Pierwsze takie święta…

Pamiętam, jak co roku szperałam po blogach o niepłodności, co zrobić, żeby przeżyć bez ogromnego uszczerbku na zdrowiu psychicznym okres bożonarodzeniowy. Mam wrażenie ( i doświadczenie), że w tym czasie pary zmagające się z niepłodnością, wszystko drażni podwójnie. W TV wciąż świąteczne reklamy tylko szczęśliwych rodzin, w sklepach i galeriach tłumy ludzi kupujących prezenty, najczęściej zabawki – wiadomo dla kogo. Rodzina zaprasza na święta i tylko pyta – „czemu nie przyjedziecie do nas tym razem?” Dylematy kiedy kogo odwiedzić, gdzie pojechać tym razem, co komu podarować i potem wizja tych niewybrednych pytań, a w lepszym wariancie spojrzeń przy wspólnym stole.

No i jeszcze jedno…. coś co uwielbiam, czyli życzenia świąteczne, ale składane tylko w jedną stronę. Sama najchętniej zatkałabym uszy i pozbyła się tego poczucia współczucia dla bliskich, którzy podchodzą do mnie i życzą mi „zdrowia, szczęścia i sukcesów w pracy”. Nie, to nie są przecież złe życzenia… tylko słysząc za plecami życzenia dla siostry, szwagierki, mamy, teścia – „zadowolenia i radości z córki / syna/ wnuka/ wnuczki”, mam wrażenie, że są życzenia radosne i współczujące. Są takie, zarezerwowane dla tych, którym się układa i dla tych, których tylko sukces w pracy może uratować…

Temat świąt w wiewiórkowym domu prawie zawsze był wrażliwy. Ale też zawsze trzeba go było jakoś ugryźć. Pierwsze święta po ślubie zorganizowaliśmy z M. u nas. Zaprosiliśmy jednych i drugich rodziców oraz rodzeństwo. Było fajnie i wesoło, no i trochę roboty, ale to akurat dla mnie jest najmniejszym problemem. Wtedy jeszcze nie przeżywałam tak, że nie jestem mamą, miałam lekkie przypuszczenia, że coś może być nie tak, ale nie spodziewałam się kolejnych 9 lat bez dzieci.

lampiony świąteczne

Każde następne święta staraliśmy się spędzać na zmianę, raz u jednych rodziców, raz u drugich, prawie zawsze nam wychodziło. W zeszłym roku podzieliliśmy nawet święta między obie rodziny, mimo odległości, ale taka była sytuacja. Przyznam, że ja zawsze mam najbardziej emocjonalne nastawienie do wigilii, zawsze wigilię spędzałam przy stole z kilkoma osobami w rodzinie. W tym roku wypadałoby (wg kolejności), że na wigilię pojedziemy do rodziny męża. Tam jednak wszyscy rozplanowali święta wyjazdowo, więc pozostała opcja kolacji z moimi rodzicami i moim rodzeństwem.

Ale nie chcę kłamać, bałam się i tego. Jakoś szczególnie w wigilię było mi przykro, gdy do stołu siadaliśmy z bliskimi, którzy mieli malutkie dzieci. Dla M. to też nie było przyjemne. To będą nasze 10. święta jako małżeństwa i dlatego M. podał swoją propozycję, która mnie wcześniej nie mieściła się w głowie….

„Zróbmy sobie wigilię tylko we dwoje! Święta spędzimy z Twoją rodziną, ale wigilia niech będzie tylko nasza.”

Długo nad tym myślałam, powiedziałam o pomyśle mamie (nie była na początku szczęśliwa), ale z każdym kolejnym dniem dochodziłam do wniosku, że to bardzo dobry pomysł. Ktoś pewnie pomyśli, że uciekamy, zamykamy się ze swoim problemem, itp…

Ale im dłużej myślałam o tylko naszej wigilii, to byłam co raz szczęśliwsza. Przecież 10. wspólne święta możemy w końcu spędzić choć trochę po swojemu. Nie tylko patrzeć, komu będzie przykro, albo coś sobie pomyśli, pierwszy raz zróbmy też sobie dobrze. To są przecież święta Bożego Narodzenia i zawsze w przeżywaniu prawdziwego charakteru tych świąt przeszkadzał mi strach, że to są kolejne, a my znów bez dziecka.

pierniczki

Od tej decyzji grudzień nabrał innych barw.

