Przełomy dla mnie nie istnieją, choć nowa data prezentuje się z gracją. Czyli nowy, 2020 rok.

W Nowy Rok weszłam bez przytupu, z kiepskim nastrojem. Sztuczne ognie i fajerwerki przegapiłam, mówiąc krótko nie pierwszy już raz olaliśmy z M. sylwestra. Choroba mnie troszkę zmogła i przeleżałam pierwszy dzień 2020 roku w łóżku. Ale czasem trzeba pochorować, by …. bez wyrzutów sumienia poczytać.

Nowy rok rozpoczęłam przeziębieniem i wylegiwaniem się w łózku z książką "Zanim wyjedziesz w Bieszczady"
Nowy Rok z przeziębieniem i książką „Zanim wyjedziesz w Bieszczady”

 

Mój stosunek do żegnania starego i witania nowego roku z otwartymi ramionami większość z Was już zna. Dla mnie po prostu magiczna data wkraczania w kolejną dekadę nie istnieje, przełom nie jest przełomem itd.

Postanowiłam sobie jednak, że rok 2020 muszę uczynić wyjątkowym inaczej. Chcę dać mu szansę na to, by był dobrym rokiem, dlatego nie stawiam żadnych wymagań i nie robię żadnej listy marzeń…  Ot taki mam gest wobec 2020… niech mnie zaskoczy 🙂

Początek roku nie jest dla nas najłaskawszy, choć nie możemy bardzo narzekać, bo czasem początki były dużo gorsze. Zastał nas z lekkim marazmem i emocjonalną olewką. Nieplanowane przestoje zawodowe u mnie i u męża, rozciągający się remont w mojej firmie, zawirowania zdrowotne. Trudno, musimy to przeczekać.

Ale właśnie w takiej trochę demotywującej czasoprzestrzeni postanowiłam, że to co się dzieje bez udziału moich decyzji, na co nie mam wpływu, czego nie mogę poprawić – pozostawiam emocjonalnie obojętne. Zaczęłam już stosować bardzo  starą szkołę, którą wyznawali moi dziadkowie i ich przodkowie … „widocznie tak ma być”. Nie chodzi mi o bierność oczywiście, ale o to, bym nie marnowała swojej energii i nie szarpała nerwów, bo … znów nie zadzwonił ten telefon / bo kolejna koleżanka jest w trzeciej ciąży / bo moja ciocia w moim wieku była już … babcią itd.

Ocena na „gorąco” i emocje to źli doradcy.

Jest taka słynna opowieść o gospodarzu, który dobre i złe wydarzenia ze swojego życia kwitował zawsze krótkim – „zobaczymy (czy to dobrze czy źle)”. Dystansował się do zazdrości sąsiadów, gdy los był dla niego łaskawy, ale również do współczucia, gdy działy mu się nieszczęścia. Na wszystko odpowiedź „zobaczymy”. I faktycznie, po czasie te złe sytuacje okazywały się być bardzo owocne, te bardzo udane czasem przynosiły kłopoty. Zatem w tym roku, ja też postanowiłam, że zobaczymy….

Co nas czeka i tak nas spotka.

Że emocje są złym doradcą wiedzą wszyscy. Że spotęgowane emocje np. na skutek leczenia, wariujących hormonów, kolejnej koleżanki w ciąży itd. potrafią nie tylko „źle doradzić” ale zrobić z nas wcieloną buntowniczkę albo rozhisteryzowaną płaczkę, wiedzą wszystkie bezdzietne z przymusu kobiety. Tylko czy wiecie, że to jest taka nasza „wada fabryczna” i czasami musimy się z nią pogodzić? Właśnie przeczytałam mój prezent znaleziony pod choinką, czyli „Judytę” O. Szustaka i mimo, że lektura jest łatwa, lekka i przyjemna, to znalazłam w niej kilka miłych zaskoczeń, mądrych przekazów i czasem nawet usprawiedliwień oraz … cudowne odniesienia do Maryi…. Ona też tak miała! Ona też często zachowywała się jak zwyczajna kobieta, pod wpływem emocji…. Ulżyło mi. Jeszcze bardziej teraz wierzę, że czasami trzeba je … olać!

