Co dobrego przynosi mi #zostańwdomu?

2 tygodnie minęły mi tak szybko, a głowa codziennie napełnia się nowymi pomysłami. Nie, nie marudzę, że siedzę w domu, ja się tym delektuję! Bardzo bym chciała, by epidemia została opanowana, ale też….. bym jeszcze trochę została w domu.

Ze względów medycznych, myśląc o wszystkich, którzy zachorowali i tych którzy się poświęcają, by leczyć i służyć, modlę się, by jak najszybciej życie wróciło do normy. Ale patrząc z punktu mojego, domowego zagonka, naprawdę nie mam na co narzekać. Tzn. mogłabym, bo to że moja branża zupełnie stanęła, zarobków brak, a koszty się mnożą – to nie napawa optymizmem.

Ale wciąż jest we mnie dużo więcej radości, optymizmu i nadziei, gdy patrzę w przyszłość. Skąd mi się to wzięło? Szukam odpowiedzi od tych 2 tygodni i chyba powoli łapię trop..

 

Wiele razy miałam już o tym napisać, ale jakoś się nie składało. A teraz jakby… zdarzył się powrót do przeszłości, przynajmniej w jakiejś namiastce.

„Stare, dobre czasy” wracają dziś w jakimś stopniu do każdego z nas.

Już jako nastolatka czułam się taką starą duszą, podobały mi się te „stare, dobre czasy”, o których kiedyś opowiadali dziadkowie i rodzice. Często miałam wrażenie, że za późno się urodziłam. Ale nie chodzi mi o takie typowe narzekanie, że teraz jest źle, a kiedyś to- to dopiero było… o nie! Bo to, co było złe w „tamtych czasach”, złe dalej zostaje i nie ma co koloryzować.

Raczej,  że w tych obecnych czasach dobrobytu, zatraciliśmy te elementy, które kiedyś były dobre i wartościowe.

To fakt, było mniej zamożnych rodzin, ale chyba więcej czasu te rodziny spędzały ze sobą. Mniej osób wakacjowało się za granicą, albo w ogóle gdziekolwiek wyjeżdżało, ale ze zwyczajnej wycieczki rowerowej, albo na grzyby była ogromna rodzinna radość.

W domach pachniało szarlotką i wolno gotowanym rosołem w niedzielę, a nie pierogami z biedronki. Właściwie wycieczka w wakacje do lasu na jagody z mamą oznaczała dla mnie, że jutro razem lepimy pierogi i pieczemy ciasto. To wynikało samo przez się, czekaliśmy na to i nie było możliwości się nudzić.

Mama i babcia umiały szyć, cerować, robić na drutach i szydełku. Tato sam robił ławę, karmnik dla ptaków, lampion na roraty (z żarówką w środku!). Takie małe, drobne rzeczy, które się tworzyło, naprawiało, a nie kupowało, wyrzucało i kupowało nowe.

Tak, był na to czas. Ludzie nie pracowali tak długo jak teraz, albo nie dojeżdżali do tej pracy tak daleko jak teraz, ale mieli mniej pieniędzy. Czas też jest wartością, tylko wyrażaną w innych jednostkach niż złotówki. Te dodatkowe czynności domowe nie tylko odkrywały talenty u młodszych, dawały poczucie jakiejś zaradności już od małego, były naturalną formą spędzania czasu z rodziną, ale też wyciszały umysł i nerwy. Może w czasach Youtube’a i  Netflixa to głupio zabrzmi, ale kolejny serial czy film oderwie nas od problemów tylko na chwilę i choćby nie wiem co, nie dorówna mozolnemu przerzucaniu oczek włóczki na drutach. Tu zgodzę się z średniowieczną teorią, że najprostsze prace najbardziej wyciszają.

Kiedyś w domowych łazienkach było 70% mniej kosmetyków, a mamy były jakby piękniejsze niż teraz. Były 2-3 środki czystości, a domy błyszczały. Babcia znała mikstury na usuwanie plam po winie, jagodach i smarze – wiedziała do czego służy ocet, soda, brom, choć chemii nie skończyła.  Nawiązując do znanego dowcipu „w całym Carrefourze tylko ocet?” – wtedy ludzie wiedzieli jak wiele zastosowań ma ten „tylko ocet” J

Kiedyś zabawy dzieci miały inne imiona: piłka, skakanka, klasy, guma (moja była od majtek oczywiście) w chowanego, berka. Teraz to zabawy przed monitorem, albo w kulkolandii.

Nie chodzi mi o to, by zanegować wszystko co dzisiejsze. Ale by umieć dostrzegać piękno w tym co proste i nie wyciągać rąk w kółko po nowsze, lepsze i większe. Często w prostocie i umiarze jest największy sens.