Znalazłam radość w drobiazgach, które wcześniej mnie drażniły. Upiekłam w końcu dużo wcześniej pierniczki – wiewiórkowe oczywiście (bezglutenowe), zapakowałam skrupulatnie prezenty, które kupiłam już 2 miesiące temu. Jakie to jest cudowne uczucie, gdy w grudniu nie musiałam ani raz odwiedzić galerii handlowej 🙂

Tydzień wcześniej kupiłam malutką choinkę na giełdzie kwiatowej, kilka gałązek i ozdób do świeczników, a potem dwie godziny bawiłam się w przyozdabianie domu. Weekendowe poranki choć przez chwilę starałam się spędzać tak:

niedzielne poranki

 

A M. część prezentu gwiazdkowego wręczył mi 2 tyg wcześniej i dzięki temu poranne, albo wieczorne wygibasy robię na super mięciutkiej macie do jogi.

mata do ćwiczeń od M.

Czuję, że ta decyzja o 2-osobowej, wiewiórkowej wigilii jest dobra. Pierwszy raz czuję, że w końcu robię coś z myślą o sobie i o M. W pierwszy dzień świąt spotkamy się z moimi rodzicami, a w drugi dołączy jeszcze moje rodzeństwo, w tym siostra z dziewczynkami i jakoś teraz już mi to nie przeszkadza.  Po prostu czuję, że te święta będą też choć trochę po mojemu, a nie że dopasowuję się do innych, bo … ja przecież nie mam dzieci.

Tak, są też minusy, ale minimalne. Teraz organizacja kolacji spada na nas i dlatego zaczęliśmy od … okrojenia ilości potraw 🙂 Ustaliliśmy z M. węższe menu, raczej 12 pozycji nie doliczymy się, ale i tak będzie fajnie.

Ja ugotuję:

  • barszcz czerwony z uszkami, grzybową i kompot z suszonych owoców
  • kluski z makiem, kapustę z grochem i grzybami

M. zadeklarował ogarnięcie

  • Karpia oraz śledzi (w sumie te drugie to już ogarnął – kupił gotowe:)

Ja planuję jeszcze upiec:

  • keks bezglutenowy, który znalazłam na znajomym blogu kulinarnym,
  • makowiec mojej babci.

A na pierwszy dzień świąt do moich rodziców chcę przygotować

  • pasztet wegetariański,
  • sałatkę jarzynową
  • i śledziową pod pierzynką – tej nigdy nie robiłam, więc zobaczymy jaki będzie efekt.

Pierwszy raz cieszę się na te święta jak szczerbaty na suchary. Może o to chodziło, żeby w końcu pomyśleć choć troszkę o sobie?

Co prawda ten prawie tydzień świąteczny, przecina mi troszkę fala obowiązków z firmową przeprowadzką, ale i tak liczę na to, że uda się wygospodarować kilka chwil tylko dla siebie. Na wieczór z książką, podsumowanie spraw z tego roku, a co ważniejsze wyciągnięcie poprawnych wniosków i najważniejsze – na nowe plany, a przynajmniej ich zarys, bo życie i tak ułoży większość po swojemu.

 

Błogosławionych świat Wam życzę!

By w Waszych serduchach zagościł spokój i przede wszystkim pokój.

By żadne pytanie i zdanie nie sprawiło Wam przykrości, czyli życzę Wam taktownych gości.

I przede wszystkim byście poczuli radość z tych świąt!

Ja dopiero niedawno uzmysłowiłam sobie, że gdyby nie te święta… nie poradziłabym sobie z ani jednym dniem niepłodności.

Gdyby nie Boże Narodzenie, nie miałabym wiary, dzięki której mogę oddychać nawet w najsmutniejsze dni.

