Mamo, a co robiliście, gdy mnie jeszcze z wami nie było?

Listopad przeleciał mi z prędkością światła, ale też powiał nostalgią i kolejnymi smętnymi przemyśleniami. Zmiany, które czekają mnie w najbliższym czasie w mojej firmie, zabierają sporo czasu prywatnego. Może to dobrze, choć i tak krążą mi w głowie myśli o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia i nie zawsze są to najradośniejsze myśli. Moje tegoroczne adwentowe postanowienie, było właśnie z nimi związane, czyli: „zaufaj i nie martw się”. No cóż, w postanowieniach nie zawsze jest łatwo wytrwać, ale jeszcze troszkę czasu zostało, może nadrobię 🙂

Jesteśmy z M. na etapie planowania tegorocznej wigilii i świąt, w sensie, gdzie je spędzamy, z kim itd. Zdradzę Wam dziś tylko tyle, że to mogą być pierwsze takie święta. Pomysł jest w fazie mocnych przemyśleń, ale ma szansę się przebić. To będą nasze 10. święta po ślubie, 10. wciąż bezdzietne, ale może 1. inne… inne niż wszystkie do tej pory.

Pytanie, które przewróciło mi w głowie…

Od czasu jesiennych targów książki stoi na moim blogo-firmowym biurku kalendarz z myślami na każdy dzień. Ta, z 24. listopada wyjątkowo przypadła mi do gustu i do mojego stanu ducha w tamtym dniu. Mogę powiedzieć, że właściwie codziennie cofam się w myślach i przypominam to zdanie.

działaj

Miałam wtedy kilka gorszych dni i czytając tą kartkę z kalendarza pomyślałam sobie: co ja właściwie sobie myślę? Że niby, jak będę siedzieć i się zamartwiać to będzie lepiej? Że jak będę porównywać się do innych, to da mi prawo na popadanie w dołek, bo skoro oni mają „wszystko”, to ja mogę przynajmniej postękać?

I tak sobie siedziałam, a tony myśli ładowały mi się to tej mojej czapy jedna za drugą, raz mądrzejsza, raz głupsza. Przecież mam tyle powodów do jęczenia, nikt z moich znajomych nie przeszedł tylu turbulencji co my przez ostatnie 10 lat. Mogłabym wymieniać: od przebojów onkologicznych M, moich powalająco złych wyników immunologicznych powodujących niepłodność, długiego czekania na adopcję, „tego-tamtego” telefonu z OA, którego nie chcę pamiętać i perspektywy, że nie wiadomo kiedy się doczekamy kolejnego.

I nagle cichutko, usiadło mi w głowie pytanie, które miałam wrażenie, że zadaje mi mój syn: „Mamo, a co wy robiliście z tatą, kiedy mnie jeszcze z wami nie było?”

Kilka sekund temu jeszcze użalałam się nad sobą i opowiadałam sama do siebie najsmutniejszą historię wiewiórek, która trwa już prawie 10 lat, a tu nagle…. zrobiło mi się najpierw gorąco, potem zimno, następnie wstyd i ogarnęła mnie lekka panika. Popatrzyłam na kartkę z kalendarza i widziałam tylko zamazane „działaj”.

Wiele razy pytałam mojej mamy co robili z tatą zanim się urodziłam. Znam tą historię bardzo dokładnie, z resztą nie była długa, bo niecałe 1,5 roku 🙂 Ale dopiero teraz dotarło do mnie, że moje dziecko też kiedyś zada mi to pytanie. Będę miała do streszczenia 10 lat (oby nie dużo więcej) i co ja mu powiem? Że jeździliśmy na wakacje, chodzili po górach w wolnym czasie, a pozostałe ponad 300 dni siedzieli, tęsknili i płakali za Tobą?Tak, to też będzie miało w pewnym sensie pozytywny wydźwięk, ale litości, nie mogę zrobić z siebie takiej ofiary.

Przecież moje dziecko będzie potrzebowało kiedyś wsparcia w przepracowaniu jego o wiele cięższej przeszłości.  Jaki ja dam mu przykład? Że ja sama w o wiele łatwiejszej sytuacji częściej rozkładałam ręce niż działałam? Choćby gwoździe z nieba leciały, ja muszę inaczej. Po prostu muszę…. działaj…. działaj…..