Bo jak to możliwe, że dopiero jakiś mikroskopijny wirus przypomniał o tym, że da się przeżyć bez spacerowania po galerii handlowej i wizyty u kosmetyczki co 3 tygodnie? Że jest coś takiego jak  planszówki i puzzle. Że można wspólnie w domu poczytać i poukładać lego. Że moja ulubiona zabawa z dzieciństwa jest dalej na czasie… czyli koc na stole, poduszki i zabawki pod stołem i … nie przeszkadzaj nam mamo, bo bawimy się w dom!

Bardzo tęskniłam to takich „tamtych czasów”. Teraz, jako dorosła, trochę inny aspekt „tamtych czasów” wykorzystuję. Nie zarzuciłam koca na stół J, choć kto wiem, może to jeszcze przede mną, autokwarantanna trwa.

Doceniam #zostań w domu, oj bardzo..

wieczorny kącik relaksu

Doceniam, że jestem w domu.

Dni upływają mi bardzo szybko, nie nudzę się, nie tęsknię za pracą ani trochę, w końcu mam czas by trochę pomieszkać (choć moje koleżanki wszystkie nie mogą się już doczekać powrotu- to kolejny znak dla mnie, że potrzebuję zmiany zawodowej). Moje „pomysły chwili” na kolejne domowe zajęcia  lądują w poczekalni, w której co raz bardziej tłoczno.

Nie ukrywam, że wychodzę tylko po potrzebne zakupy i podrzucam je czasem też mamie i siostrze. Raz na czas dowożę mamie porcję półproduktów, bo rozpędziła się z szyciem maseczek dla szpitali, zgodnie z akcją #zaszyjsięwdomu. Na ten tydzień bawełny, gumek, drucików powinno jej wystarczyć, więc mam wolne J

Doceniam też oczywiście luksusy obecnych czasów.

Codziennie staram się popracować kilka godzin z kursem on-line i doszkalam umiejętności budowania stron. Gdy jedną stronę skończę, pojawia się znajomy znajomego i „on teeeż by chciaaał”. No to mam okazję do nauki na żywym organizmie i tak maluję te Internety. Tak, tu doceniam obecne czasy, gdyby nie było Internetu i nie miałabym takiej formy nauki i pracy, pewnie jak mama i babcia, robiłabym kolejny sweter na drutach, albo szyła kolejne ciuszki.

Ułożyłam stosik książek do przeczytania, a na dziś mam przeczytaną tylko jedną. To jest dowód na to, że zawsze książkę traktuję jako „rarytas” i zostawiam ją na koniec dnia, niesłusznie. Muszę zmienić podejście, bo do świąt tylko 2 tygodnie i powinnam trochę poprawić ten wynik czytelniczy.

ksiązki adopcyjne

 

Bo mam czas i wybór.

Mam teraz więcej czasu, który poświęcam dla ciała i ducha. Robię dłuższe poranne stretchingi, albo wieczorne ćwiczenia na kręgosłup. Pedałuję na rowerku stacjonarnym słuchając najczęściej szustakowych rekolekcji albo odmawiając pompejankę. Zdarza mi się też rano włączyć powtórkę transmisji Mszy św. bpa Rysia. I tak sobie myślę, że to są Dobre Rekolekcje pod hasłem #zostańwdomu. Choć nie ukrywam, tęsknię za niedzielnym wyjściem do kościoła, bardzo.

Pamiętam, gdy mój chory dziadziuś przez wiele lat słuchał w niedzielę o 9 Mszy św. w radiu, nie miał wyboru, gdzie posłucha Mszy, bo transmisja była jedna.  Doceniam w jak wielu miejscach dzięki Internetowi mogę dziś „być”. Teraz mogę sobie wybrać, czy „idę” na Mszę św. z Rysiem /Szustakiem / na Jasną Górę czy gdzie mi się podoba. Nie myślę o niebieskich migdałach na kazaniu, bo na „rysiowym kazaniu” zazwyczaj mam ciarki i wszechogarniający spokój. Za to też uwielbiam obecne czasyJ

Znów powoli odstawiam słodycze.

Staram się ogarniać naszą domową restaurację z głową i mieć zawsze jakąś rezerwę w zamrażarce. Teraz mam czas, by ugotować 2 obiady, część zamrozić i mieć nie tyle na zapas, co na „nie chce mi się dziś gotować”. Teraz mogę robić codziennie jak moja babcia 2 daniowy obiad, bo „zupa musi być”. Teraz doceniam szczególnie moje letnie przetwory. Słoiki z przygotowanymi pomidorami, albo przecierem „same” ugotowały obiad już nie raz. Tylko szybki skok do piwnicy, a potem leczo, spaghetti , klopsy, pomidorówka, sos, ryba po grecku pichcą się w mig. Przypomniało mi się, że jest coś takiego jak kisiel lub budyń z owocami (ze słoika lub mrożonymi), albo pieczone jabłka z orzechami, miodem i cynamonem – desery dzieciństwa.

przecier pomidorowy

obiady dwa

Misja – ogarnąć w najbliższym czasie.