 

prezenty zapakowane, gwiazdaprezentyksiążki dla 3 latkiksiązka na Czereśniowej

PS. W tym roku upominki u mnie typowo świąteczne – książkowe i skarpetkowe. Jeśli poszukujecie fajnej książki dla 2,5 – 3 latka to polecam „Ulicę Czereśniową” – nie ma tam ani pół zdania, za to jedną stronę opowiada się godzinami. Moja siostrzenica uwielbia, w sumie to ja też 🙂 I obrazki bardzo przyjemne, bo na to mam uczulenie – nie lubię książek dla dzieci ze straszącą grafiką. Jak ilustrator dopiero się uczy, to niech rysuje dla siebie, a nie dzieci 🙂

 

31 myśli na temat “Pierwsze takie święta…

  1. Droga Wiewiórko

    Dziękuję Ci za ten wpis i każdy poprzedni który czytam zachłannie od deski do deski…stałaś się mi tak bliską że nawet nie masz pojęcia! Uwielbiam Twoja mądrość radość życia i pełną paletę zainteresowań i hobby- prostych przepisów na szczęście…myślę że świetnie to wymyśliłaś i to że zostaniesz że swoim M. Na wigilię w domu …życzę Wam potężnej eksplozji miłości na czas Świąt- macie siebie – cieszcie się sobą w te Święta i pamiętajcie że to nie są nieplodne święta bo Wam urodzi się Jezus w te Święta- tego Wam życzę- by urodził się w szopkach Waszych serc w miejscach najbardziej ciemnych , strapionych i smutnych by Was napełnił blaskiem swojej miłości i nadziei..
    Tego Wam z serca życzę i dziękuję za to że jesteście…

    Polubienie

    1. Ago, bardzo dziękuję Ci za miłe słowa. Tak sobie myślę, że skoro Komuś miło się czyta moje fantasmagorie, to może ta niepłodność ma jakiś sens 🙂 To prawda, że ona właśnie nauczyła mnie cieszyć się z drobiazgów, bo nic nie jest wieczne, nic nie jest pewne, ważne jest dziś.
      Tobie też życzę, by Boże Narodzenie zostało w sercu na każdy kolejny dzień
      Ściskam
      Lidia

      Polubienie

  2. Spokojnych Świąt, spędzonych tak jak sobie zaplanowaliście. Dużo zdrowia, miłości i spełnienia wszystkich marzeń, tych małych i tych dużych.

    Polubienie

    1. U Nas zawsze spedzalismy Wigilie w domu (tj moi rodzice I rodzenstwo). Po uroczystej kolacji moglismy isc do Babci albo czekalismy do Pierwszego Dnia Swiat.
      Obecnie z zalozona rodzinka mieszkamy za granica, wiec kazde swieta jestesmy sami I… Tak nam dobrze.
      Robimy tyle, ile zjemy.
      Spedzamy czas razem.
      Cieszymy sie soba bez pospiechu I halasu.

      Wiewioreczko, podczytuje Ciebie od czasu do czasu I chce zebys wiedziala, ze niemozliwe jest mozliwe.
      Chce zebys nabrala wiary, ze marzenia sie spelniaja. Jestem o tym przekonana, ze w pewnym momencie, w pewnym czasie wszystko sie Wam ulozy.
      Zycze Wam cudownej I spokojnej Wigilii.

      Polubienie

      1. Miniu, czyli taka emigracja czasami też ma jakieś plusy 🙂 To naprawdę cenne, móc ugotować tyle, ile się chce, spędzić czas po swojemu, a nie za wszelką cenę powielać tradycję, która nie zawsze jest mądra (choćby w moim domu – jedzenia dla pułku wojska, a jest 7 osób:)

        Dziękuję Ci bardzo za wsparcie w tym trudnym dla nas, czekającym czasie. Wiem, że wszystko ma swój czas, tylko trzeba mu dać czas 🙂 Ach, jakie to trudne.
        PS. Wigilia była faktycznie spokojna
        Ściskam
        Lidia

        Polubienie

      1. Soniu, dziękujemy za życzenia i Wam również życzymy błogosławieństwa na każdy dzień.
        Z tego zdjęcia nie umiem wydedukować na 100%, ale to jest albo Gosia M. albo Paula P 🙂
        Albo z jedną próbuję ogarnąć trochę jogi, albo z drugą stretching, ćwiczenia na kręgosłup i fitjogę.

        Polubienie

  3. Wiewiórko – cudownego Bożego Narodzenia dla was 🙂 . Niech to będzie czas pełen miłości i radości.

    Wiesz, że są rejony Polski gdzie wigilię spędza się właśnie w gronie domowników? Ja sama pierwsze wigilie, które pamiętam były właśnie takie mama+tata+ja. Dopiero jak wyprowadziliśmy się z rodzinnych stron zaczęły się rodzinne, wigilijne spędy. Moja teściowa twierdzi, że za czasów jej dzieciństwa, w jej rodzinnych stronach było tak samo – spędzało się wigilię tylko z rodzicami i rodzeństwem, które jeszcze mieszkało w domu. Rodzinny spęd był dopiero w Boże Narodzenie.

