Każda izolacja jest ciężka, ta z okazji pandemii okazała się dla mnie pestką.

To wpis raczej dla tych niedzieciatych, choć podejrzewam, że niektórzy dzieciaci, szczególnie długo o to walczący też będą wiedzieć o co chodzi.

Zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości, jak małej to nie wiem, bo w moim, znajomym otoczeniu to mniejszość jednostkowa, więc nie mam żadnego punktu odniesienia. Być może właśnie ten brak odniesienia popycha mnie, by to napisać.

Już jakiś czas zastanawiam się nad reakcjami innych i moją na panującą ostatnio izolację, ograniczone kontakty z ludźmi, akcję #zostań w domu itd. Oczywiście pomijam dziś kwestie zdrowia fizycznego. To jest najważniejsze, nie życzę nigdy nikomu choroby, żadnej, covidowej tym bardziej. Oraz pomijam też ważny wątek, że wiele ludzi nie może zostać w domu, a wręcz naraża swoje zdrowie i życie dla innych – dla nich nieograniczona wdzięczność.

Ale… chodzi mi o taki aspekt psychiczny, o taką umiejętność podporządkowania się do  nowej sytuacji, gdy coś nam zabierają, gdy czegoś nam nie wolno.

Mnie jest dobrze w tej izolacji, albo może lepsze będzie określenie – do mojego szczytu wytrzymałości psychicznej jeszcze bardzo daleko.

Daleko mi do:

narzekania na to, że powinnam zostać w domu.

Że jest wiele dziwnych, co chwilę zmieniających się obostrzeń – nie wchodzę w szczegóły, czy mądrych czy nie. Jakoś przyjmuję je zwyczajnie. Aż mnie to trochę zaskakuje.

Trzeba chodzić w maseczce -OK. Nie jest mi super, bo mam astmę, i … okulary. W takim duecie mam wybór – albo mówię, albo oddycham, albo patrzę 🙂 Sorry taki mamy klimat, ale nie narzekam. Tak, czasem zapomnę się i wracam z drugiego piętra na moje czwarte po tę maseczkę – brak mi przyzwyczajenia i tyle.

Od połowy marca nie pracuję i wychodzi na to, że nie będę najdłużej ze wszystkich przedsiębiorców na tym przymusowym wolnym. Muszę żyć z oszczędności i liczyć, że to co obiecało państwo faktycznie będzie mi udzielone, choć powoli w to wątpię, ale uwaga …. (wiem, że to głupie) staram się czuć jak na L4 w ciąży. Każda moja koleżanka z firmy miała już po 2 takie „nasiadówki” w domu z tej okazji. Ja przyznaję, że tęskniłam za ciążą i też za tym, by móc chwilę odsapnąć w domu od pracy. No to mam. Niestety nawet nie za darmo, niestety po kosztach, ale trudno. Trochę się z tego cieszę.

Odbieram często telefony od znajomych, że już wariują, bo dzieci w domu 24h (ich własne, osobiste dzieci, żeby było jasne, nie że im obce ktoś podrzucił), że już potrzebują wyjść na rower, do lasu, w góry, na rynek, do galerii i tu sobie dopiszcie co chcecie.. A ja tylko -ahaaaa…. i nie powiem, że z ogromną radością, ale bez biadolenia siedzę w domu.

Słyszę od wielu, w tym od własnej mamy i szwagierki, że one wylądują w szpitalu, ale nie z powodu koronawirusa, tylko chorej głowy… – serio? to dopiero lekko ponad miesiąc..

Wtedy tak sobie myślę…. ( i tu skromna nie będę) już wiem czemu mnie ta zasr…. bezdzietność spotkała.