Zioła  mają moc – w obecnej sytuacji okazało się, że … niezwykłą.

Raz w tygodniu robię zakupy na małym osiedlowym placu w innej części miasta. Tam kupuję jajka, owoce i brudne warzywa, które sprzedają prosto z samochodu rolnicy. Odkryłam  tam niedawno uroczy sklep zielarski. Taki, w którym panie sprzedające naprawdę znają się na rzeczy, ale zarabiają na nich z umiarem i z chęcią podpowiadają różne przepisy. Od jakiegoś czasu jestem zafascynowana ziołami i bardzo chciałabym posiąść choć troszkę tej tajemnej wiedzy, jak za pomocą natury można poprawiać odporność i często też leczyć różne dolegliwości. To jest mój punkt do zrealizowania na najbliższy czas – #zaprzyjaźnić się z ziołami. Gdyby nie ten trudny czas korona wirusa, nie miałabym pojęcia jak dziewanna i lukrecja działają cudownie w wirusowych sytuacjach. Wiedzieliście?

No właśnie. Moja babcia (Wasza pewnie też) nie miała domowej apteczki na pół szafki, ale w szopie na haczykach suszyły się: czosnek, pokrzywa, mięta i inne zioła, których nazw dziś nie podam, bo wtedy mnie to nie interesowało. Wtedy to były babcine sposoby, które brzmiały staroświecko, dziś okazuje się, że to mądrość na wagę złota. Dziś sama zaczęłam parzyć zioła codziennie. Jeszcze korzystam z gotowych mieszanek, dopóki nie naumiem się czegoś w zielarskim temacie.

Sprzątanie – oczyszcza przestrzeń, ale też umysł.

Postanowiłam już dawno, ale wcieliłam w życie minimalnie, że spróbuję zacząć sprzątać mieszkanie bardziej naturalnie. Zaczęła mnie trochę denerwować ta chemia – każda butelka do czego innego, a jeszcze bardziej ilość …. chemii w tej chemii. Czytałam wiele inspiracji o własnoręcznym przygotowywaniu płynu do płukania tkanin, pasty do sprzątania, płynu do czyszczenia, itp. Na razie poprzestałam tylko na wodzie z octem i jakimś olejkiem eterycznym, który w zwyczajnym „psikaczu” używałam do blatów, szafek w kuchni, sprzątania łazienki itp. Zaczynam się do niego przekonywać i chyba pójdę dalej tym tropem. Zakochałam się na pewno w olejkach eterycznych, które okazuje się że mają bardzo szerokie zastosowanie.

Lawendowy dodaję do kąpieli.

Z drzewa herbacianego (bakteriobójczy) dodaję do „psikacza” do sprzątania łazienki i WC.

Tymiankowy, eukaliptusowy super sprawdzają się na drogi oddechowe – wlewam kilka kropelek do kominka. Tzn. bardzo prowizorycznego kominka, bo dowiedziałam się o zastosowaniu tych olejków chwilę temu. Już było za późno na szukanie kominka do aromaterapii. Wyciągnęłam z kuchni gliniany kubek na podstawce ze świeczką i tam wlałam trochę wody i kilka kropel olejku. Działa super.

W tym tygodniu mam plan doszkolić się w naturalnych sposobach sprzątania, pewnie zakupię kilka podstawowych środków (poza octem, którego mam prawie zgrzewkę:) oraz poeksperymentuję z nowymi zapachami olejków. Teraz jest na to idealna okazja, skoro i tak zostaję w domu, to mogę pierwszy raz zrobić prawdziwe porządki przed świętami.

 

A Wam jak upływa ten czas izolacji?

Jeśli musicie pracować, to obiecuję pamiętać o Was w modlitwie, by zdrówko dopisywało Wam aż do końca tej epidemii  i o wiele dłużej i byście nie tracili sił, których i tak już pewnie brakuje. Przytulam mocno.

A jeśli jesteście przymusowo lub dobrowolnie w domu, to jak Wam mija czas? Ekspresowo jak mnie, czy snuje się niemiłosiernie?

Macie jakieś swoje zwyczaje domowe, którymi możecie zainspirować? Na co przeznaczacie te dodatkowe godziny, których zawsze brakowało? Podzielcie się swoimi pomysłami proszę.

15 myśli na temat “Co dobrego przynosi mi #zostańwdomu?