To zdanie ” mamo a co robiliście…..” dźwięczy mi w uszach co chwilę. Czasami mam nawet wrażenie, że usłyszę go za chwilę. Że ja już naprawdę nie mam czasu na… marnowanie czasu. Że ja z tego będę rozliczona i to może być nawet szybciej niż na koniec życia, mogą tym zawstydzić mnie za chwilę moje dzieci.

Działaj….

Mniej czasu na negatywne myślenie….

Skoncentruj się na tym co robisz…

To spowodowało, że znów zobaczyłam ile mogę zrobić i co najważniejsze ile chcę zrobić.

Nawet gdy w tym trudnym, przedświątecznym czasie bierze mnie nostalgia, to próbuję małych kroków. A wieczorem przed snem robię „rachunek sumienia” i wymieniam „listę codziennych wdzięczności”. By cały czas iść do przodu, nawet gdy czuję, że nasza adopcja od 31 miesięcy stoi.  Te 31 miesięcy jest po coś.

Za niedługo siądę do podsumowania ostatniego roku, a w sumie nawet o wiele ważniejsze – do zaplanowania kolejnych fajnych rzeczy.

Wcześniej chcę jeszcze nacieszyć się grudniową, adwentową atmosferą. Między pożytecznymi „działaj” umieściłam sobie na liście „działaj i ciesz się tym co robisz”. Mam nadzieję, że zdążę napisać Wam jeszcze kilka słów przed świętami i podzielić sukcesami i porażkami adwentowego postanowienia.

Tymczasem lecę poćwiczyć, poczytać i poprzytulać (M.) – tak czasem spędzaliśmy wieczory, gdy jeszcze Ciebie nie było…

9 myśli na temat “Mamo, a co robiliście, gdy mnie jeszcze z wami nie było?

  1. 🙂 wiesz, dziś słuchałam sobie w aucie ks. Pawlukiewicza na yt, jego kazania na czas adwentu. Opowiedział pewną historie:
    Na rekolekcjach małżeńskich, pary zapytały księdza co zrobić żeby tak NAPRAWDĘ przygotować się i przeżyć adwent? Ksiądz po namyśle zaproponował im, że podpiszą klauzule że będzie mógł wpadać do nich o każdej porze dnia i noc…oni oczywiście się nie zgodzili, kpiąc że może to oni wpadną do ks o każdej porze dnia i nocy. Wiec zgodnie uznali że to kiepski plan 😉
    Ta historia wiąże się z tym co piszesz i przeżywasz. Zamykamy się w swoich bezpiecznych skorupkach, chroniąc siebie przed światem, przed niespodziewanym, żyjemy w schematach do tego stopnia że 365 zlewa nam się tak bardzo że opowiedzieć możemy w szczegółach tylko o paru dniach w rok…boimy się otworzyć, pozwolić wejść do siebie tym niespodziewanym, wybieramy kogo i kiedy wpuśćmy i to co w sobie mu pokarzemy. Nawet nie chodzi już o to że Bóg przyjdzie do nas bez pukania ale o cokolwiek w naszym życiu. Życzę nam wszystko otwarcia drzwi o każdej porze, żeby było o czym opowiadać:)

    Polubienie

    1. Soniu, trafiłaś w 10. To prawda, robię tak od dłuższego czasu, uciekam, zamykam się … by chronić siebie i męża. Nigdy nie miałam takiego zamiaru, zawsze byłam otwarta i chętna na wszelkie spotkania, gotowa wszystkim do pomocy. Dziś też jeszcze troszkę mam w sobie tej aktywności i otwartości, ale zdecydowanie mniej niż kiedyś. Prawie każda sytuacja kończyła się na moją, bezdzietną niekorzyść. Rzadko było to wprost wymierzone słownie we mnie, zazwyczaj obok mnie, ale i tak trafiało.
      Pięknie byłoby móc znów się tak otworzyć…

      Polubienie

  2. bardzo fajny i trafny tekst. Własnie jesli będziemy miec dzieci to co ja im powiem co robiłam? Tez nie chce powiedziec ze zmarnowałam czas na płacz i uzalanie sie i ze tylu rzeczy nie zrobiłam bo nie było Ciebie apotem moze nie zrobie bo nie bede mogła czy miała jak. Tez mamy turbulencje w zyciu na wielu płaszczyznach ale nie mozna sie poddawac i myslec ze nic nie ma sensu. Wszystko jest po cos. ja sama wiem po sobie, po nas jacy jestesmy przez te wszystkie wydarzenia. na pewno silniejsi razem, mocniejsi w miłosci choc bałam sie ze to wszystko nas oddali od siebie. Wierze ze to wszystko jest po coś. Ufam tak dzis ze 2 godziny temu pomyslałąm jak wracałam z miasta. Wierze ze bedzie dobrze