Ja w psychicznej izolacji żyję blisko 10 lat, jak odkryłam, że będą problemy z tym moim macierzyństwem. I nie, wtedy nie ogłosił żaden minister – sorry kobietki wstrzymujemy się od zachodzenia w ciążę – i to wszystkie, tak żeby było raźniej. Miałabym zdrową głowę dziś, bo izolacja dla wszystkich, albo sporej grupy wcale nie jest taka straszna. Ale padło na mnie i w moim otoczeniu zostałam sama. Bezdzietność to jest dla mnie największa izolacja jaka mnie spotkała. Rozglądałam się w kółko, jak to, tylko ja w okolicy zostałam wytypowana do tego „projektu”? No tak wyszło, że tylko ja. Po tylu latach w pewnej części umiem już z tym żyć. Ale co jakiś czas przychodzi dzień, gdy film z 10 ostatnich lat przelatuje mi przed oczami i nie wierzę, że to moje życie. Zaraz powinny pokazać się napisy THE END, reżyser, aktorzy …. ale nie, nie wyłączamy telewizora. IT’S MY LIFE.

Nie tylko bezdzietność izoluje skutecznie.

Nie wiem co  musiałby dziś wymyślić rząd, żeby to pobić. Wiem też, że to nie tylko moje zdanie. Jakiś czas temu czytałam wypowiedź Moniki Kuszyńskiej i miałam wrażenie, że ona też czuje podobnie.

Każda osoba niepełnosprawna, która podstawowe czynności musi wykonywać przy czyjejś pomocy czuje się jak w kolosalnej izolacji. Teraz my, fizycznie zdrowi możemy się tylko w jakimś ułamku w covidowej rzeczywistości poczuć tak, jak np. osoby jeżdżące na wózkach, które 99% czasu spędzają w domu. Miałam taką bliską osobę w rodzinie i choć sięgam do pamięci dziecka, to ból psychiczny na jej twarzy widzę do dziś. Jak się ma nasza tęsknota do wychodzenia na zewnątrz bez żadnych obostrzeń, do tego jak czuje się niepełnosprawny? No właśnie… Zazwyczaj słyszy diagnozę, izolacja rusza jak powolna ciuchcia, za oknem wszystkim życie toczy się normalnie, tylko oni siedzą przy szybie i wiedzą, że z tego pociągu już nie wysiądą nigdy…

Jak się czują osoby w kryzysie bezdomności, gdy słyszą #zostań w domu? Że gdzie proszę? Większość ludzi ma już dość przebywania w swoim domu, oni o tym marzą latami.

Jak się mają osoby, które żyją pod jednym dachem z osobami przemocowymi? Zawsze żyli w pewnego rodzaju izolacji społecznej, ale dramat przemocy psychicznej i fizycznej jest dziś zamiatany pod dywan, a to właśnie ci ludzie są teraz najbardziej poszkodowani.

I więcej przykładów nie chcę mnożyć. Na tym przemocowym zakończę, nasłuchałam się i naczytałam o nim w ostatnich tygodniach do łez. Okazało się, że wiele zdeterminowanych osób, które nie odpuściły dyspozytorom pod 112 uratowały życie najczęściej kobietom lub dzieciom, które od miesiąca przeżywają dramat z powodu #zostań w domu.

Jedyne co na koniec napiszę to – reagujcie proszę, gdy słyszycie że czyjeś #zostań w domu przekształciło się za ścianą w #przemoc w domu, albo #nieustanny cichy płacz.

 

Najciężej izolację przechodzi się samemu, w grupie to pestka. Może od teraz będziemy bardziej na to wrażliwi?

I jeszcze jedno, może się mylę, ale prawdziwe problemy z powodu jakiejkolwiek izolacji najczęściej mają ci, którzy siedzą cicho.

Ci, którzy na prawo i lewo kłapią jak im ciężko i co to za pomysł, najczęściej cierpią, bo zabrano im (chwilowo) jakąś wygodę. A najciężej spada się z wysokiego konia, szczególnie, gdy nawet nie wiedziało się że to był do tej pory luksusowy dar, a nie należność.

PS.

Posadziłam poziomki.

M. kupił krzesło brazylijskie na balkon.

Więc bujam się oglądając chmury i falujące w doniczkach pod sufitem poziomki.

