętam jak przy pierwszej wigilii popłakałam się gdy tata czytał Ewangelię o Narodzinach Dzieciątka. Nikt nie wiedział o co chodzi (mąż też:) a ja wyłam. I tak wyję co roku, tylko że od 9 lat już w łazience.
      Musimy być dzielne i to jakoś przetrwać.
      Buziaki

      Polubienie

  16. Mnie na szczęście przy okazji ostatniego świątecznego weekendu ominęły „dzieciowe” opowieści, bo tematem przewodnim były dolegliwości zdrowotne starszego pokolenia 😉 Ale byłam przygotowana na najgorsze i umówiłam się z mężem, że jak będzie mowa o mojej biednej siostrze, jak to ma ciężko (biednej bo spodziewa się trzeciego dziecka) to będę wychodzić do łazienki. A w ostateczności mój ukochany ogłosi, że od 2 lat ma motor (rodzice nie wiedzą a jest to temat kontrowersyjny 😉 ) Na szczęście moi rodzice się zlitowali i nie poruszali specjalnie tego tematu. Tylko pod koniec wujostwo wspomniało swojej córce, która kiedyś aż dwa lata zmagała się z niepłodnoscia, poszła do dobrego endykronologa i po 2 miesiącach ciąża. A inna znajoma zrezygnowala z glutenu z takim samym efektem. I tak się zastanawialam, czy to sugestia do nas (jakbyśmy nie próbowali tych czy innych rzeczy bo prawie 7 lat po ślubie i nic) czy totalny brak wyczucia… chyba raczej to drugie… Z drugiej strony mam 2 przyjaciółki (jedna ma trójkę maluchów, druga w tym roku urodziła), z którymi mogę normalnie porozmawiać. I czuję, że są prawdziwie zainteresowane tym „co u mnie słychac”. I wtedy ja mogę słuchać o ich dzieciach i bawić się z nimi i tak bardzo nie ściska w środku. A czasem pogadać na zupełnie inne tematy. Więc chyba to kwestia, na ile ktoś ma w sobie empatii…

    Polubienie

    1. Dokładnie Kiwi, empatia to słowo klucz.
      Teksty przy stole jak to ktoś tam leczył się gdzieś tam, odstawił gluten, sruten i zaszedł to masakra. Sama chyba wtedy bym powiedziała, że słyszałam, że jak się wsadzi głowę prosto do śniegu to można zmądrzeć i nabrać empatii. Nosz murwa kać.

      Ja też lubię gadać o dzieciach, ba sama nawet o nie pytam, ale właśnie tych dorosłych, którzy nie zarzucają mnie od progu swym rodzicielskim szczęściem. Czyli to możliwe, ale trzeba chcieć.

      Polubienie

  17. Ja już to kiedyś pisałam, ale napiszę jeszcze raz. Czasem naprawdę wypadałoby odpowiedzieć coś głupiego w stylu Bridget Jones.
    „Bridget, dlaczego jest na świecie tyle niezamężnych kobiet?”
    „Może nie pomaga fakt, że nasze ciała są pokryte łuskami”
    Dziewczyny, ja się przekonałam, że nie należy każdemu tłumaczyć się ze swoich decyzji i tego co przechodzimy. Ludzie tacy są i często nie widzą świata dalej niż czubek własnego nosa. Bo nie trzeba być babcią, by wysłuchać babci, która opowiada jak to jest. Nie trzeba być po rozwodzie, by podejść z empatią do koleżanki, którą właśnie zdradził mąż. Wystarczy ruszyć łepetyną i wyjść poza swoje egoistyczne ja. Oczywiście mam prawo cieszyć się ze swojego dziecka. Ale już rozmowa z bezdzietną koleżanką nie musi kręcić się wokół tego tematu. To mój wybór. Ja powiedziałam stanowczo, że jeśli kiedykolwiek zwariuje na punkcie dzieci właśnie taki sposób, że moje zachowanie będzie odbiegać od normy to niech ktoś da mi porządnie w łeb, żebym się opamiętała.
    Niestety niepłodność weryfikuje jakich mamy ludzi wokół siebie. Bo łatwo jest być „paczką”, gdy każda z nas ma dziecko i fajnego męża. W przeciwnym razie wypadasz z kręgu…
    Ja rodzeństwa niestety nie mam, ale wierzę głęboko w to, że gdybym miała to bardzo przeżywałabym fakt, że ja mogę mieć dziecko, a siostra nie. Na jednym ze szkoleń w OA poznałam dziewczynę, która ma 11 rodzeństwa! Każdy ma dziecko, tylko nie ona. Jest bardzo pogodną osobą, pozytywną, czekają na telefon, a rodzina wspiera ich jak może. Ale to się nazywa być „wybranym” prawda?

    Wszystkiego dobrego dla wszystkich, nie dajmy się listopadowi 🙂

    Polubienie

  18. Izzy,
    Ty masz cudowne podejście, wiesz jak to jest być po bezdzietnej stronie i nie zapomniałaś o tym, choć już masz 2 swoje Szczęścia. Ale właśnie, by osiągnąć ten stan trzeba wyjść poza „swoje ja”.
    Porównanie do Bridget świetne, a tej sytuacji kobiety z 11-giem rodzeństwa nawet nie umiem ogarnąć swoim malutkim móżdżkiem.
    Ile razy ona musiała słyszeć od braci i sióstr „będziesz ciocią”- o Matyldooo!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s