Chodziło mi o to bardzo….

Od dwóch tygodni „nosiło” mnie na każdą stronę. Włączyła mi się jakaś psychiczna zołza, jakiś mentalny demon zwątpienia we wszystko co z rodzicielstwem związane. Tak, oczywiście, że miałam dostać okres, ale raz na 4-5 miesięcy to jest pms-owy  Armagedon. Pozostałe miesiące przechodzą lekko, można nawet to nazwać „płynnie” i bezobjawowo.

Sama nie wiem o co mi wtedy chodziło, ale …. chodziło mi o to bardzo, bardzo.

Dotarło do mnie, że jak sami czegoś nie zrobimy w sprawie adopcji, to tylko się oszukujemy, że czekamy na ten telefon. Co raz więcej ośrodków jest do zamknięcia, nasz podobno też, choć sam oficjalnie się do tego jeszcze nie przyznał. Sądy w naszym mieście tak wolno działają, że nie ma widoków na nic. To taki moment, jak po kilku latach leczenia niepłodności- stanęliśmy pod ścianą i ciężko było podjąć jakąś decyzję co dalej. Czy wyczerpaliśmy wszystkie możliwości? Ile jeszcze chcemy próbować i dokąd dawać sobie czas na biologiczne dziecko?

Teraz miało być inaczej, adopcja miała być inną drogą do spełnienia tego samego marzenia. A tu „a ku-ku”, zaczyna docierać do mnie, że inna droga, niekoniecznie będzie mieć inne zakończenie.  Mija już blisko 4 lata od zgłoszenia się do OA, a 3 od uzyskania kwalifikacji. Mija też rok od pierwszego i ostatniego telefonu z propozycją adopcji. Telefonu z propozycją dziecka, którą okazało się że otrzymało 90% par z naszej grupy z kursu. …. Żadna para nie podjęła się tego wyzwania. Nie wiem czy mi lepiej czy gorzej z tą świadomością.

Po takim czasie opada radość podjętej decyzji o wejściu na drogę adopcyjną. Tak samo ja po 4 latach nieudanych prób zajścia w ciążę opadła mi radość i entuzjazm, że wszystko się uda.

Dociera do mnie, że najtrudniejsze dopiero przed nami…

Że albo musimy zmienić ośrodek i najprawdopodobniej przejść wszystko od nowa, a do tego przejechać minimum pół Polski, bo tylko na północy jest szansa na krótsze oczekiwanie.

Albo musimy zmienić nasze oczekiwania względem dziecka i dopuścić myśli o adopcji dziecka starszego (dużo).

Albo zaakceptować dużo więcej dolegliwości zdrowotnych dziecka, czyli otworzyć się na dużo fizycznych obciążeń.

Albo pogodzić, z życiem we dwójkę..

Albo… już nie wiem czy jest inne albo.

 

Na ten mój niecodzienny nastrój nadeszły wiadomości o wirusie, który sieje lęk na całym świecie. Po kilku dniach złe wiadomości, zastąpiły realne działania i zderzenie z rzeczywistością tak nową, że aż 2 dni do mnie nie docierało, że właśnie idę na przymusowe wolne do odwołania. I to wolne, które sama zarządziłam.

Mózg w kółko analizował co dalej?

Z pracą, kosztami w firmie, z adopcją, ze świeżutką pracą M…. wszystko na chwilę się zatrzymało, na żadne pytanie nie zgłosiła się na ochotnika żadna odpowiedź.

Następnego dnia przyszedł względny spokój, który staram się do dziś pielęgnować, ale o tym za chwilę…

 

 

15 myśli na temat “Chodziło mi o to bardzo….

  1. Jakbym czytała w sobie.
    Kilka lat temu myślałam że najtrudniejsza jest decyzja o adopcji, i że to taka droga na końcu której z pewnością czeka dziecko i że to tylko lub aż kwestia czasu. Czułam ulgę. Mogę czekać … po latach aktywnej walki, leków, zastrzyków, lekarzy i szpitali. Coraz częściej zdaje sobie sprawę z tego, że na końcu tej drogi możemy jednak zostać tylko we dwoje. W każdej terapii wierzyłam że zadziała, w adopcję też uwierzyłam. Chyba tak jest dlatego, że o adopcji nie mówi się prawdy, że jej „społeczna” wizja jest daleka od rzeczywistości i tylko ci, którzy wchodzą w tę rzeczywistość boleśnie mogą jej doświadczyć.
    Ale może właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że nie czeka już nic – przychodzi wszystko. Oby tak było.

    Polubienie

    1. „Ale może właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że nie czeka już nic – przychodzi wszystko. Oby tak było” – wierzę w to mocno, choć już sobie nic nie wyobrażam i na nic nie liczę.
      Ściskam mocno
      L.

      Polubienie

  2. Bardzo współczuję. Czekanie wykańcza. Po drodze przychodzi zwątpienie. I jeszcze te problemy z zamknięciem ośrodka, koszmar. Trzymam kciuki.

    Polubienie

    1. Wiewiórko najlepiej pogodzic się z sytuacją że moze tak byc moze bedzie nam tylko dane zyc we 2. Gdy pojawiaja sie inne mysli zaczyna sie wszystko sypać

      Polubienie

    2. Tak, zniecierpliwienie, zmęczenie tą sytuacją, zwątpienie, ale też pomysł by szybko wziąć sprawy w swoje ręce i szukać miejsca gdzie nam pomogą, przewijają się przez głowę w kółko, niczym zmieniająca się pogoda w Tatrach co pół godziny. Ale gdy wychodzi raz na czas duchowe słońce, próbuję wygrzewać się w nim na zapas i nastrajać pozytywnie na gorsze chwile.
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

  3. Lidio, nie wiem, co Ci napisać..
    Rozumiem Twój nastrój. I po prostu przytulam..
    P. S. Może nie powinnam tego pisać, by nie rozbudzać nadziei, ale w czasie, kiedy już nie miałam sił na kolejne miesiące czekania i wydawało mi się, że wszystko dookoła się wali – rodziła się moja córka..