    Moja córka też uwielbia te wszystkie książki obrazkowe. Poza Ulicą Czereśniową mogę jeszcze polecić serię Rok w… Skarpetki cudne – też jesteśmy fanami wesołych, kolorowych skarpet – mamy ich niezłą kolekcję, którą z radością powiększamy przy byle okazji 😉 .

    Polubienie

    1. Droga A,
      dziękuję za życzenia i wsparcie pomysłu wigilijnego 🙂
      Napisz mi proszę jeszcze z jakiego rejonu Polski pochodzi ta tradycja spędzania wigilii w wąskim gronie, na przyszłość będę wiedziała co odpowiedzieć ciekawskim – że pielęgnuję tradycję z … Kujaw / Podlasia..? 🙂
      Ta nasza wigilia we dwoje miała swój urok i cieszę się, że tak ją spędziliśmy.

      Dziękuję za polecenie kolejnej książki dla dzieci. Ulicę Czereśniową siostrzenica ma już w komplecie, więc nowa seria mile widziana 🙂

      Polubienie

      1. Teściowa to wielkopolanka z dziada, pradziada. Moja rodzina praktykowała taką wigilię jak mieszkaliśmy na Śląsku, chociaż rodziny moich rodziców pochodzą z zupełnie innych regionów (Podkarpacie/Małopolska). Więc możesz sobie wybrać tradycję jaka Ci pasuje 😉 .

        Z fajnych serii obrazkowych jest jeszcze „Opowiem ci mamo co robią…” . Z tym, że tam jest już trochę tekstu. Mój syn bardzo lubił te książki bo klasycznych „picture book” raczej nie trawił.

        Szczęścia w Nowym Roku 🙂 . Oby był lepszy od mijającego.

        Polubienie

  4. Wspanialy mieliscie pomysl. To bedzie cudowna Wigilia dla Was! Szkoda, ze ja za czasow nieplodnosci nie mialam odwagi na taki krok. Modle sie za Wami i gleboko wierze, ze lada miesiac cos sie u Was mocno zmieni 🙂 mimo, ze problem bezdzietnosci juz za mna i to beda pierwsze Swieta z coreczka, to caly czas jestes mi bliska i Twoje emocje i wchodze tu bo czuje, ze zaraz bedzie ten dlugo wyczekiwany post i nie chce go przegapic. Wielu Bozych blogoslawienstw zyczymy!

    Polubienie

    1. Dziękuję Lidio, Wam również wielu błogosławieństw na każdy dzień życzymy.
      Nasza wigilia we dwoje, była faktycznie nasza i to był dobry pomysł, cieszę się że nie stchórzyłam 🙂
      Też mamy głęboką nadzieję, że nowy rok przyniesie nam już nowe wyzwania (i nowe problemy) w końcu ile można wałkować tą niepłodność? Obym szybko mogła napisać TEN post.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  5. Doskonale pamiętam jak postrzymywałam łzy podczas łamania się opłatkiem. Najpiew były życzenia dziecka, córeczki, synka itp., a jak lata mijały to bliscy przestali nam tego życzyć, albo mówili tylko znacząco z politowaniem w głosie ” No i spełnienia marzeń”. Obie wersje bolały. Nikt nie chciał źle, dla mnie było to po prostu mega trudne bo sama chciałam, aby te Święta były inne.
    Życzę Ci, aby w Twoim sercu zagościła nowa nadzieja i siła by mierzyć się ze światem i samą sobą. Wesołych Świąt pełnych ciepła i miłości.

