Odzyskuję powoli równowagę. Czekamy na kolejną kwalifikację.

 

To niesamowite jak stres działa na nasz organizm.

Zaczynam powoli wracać do normalnego życia. Nerwy związane z pracą, a właściwie relacjami, które okazało się, że zależą tylko od pieniędzy, zrujnowały mnie najpierw psychicznie na kilka tygodni, a potem fizycznie. Gdy opada największy stres, organizm czuje że już nie musi walczyć lub uciekać, myślałam że zacznę normalnie funkcjonować. Nic bardziej mylnego. Po kilku tygodniach emocjonalnych wymuszeń, mobingów ze strony zwierzchników, gdy opracowałam już stopniowy plan stawiania firmy na nogi, moje ciało ewidentnie nie chciało współpracować. Tak jest zawsze, nasz organizm jest inteligentny. Gdy przez jakiś czas pracuje na 150%, potem sobie te nadliczbowe 50% odbierze.

Dziś mam pierwszy weekend, który mogę nazwać weekendem. Zaczynam znów przesypiać noce bez pobudek i snów o niestworzonych zawodowych problemach. Zaczynam znów normalnie jeść, bo do tej pory nie mogłam patrzeć nawet na najpyszniejsze dania. Odzyskuję ochotę na ugotowanie czegoś dobrego, do tej pory brak apatytu i zmęczenie fizyczne w kółko podpowiadało mi: byle szybko i mało roboty było.

Nie miałam siły na nic i nie umiałam znaleźć żadnego sposobu, by tą siłę odzyskać. Wracałam z pracy po wielkich bojach i jedyne do czego byłam zdolna to zasnąć nad YouTubem w telefonie oglądając remonty mieszkań i domów. Tylko to mnie relaksowało choć trochę i „odmóżdżało”. Przez 1,5 miesiąca nie spojrzałam na żaden blog, książkę, film.

Zaczynam układać codzienność od nowa.

Dziś  zrobiłam pierwszy od kilku tygodni poranny stretching na macie w salonie. Miałam czas, by pooglądać moje kwiaty balkonowe. Pierwszy raz tak je zaniedbałam i nie miałam nawet wyrzutów sumienia, nie cieszyło mnie nic. Dziś rano zauważyłam ile nowych pąków mają, jak rozrosły się zioła, poziomki zaczęły owocować, a surfinie niestety oblazły mszyce. Coś muszę z nimi zrobić.

pierwsza poziomka

Dziś rano znów otworzyłam moją ukochaną książkę myślami na każdy dzień i Biblię. Dodało mi to spokoju i wyciszenia. Wczoraj byłam u spowiedzi, myśląc że sobotnie popołudnie to idealny czas. Kolejka zaskoczyła mnie ogromnie. W podobnej stałam do sklepu kilka tygodni temu, gdy wpuszczali po 15 osób. Chyba nie tylko ja jedna potrzebowałam uspokoić ducha.

Znów zaczynam się cieszyć z małych codzienności. M. zamontował na balkonie drugi hamak-bujak, który zamówił przez nieporozumienie ze sprzedawcą. Mieliśmy go odesłać. Jednak okazało się że nasz mini balkon pomieści oba, co prawda z minimalnym wtedy zakresem huśtania, ale cudnie było poleżeć w nocy razem na balkonie i pooglądać księżyc. Że takie bujanie działa też na dorosłych? Sama siebie nie poznaję.

2 bujaki

Czas leci jak szalony …z resztą ten rok i tak nie  liczy się w żaden rejestr, ale kwalifikację trzeba odnowić.

Koleżanka mówi, że ona w 2020 nie obchodzi urodzin, bo ten rok się liczy jakby go nie było. Więc spokojnie, Wy też się nie postarzeliście o ten rok. No chyba, że macie podobną sytuację do naszej – my nie liczymy ostatnich prawie 10 „zamrożonych” lat. 🙂

Ledwo w styczniu układałam w głowie plany na wiosenne krótkie wakacje w górach. Niestety mamy czerwiec i już wiadomo, że nic nie wyszło, ale nie rozpaczamy, bo i tak nic nie zdążyliśmy zarezerwować. Myśleliśmy że pojedziemy w Bieszczady albo Sudety. Może uda się jesienią, jakoś spontanicznie. To jak szybko zleciało te pół roku to jedno, ale nam właśnie stuknęła 4. rocznica wizyty w OA i 3. naszej kwalifikacji, która … właśnie skończyła ważność.

Musimy znów zgłosić się do OA. Zebraliśmy ponownie wszystkie dokumenty które trzeba uaktualnić. Czeka nas rozmowa z psychologiem i testy. Nie mogę uwierzyć że to się dzieje. Składając papiery w 2016 nawet przez myśl mi nie przeszło, że za 4 lata będziemy robić to samo, wciąż w związku z pierwszą adopcją. Mogłam przypuszczać, że znów będziemy w OA, ale po drugie dziecko, a tu proszę.