    Polubienie

  3. Dziękuję Wiewiórko za ten tekst. Przypomniał mi o tym, że to, jak spędzam ten czas to mój wybór. I w sumie to się ucieszyłam, że będzie co dziecku (dzieciom?) opowiadać. O najpiękniejszym poranku po nocy spędzonej w namiocie na dziko, o niezwykłych miejscach, które odwiedziliśmy, o tym jak raz przypadkiem zabraliśmy się autostopem ciężarówką-wywrotką 😉 O tańcu, planszówkach ze znajomymi, wypadach na narty… o tych wszystkich momentach, kiedy mimo tęsknoty i smutku potrafiliśmy być „tu i teraz” i cieszyć się chwilą.
    Bardzo jestem ciekawa Waszych planów Wigilii innej niż zwykle (może się zainspiruję). My po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw zdecydowalismy, że jednak będzie u rodziny (w pakiecie siostrzeniec, którego wtedy pierwszy raz zobaczę). Może masz jakieś własne sposoby, jak „przeżyć” ten czas? Na razie zajmuję głowę takimi „głupotami”, na które mają czas tylko nie-dzieciaci – wymyślnym pakowaniem prezentów i własnoręcznymi ozdobami na choinkę z drewna. I planujemy wymigać się od opłatka 😉

    Polubienie

    1. Oj Kiwi, Wy to powinniście spisywać, to co opowiecie dzieciom, bo macie tyle wspomnień, że potem połowa może uciec, jak ulegniecie urokowi rodzicielstwa 🙂
      Ja też wykorzystałam te swoje niedzieciate chwile na delektowanie się pakowaniem prezentów, robieniem stroików świątecznych, pierniczków. Choć zawsze smutno, że robię to sama…
      O wigilii zaraz napiszę, ale Ty pochwal się, co to znaczy że wymigujecie się od opłatka? Bo u mnie dzielenie się opłatkiem to punkt pierwszy wigilii. Chcecie się spóźnić, czy wigilię spędzacie inaczej?
      Pozdrawiam

      Polubienie

  4. Opcje spóźnienia też braliśmy pod uwagę 😉 Plan był taki, że po prostu powiemy na początku, że wiemy, że wszyscy nam dobrze życzą i że my im też dobrze życzymy jednak w tym roku postanowilismy sie nie dzielić opłatkiem i zapewnimy w tym czasie oprawę muzyczną i prosimy żeby to uszanowali. Niestety plan się posypał, bo powiedziałam o nim mamie i usłyszałam „Ale jak to, babci będzie tak przykro”. Na szczęście kolejnego dnia tata zadzwonił z propozycją że zrobimy szybki symboliczny opłatek każdy tylko z osobami obok (powołując się na argument że jest nas kilkanaście) bo wie, że to dla mnie trudne. Więc tak też i zrobiliśmy. Okazało się, że i taka forma opłatka okazała się ponad moje siły (bo juz po Ewangelii i modlitwie ledwo powstrzymywałam łzy, bo wszystko przypominało mi o naszym utraconym Maleństwie) więc uruchomiłam plan C w postaci ewakuacji do łazienki i wypłakania się w samotności do czasu aż już było po opłatku. Na szczęście w tym całym zamieszaniu chyba nikt oprócz wtajemniczonych nie zwrócił na to uwagi. Ale potem było już lepiej, nawet parę razy dałam radę wziąć nowego siostrzeńca na ręce i zamienić z siostrą parę neutralnych zdań.

    Polubienie

    1. Ja zawsze ryczałam na Ewangelii i czułam się tak, że to dla mnie nie ma miejsca w gospodzie. Do opłatka z suchymi oczami nigdy nie dotrwałam, właśnie dlatego stwierdziłam, że w tym roku muszę to jakoś obejść 🙂
      Ufff, dobrze, że mamy to za sobą. Tylko bezdzietni wiedzą ile gimnastyki kosztują składane życzenia i opłatek.
      PS. Plan C, a dokładnie WC też zawsze ratuje sytuacje 🙂 Jak dobrze, że są łazienki!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s