Wykorzystuję moją niepłodność, bo kiedyś ona mocno wykorzystała mnie.

Nie wiem jak Wam mijają te jesienne dni, bo mnie zdecydowanie za szybko.

Zawsze postanawiam sobie, że skoro wieczory dłuższe, smog ogromny, zimno i wilgotno, to przecież mało co mnie skusi, by wyjść z domu. Będę więc miała czas na nadrobienie odstawionych na półkę książek, kursu internetowego, blogów i ciekawych stron. Chciałam też poszukać nowych przepisów do naszej diety, nadrobić zaległości w szyciu i jakoś ciągle mi się nie składa.

WPADAM NA PRZEMIAN W KRAINĘ AMOKU LUB BEZDZIETNEJ ROZKOSZY

Co chwilę dociera do mnie świadomość, że czas tylko we dwoje kurczy nam się nieubłaganie. Mimo, że tak naprawdę czekanie na ten telefon bardzo się dłuży, to jak patrzę z perspektywy – „czy wszystko przygotowane”, to tak naprawdę jesteśmy w czarnej ….

Z każdym tygodniem popychamy już mini remont do przodu. Czekamy na nowe drzwi do mieszkania i szafy do przedpokoju – takie wiecie, żeby dzieci mogły się drzeć w niebo głosy, a sąsiedzi nie dzwonili po policję, no i żeby te wszystkie szpeje było gdzie upchać. Przedpokój mamy spory i z zakamarkami, więc zagospodarowaliśmy go 3 szafami.   Układamy i segregujemy w pudełka stare „przydasie” narzędziowe, torby i plecaki wycieczkowe, buty (łooo matko ile tego), czapki, szaliki – czyli wszystko co za chwilę wyląduje w nowych meblach w przedpokoju. To takie niby nic ważnego, ale nigdy nie było czasu, żeby zajrzeć do bałaganu w skrzynce narzędziowej, by sprawdzić co my tam mamy, szybciej było pojechać do Castoramy 🙂

Więc ostatnio dużo szpargałów poszło do śmietnika. Ciuchy nieużywane od lat, oddane potrzebującym. Za tydzień – dwa podobna segregacja czeka mnie z książkami i domowymi dokumentami, tam pewnie też spora część okaże się już dawno zbędna. Myślę sobie – jak teraz nie zrobię miejsca, nie uporządkuję starych rzeczy, to w powiększonej rodzinie, nie zrobię tego tym bardziej.

Trochę to złudne, bo omiatam wzrokiem mieszkanie i cięgle przychodzą mi do głowy nowe pomysły i coś dopisuję do niekończącej się listy – „zanim zadzwonią muszę…”

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że mniej czasu będę spędzać przed komputerem i …. nic z tego. Muszę znaleźć nowy lokal dla swojej firmy i okazuje się, że szukanie konkretnej nieruchomości do wynajęcia wcale nie idzie tak szybko, więc laptop ciągle pod ręką. Pomagam koleżance z budową jej strony internetowej i na to też schodzi ogrom czasu. Już dawno chciałam przenieść swojego bloga i stworzyć go na nowo, tymczasem robię coś innym, a dla siebie brakuje już chęci.

MOCZENIE KUPRA W EPSOM, CZYLI WYKORZYSTUJĘ TĘ PASKUDNĄ NIEPŁODNOŚĆ, BO ONA WYKORZYSTAŁA MNIE!

Ten kołowrotek przerywają całe szczęście też takie leniwe dni, gdzie sama ostentacyjnie postanawiam – nie robię nic. Kiedy mam sobie pozwolić na popołudniową drzemkę, jak nie teraz, gdy nie mamy jeszcze dziecka? I leżakujemy z M. 2 godziny mając wszystko gdzieś.