Więc z taką myślą wchodzę w 2020 rok i postaram się w każdy kolejny, jeśli będzie mi dane.

Judyta - o. Adam Szustak

Miałam tego nie robić, ale…

Przyznam się Wam, że nie jestem fanką Internetów na przełomie roku. Wszędzie wyskakują plannery pełne czasu, inspiracji, motywacji. Ustalacze celów, ogarniania itp. Ogarnij, jak się ogarniać; ustaw sobie cel, żeby ustalać w tym roku cele, bla, bla, bla.

Ale przyznam się – 2 rzeczy zrobiłam.

Spojrzałam w stary kalendarz i zobaczyłam …  jak wiele spraw udało nam się w ubiegłym roku załatwić. I to mnie podbudowało. Gdy wertowałam kartki z notatkami, to dotarło do mnie, że ten czas czekania na wiadomo co, udało nam się wypełnić realizacją domowych planów, poprawek, zmianami zawodowymi, odpoczynkiem i wtedy poczułam spokój i wdzięczność. Uświadomiłam sobie, że w 2019r. w którym „nic się nie stało”, działo się wiele. Ja często muszę to mieć na papierze i wtedy widzę prawdziwe odniesienie do realiów.

Zobaczyłam też, czego nie udało mi się zrealizować i uświadomiłam sobie, że żałuję tylko jednej pozycji, czyli książek, których nie zdążyłam przeczytać. Często dużo planuję, obmyślam, a potem życie samo weryfikuje plany i okazuje się, że szkoda na niektóre sprawy tracić czas.

Zrobiłam zatem bardzo podstawowy zarys na 2020 rok. Po co?

By potem móc uświadomić sobie, że minione 366 dni przyniosły wiele dobra, nauki, spokoju.

By móc podnieść sobie poziom dopaminy, odhaczaniem kolejnych zrobionych punkcików  – tak działa nasz mózg – zapisz to, potem skreśl i już poziom szczęścia rośnie 🙂 (udowodnione naukowo)

Bo najlepszą motywacją do działania jest …. kalendarz. Tak, kalendarz nie kłamie. Gdy żyję na totalnym spontanie, tak naprawdę czas przelatuje mi przez palce, a finał jest taki, że ten czas marnuję. No ja tak niestety mam i to dopiero od czasu, gdy pojawiła się moja niepłodność. Wcześniej byłam bardzo obowiązkowa. Gdy mój plan na dziecko nie realizował się, dałam sobie prawo do lamentu i życia- trwania, bo przecież nic nie miało sensu. Marnowałam cenne minuty na:

Siedzenie i myślenie (niekoniecznie o motywujących rzeczach), czyli sama jeszcze bardziej się nakręcałam.

Lenistwo, którego w danej chwili nie potrzebowałam, a z którego często wychodził pkt 1.

Przeglądanie Internetów, bo przecież miałam czas itd.

Od 2019r. próbowałam działać  inaczej. Rozpisałam w zeszycie sprawy, które chciałam zrealizować w minionym roku i nawet mi wyszło. W takim razie postanowiłam kontynuować metodę i w 2020r.

Po co wpisywać coś w kalendarz / robić listę itp.? Po co ja zrobiłam zarys na 2020 rok?

Bo „kalendarz nie kłamie” i jest najlepszym motywatorem do działania. O tym fajnie ostatnio mówił Andrzej Tucholski na swoim kanale na YT, lubię go czasem posłuchać, z resztą pewnie Andrzej jest Wam znany z jeszcze bardziej znanego bloga. To nie tak, że niektórzy mają tonę więcej energii, motywacji w sobie i chęci do działania, albo o wiele łatwiejsze życie. Zazwyczaj, ci co osiągają swoje cele w życiu, mają tak samo problemy z mobilizacją jak ja. Jak więc działają? Nie zastanawiają się czy im się chce, tylko to robią! Skoro wpisałam to w kalendarz, to widocznie jest ważne albo dobre, warto więc się za to zabrać, a nie mękolić. Ja dałam sobie za dużo luzu przez moją niepłodność, bo wydawało mi się, że wraz z nią uciekł cały sens mojego życia.

Dlatego w tych sprawach zaczęłam wierzyć mojej liście zadań, temu co wpisałam w kalendarz, a nie swoim myślom pt. „czy to ma sens i czy mi się chce”.