    Polubienie

    1. Oj Veritas, było dokładnie tak jak piszesz. Po kilku latach, życzenia „spełnienia wszystkich marzeń” chyba bolały najbardziej. Łzy płynęły mi zawsze. Właśnie dlatego zmieniliśmy plan tych świąt – bie nie spędzać ich co chwilę w łazience, wycierając łzy.
      Dziękuję za cudowne życzenia – faktycznie, siła do mierzenia się ze sobą i światem zawsze jest na wykończeniu, więc nowe pokłady się przydadzą 🙂
      Ściskam
      Lidia

      Polubienie

  6. Lidio, świetny pomysł! Tak, po dziesięciu wspólnych latach możecie wigilię przeżyć po swojemu 🙂 My zdecydowaliśmy się w końcu na taki krok po kilkunastu latach.
    Spędziliśmy wigilię we trójkę, z naszą maleńką córeczką. I też nie mieliśmy 12 potraw, ale po co? Najważniejsze, że mogliśmy ten czas spędzić razem.
    Za to w tym roku będzie nas dużo przy wigilijnym stole. Ale teraz święta nabierają innego wymiaru – każda z par doczekała się upragnionego dziecka i chcemy by dzieci mogły się razem pobawić.
    Życze Ci spokoju i przeżycia tych świąt po swojemu. I żebyście w kolejne swieta zaprzatali sobie głowę prezentem dla Waszego dziecka 🙂

    Polubienie

    1. Dzięki Ewuniu,
      wiem, że za jakiś czas znów sama będę chciała świąt z całą rodziną, a może nawet sama będę zapraszać wszystkich do nas. Każdy czas ma swoje prawa i ten dziesiąty rok dał nam prawo do wigilii we dwoje 🙂
      Też marzymy o tym, by na kolejne święta kupować o 1 prezent więcej 🙂

      Polubienie

  7. Kocham czytać Twojego bloga! Czytam to i widzę nas, tylko z połową Waszego stażu 🙂
    Jesteśmy w sumie na podobnym etapie życia. Zakończyliśmy procedurę adopcyjną i zaczynamy wielkie oczekiwanie na Naszą Dwójkę 🙂 wiemy, że to będzie dłużący się w nieskończoność czas, ale wiemy, że ile by nie trwał, zakończy się upragnionym rodzicielstwem. I to jest piękne.
    My też po 5 latach zdecydowaliśmy, że nasza wigilia będzie wyglądała właśnie tak. Kocham moich rodziców, moją piękną roczną bratanicę i wszystkich moich bliskich. Wigilia jednak zawsze jest dla mnie taka…trudniejsza. W tym roku bez spinania się, bez stresu, że nie zdążymy. Siądziemy razem, we dwoje przy stole. Przełamiemy się opłatkiem i będziemy rozmyślać o tym, jak bardzo inne będą Święta z naszymi wymodlonymi Skarbami. 🙂

    Błogosławionego, pełnego wiary, nadziei i Miłości, którą przynosi Nowonarodzony, czasu!

    Polubienie

    1. Jak dobrze, że Ty wpadłaś na ten pomysł wcześniej, a nie jak ja po 10 latach 🙂
      Faktycznie, wigilia we dwoje ma swój urok.
      Teraz przed Wami najtrudniejszy rozdział – czas, który biegnie, a wrażenie, jakby stał w miejscu, bo nic się nie zmienia. Wypełnijcie go po brzegi swoimi prywatnymi planami, to pomaga w trudnych chwilach i daje poczucie, że w tym całym czekaniu coś jednak się dzieje.
      Wiele cierpliwości i spokoju Wam życzymy
      Pozdrawiam
      Lidia

      Polubienie

  8. Kochana Wiewiórko życzę Wam ciepłych i spokojnych Świąt wypełnionych miłością. Odpoczynku i wewnętrznego pokoju i wiary w to że wkrótce dołączy do was wasze wyczekiwane maleństwo.
    Pięknie napisałaś jak zawsze. My też spędzamy dzisiejszy dzień tylko z moim mężem a jutro dołączy do nas rodzina. Staram się nie myśleć o braku dziecka rzuciłam się w wir przygotowań, drobnych prezentów dla wszystkich i po prostu staram cieszyć się, że jestem z moim mężem i cieszyć się świąteczną atmosferą.
    Nie wiem co przyniesie przyszłość i oczywiście czasami się boję. Już mamy zebrane wszystkie papiery i jesteśmy umówieni na spotkanie w OA żeby je złożyć w styczniu – z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej boję się żeby nas nie odrzucili a jeszcze do tego boję się oczekiwania. Ale staram się o tym nie myśleć tylko działać i dać szanse Bogu żeby sprawił cud w naszym życiu.
    Dziękuje ci że jesteś i piszesz.
    Uściski.