Tak, trochę mi głupio, bo wiem, że nie każdy może godzinę moczyć kuper w gorącej kąpieli z solą i kieliszkiem czerwonego wina w ręce. Ale potem przypominam sobie, że nie każdy (właściwie to nikt z moich znajomych) nie będzie obchodził 10. rocznicy ślubu dalej tylko we dwójkę i wyrzuty sumienia wyrzucam za prawą burtę wanny i moczę się dalej. Przecież już za niedługo*,  po 2 minutach przebywania w łazience, mały rozmiar buta będzie kopał w drzwi od łazienki i wołał maaa-mooo, tak że nawet nie zdążę pewnie stóp umyć, nie mówiąc już o winie, czy kinie 🙂

W weekend leżymy z M. w łóżku do oporu, albo wczesnym wieczorem robimy łóżkowe randki ciesząc się, że w sumie to możemy tylko tak leżeć i gadać i nie musimy nic więcej w tym łóżku „robić” bo czas ROBÓT został za nami 🙂 To pewnie przejściowe, ale te sytuacje „bezrobotne” dają ogromną frajdę. I tak właśnie pokazuję niepłodności najdłuższy palec i tylko dla mnie słyszalnym szeptem wypowiadam sobie pod nosem: nie będę całe życie ryczeć przez ciebie, małpo!

OSTATNI CZAS DALEKI JEST OD IDEALNEJ SYTUACJI KANDYDATÓW DO ADOPCJI DZIECKA

Nie wiem co powinnam jeszcze w najbliższym czasie zorganizować, bo codzienność nie układa nam się ostatnio po naszej myśli – M. szuka teraz nowej pracy, ja nowego lokalu i przeprowadzam firmę, a początki często są średnie, mija właśnie 30. miesiąc od naszej kwalifikacji i telefon nie zadzwonił. W obecnej sytuacji to nawet nie wiem czy to dobry moment, bo boję się, że przez zawodowe zawirowania mogliby nas wstrzymać, więc nie dzwonię do OA jeszcze, tylko liczę, że sytuacja szybko się zmieni.

Próbuję koncentrować się na dniu dzisiejszym i realizować małe domowe sprawy, na które wiem, że nie będzie czasu z dzieckiem.

Obmyślam jak urządzić pokoik, przynajmniej na okoliczność kilku wariantów: starszego dziecka, albo niemowlaka, synka/ córki, bo oczywiście nic w nim nie mamy przygotowane.

Wykorzystuję dany nam czas na celebrowanie naszego małżeństwa i radość z tego, że mimo tak długiej drogi, nadal jesteśmy razem i się kochamy o wiele bardziej niż na początku, gdy nastawialiśmy się, że będzie tylko „żyli długo i szczęśliwie”.

 

Jak macie jakieś pomysły, na czym powinnam się skupić jeszcze na tej ostatniej prostej przed telefonem, to proszę o podpowiedzi.

Wiem, że jesteście tu ze mną Wy- już adopcyjne mamy – pochwalcie się, jak wyglądał ten ostatni czas Waszych przygotowań. Na co, po tym telefonie nie ma już czasu i na żadnym blogu o tym już nie przeczytam, bo gorączka zostania rodzicami pochłania bez reszty i nikt nie siada do kompa wtedy by się chwalić?

Co powinnam teraz jeszcze załatwić, kupić dla dziecka, siebie? Wszystkie cenne uwagi  mile widziane!

Ostatnio na pewnym forum przeczytałam, że przyda mi się piękna kolorowa, najlepiej kwiecista bluzka / sukienka. Kilka adopcyjnych mam napisało, że strój w którym pierwszy raz dziecko je zobaczyło, jest bardzo ważny i potem wiele razy słyszały, że w tej bluzce jest najpiękniejsza 🙂

A Wy, Kochane wciąż walczące, starające się, napiszcie jak próbujecie „wykorzystać” swoją niepłodność. Pewnie mnie zawstydzicie, bo ja zmarnowałam wiele lat, siedząc i rycząc. Dobrze, że lata niepłodności nie liczą się w życiorysie, jak mówi Izzy, więc mam prawie 10 miej 🙂

PS. Ostatnia książka, którą przeczytałam całą (już drugi raz) to Magdy Modlibowskiej, myślę, że mądry głos w dyskusji o adopcji.