W 2020 postanowiłam:

Zacząć od najmilszego – zaplanować odpoczynek! Czy to w ogóle wypada, już na początku roku planować  wolne? Wypada, a nawet dla mnie jest konieczne! W 2019r. zaplanowałam, że pierwszy raz pojedziemy na 2 tygodniowe wakacje. Gdyby nie oswajanie się z ta myślą już od stycznia, wstępne planowanie terminu, ustalanie gdzie, z kim itd., pewnie skończyłoby się jak zwykle- max 7 dni. W tym roku wiem, że 2 tygodnie laby jest obowiązkowe i wiem też, że wypoczywamy w tym roku sami. Nie wiem gdzie i kiedy pojedziemy i czy pojedziemy. Może będziemy leżeć na naszym balkonie jeśli nie pozwoli zdrowie/ budżet/ praca/ czy coś innego, ale gdy poczułam jak potrafi zregenerować się mój organizm na 2 tygodniowym urlopie, to będę o niego walczyć co roku. Szkoda, że odkryłam uroki takiego urlopu dopiero mając 34 lata.

W tym roku chyba nie wybierzemy się za granicę, ale … może jakieś pojezierze, Roztocze, jakaś puszcza z rowerami? Jeszcze nic sprecyzowanego.

Małymi krokami idę do celu… zawodowego. Już wiem, że diametralna zmiana zawodowa nie jest możliwa ani u mnie ani u M. To nie w naszym stylu. Idziemy małymi krokami i równolegle próbujemy przygotować się do przeorganizowania pracy na inne tory. To też, chcę wpisać w kalendarz i przede wszystkim podzielić na mniejsze zadania. Nic tak nie demotywuje mnie jak ogromny cel, którego nie da się osiągnąć na raz. Podzielony na małe punkty, powoli popycham do przodu i pojawia się satysfakcja.

Jeśli będą możliwości to kontynuujemy przeróbki mieszkania. W tym roku byłoby miło wyremontować łazienkę i toaletę. Motywuje mnie najbardziej pozostawiona na szarym końcu kuchnia, której projekt już leży w szufladzie, więc im szybciej zrobimy wszystko inne, tym szybciej kuchnia doczeka się zmian.

Mam wyrzuty sumienia z zeszłorocznego czytania. Tyle chciałam, a tak mało zrobiłam.  Analizowałam dlaczego innym czytanie tak dobrze idzie, a ja ciągle w tyle, choć je uwielbiam. I tylko 2 argumenty znalazłam: ciągle uważam czytanie za luksus i zostawiam je na szary koniec dnia, a potem zasypiam nad książką, albo za dużo czasu spędzam nieproduktywnie w Internecie. Wiem zatem nad czym powinnam pracować.

Dbać o swój spokój wewnętrzny- to najtrudniejsze zadanie, ale dające najwięcej owoców. Muszę codziennie znaleźć czas na chwileczkę wyciszenia, modlitwę, ćwiczenia. Na to, co sprawia mi radość – np. ugotowanie czegoś pysznego. Równowaga wewnętrzna daje możliwość wypełniania swoich obowiązków na 100%. Gdy jestem rozproszona, ponoszą mnie nerwy, mam słabą koncentrację, drażni mnie wszystko. Pod choinką oprócz książki znalazłam jeszcze szczególną bransoletkę, dzięki niej nowenna pompejańska jest ze mną, gdy mam wolne choćby 5 min.

Biurko, bransoletka, odpoczynek

A na koniec zostawiłam małe przyjemności, które nie wymagają ogromnego wysiłku, jednak pamięci i lekkiej organizacji. W tym roku przynajmniej w pierwszej połowie będziemy mieć mniej okazji do wycieczek jednodniowych, bo M. rozpoczął kurs, który zajmuje mu każdą sobotę. Kiedy jednak będzie się dało, chciałabym znów wyjechać choć na kilka godzin w góry. Gdy czasu będzie mniej, postanowiłam że może w końcu zasmakujemy więcej miejskiego życia i wybierzemy się na jakiś koncert / do teatru / muzeum. Już od dawna na mojej liście czeka Fabryka Schindlera  i jeszcze się nie doczekała. Może w tym roku?