I to bujanie trochę pomaga.

DSC03036

 

 

18 myśli na temat “Każda izolacja jest ciężka, ta z okazji pandemii okazała się dla mnie pestką.

  1. Zgadzam się z Tobą, czas czekania na dziecko uczy umiejętności dostosowania się do sytuacji, godzenia na izolacje. Ja też nie mam z tym większego problemu. Wszystko biorę na klate 😉Jedyne na co nie ma we mnie zgody to brak spotkań z rodzicami. Weekendy w domu rodzinnym, wielogodzinne pogaduchy z mamą to dla mnie takie ładowanie bateriii, teraz tęsknie strasznie. Myślę, że jak ktoś prowadził bardzo intensywne życie, to teraz jest mu trudniej. Mi do szczęścia wystarczą bliscy, mój domek i działka, którą mam tuż obok bloku. Też posadziłam truskawki, poziomki, kwiaty. To mi wystarczy😊

    Polubienie

    1. Nie ulega wątpliwości, że bycie domatorem (a ja nim raczej jestem) ułatwia odnalezienie się w obecnej sytuacji. No i bezdzietność tak przećwiczyła mnie w izolacji od innych tryskających energią i radosnych rodzin, że teraz dzięki takim doświadczeniom,te poziomki, te balkon i śpiew ptaków za oknem wystarczają:)
      Choć faktycznie spotkań z rodziną najbliższą przynajmniej raz na czas brakuje.
      Pozdrawiam poziomkowo 🙂

      Polubienie

  2. Wiewióekowo dziekuje Ci za ten wpisa mam takie same odczucia izolacja to dla mnie nie problem ! Zmagam sie z bezplodnoscia 5 lat i tak naprawde wiecznie gonilam to szkola praca nigdy nie mialam czegos takiego zeby usiasc sobie na te 9 miesiecy….pomimo tego że zawod jaki wykonuje jest ryzykowny w dzisiejszych czasach pomimo że chodze jakby na pół etatu to nie odczuwam stresu z tym zwiazanego o wiele bardziej przezylam porazke bezplodnosci i niestety moje otoczenie tego nie rozumie nawet nie staram sie ich przekonywac do tego, ok 2 lata temu postanowilam, ze musze sie odizolowac od osob które mi w tym nie pomagaja nie było łatwo wtedy przezywałam najgorsze cierpienie bo z jednej strony bardzo chcialam zyc jak dawniej ale z drugiej strony popadalam w coraz wiekszy dolek z rozmowa z tymi osobami -dlatego teraz w obliczu pandemii nie jest mi ciezko bo ja juz izolacje dawno mialam niektorzy to dostrzegli inni nie. Ściskam :*

    Polubienie

    1. O właśnie takiej izolacji myślałam – nikt nam jej nie narzucił, a właściwie chyba sama ją wybrałam. Nie żebym tak chciała czy lubiła, ale prosta kalkulacja – ile miałam radości a ile przykrości ze spotkań z ludźmi? Słuchania ich historii, braku wrażliwości na moją sytuację – po podliczeniu za i przeciw wyszło że sama muszę o siebie zadbać, bo większość nie zauważa że sprawia mi ból. I tak mamy bezdzietną izolację z wyboru. Zatem ta narzucona odgórnie i to większości ludzi to pryszcz 🙂
      Trzymaj się ciepło.

      Polubienie

  3. Mam podobnie. Pierwsza moja myśl związana z tą izolacją w domu to właśnie takie porównywanie tego czasu w domu do czasu zwolnienia ciążowego, przynajmniej na początku, kiedy mniej pracowałam zdalnie.