 

*„już za niedługo” – czyli nie wiem kiedy, ale zakładam, że krócej niż minione 10 lat, więc to przecież krócej niż dłużej 🙂

13 myśli na temat “Wykorzystuję moją niepłodność, bo kiedyś ona mocno wykorzystała mnie.

  1. Kochana Wiewiórko, ponieważ kompletnie nie spodziewaliśmy się telefonu z ośrodka…. „beztrosko” sprzedaliśmy obecne lokum, kupując nowe, większe i stając się tym samym „bezdomnymi pomieszkującymi u teściów” 😉 na pytanie Pań z ośrodka co u nas slychac i czy nadal chcemy adoptować oczywiście odpowiedzielismy że pewnie :p. Odbył się szybki remoncik naszego kącika. Odbyły się wizyty z ośrodka, wizyty kuratora. I wszystko wydawać by się mogło w najgorszym bo najmniej zorganizowanym momencie… Ale daliśmy radę. Więc nie powiem co jeszcze zrobić bo sama byłam w momencie telefonu z ręką w pełnym nocniku 😀

    Polubienie

    1. A to też fajnie 🙂 Swoją drogą, ciekawa jestem, czy oni mają w OA jakiś radar? Już kilka razy słyszałam, że dzwonią, a tu akurat rodzice na urlopie 1000km od Polski, właśnie sprzedali mieszkanie, albo dokładnie teraz są na etapie zmiany pracy i to niekoniecznie płynnie z jednej na drugą.
      Noszzzz, czeka się tyle czasu na TEN telefon, a oni dokładnie umieją wcelować w TE dni 🙂

      Ale tak, jak napisałaś, wszystko się da ogarnąć.
      Trzymam kciuki za remont :*

      Polubienie

  2. Z tym uciekającym szybko czasem, to nie wiem co jest grane, bo u mnie jest tak samo-nadal z niczym się nie wyrabiam, wszystko robione w biegu i licząc każdą minutę (a by się wydawało, że skoro czas został cofniety, to powinno być troszkę lepiej)… Jeśli chodzi o naszą niepłodność, to w chwili obecnej jakos ją zepchnęłam na bok; są dni kiedy mocno daje o sobie znać i najgorsze wspomnienia wracają, jak bumerang, ale zdecydowanie jest więcej dni, w których chce zapomnieć o tej „wariatce”, która namieszała w naszym życiu… Staramy się spędzać więcej czasu ze sobą-wspólne wyjazdy, wypady, wyjścia z domu, spotkania i zabawy z naszymi chrzesniakami i siostrzenicami (zabawy, które dają tyle radości nie tylko dzieciom, ale też i nam), ten widok, kiedy dziecko dosłownie za Tobą szaleje i woła ciągle „ciociu, wujku..”
    Też obecnie podjęłam się kursu internetowego– profesjonalna sekretarka-asystentka; próbuje „ogarniać” swój angielski, bo dużo słówek pouciekało i człowiek pod tym względem trochę „zdziadział”; codziennie rozwiązuje średnio trudne sudoku-jakoś tak od niedawna mi się to spodobało i stwierdziłam, że jest to bardzo fajny trening dla mózgu, bo trzeba przy tym trochę pomyśleć; oczywiście w dalszym ciągu są 40 minutowe ćwiczenia – albo orbitrek albo (co w ostatnim czasie bardziej praktykowane) – ćwiczenia ogólne praktycznie na wszystkie partie mięśniowe; czymś co jeszcze pochłania mi trochę czasu w ciągu dnia, jest odmawianie Nowenny Pompejanskiej oraz modlitwa za Dusze w Czysccu cierpiące,; trochę tych czynności jest, że często nie ma czasu nawet myśleć o tej „paskudzie”- niepłodnosci; co do rad adopcyjnych, to niestety w tym temacie Ci nie pomogę, bo kompletnie nie mam o tym pojęcia. Trzymam kciuki i myślę, że dziecko, które dostaniecie będzie najszczesliwszym dzieciaczkiem, bo będzie miało wspaniałych rodziców.