  1. Ten czas możemy dobrze wykorzystać. Jest lęk ale jest też wdzięczność za ten wspólny, rodzinnny czas. Siedze z synkiem na wychowawczym także dla mnie nie ma wielkiej zmiany. Przede wszystkim mam w domu męża bo pracuje zdalnie. Doceniam te wspólne chwile, posiłki, poranną kawę, więcej zabaw z synkiem w trójkę. Spełniam się kulinarnie, nauczyłam się piec chleb, bułki, różne słodkości, planować posiłki, żeby nic się nie zmarnowało. Wczoraj po tygodniu wyszłam na spacer. Słońce, przyroda nigdy tak nie cieszyły. Nie planuje przyszłości, nie myśle co będzie za jakiś czas bo nikt nie wie jak to wszystko się potoczy. Cieszę się chwilą, czasem z rodziną. Tęsknię za rodzicami. Brakuje mi wspólnych obiadów, weekendów…Wszystkiego dobrego dla Was😊

    Polubienie

    1. Jak bardzo teraz docenia się to co było na porządku dziennym, prawda? Zwykły spacer stał się niezwykły, a tęsknota co raz większa nawet za spotkaniami rodzinnymi- mnie też się udzieliła.
      Masz rację, teraz jakoś mnie też łatwiej upiec chleb, szarlotkę, tartę i przede wszystkim to, o czym zawsze marzyłam – lepiej gospodarować jedzeniem, by nic się nie zmarnowało. Teraz już wiem, że nie tylko chodziło o moją nieudolność, ale gdy jest się w domu, jakoś łatwiej racjonalnie zaplanować posiłki, bo mam na to czas i nie podjadam nic na mieście:)
      Trzymajcie się zdrowo!
      Uściski
      L.

      Polubienie

  2. #Zostań w domu u nas:
    – dwoje pracujących pełną parą rodziców + dwoje dzieci w tym jedno w wieku szkolnym więc do ogarnięcia jeszcze szkoła, co prawda tylko zerówka ale jednak lekcje on-line i zadania do wykonania w domu są – ale przynajmniej dziecko sensownie zajęte przez jakiś czas. Na szczęście do malucha jest niania więc może ogarnąć też starszaka i jeszcze obiad ugotuje więc z tym nie jest tak źle;
    – msza w internecie – moje dzieci ledwo w kościele są w stanie się skupić, w domu gdzie bodźców jest zdecydowanie więcej jest jeszcze gorzej. Młodsze wytrzymuje do Ewangelii, starsze nie jest w stanie zdzierżyć kazania. Jakoś nie możemy trafić na sensowną mszę dla dzieci, nawet jeśli coś jest oznaczone jako msza dla dzieci to kazanie dla dzieci wcale nie jest. Do tego nasi szanowni duszpasterze przez internet płynął jeszcze bardziej niż w kościele i kazania są mega długie – najbardziej rozwalił mnie wczoraj nasz miejscowy biskup, który w środku kazania stwierdził, że chyba jest trochę przydługie ale w sumie to nie mamy nic lepszego do roboty więc jeszcze sobie pogada – gadał prawie 20 minut… Gdybym jeszcze wiedziała o czym (o czym to w sumie wiem ale jaki był głębszy sens nie pojęłam). Moja córka już wtedy siedziała w pudle z zabawkami i robiła obiad w przyniesionych z kuchni garach, syn uskuteczniał różne dziwne pozy na kanapie…
    – książki – tak – mam taki stosik do przeczytania. Ok 15 marca wzięłam pierwszą – przeczytałam ok. 80 stron z prawie 500. W takim tempie to ta kwarantanna powinna potrwać ze 3 miesiące żebym chociaż tę jedną skończyła 😉 .
    – Starszak tęskni za kolegami, treningami sportowymi, zwykłą zabawą na szkolnym placu zabaw… Hasanie po ogrodzie tego nie zastąpi bo jednak do tanga czasem trzeba co najmniej dwojga a siostra/pies nie zawsze dają radę.
    – Żeby nie było plusy też są – więcej wspólnego czasu rano i wieczorem. Staramy się to doceniać.
    Żeby nie było – nie narzekam. Wiem, że inni mają jeszcze gorzej ale nie jest to dla nas super komfortowa sytuacja.
    Trzymajcie się ciepło i zdrowo.