 

A Wy, o czym chcielibyście przeczytać na wiewiórkowym blogu? Czy są jakieś tematy, które Was szczególnie interesują?

 

 

 

 

 

14 myśli na temat “Przełomy dla mnie nie istnieją, choć nowa data prezentuje się z gracją. Czyli nowy, 2020 rok.

  1. Dla mnie początek roku tez był trudny. Pożegnaliśmy naszą kotkę, która towarzyszyła nam i w zasadzie była członkiem rodziny przez prawie 9 lat. Zaraz później zachorowałam na prawdziwą grypę i do dziś jeszcze ciągną się za mną jej efekty…
    Nigdy nie robiłam planów na nowy rok…jakoś z planowania samo planowanie wychodzi mi najlepiej 😉 taki typ osobowości. Ale listy do zrobienia na krótki dystans czasu zawsze mi towarzyszą. Pisze je gdzie bądź, najczęściej w notatniku telefonu. Jakoś nie widzę siebie z paczką mazaków i pięknym planerem.
    Ja od czasu odkrycia naszej niepłodności nie mam problemu z tym że ogarnia mnie marazm a raczej popadam w hiper produktywność w wielu dziedzinach życia…to też nie jest dobre. Budda mówił, że równowaga to balans między skrajnościami- więc piękny balans sobie założyłaś na ten rok.
    Co do Twojego pytania o tematy na blogu- dla mnie najciekawsza jest Twoja/Wasza codzienność, emocje, wnioski z różnych sytuacji. Dzięki temu czuję, że ktoś ma tak jak ja i jest mi lepiej.

    Polubienie

    1. Soniu, współczuję gorszych chwil i choróbska. Mam nadzieję, że ogarniesz szybko skutki grypy, by nie wynurzyły się z tego jakieś powikłania.
      Moje planowanie w sumie to też bardziej listy krótkodystansowe. Zdecydowanie nie jestem typem planów na długie okresy, wtedy wszystko mnie przerasta i odstawiam w kąt. Podobno to normalne, bo tak działa ludzki mózg:) Też robię listy w telefonia, a potem „odptaszkowuję”
      I masz rację, ja również miałam okresy w naszym leczeniu, że mój marazm towarzyszył mi codziennie. Właściwie nie robiłam nic, co nie było absolutnie potrzebne do życia. Teraz widzę spory progres. Chyba poczułam te 10 lat, które uciekły mi na staraniu/ czekaniu/ marazmowaniu i dostałam trochę więcej energii 🙂
      Właśnie chyba chodzi o ten balans. By zająć czymś głowę, mieć jakiś nawet mały cel na najbliższy czas, ale bez żadnej fiksacji na tym punkcie.
      Już jeden mega cel miałam, droga do niego u nas dłuższa niż do Meksyku, a psychika wysiadła w połowie drogi 🙂
      Balans, tak, niech to będzie hasło na ten rok:)

      Polubienie

  2. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku ja w nowy Rok weszlam z tyloma obowiazkami ze juz jestem przemeczona całe szczescie ze zaplanowalam sobie tygodniowy zaległy urlop wprawdzie pewnie nigdzie nie pojedziemy bo mąz idzie do pracy ale moje wczeanw wstawanie zmieni sie na ten tydzien :). Wiele wpisow z Twojego blogu mnie rowniez dotycza jak naprzyklad Wigilia chcialabym spedzic wigilie tylko z mezem w tym roku sie nie udalo w zasadzie siostra nie pozwolila abysmy spedzali osobno to nic ze oni maja oelna rodzine a my tylko psa na dodatek maz musial isc w ten dzien do pracy. Mysle ze kazda para bezdziectna w dzisiejszych czasach jest dyskryminowana kazdy zaklada ze wszyscy maja dzieci.
    Co do pomyslu na bloga mysle ze sam sie napisze zastanawia mnie tylko czemu musicie tak dlugo czekac na dziecko adopcyjne a przeciez ta droga miala byc prostsza. Mam jeszcze jedbo pytanie czy nie chcielibyscie ponownie slrobiwac procedury in vitro