    Polubienie

    1. Wow Agatko,
      to wychodzi na to, że Ty dajesz wicisk niepłodności, a nie ona Tobie. Po tylu latach bez dzieci uważam, że takie podejście jest najsłuszniejsze, tzn. przynajmniej dla mnie. Gdy ma się czas mocno wypełniony, co z resztą nie jest łatwe, bo niepłodność odciąga do depresyjnego, beznadziejnego dołka, gdzie najlepiej leżeć i płakać. To właśnie przy sporej ilości zajęć jest mniej okazji do myślenia i dołowania się. Poza tym ma się wtedy poczucie, że nawet gdy nie wychodzi w kwestii powiększania rodziny, to przynajmniej popycha się inne sprawy do przodu, to daje małego kopa, by następnego dnia znów się starać. A takie małe motywacje do codziennych spraw są mega ważne przy walce z niepłodnością.

      Polubienie

  3. Przed „tym” telefonem robiłam dokładnie to co Ty i też byłam w czarnej d… jeśli chodzi o przygotowania do zamieszkania u nas w domu nowego członka rodziny. Mieliśmy gotowy pokój – w neutralnych żółto/granatowych barwach i meble dla dziecka (z tym, że u nas było prościej – czekaliśmy na dziecko do ok roku więc wiadomo było w jakim obszarze się poruszać). Wszystko kupiliśmy właściwie w jedno popołudnie po poznaniu dziecka. Kolejnego dnia trochę pomogła babcia. Oba telefony zastały nas na urlopie albo tuż przed a drugi dodatkowo w środku remontu 😉 .

    Macie chyba spory „rozstrzał” wiekowy jeśli chodzi o potencjalne dziecko. W tej sytuacji chyba zrobiłabym pokoik w neutralnych barwach z neutralnymi meblami, do których łatwo potem dopasujesz odpowiednie łóżeczko/łóżko, może biurko jeśli będzie potrzebne, bardziej spersonalizowane dodatki itp. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś zorientowałabym się jaki chcesz wózek (w różnych opcjach – 2/3 w 1, spacerówka, parasolka), jakie foteliki (to naprawdę spory wydatek – warto mieć odłożoną kasę jeśli nie jest się w stanie sfinansować z bieżących dochodów). I gdzie te foteliki kupić (fajnie jeśli w okolicy macie sklep gdzie dopasują wam sprzęt do auta (albo dwóch) i do dzieci – nie zawsze to co na pierwszy rzut oka wydaje się fajne albo sprawdzone przy innych dzieciach będzie pasowało do konkretnego dziecka i samochodu.

    Większość rzeczy można kupić przez internet z naprawdę szybką dostawą. Nie ma co robić zapasów zawczasu (chyba, że zapas gotówki 😉 ). Warto tylko mieć obcykane co i gdzie da się kupić.

    Zorientuj się gdzie jest dobry pediatra (będziesz potrzebowała szybciej niż się spodziewasz), przedszkole, szkoła…

    Jak jeszcze nie masz możesz sobie kupić jakąś podstawową książkę o psychologii rozwojowej dziecka. Mi taka lektura zazwyczaj pomaga w chwilach kryzysu 😉 .

    Można pogromadzić trochę ado-literatury dla dzieci (albo zorientować się co w tym temacie jest w lokalnej bibliotece).

    To chyba tyle. Ciesz się tym czasem, który masz bo mam nadzieję, że niewiele już go zostało 😉 .

    Pozdrawiam,

    A.

    PS: książki Molibdowskiej nie trawię ale może ja jestem jakaś dziwna.