    Polubienie

    1. No tak, z dwójką dzieci #zostańwdomu wchodzi na poziom akrobacji, wierzę Ci, szczególnie po 2 tygodniach i gdy końca nie widać 🙂
      Msza w internecie, kurczę nie wiem czy to pisać, czy nie…. ale nie podawajcie dalej, plisss. Gdy wiem, że mszę odprawia mój ulubiony kapłan, ale … wiem też że to trwa, bo robi zawsze długie przerwy między zdaniami, długie wdechy, czy co tam jeszcze…. to na ratunek przychodzi mi Youtube i jego funkcja przyspieszania prędkości nagrania. Nie będę udawać, kilka razy „byłam” na mszy z prędkością 1.5 i dopiero wtedy mogłam się skupić, bo było „samo gęste”. Gdy jestem w kościele na żywo na mszy, to jakoś mi nie przeszkadza to rozciąganie, a przed komputerem idzie gorzej, to prawda, więc co się dziwić dzieciom.
      Z książkami mam to samo uczucie, boję się że cały rok na kwarantannie i tak nie poprawiłby wiele moich wyników czytania.
      Dużo zdrówka Wam, tego fizycznego i psychicznego chyba jeszcze więcej:)
      Uściski
      L.

      Polubienie

  3. Jakiś czas temu przeczytałam cytat, który wg mnie w pkt mówi o nas, współczesnych. Nie przytoczę go dosłownie, nie pamiętam też autora ale oddam sens: „jesteśmy tak zmęczeni pracą, którą wykonujemy, że radości szukamy w nic nie robieniu”…Ile razy moim jedynym marzeniem jest nic nie robić! Większość osób, które od jakiegoś czasu zaczęły pracować z domu, przyjęły to z radością. My jako ludzie jesteśmy strasznie przemęczeni, jak nie pracą to tysiącami bodźców, alertów. Gdy się odcinamy wszystko zaczyna smakować inaczej, wracają naturalne pragnienia i siły. Ja tak jak ty tęsknię za starymi czasami, za tym żebyśmy zwolnili, żebyśmy przestali być zawsze mobilni.
    Odnośnie tego co napisała A, ja przyznam się że nie cierpię mszy dla dzieci. Nie dlatego, że ich nie mam tylko dlatego, że kazanie jest tragiczne a w Kościele panuje chaos. Uważam, że w kościołach w czasie mszy powinny być zorganizowane zajęcia dla dzieci, żeby mogły się pobawić, nawet niekoniecznie czegoś uczyć, a jeśli tak to krótko, tyle ile są w stanie się skupić;) Ja chodziłam do kościoła od zawsze, ale moje pierwsze wspomnienia, świadome przeżycia i próby zrozumienia to wyłączenie rekolekcje jakoś od 10-11 roku życia.

    Polubienie

    1. Soniu, masz całkowitą rację z tym nic nie robieniem. Dopiero teraz zauważam jak cudownie się czuję (fizycznie) będąc w domu. Nie mam problemów ze spadkiem cukru i trzęsącymi się rękami, objawów Hashimoto, mimo że przestałam kilka tygodni temu zażywać leki. Stwierdziłam (mało mądrze pewnie) że powoli mi się kończą, więc zachowam na gorsze czasy ostatni kartonik, tym bardziej, że teoretycznie w porze wiosennej i letniej tarczyca powinna dawać mniej objawów. Dopiero w tym roku tak jest faktycznie, czuję się świetnie.
      Ale chyba nie chodzi o to, że nie chodzę do pracy jako takiej,bo w domu robię mnóstwo rzeczy i w sumie czasu na relaks mam jeszcze mniej niż kiedyś. W swoim komentarzu podpowiedziałaś mi chyba jasną przyczynę mojego ciągłego zmęczenia kiedyś – kolosalny nadmiar bodźców… To było coś, co doprowadzało mnie psychicznie i fizycznie do ruiny. Konieczność gotowości na każdy alert, zachciankę klienta, zrobione tu i natychmiast, bo takie wytyczne miałam od „nad- kontrahenta”.

      A odnośnie Mszy dla dzieciaków to uważam, że jak się trafi na dobrego „dziecięcego księdza” to często te kazania potrafią być o wiele lepsze niż dla dorosłych. Poznałam kiedyś (mieszkając w Częstochowie) proboszcza, który absolutnie genialnie mówił do dzieci. Kłopot pojawiał się, gdy miał powiedzieć coś do dorosłych. Wychodziło tylko jedno: „musicie, powinniście, jak wam nie wstyd itd”. Nie mogłam uwierzyć, że tak bardzo nie radzi sobie z dorosłymi wiernymi. Pewnie każdy kapłan ma swoją specjalizację, w której czuje się dobrze i uważam że powinni ją nawet oficjalnie przedstawiać, wtedy wiedzielibyśmy którego kapłana wybierać dla siebie / rodziny/ dzieci.