    Polubienie

    1. Urlop na początku roku to jest bardzo dobry pomysł! Wypoczywaj, wyśpij się, naładuj baterię, ale potem korzystaj z niej małymi dawkami, by długo wystarczyła:)
      To prawda, że ci co mają dzieci zazwyczaj nas w ogóle nie rozumieją. Ja dopiero w tym roku doznałam olśnienia, że to jest ich problem i ja nie muszę dopasowywać się do nich, bo oni nie rozumieją. Bo niby dlaczego?
      Ja czuję się kiepsko, bo czekam na dziecko 10x dłużej niż moja siostra, niektóre spotkania rodzinne / ze znajomymi są dla mnie przykre, ale mimo to mam się narażać na jeszcze większy spadek formy psychicznej tylko dlatego że ktoś mnie nie rozumie? Ja nie rozumiem fizyki kwantowej i to mój problem a nie fizyki.
      Dlatego wigilia w tym roku była „po naszemu” i było fajnie. Oczywiście widzieliśmy się z rodziną w święta, w styczniu mamy kilka imprez rodzinnych na których też będziemy, ale wigilia była nasza i już.

      A odnośnie długiego czekania na dziecko, to niestety nie jesteśmy jedyni. W ostatnich 2 latach drastycznie spadła ilość dzieci kierowanych do adopcji. Np. w naszej edycji kursu adopcyjnego brało udział ok 20 par, w jednym roku takich edycji było chyba 3. W samym roku 2019 doprowadzono do finału w naszym OA mniej niż 10 adopcji. W większości OA kolejki są ogromne. To głównie zasługa zmian w przepisach dotyczących wspierania rodzin biologicznych. Najczęściej jest to pozorne wspieranie czyli odraczanie rozpraw i dawanie niezliczonych szans rodzicom biologicznym, a po kilku latach okazuje się, że i tak nie zmienili swojej postawy, dziecko dalej w rodzinie zastępczej albo innej formie pieczy i albo wiek dziecka bardzo utrudnia proces adopcyjny, albo samo dziecko już nie kwalifikuje się do adopcji, itp. Smutny temat bardzo.

      Gdybyśmy zadeklarowali chęć adopcji licznego rodzeństwa pewnie wszystko byłoby dużo szybciej, ale to chyba nie na nasze siły.
      O dziecko biologiczne już się nie staramy, chyba że wydarzy się przypadkowy, nieplanowany, nadprzyrodzony cud nad cudami…

      Polubienie

      1. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku zdrowia i szczescia i oczywiscie samych pozytywnych zmian w zyciu prywatnym i zawodowym szczegolnie tej jednej slodkiej zmiany.
        My spedzilismy Sylwester w domu we dwoje ogladajac filmy, odpoczywajac i uspakajajac nasza sunie podczas fajerwerkow (niestety ona sie bardzo denerwuje ale pomogla muzyka relaksacyjna dla psow na youtubie, ktora zagluszala wystrzaly i przytulanie).
        Duzym osiagnieciem na poczatku roku jest to ze zlozylismy papiery w OA i czekamy na rozmowe z pedagogiem i psychologiem. Bylo bardzo milo, co dalo nam promyczek nadziei.
        W tym roku niczego nie planuje poza malymi krokami, ktore chcialabym osiagnac. Zalozylam sobie ze bede robila male kroki do przodu i nie biegla za wszystkim z nerwami i niecierpliwoscia. Musze dac sobie w tym roku wiecej relaksu i usmiechu dla mnie i mojego meza. Takie niewielkie postanowienia.
        Tez chetnie zaplanuje juz wakacje – potrzebujemy takich leniwych dwoch tygodni gdzies gdzie jest slonecznie 🙂
        Jeszcze dzis przeczytalam na stronie Onetu wzruszajacy artykul z krotkim filmem, ktory tez obejrzalam i stwierdzilam ze sie podziele:
        https://wiadomosci.onet.pl/kraj/uwaga-tvn-dwuletni-kajtek-potrzebuje-prawdziwej-rodziny/9248635
        Moje motto na ten rok wiecej odprezenia i usmiechu 🙂
        Usciski,
        Abi

        Polubienie

  3. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Sylwestra spędziłam w sypialni chorej dwulatki więc był naprawdę wystrzałowy – całonocna zabawa 😉 . Po Nowym Roku czekał mnie powrót do pracy po półtorarocznej przerwie – ciągle próbuję się odnaleźć – różowo nie jest.