    Polubienie

    1. Abi, dziękuję za życzenia i widzę, że więcej nas na tych 2 osobowych wigiliach 🙂
      Nie martw się na zapas co będzie w OA. Myśl o tym, że zaczyna się nowa droga i nawet jak będzie inna, trudna, wymagająca, to ona ma metę!
      Jak my składaliśmy dokumenty do OA, to pomyliliśmy budynki. Weszliśmy na salę, gdzie już odbywał się kurs. Prowadzący zorientował się, że my nowi jesteśmy i wesoło powiedział: „to w drugim budynku, ale i tak witamy na drodze do lepszego jutra”.
      Tak mi to zostało w pamięci, że trzymałam się tych słów cały czas aż do kwalifikacji.
      Dużo spokoju i błogosławieństwa Bożego!
      Ściskam
      Lidia

      Polubienie

  9. Droga Wiewiórko- bardzo Ci dziękuję za ten wpis i życzę Tobie wesołych, radosnych, spokojnych Świąt dokładnie takich jak Wy chcecie je spędzić ! 🙂 Dla mnie w tym roku Święta są szczególnie trudne bo dostałam okres i przez to źle przeżywam swoją niepłodność , aż strach przeglądać facebooka i oglądać reklamy bo wszędzie atakują nas obrazki rodzin z małymi dziećmi przy choince. Gdzieś na stronie o problemach z płodnością przeczytałam ,że święta są dla WSZYSTKICH – my bezdzietni też mamy prawo je przeżywać. Tego się będę trzymać:)

    Polubienie

    1. Wiesz, mój organizm też ma jakiś czujnik i zawsze przy świętach, spotkaniach rodzinnych mam okres, albo jestem kilka dni przed. I chodzi mi tylko o spadek nastroju z tym związany, bo ja nie liczę na jakiś cud, albo nie mówię o dyskomforcie fizycznym. Nie ma co ukrywać, łatwiej się rozpłakać na widok siostrzenicy, gdy rządzą nami hormony, więc doskonale Cię rozumiem.
      Ale masz rację, święta są dla WSZYSTKICH, bo to są święta Bożego Narodzenia, a nie innych Maluchów w rodzinie, choć właśnie to jest bardziej celebrowane, dlatego pewnie ten czas jest tak bolesny dla nas.
      Ściskam i życzę samych dobroci
      Lidia

      Polubienie

  10. Lidko, podziwiam za odwagę na wigilię we dwoje! Mam nadzieję, że była udana 🙂 Po tegorocznej też będę o takiej marzyć. Ale nie wiem, czy moi rodzice pogodzą się z taką decyzją, bo i tak widzę ich raz na miesiąc… Miałam zaskakująco dobre nastawienie przed Świętami: dokumenty do OA mamy gotowe, spotkanie z psycholog OA umówione na styczeń, psychika była ogarnięta dzięki nadziei, że za kilka lat spędzimy Boże Narodzenie z naszymi ado-dziećmi. Popełniłam jeden błąd… nie wyłączyłam internetu. Bezmyślnie przeglądałam fb, odpisywałam na życzenia… i w oczy zaczęły rzucać się setki zdjęć znajomych i rodziny na świątecznych, rodzinnych sesjach fotograficznych (to jakaś plaga w tym roku, też macie takie wrażenie?). Wtedy wszystko wróciło do mnie ze zdwojoną siłą – wyobrażenia, jakie byłyby tegoroczne Święta, gdybym 3 lata temu donosiła ciążę… Świadomość, że zanim trafią (jeśli w ogóle, bo jeszcze nie mamy kwalifikacji) do nas dzieci adoptowane, to minie jeszcze WIELE Świąt…. Brałam prysznic przed wigilią i wyłam tak, żeby nikt nie słyszał. Samą kolację przetrwałam, z dzieci był tylko mój kochany siostrzeniec. Ale po kolacji spotkaliśmy się ciociami, kuzynem i jego dziećmi… i humor siadł mi do reszty. Dzieciaki chciały się bawić, więc brałam je na ręce, siadałam do zabawek… i wtedy jak szpile czułam pełne współczucia spojrzenia mówiące: „Biedna, dzieci do niej lgną, a sama nie ma…”. Mam chyba za dużo receptorów na ciele… Tak, nikt nie chce źle, wszyscy dobrze życzą, nic nie mówią, bo nie wiedzą, co powiedzieć, a wzrok mówi sam za siebie. Niczyja wina, tak po prostu jest. Nie ma pytań, złośliwości, komentarzy, więc o tyle dobrze. Było ciężko. Do tego kilkudniowy ból głowy i brzucha od tabletek na stymulację owulacji, bo jeszcze się łudziliśmy, że to coś da. Dzisiaj po wizycie u lekarza już wiem, że nie dało.