    Druga rzecz to myśl dotycząca kontroli i panowania nad swoim życiem, planami. Mianowicie, przez niepłodność te prawie 4 lata temu straciłam poczucie, że mam kontrolę nad swoim życiem w jakiejś mierze, nie mogę zaplanować swojego macierzyństwa, kiedy wokół u przyjaciół i rodziny to odbywało się według ich planu albo nawet wyprzedzało ich planowanie: ślub, za jakiś czas – krótszy lub nieco dłuższy pojawiało się dziecko, jedno, drugie, a ja uczyłam się, że muszę cieszyć się tym, co mam, nie nastawiać się, nie planować remontu pokoiku dziecięcego, urlopu macierzyńskiego, etc. Dla mnie to, że przez epidemię nie mogę niczego zaplanować, wiele spraw w obliczu wirusa muszę odłożyć, odwołać, było… czymś prostym do zrozumienia, bo przeżyłam już to w niepłodności i przeżywam do dzisiaj. Tymczasem dla niektórych ta niemoc realizacji swoich planów była i jest bardzo bolesna.

    Pozdrawiam:)

    Polubienie

    1. Dokładnie tak, niemoc w realizacji swoich planów jest bolesna. Niepłodność, teraz już nazywam to po prostu bezdzietność skutecznie odebrała mi kontrolę nad swoim życiem, planami, marzeniami. Odebrała o wiele więcej niż panoszący się wirus…
      Ściskam 🙂

      Polubienie

      1. Lidio,
        właśnie co jakiś czas wraca do mnie myśl o przechodzeniu z etapu „niepłodność” do etapu „bezdzietność”. Myślę, że to nie tylko kwestia nazwy, może raczej świadomości bycia w innym momencie, etapie? Trochę się czyta o przechodzeniu z niepłodności do macierzyństwa, że niepłodność pozostawia ślad, że trochę inaczej się przeżywa ciążę, z większa czujnością, a o przejściu w drugą stronę – z etapu walki dziecko do życia bez dzieci chyba niewiele… A chyba jest taki moment, że już się nie ma siły na walkę…

        Ale ja głęboko wierzę, jestem przekonana, że z fazy bezdzietności przejdziesz do fazy dzietności, i to już wkrótce! Może po tej całej epidemii wszystko ruszy ze zdwojoną siłą, również ośrodki adopcyjne.

        Polubienie

        1. Oj tak, nawet trudno uchwycić ten moment, ale on powoli wchodzi w nasze życie ukradkiem. Kiedy przestajemy się oszukiwać, że my jesteśmy niepłodni, my jesteśmy bezdzietni. Już nie obchodzi mnie przyczyna, ważny jest skutek – dzieci jak nie było tak nie ma i może nie być już nigdy.
          A czasem nawet kłębią się głupie myśli, a co jeśli te dzieci się pojawią? Już tak długo żyjemy bez nich, że to będzie terapia szokowa..
          Tak, czasami też tak sobie obiecuję, że skoro teraz to wszystko takie wstrzymane było, to musi przyjść czas, że wszystko ruszy i będzie trzeba nadrabiać w czasie zaległości. Oby 🙂

          Polubienie

  4. Tak Wiewiórko – bardzo dobrze to ujęłaś. Bezpłodność i związana z nią bezdzietność jest pewnego rodzaju izolacją społeczną. Zmniejsza się krąg znajomych bo ci co mają dzieci przechodzą na inny „level” życia, zaczyna brakować wspólnych tematów. W pracy rozmowy o dorastaniu dzieci , kolejne ciąże i macierzyńskie – Ty jesteś jakby obok.
    Chcesz w domu obejrzeć telewizję a tam z reklam uśmiechają się do Ciebie idealne rodzinki ( oczywiście model 2+2 chłopiec i dziewczynka ). Też dobrze znoszę izolację związaną z epidemią bo już od dawna czuję się izolowana przez moją bezpłodność.pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