    Polubienie

    1. W sumie mamy określone w kwalifikacji, że czekamy na dziecko 0-3rż, ale po moim ostatnim wyskoku w OA, że może nawet nastolatka, to już nie wiem co sobie myślą i jakie dziecko dostaniemy 🙂 Ale oczywiście bardziej nastawiam się na kupowanie wózka niż biurka.
      Twoje podpowiedzi są bardzo mądre, dziękuję :*
      Na pewno muszę w najbliższym czasie wynaleźć fajnego pediatrę prywatnie. Mamy u lekarza rodzinnego pediatrę, ale już wiem, że póki dane dziecka nie będą zmienione, to na pewno się tam nie pojawimy.
      Całe szczęście, że obracam się w kręgu fizjoterapeutów, więc na pewno polecą mi kogoś od maluszków, a przy podejrzeniu FASD trzeba będzie pojechać do Żywca.

      Nie ukrywam, że postanowiłam nie szaleć z zakupami dla dziecka, tylko odbiję sobie trochę katusze przechodzone przez najbliższych i ich ciągle rodzące się do tej pory dzieciaki. Pewnie jak ogłoszę rodzinie i znajomym, że potrzebuję ciuszki i inne przydasie na jutro, to przywiozą w 2 godziny.
      Hmmm i widzę już 2x że „remont” to może być słowo klucz dla OA 🙂
      Dziękuję za cenne rady!

      Polubienie

    2. Ja jeszcze nie umiem tak o tym myśleć. Do momentu pierwszej, nieudanej propozycji, cieszyłam się że czas mija, bo każdy miesiąc przybliżał mnie do tego telefonu. Pochłonęła mnie głównie budowa domu. Telefon zadzwonił za wcześnie i nie był to ten telefon. Teraz dom prawie gotowy, ale pusty. Do pokoju dziecka nie kupiłam nawet żyrandola, ten pokój ma być pusty. Co do reszty to tkwię w takim zawieszeniu – czy zmienić pracę, czy się zwolnić i pomoc w firmie mężowi, czy nic nie zmieniać bo skoro wytrzymałam tu ponad 4 lata to jeszcze wytrzymam… tylko nie wiem ile to może porwać. Byłam kiedyś pewna że w adopcji najtrudniejsza jest decyzja – ale decyzja to nic w porównaniu do reszty.
      Zatem to moja niepłodność rządzi mną… ale dałaś mi do myślenia.

      Polubienie

      1. Magdaleno,
        wiem co czujesz, bo mnie też się zdarza jeszcze, że niepłodność rządzi mną. Też czasami już nie wierzę, że zadzwonią, też sobie wypominam pierwszy telefon z OA i mam całą tonę wątpliwości. Czy drugi telefon będzie z informacją o naszym dziecku? Kiedy to będzie? Czy ja wcześniej nie zgłupieję?
        Zauważyłam, że pomaga mi stara metoda, którą stosowałam w dzieciństwie – zajmuję się jak największą ilością obowiązków. Nie pozwalam sobie na myślenie. Po pierwsze – myślenie nigdy nie wprawiało mnie w lepszy nastrój, tylko odwrotnie. Miałam poczucie, że czas płynie, a ja się cofam, że inni mają wszystko, a ja nic, albo jeszcze mniej.
        Po drugie, gdy działam na różnych płaszczyznach (praca, hobby, własne zdrowie, sport, wyciszenie) to nawet jeśli nie przybliża mnie to do adopcji, to daje poczucie, że idę do przodu, że w czymś jestem o krok dalej.
        Tłumaczę sobie, że moje przyszłe dziecko będzie wolało matkę, która umie też zadbać o siebie, osiąga malutkie sukcesy w innych dziedzinach, niż tylko siedzi i czeka.

        Nie chcę Cię na siłę namawiać, ale … Cię namawiam 🙂 Zrób coś dla siebie, nie czekaj, działaj, albo „wykorzystuj” swoją niepłodność. Tylko my „ciągle walczące” o status matki, wiemy jak wiele nas to kosztuje, ale pokażmy, że da się z tego wyjść z podniesionym czołem.
        Ściskam
        L.