      Polubienie

  4. Wiewiórko – nie poddajemy się – jako dorośli staramy się skupić pilnując jednocześnie aby małe nie wbiło sobie widelca w oko a starsze nie siedziało w pozycji jak z podręcznika do jogi dla zaawansowanych ;-). Taki rodzicielski multitasking. Uczestniczymy „na żywo” więc opcja z przyspieszeniem odtwarzania chyba nie zadziała ale dzięki za wskazówkę.
    Dziecko w kościele to temat rzeka – osobiście uważam (i uważałam tak zawsze nawet jak ich nie miałam), że dzieciarnia nie jest bardziej rozpraszająca niż zawodzące babcie, płaszcz wydzielający intensywny zapach naftaliny czy woń czosnku wydobywający się z ust osoby, która akurat przysiadła obok. Msza dla dzieci ma taki sam schemat jak dla dorosłych – chaosu tam moim zdaniem nie ma – może być tylko trochę weselej szczególnie jeśli kazanie lub modlitwa wiernych zakładają aktywny udział najmłodszych. Z niejednego kazania dla dzieci wyniosłam więcej niż z kazania dla dorosłych a te dla dzieci, przynajmniej w mojej parafii, mają jedną zaletę – nie ćwiczą mnie w cnocie cierpliwości.

    Polubienie

    1. Na szczęście udało mi się uniknąć czosnku i naftaliny…zawodzenie się zdarza. Mi na mszach dla dzieci zdarza się najczęściej uroczy maluch, który 1000 razy spada ze stołka a rodzice patrzą na siebie ze zrozumiałą niemocą, a czasem z tej niemocy…no wiadomo. Czasem któryś pociągnie mnie za włosy bo długie mam i takie ładne, że oczka się małemu palą i ja już wtedy jestem tak rozproszona, zauroczona i często bawię się z sąsiadem z ławki na to kto zrobi głupszą minę, ze już naprawdę muszę się zreflektować, że w kościele jestem 😉
      A kazania, no cóż…tu raczej szukam czegoś więcej niż to co oferują kilkulatkom. Już dawno mamy zaklepane, że jak się u nas mały pojawi to mąż z nim będzie chodził.

      Polubienie

      1. Dla mnie w sumie bez większej różnicy siedzenie w domu, a to dlatego, że zanim to wszystko się zaczęło, to i tak siedziałam w domu-nie chodziłam do pracy, ale w sumie były wyjścia na spacery, na rower, na saunę, na basen, przychodziła do nas moja chrześniaczka z rodzicami albo była u nas cały tydzień, bo moja mama się nią opiekowała, a przy okazji ciocia z wujkiem się z nią trochę powygłupiali-teraz została tylko wideorozmowa, ale wiadomo, że nie jest to to samo; brakuje spokojnych zakupów, takich bez myślenia co jeszcze mam zrobić w celu mojego i innych bezpieczeństwa (kiedyś na wiele aspektów nie zwracało się uwagi).
        Na pewno jest inaczej i nie da się tego ukryć (różne zakazy, nakazy, nowe obwieszczenia-ale dobrze, że tak jest, tylko żeby ludzie bardziej do tego się stosowali, a nie jak niektórzy co mówią, że nikt nie będzie im mówił co mają robić), nie chcemy by w Polsce były drugie Włochy…
        Przez ten czas mam wiele rzeczy do robienia w domu:wymylam okna, bo po zimie, jak zaświeciło słońce, to były tak brudne, że prawie nic nie było przez nie widać hehehe, zrobiłam porządki w kuchni i łazience i muszę się jeszcze zabrać za porządek w moim telefonie-głównie ze zgraniem zdjęć na komputer, bo powoli brakuje mi miejsca, a nigdy nie ma czasu żeby się tym zająć; próbuje „opanować” Excel-pisze sobie taki skoroszyt żeby móc w każdej chwili wrócić do danych zagadnień, to samo sobie robię z najczęściej zadawanymi pytaniami i moimi odpowiedziami na rozmowie kwalifikacyjnej; rozwiązuje sudoku, eksperymentuje w kuchni, kisze buraki, robię różne mikstury odpornościowe, próbuje szlifować swój angielski, gramy z moimi rodzicami w bardzo fajna grę planszową, którą bardzo polecam-„wsiąść do pociągu” my akurat mamy Europę – polecam także grę „Fasolki”, „Sabotażysta”, „6 bierze”, „Pszczółki”; codziennie ćwiczę sobie na orbitreku (oczywiście oprócz dni, w które mam @); koloruje malowanki dla dorosłych, słucham relaksacyjnej muzyki- najbardziej relaksującą i redukującą stres- Markoni Union „Weightless”; zabieram się od kilku dni, a może nawet już od kilku tygodni za założenie kolejnego bloga-o zdrowym odżywianiu; oprócz tego wszystkiego oczywiście Nowenna Pompejanska; w marcu był miesiąc że św. Józefem; w każdy wtorek i piątek rekolekcje on line z ojcem Krzysztofem od Bożego Miłosierdzia, również z ojcem Krzysztofem codziennie o godz. 20.30 różaniec o ustanie pandemii; również codziennie modlitwy za wstawiennictwem świętych o dar poczęcia własnego dziecka; oprócz tych wyżej wymienionych są oczywiście wszystkie te codzienne czynności, jak m. In. Sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie itp.
        Od 5 do 7.04 mają być internetowe rekolekcje dla małżeństw starających się o potomstwo, także chce w nich wziąć udział…
        Bardzo często brakuje czasu, aby ogarnąć w ciągu dnia to wszystko, ale przynajmniej człowiek się nie nudzi i nie rozmyśla za bardzo….
        Co do olejków eterycznych, my z mężem „serwujemy” sobie zapach z kryształków mentolu (który kiedyś nosiliśmy do sauny) – dodajemy kilka do „komina”, nalewamy wody i podpalamy, przepiękny zapach unosi się po całym domu i bardzo dobrze się przy tym oddycha….