    Polubienie

    1. Dzięki Ewuniu, czasem też tak sobie myślę – że może to co ja przechodzę teraz, to pestka w porównaniu do tego, co przechodzi teraz moje dziecko. Że muszę to jeszcze przeczekać, przecież jestem dorosła, rozumiem,a to maleństwo jest bezbronne. Przecież czekamy na „nasze dziecko” a nie po prostu na dziecko, jak mówią w OA.
      Innym razem natomiast przychodzą myśli, by rzucić to całe czekanie, by ruszyć samemu do akcji, poszukać innych OA, może znajdzie się choć 1 który nie karze powtarzać nam kursu. Albo może zmienić kryteria i przyjąć starsze dziecko, bo dzieciaków w wieku 8+ jest więcej, tylko jakoś bardzo trudno podjąć taką decyzję, od początku nastawialiśmy się na malucha.
      Czekam na jakiś znak, w którą stronę mam skręcić:)

      Polubienie

  4. Podczytuję Cię od dawna i myślę, że nadeszła pora, aby to wreszcie napisać.. czas zmienić ośrodek, naprawdę, czasem trzeba pomóc losowi i myślę, że to jest ten moment (oczywiście jak to koronowe szaleństwo się uspokoi, w tym tygodniu ośrodki zamknięte). Na nasze osiem par z kursu ukończonego na początku grudnia 2019, trzy pary już mają dzieci, w tym jedna 8 m-cznego synka, a dopiero minęły 3 m-ce… my sobie spokojnie czekamy, bo raczej na pewno (jeżeli ufać kierowniczce 😉 )w tym roku telefon do nas zadzwoni, czego i Tobie z całego serca życzę !!! Górny Śląsk zaprasza 🙂

    Polubienie

    1. Luna, Twoje informacje są naprawdę pocieszające. Są miejsca w Polsce, gdzie cała procedura idzie tak szybko? Jeśli będziesz miała ochotę podzielić się czymś więcej,napisz mi proszę maila.
      Trzymam kciuki, by do Was również szybko zadzwonili.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  5. Witaj, my skończyliśmy szkolenie prawie 2 lata temu, dokumenty skaldalismy ok 3, 5 roku temu. Czekanie jest koszmarne. Ostatnie pół roku dla mnie nie było łatwe. Mój mąż czeka cierpliwie. U mnie coraz częściej pojawiają się musli o rezygnacji. Myśleliśmy o zmianie ośrodka. Ale najprawdopodobniej będziemy musieli przechodzić wszystko od początku łącznie z kursem. Nie mamy odwagi podjąć takiej decyzji. Po rozmowie z Paniami z Ośrodka raczej niemamy co liczyć na telefon w tym roku. Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. To jest właśnie ten moment, gdy po wielu latach walki z niepłodnością, a właściwie często z wiatrakami, decydujesz się na inną drogę. Drogę która wiadomo, że będzie trudna i wymagająca, ale ma zakończyć się pełną rodziną. Po kilku kolejnych latach czekania na spełnienie rodzinnego marzenia, dowiaduję się, że niekoniecznie tak będzie, że wszystko się zmieniło i nie wiadomo czy ta droga faktycznie doprowadzi nas do celu, czy jest kolejnym sprawdzianem cierpliwości.
      Rozumiem Cię Anu bardzo…
      I chciałabym napisać, że najciemniej jest zawsze przed świtem… i że faktycznie ciemniej już nie będzie…. trzymam się tego ostatnimi siłami.

      Polubienie

  6. Wiewiórko, jak czytam, o tym, co przeżywasz, to tak bardzo chciałabym móc sprawić, żeby ten telefon do Was zadzwonił. Też czasem czuję taką bezsilność i zadaje sobie pytanie, czy to czekanie się kiedykolwiek skończy. Ostatnio znów pojawiła się taka iskierka nadziei, ale niestety kolejny raz zgasła zbyt szybko ;( A na dokładkę kryzys w 2 innych sferach życia w tym samym czasie. W takich trudnych chwilach mi bardzo pomagaja mi psalmy, bo znajduje tam wszystko, co chcę powiedzieć (a czasem wykrzyczeć) Bogu. I to jest niesamowicie trudne, ale próbuje wierzyć, że On ma na to wszystko jakiś (trochę jak na razie pokręcony moim zdaniem) plan.

    Polubienie

    1. Kiwi dokładnie tak jak piszesz. Człowiek czuje bezsilność, ale po kilku dniach biorę się w garść i próbuję układać i wdrażać jakiś plan B. Mój M. twierdzi, oczywiście że to hormony itd, ale ja z natury nie umiem siedzieć na miejscu, choć te trudne i wydłużające się w nieskończoność sytuacje podcinają skrzydła.
      Ja też sięgam po Biblię i szukam jakiś podpowiedzi, znaków. Wczoraj abp Ryś rozłożył mnie swoim kazaniem, nie wiem kto mu kabluje o mojej formie psychicznej 🙂 Teraz, gdy siedzę w domu, staram się codziennie włączyć jego poranną Mszę i posłuchać kazania. Dodaje mi spokoju jak nikt inny.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s