        Polubienie

  4. Droga Wiewiórko , z ciekawością czytam kolejne wpisy na Twoim blogu, trzymając kciuki ,żeby następny był o tym ,że telefon zadzwonił. Nie znam się na procedurach adopcyjnych, ale niepojęte jest dla mnie ,że czekacie już tak długo. Zastanawiałaś się kiedyś nad różnego rodzaju ogłoszeniami , które pojawiają się w internecie, adopcji ze wskazaniem itp ? A może adopcja dziecka z innego kraju ?

    Polubienie

    1. Droga Czytelniczko,
      miło mi gościć Ciebie na blogu i czytać że też czekasz z nami na ten telefon. Niestety nasza sytuacja długiego czekania na adopcję nie jest osamotniona. Wiem też, że nasz czas oczekiwania nie jest najdłuższy, są pary, które czekają ponad 3 lata od kwalifikacji i nie da się tego przyspieszyć. Postanowiłam te sprawy zostawić Górze. Mimo, że czasami brakuje cierpliwości, to czuję, że Nasze dziecko się znajdzie. Gdzieś czytałam zdanie pracownika OA, który zwrócił się do pary ciągle dopytującej kiedy do nich zadzwonią: ” państwo czekacie na Swoje dziecko, czy na Jakieś dziecko?”
      Pewnie trochę w tym prawdy, więc jeszcze jakiś czas pokornie czekam.

      Polubienie

  5. Kochana Wiewiórko, kiedy tak czytam o Twoim remoncie i przygotowywaniu mieszkania to kojarzy mi się to z „wiciem gniazdka” więc może to znak, że upragniony telefon tuż tuż 😉 Życzę Wam tego z całego serca 🙂 Podobnie jak Ty staram się wykorzystywać ten czas (na złość tej wrednej małpie niepłodności). Nawet mamy z mężem takie powiedzonko, kiedy zastanawiamy się, czy pozwolić sobie na jakąś przyjemność „a co tam, możemy sobie na to pozwolić, w końcu nie mamy dzieci” ;-). Trochę Ci zazdroszczę tej perspektywy końca czekania. U mnie taki stan zawieszenia. Byliśmy parę miesięcy temu na pierwszej wizycie w OA i przeżyliśmy szok, gdy dowiedzieliśmy się jak długo się tam czeka (liczba adopcji do liczby par oczekujących wskazywałyby na średnio 5 lat…) Kiedy już to przetrawiliśmy i zaczęliśmy się przemierzać do zakończenia leczenia i rozpoczęcia kursu, okazało się, że jestem w ciąży, która skończyła się zanim odważyliśmy się nią cieszyć… 😦 Więc teraz nie wiemy co robić dalej. Staram się nie wybiegać myślami naprzód i koncentrować na tym, co jest teraz i to pomaga. Postanowiliśmy chodzić 2x w miesiącu na randki 🙂 Zamówiłam do wydruku zdjęcia z wakacji aby urządzić mini galerie (tak żeby przypominać sobie te dobre chwile). A w tym miesiącu pobije chyba rekord przeczytanych książek. A co, mogę sobie na to pozwolić 😉

    Polubienie

    1. Kochana Kiwi,
      dokładnie jest, jak piszesz – przecież możemy sobie na to pozwolić 🙂
      Bardzo współczuję straty Maleństwa. Rozumiem teraz Wasze „zawieszenie”, ale patrzcie na to mimo wszystko pozytywnie – macie znak, że ciąża jest możliwa. Nie wiem czy Twoja czy moja sytuacja jest lepsza, pewne jest jedno – Wy macie jeszcze otwartą pierwszą furtkę.
      Cudownie, że mimo tak trudnego czasu potrafisz znajdować te miłe momenty w codzienności. Każdy czas ma miłe chwile, musimy starać się koncentrować tylko na nich, choć to trudne.
      Przytulam najmocniej
      L.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s