        Polubienie

        1. Agatko, to widzę że Ty masz podobnie jak ja – cierpisz na niedoczas 🙂 Ja sobie też wymyślam sama sporo zajęć, choć często mam wrażenie że nawet ich nie muszę wymyślać, one same wychodzą mi na przeciw 🙂
          Może też się tak zorganizuję i zajrzę na te rekolekcje, dzięki za polecenie 🙂

          Polubienie

    2. Droga A.
      tak jeszcze odnośnie dzieci i kościelnych rozpraszaczy to muszę się zgodzić, że to zdecydowanie dorośli działają mi mocniej na puder, no niestety. Zawodzące babcie, albo te co to muszą siedzieć zawsze na skraju ławki choć przychodzą pierwsze, wychodzą ostatnie, co chwilę wstają z miną obrażonej musząc kogoś wpuścić do środka, nie kumam tego. A dzieciaki – cóż tu znów nie napiszę nic nowego – bardziej denerwuje mnie zachowanie rodziców dzieci, a nie samych dzieci. To tylko kwestia na ile ci rodzice pozwalają.
      Pamiętam Mszę św na wakacjach, kościół ogromny, środek między dwoma głównymi nawami szerszy niż mój cały parafialny kościół i tym właśnie środkiem …. raczkuje malutkie dziecko. Rodzice siedzą gdzieś na końcu kościoła, a ten chłopiec w tę i z powrotem na kolanach albo czołgając się przemierza świątynię. Dociera do stopni ołtarza, wdrapuje się na nie i wraca do rodziców. Cały kościół ochoczo obserwuje malca, pod nosem szepcze i dowcipkuje. Przecież to małe dziecko, nudzi mu się, jest ciekawe, dawno nie miał tylu metrów do „wycierania” podłogi…. Na kazaniu ksiądz już nie wytrzymał, przerwał i powiedział, że albo się modlimy, albo oglądamy pokaz, że rozumie że dziecko jest dzieckiem, ale gdzie są rodzice…
      Ja byłam mu wdzięczna.

      Polubienie

  5. Lidio, właśnie wyprodukowałam odpowiedź dla Ciebie na swoim blogu, więc może, żeby się nie powtarzać, to podsumuję: zgadzam się z Tobą w 100% 🙂
    Doceniam to, że mam kawałek ogródka, dzieciaki od rana do wieczora biegają i jak cudownie usłyszeć: mama, możemy jeszcze pobyć na dworze? A nie np. mama, puścisz nam bajkę? 😉
    Mogę być w domu, w miarę bezpieczna, moi rodzice mąż, dzieci też. Nie jestem lekarzem, kasjerką w sklepie, kurierem. Doceniam, naprawdę doceniam i próbuję zamrozić się tak jak wtedy, kiedy nie mogłam mieć dziecka. A kiedy już mnie odmrożą, mam nadzieję, że świat nie będzie wyglądał jak w Seksmisji 😉
    A tak na poważnie to może jeszcze o kościele. Moje dziewczynki zawsze były zabierane na msze, chyba, że pogoda zimą była do bani. Latem i w inne ciepłe dni braliśmy kocyk i staliśmy na dworze, nie w swojej parafii tylko tam, gdzie nam było wygodnie. Na początku bardziej były zainteresowane robakami w trawie, ale powoli uczyły się stać coraz spokojniej, a że ksiądz rozdaje lizaki to mają motywację 😉 Kolejną motywacją jest to, że spotykają też inne koleżanki z przedszkola. Teraz, gdy oglądamy mszę w TV siedzą z nami, w ciszy na kanapie, czasem nawet pytają o jakieś rzeczy, a czasem przynoszą malowankę i cichutko kolorują. Da się. Trzeba cierpliwości i wytrwałości. A moje dziewczynki co jak co, ale sama wiesz, że do spokojnych nie należą 😉
    Trzymajcie się cieplutko :*