    Ja tam lubię robić plany ale tylko te wakacyjne 😉 . Bilety na tegoroczne wakacje miałam zanim wyjechałam na zeszłoroczne – taki ze mnie plan master. U nas wymaga tego jednak praca zawodowa, szczególnie mojego męża. Oczywiście zdarza nam się również wyjazdowy spontan ale raczej w zakresie krótszych, weekendowych wypadów.

    Powodzenia w Nowym Roku – niech plany się realizują. Pisz co Ci w duszy gra – bardzo lubię czytać wszystkie Twoje teksty. A.

    Polubienie

    1. Oooo, czyli nie tylko ja miałam zasmarkanego Sylwestra 🙂 Ale Ty jeszcze miałaś spore zderzenie z zawodową rzeczywistością, jak dałaś radę? Ja po tygodniu wolnego nie pamiętam drogi do pracy i najchętniej wróciłabym do ciepłego domku, a poranne wstawanie to koszmar, więc po 1,5 roku- wow. Chyba że już pragnęłaś wyjść trochę z domu ?
      A z wakacjami to faktycznie jesteś MasterPlaner:) Ja jeszcze nie wiem gdzie i kiedy pojedziemy w tym roku, nie mówiąc o 2021:)
      Tobie też życzę wszystkiego dobrego w 2020 roku, niech praca miło Cię zaskoczy.

      Polubienie

      1. Dzięki, że pytasz. Pracuję w branży, w której podstawą są relacje z ludźmi więc jak się tych relacji przez 1,5 roku nie miało to trochę słabo. Moje doświadczenie po poprzednim urlopie jest takie, że trzeba min. pół roku żeby wszystko wróciło na dawne tory. Tak więc na razie próbuję budować wieżę z klocków, których nie mam i które muszę znaleźć 😉 . Po półtora roku już mnie do ludzi ciągnęło ale gdyby ktoś mi jeszcze popłacił za samo wychowywanie dzieci to chętnie bym skorzystała 😉 .

        PS: wakacje 2021 mam już w zarysie 😉 .

        Polubienie

    2. Po tylu latach staran okazało sie ze moją przyczyna nieplodnosci jest wodniak jajowodu albo wodniaki okaze sie to podczas zabiegu. Pozostalam juz bez zludzen wodniak = wyciecie = brak mozliwosci zajscia 2 ciaze naturalnie tyle lat stracone fakt ze nie podchodzilismy do in vitro ale jak sie okazuje z wodniakiem nie ma co podchodzic bo in vitro sie nie udaje ehh myslalam ze juz beda jakies pozytywne wiesci ale tez caly czas wierzylam ze zdarzy sie cud ze wyblagam o niego jak widac nie dalabym rady …
      Co u Ciebie kiedy kolejny post bedzie smutno gdy sie nie odzywasz?

      Polubienie

  4. A jesli chodzi o temat byc moze juz tutaj był czy dopadaja Cie czasami takie smutne dni ze masz ochote plakac gdy widzisz ze dla innych macierzynstwo jest takie proste a dla nas nie osiagalne. Dzisiaj mam taki dzien że nie mam ochyty nidzie wychodzic, że jest mi tak smutno że nie wiem czasami co zrobić z czasem że przecież moje 32 lata mialy zupelnie inaczej wygladac a wygladaja inaczej..