    Polubienie

    1. Droga Ufająca, w ogóle się nie dziwię, że masz słaby nastrój. I nie wiń się za to czasami, bo nie wiem czy wiesz, ale święta z dużą rodziną, z dziećmi bliskich, z własną bezdzietnością, połączone z czasem stymulacji hormonalnej (lub okresu) – to nie może być radosny czas. Nie uwierzę, bo przechodziłam to już ponad sto razy. Właściwie to powinnaś sobie pogratulować, że to przetrwałaś!
      Właśnie dlatego my podjęliśmy w tym roku decyzję o wigilii solo. Nie było to łatwe, szczególnie dla mnie, bo musiałam porozmawiać z mamą, która do końca nie umie pojąć mojego problemu. Ale jestem szczęśliwa z tą decyzją, wiem, że zrobiłam dobrze. Tylko my – bezdzietni wiemy przez co przechodzimy i czasami musimy dać sobie prawo pomyśleć o sobie. Dać sobie prawo nie powiększać i tak głębokiego doła, który wykopała nam niepłodność.
      Życzę Ci dużo spokoju, miłości i błogosławieństwa Bożego. No i siły, bo wchodzicie na nową drogę, która na pewno będzie mieć metę, ale nie będzie krótka. Tylko przy leczeniu niepłodności to już pikuś.
      Powodzenia!
      Ściskam
      Lidia

      Polubienie

  11. Dziękuję, że piszesz, śledzę Twój blog stale, dotąd odezwałam się raz tylko – wspominając, że doczekałam się córeczki po wielu, konkretnie 12, latach oczekiwania… Zapytałaś mnie wtedy, jak to jest, a ja nie odpowiedziałam, bo tego nie da się opisać w kilku słowach…No chyba, że takimi: nigdy nie byłam tak zmęczona, jak teraz, nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak teraz, wciąż, codziennie się dziwię i zachwycam, że moja, nasza córka JEST. A teraz mam dwie myśli, którymi – jeśli pozwolisz – chciałabym się z Tobą, z Wami podzielić. A zatem po pierwsze: świetnie, naprawdę świetnie, że robisz to, co jest dla Ciebie dobre i ważne, co daje Ci przyjemność. Ja z obecnej perspektywy uważam, że za mało było przyjemności w moim tzw. poprzednim życiu. Owszem, pracowałam sporo, a praca to dla mnie przyjemność, wojażowałam sporo, to, że to przyjemność, jest oczywiste – ale chyba nie dość czerpałam radość z drobnych chwil dnia codziennego, za mało czasu spędzałam na nieśpiesznym życiu… Oczywiście niepłodność zaprawiała goryczą wiele moich doświadczeń, była cieniem wiszącym nad całą moją egzystencją. Pamiętam przepłakane wakacje, dosłownie, szłam pięknymi włoskimi ulicami i płakałam, pamiętam ucisk w żołądku na myśl o Świętach oraz tysiąc innych złych momentów… A teraz, gdy jestem mamą dwulatki, po prostu nie mam czasu i możliwości, by dawać sobie te miłe chwile. Żałuję więc tych przeszłych, żałuję, ze zatruła je moja rozpacz. Ale pewnie nie umiałam inaczej. A po drugie – spróbujcie spojrzeć przychylnych okiem na ludzi „dzieciatych”, którzy nie są dość wrażliwi w kontaktach z Wami. Jeśli ich dzieci są małe, jeśli tych dzieci jest więcej niż jedno, jeżeli prowadzą zarówno życie rodzinne, jak i zawodowe, uwierzcie, oni są najprawdopodobniej skonani, wyczerpani, zagonieni, gonią resztkami itp. itd. :-). Dlatego mogą nie mają siły i warunków, by dobrze zastanowić się nad słowami, które do Was kierują. Błogosławieństwa Bożego w 2020 roku!