    Polubienie

    1. Dokładnie, wszystkim trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale musimy doceniać to co mamy. W sumie wiem, że zawsze można znaleźć przykład kogoś kto ma gorzej i tym się pocieszać, choć nie o to mi przecież też chodzi. Ale może ta cała „korona-epidemia” wszystkim nam pokarze jak mamy dobrze, albo jak jeszcze chwilę temu mieliśmy, tylko nikt tego nie zauważał:)

      Polubienie

  6. Witaj,

    ja wychodzę z założenia, że dobrymi przepisami jak i dobrymi patentami trzeba się dzielić i puszczać je w świat. Dlatego „sprzedam” Ci te moje uzupełnione o patenty koleżanki, która zajmowała się sprzątaniem zawodowo. Niestety audycja zawiera lokowanie produktów;)

    Ocet, kwasek cytrynowy i soda- mam w koszyku na Allegro dwa ostatnie dodane w 5 kg wiadrach, ale jeszcze nie kupiłam. Chciałabym przede wszystkim tego używać. Znalazłam kiedyś boraks, ale jeszcze nie wiem o co w nim do końca chodzi. Zastanawiają mnie też płatki mydlane, ciekawe jakie są po nich ubrania. Póki co używam zwykłych środków do prania, ale dozuję ostrożnie. Daleko mi do prania w orzechach;)

    Moje patenty:

    1. buteleczka z atomizerem+ wódka+olejek eteryczny (u mnie różany)- spray do odświeżenia stóp, a i pachę od biedy przetrę
    2. ocet+kwasek+soda- czyszczenie pralki, zmywarki
    3. kwasek+soda- jak braknie proszku do mycia naczyń w zmywarce
    4. ocet+olejek eteryczny+trochę wódki ( nie wiem czy jest konieczna)+ atomizer po płynie do szyb- mikstura do mycia szyby w kabinie prysznicowej, krany, umywalki, wanna, brodzik, wc w środku i z zewnątrz. Próbowałam sam ocet olejek, ale jak wlazłam do kabiny i zaczęłam psikać, to myślałam, że się uduszę od octu, więc trzeba rozcieńczyć.
    5.podgrzany ocet- nic tak jak on nie usuwa nalotu z kamienia w wc
    6.Lustra, okna, szybki w drzwiach, ścieranie kurzy- samą ciepłą czystą wodą przy pomocy ściereczek z Tupperware ( widziałam u Ciebie jakieś naczynie z tej firmy). Zero smug, a ja mam tendencję do mycia okien w pełnym słońcu w okularach przeciwsłonecznych xD
    7.Płytki ścienne- najpierw normalnie płynem z wodą, a żeby błyszczały to mop nasączony octem i jadę nim płytki od góry do dołu.

    Patenty koleżanki:
    płyn Ludwik- do mycia garów, podłóg, itp.
    zmywarka- do niej używa samej soli (?!!). Patent na mycie? Program typu intensywne mycie, najwyższa temp. Typu 70 stopni i ZERO detergentów. Koleżanki jej są zachwycone, że nie ma osadu na szklankach, a one mają. Nie wiem tylko czy używa nabłyszczacza i jaką ma wodę w domu. Do wc używa jednak płynu typu WC kaczka. O resztę jej nie zapytałam.

    Chciałabym też zacząć używać lepszych kosmetyków, bez dodatku (??!!!) np. mikroplastiku. Zaczęłam od.. szamponu w kostce, który jest opakowany w tekturkę.

    Te Twoje zakrętki do słoików są obłędne!! Właśnie mi się przypomniało, że mam leczo w słoiku z tamtego roku. Już wiem co dziś na obiad:)

    Polubienie

  7. Ja też lubię się dzielić jak coś nowego wyszperam. Dzięki wielkie za podpowiedzi, póki co musze chyba zacząć od tych zakupów na allegro, bo przy każdym wyjściu do sklepu taszczę po 2-3 butelki octu 🙂
    Sprzątanie octem i olejkami bardzo mi się spodobało. Podłogę (drewnianą, olejowaną) zaczęłam myć woda z rozpuszczonym szarym mydłem, olejkiem cytrynowym, miętowym i kroplą oliwy – wyszło super.
    No i ratowanie przypalonych garnków – zasypałam sodą, zostawiłam, a potem wlałam ocet – wtedy robi się piana, spalenizna „się podnosi” i można myć normalnie, bez kilofa i łopaty 🙂

    Ja też jak zobaczyłam te łowickie zakrętki na targu to się zakochałam, uwielbiam takie domowe drobiazgi. Póki nie mam wyremontowanej kuchni to muszę się cieszyć takimi umilaczami krajobrazu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s