    Polubienie

    1. No tak w skrócie. …. to ja co jakiś czas mam takie dni 🙂 I pewnie każda z nas (bezdzietnych za karę) ma takie dni. Podejrzewam, że nigdy się ich nie pozbędziemy zupełnie, możemy tylko zmniejszać prawdopodobieństwo ich wystąpienia.
      A jeśli już wstaniesz rano i czujesz, że właśnie dziś jest ten dzień niemocy, to daj sobie prawo odpuścić ten dzień.
      Wszystkie obowiązki, które nie mają statusu „absolutnie konieczne dziś” przekładam na jutro. Jak to jest dzień powszedni to jedyne co muszę to iść do pracy. Jeśli to weekend to mam prawo do wszystkiego: nie gotować – odmrozić zapasy z zamrażarki, płakać ile mam sił, włączyć głośno muzykę i tańczyć do upadłego, leżeć i wyć w poduszkę, czytać jakąś książkę – czytadło i wciągnąć się w czyjąś historię, skoro moja własna mnie przerasta, snuć się po domu bez celu do wieczora, otworzyć wino i sączyć z mojego ulubionego kieliszka. Ty pewnie też masz wiele swoich sposobów. Po prostu wtedy daję sobie prawo do pełnego olania tego paskudnego dnia, w końcu nie mam dzieci, więc mogę.
      Gdy patrzę wstecz na moje 34 lata życia to sama nie wierzę, że to moje życie. 10 lat temu, gdy brałam ślub dziwiłam się, że jakieś pary decydują się na dziecko dopiero po 10 latach. Dziś jestem jedną z nich, tylko że to nie moja decyzja i to jest najsmutniejsze…
      Przytulam, bo wiem jak Ci źle
      L.

      Polubienie

  5. Ja od pewnego czasu przestałam celebrować nadejście Nowego Roku. Sylwestrowy wieczór spędziliśmy we dwoje pod kocem oglądając komedie (swoją drogą kończy nam się lista filmów do obejrzenia, tyle mamy na to czasu). Wcześniej przeżywałam, że kolejny rok mija a my bez dzieci. Teraz trzymała mnie myśl, ze tamten rok był tak trudny i bolesny, że ten może być tylko lepszy (jak jest tak źle, że gorzej być nie może, to może być tylko lepiej 🙂 ). Nie mam żadnych postanowień. Jedynie przegadaliśmy zarys planu B i C, na wypadek gdyby plan A nie wypalił. I nawet ten C (podróżujemy, cieszymy się sobą, potrzeby ojcowsko-macierzyńskie realizujemy spędzając czas na zabawach z dziećmi przyjaciół – czyli tej przyjemniejszej stronie, bez trudu wychowania, nieprzespanych nocy itp.) nie wydaje się aż tak tragiczny… Zamiast listy planów do zrobienia mamy od paru lat listę marzeń, gdzie wpisujemy wszystko co nam przyjdzie do głowy (od małych marzeń typu pójście na kabaret, zakup fajnych pojemników do kuchni, wyjazd w jakieś wybrane miejsce, po takie bardziej szalone jak lot w kosmos 😉 ) I jak mi jest źle, to otwieram czasem tę listę i planuję, które mogę zrealizować. Albo patrzę jak wiele udało sie już zrealizować. Dopisujemy też marzenia zrealizowane, które nie były na liście, a (bez planowania) się spełniły. Uczę się ostatnio, że to, jak się czuję, zależy ode mnie. Na co kieruję uwagę. Czy rozpamiętuję moją niepłodność, myślę jak niesprawiedliwy jest świat i dlaczego mnie to spotyka. Czy raczej pomyślę o kochającym mężu, który jest przy mnie również w tych trudnych chwilach (nie każdy ma to szczęście), o przyjaciołach, kolorze nieba i o tym jak fajnie wypić dobrą herbatę, zjeść szarlotkę i poczytać coś dla przyjemności. Życzę Ci Wiewiórko aby ten rok był dla Ciebie pełen takich dobrych chwil i spełnionych mniejszych i większych marzeń 🙂

    Polubienie

    1. Napisałaś to idealnie, pięknie.
      W sumie teraz sobie uświadamiam, że ja chyba też bardziej zapisuję marzenia, niż mocno planuję. Ale właśnie jak mam zapisane, to otwieram tą moją listę w pochmurny, smutny dzień i wybieram sobie jakąś „pocieszajkę” albo poprawiam sobie humor samym czytaniem ile już udało nam się marzeń zrealizować.

      Masz rację, że wszystko zaczyna się od myśli – i tu muszę jeszcze popracować, by częściej były one pozytywne i przepełnione wdzięcznością za to co mam.
      Tobie też życzę wielu codziennych, zwykłych cudów w tym roku.

      Polubienie

  6. Ale mi się podobają Wasze wpisy..
    To jak balsam na moja duszę…Tyle dobrych, jasnych i świetlistych myśli…Pięknie! Jak dobrze że jesteście 😚😙😗🌷👩‍🎤🙆‍♀️💟💟💎💎

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s