    Polubienie

    1. Haniu, dziękuję Ci za Twoje słowa i bardzo gratuluję Waszego 2-letniego Szczęścia 🙂 Fajnie jest słyszeć, że komuś po tak długim czekaniu się udało, że cuda są możliwe.
      To prawda, czas niepłodności jest niezwykle trudny i chyba u każdego jest wtedy więcej smutku, żalu, a nawet łez niż umiejętności docenienia tego, że mamy czas dla siebie. Nie będę udawać, ja tego też nie umiem. Próbuję, uczę się, z czasem wychodzi mi co raz częściej, ale są dni, że wychodzi tylko jeden wielki lament, taka prawda.

      „Dzieciatych” staram się rozumieć, nie dziwi mnie ich szczęście, przecież sama dążę właśnie do tego samego 🙂 Ale nie ukrywam też że epatowanie radością tylko ze względu na swoje pociechy sprawia przykrość, dlatego świadomie wycofuję się z takich relacji. Nie mam prawa wymagać / prosić, by zmieniali przy mnie swoje zachowanie, ale wiem że muszę sama chronić siebie, by nie pogłębiać swojego mentalnego doła.
      Ściskam i życzę wszystkiego dobrego!
      L.

      Polubienie

  12. Lidio, dopiero teraz dotarłam do pisania komentarzy, nadrabiam, nadrabiam, dobrze, że inaczej złożyłam Ci życzenia, bo tak jakoś w tym roku do tyłu jestem z tym pisaniem. 😉
    Ja już dawno Ci mówiłam, że miałam ten sam problem, człowiek całe życie ogląda się na innych, żeby im było dobrze, a to coś tam nie wypada, a to się nie powinno, bo taka tradycja. I wiecznie coś, wiecznie człowiek tylko ogląda się na innych. Nie mówię, żeby być egoistą, bo do tego mi naprawdę daleko, ale po prostu trzeba robić takie rzeczy, by czasem było dobrze dla nas. Chciałoby się, żeby było inaczej, wiadomo. Ty masz dzieci, siostra ma dzieci, spotykacie się, jest wesoło. Ale tego nie ma i gdyby człowiek oglądał się tylko na to co chciałby mieć, nigdy nie cieszyłby się z tego co ma, tylko uganiał za liśćmi na wietrze. A Wam też na pewno przydał się taki czas, kiedy to nic nie musicie i możecie przeżywać Boże Narodzenie po swojemu. To przecież nie znaczy, że nie kochacie rodziców, siostry, brata, dzieci itd.

    Lidio, w Nowym Roku życzę Ci, byś coraz mniej zaglądała w przeszłość i podsumowywała ją. Patrz w przyszłość, planuj, rozważaj, ciesz się. Z każdym dniem jesteście bliżej celu przecież. Nie umiem powiedzieć kiedy to będzie, ale będzie na pewno. Bo cuda jak to cuda, zdarzają się zawsze nieplanowo 😉
    Buziaki i do zobaczenia na podsumowaniu 2020 roku :))))

    Polubienie

    1. Izzy, bardzo dziękuję Ci za wsparcie, nie ukrywam, że dzięki Tobie łatwiej mi było podjąć wigilijną decyzję:) I to była dobra decyzja.
      A w nowym roku właśnie takie mam postanowienia, patrzeć tylko w przód i przede wszystkim na dzień dzisiejszy. Cieszyć się z tego co mamy, bo mamy wiele. U nauczyć się rezygnować, z tego co nie jest warte mojej uwagi i czasu.
      Buziaki noworoczne!

      Polubienie

  13. Mnie Święta też zawsze stresowały…spotkania z rodziną i to wieczne pytanie „kiedy będziecie mieli dziecko”, a od kiedy mamy synka zostały one zmodyfikowane do wersji „kiedy popracujecie nad rodzeństwem”? W głowie kotłują się myśli, masz ochotę wygarnąć, że gdybyś tylko mogła…ale przecież nie wypada przy wigilijnym stole mówić o problemach z zajściem w ciążę.
    Minione święta były dla nas wyjątkowe- po ponad 3 latach walki udało mi się zajść w drugą ciążę. Nie piszę tego aby się chwalić, ale aby dać Wam nadzieję! Nasz sytuacja była beznadziejna, lekarz nie dawał nam szans. A jednak nie poddaliśmy się i dzięki temu odnieśliśmy sukces- czego Wam również życzę!
    https://matkamimowszystko.pl/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s