  5. Fajnie, że w tym czasie jest ktoś kto specjalnie nie narzeka i bierze życie na klatę takie jakim jest. Na pierwsze dziecko czekałam 6 lat, na drugie kolejne 4. Gdyby taka sytuacja dopadła nas w trakcie pierwszego oczekiwania pewnie też nie specjalnie robiło by mi to różnicę i nawet perspektywa odwołanego urlopu pewnie by mi wisiała bo mogłabym pojechać na niego w każdym innym czasie.
    Tymczasem mina mojego synka jak w piątek usłyszał, że jeszcze co najmniej miesiąc siedzenia w domu mówiła wiele. Jemu lekko nie jest i raczej przez kolejny miesiąc nie będzie. A nam razem z nim bo niestety jego emocje też stają się coraz trudniejsze a pomysły na zapełnienie sobie czasu coraz „ciekawsze”. Jeśli do tego dojdzie perspektywa odwołanych wyjazdów wakacyjnych (w tym jednego dla niego szczególnie ważnego bo mieliśmy wyjechać wspólnie z jego biologicznym rodzeństwem, które wychowuje się w innej RA – jeśli wyjazd nie będzie możliwy to kolejna taka możliwość dopiero w kolejne wakacje) to niestety będzie tylko gorzej. Być może to smutna konstatacja ale nawet jeśli nie umrzemy od tego wirusa to i tak sporo ludzi z uwagi na wirusa umrze na raka albo inne choroby bo nie będzie kasy na ich leczenie, sporo boleśnie odczuje na psychice izolację i związane z nią koszty gospodarcze i niekoniecznie wyjdzie z tego samo dobro…

    Polubienie

    1. Na pewno inaczej przechodzi się taką izolację będąc wciąż bezdzietnym, inaczej mając już rodzinę. W Waszym przypadku to na pewno wymaga więcej kombinacji i gimnastyki ze względu na dzieciaki, od których nie da się wymagać zrozumienia tematu przecież.
      Nie liczyłabym, na to że z izolacji (jakiejkolwiek) wyjdzie samo dobro. Jeśli wyjdzie choć krztyna dobra, to już coś. Ale ja dalej oceniam z poziomu wciąż czekającej na własne szczęście, tracącej nadzieję na jakieś rozwiązanie i z perspektywą że moja izolacja może zostać ze mną do końca życia, nie tylko na ten czy następny rok.
      Dużo siły do tych „ciekawszych” pomysłów młodszej generacji 🙂

      Polubienie

  6. Z mojej perspektywy w tej izolacji znajduję nawet plusy. Wiecznie zapracowany mąż nagle zostaje w domu. Wprawdzie pracuje dalej na home office, ale jest na wyciągnięcie ręki, można razem iść z psem na spacer do lasu (co ułatwia mieszkanie przy lesie 😉 ) Paradoksalnie teraz dopiero przestaję czuć się samotna… Moja izolacja trwa już od 8 lat odkąd jako grafik pracuję z domu, w ciągłym czekaniu na dziecko. W tym roku mija nam 10 lat walki z niepłodnością, co stopniowo zaczynało izolować nas od przyjaciół, znajomych, czasem nawet rodziny, ale przede wszystkim od siebie nawzajem. Mimo że jeszcze kawałek tej drogi do rodzicielstwa nam pozostał, a zamknięte ośrodki sprawy nie ułatwiają, to jakoś mi tak lżej, że mamy czas dla siebie, że w tym zwolnieniu w życiu zawodowym możemy ponownie odnaleźć siebie. Myślę, że jakby się tak zastanowić, to każdy z nas jakiś mały plusik w tej sytuacji znajdzie, a życie jest po to by tymi chwilami szczęścia się cieszyć. Jak najwięcej takich szczęśliwych chwil Ci życzę 🙂

    Polubienie

    1. Luno, ja nawet zaczynam podejrzewać, że ten spowolniony czas to chyba nam – tyle czekającym, ktoś zafundował w prezencie:) Wiem, że rodzinom z dziećmi jest teraz trudniej w izolacji, ale nie ukrywajmy, my bezdzietni mamy więcej czasu dla siebie i mniej jesteśmy narażeni na kontakt i funkcjonowanie w świecie innych, szczęśliwych rodzin. Nawet ciąż tej wiosny wyjątkowo mało :))

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s