 

Czasami łapię już totalną znieczulicę, trochę jak dziecko czekające latami w domu dziecka, czy w końcu dla niego kiedyś znajdą się rodzice. Czasem mam sporo pozytywnych myśli, że przecież w tym trudnym czasie jeszcze więcej dzieci mogło zostać skierowanych do adopcji, że sądy już zaczynają działać normalnie, że z naszej grupy już 2 pary odeszły do innych OA, a takich może być więcej, zatem kolejka się skraca, że w całym tym koronawirusowym  czasie nasza sytuacja bytowa nie ucierpiała tak,  byśmy nie mogli adoptować dziecka, no i na pewno nie wszystkie pary po tak długim czekaniu zdecydują się na ponowną kwalifikację i dalsze czekanie.

A potem ogarnia mnie spokój, bo wiem że i tak sama nic nie mogę. I może dobrze, gdyby całe życie zależało w pełni ode mnie, pewnie już dawno bym je „popsuła” oczywiście chcąc dobrze, ale wyszłoby jak zwykle. Chyba wolę zdać się na to, co jest nam zaplanowane i czekać z nadzieją, że radosne chwile jeszcze przed nami.

Najważniejsze, że w końcu znów uspokoiłam moją głowę, nerwy i odzyskuję sen.

Cieszę się zapachem pięknych piwonii w wazonie, wyciszam bujając na balkonie, nasłuchuję piszczących pisklaków, które siedzą w gnieździe, na czubku ogromnej choinki, na wprost naszej sypialni. Tak, trochę je podglądam.

Szykuję się na wyjazd do mojej chrześnicy z okazji jej Pierwszej Komunii św. W ramach prezentu postanowiłam by znalazł się również element religijny. Chcę do tej malutkiej, niebieskiej Biblii uszyć taką osobistą okładkę z gumką i wieloma zakładkami, mam nadzieję że mi wyjdzie i będę mogła się Wam pochwalić.

Może skoro już wiosenny urlop raczej nie wypali, to coś wyremontujemy? Tylko M. pewnie nie będzie zachwycony. Ale skoro chodzą mi takie myśli po głowie, to znaczy że wracam do życia. Mam nadzieję, że kolejny raz odezwę się do Was dużo szybciej.

 

PS. Dziękuję Wszystkim, którzy się martwili i w mailach pytali, co się ze mną dzieje. Już powoli jest dobrze. A mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.

Biblia

 

 

16 myśli na temat “Odzyskuję powoli równowagę. Czekamy na kolejną kwalifikację.

  1. Cieszę się, że jesteś i że jest razem z tobą wiara, nadzieja i miłość- tak czuje z tego wpisu.
    Ja byłam u spowiedzi dziś, przy konfesjonale było tylu chętnych ze paczka chusteczek do dezynfekcji wytrwała ledwo do drogiej połowy kolejki. To takie pokrzepiające 🙂 ze choć jesteśmy sobie obcy a losy i zmartwienia mamy różne to spotkamy się wszyscy w tym miejscu.

    Polubienie

    1. To prawda, próbuję żyć ze spokojem i nadzieją, wyciągać plusy które pokazała mi ta epidemiczna sytuacja. Ja też gdy ujrzałam kolejkę do spowiedzi, wbrew pozorom odetchnęłam i uśmiechnęłam się pod nosem, Czyli nie tylko mnie brakowało uporządkowania wewnętrznego. Ale też pomyślałam o tych, którzy z różnych powodów latami nie mogą iść do spowiedzi i ten ciężar noszą w sobie od dawna… jak bardzo może im być ciężko.

      Polubienie

  2. Czekałam na Twój wpis, jak na żaden inny! Martwiłam się, co u Ciebie. Dobrze, że wracasz do równowagi ❤ Życzę ogromnego spokoju i nadziei. Po nocy przyjdzie dzień…
    PS.: Wasz balkon wygląda uroczo z tymi bujakami!

    Polubienie

      1. Iwono – nie, nie próbowałam borowin. Nigdy nie miałam możliwości na 3 tygodniowy wyjazd do sanatorium na tampony borowinowe, a uznałam że tylko wtedy ma to sens. Jak pewnie czytałaś w innych postach, jajowody mam już drożne, dzięki selektywnemu HSG w Lublinie. Polecam gorąco, jeśli to Twoja jedyna przeszkoda w leczeniu niepłodności.

        Polubienie

        1. Nazwisko do doktora juz mam. Mam jeszcze pytania czy do tdgo zabiegu kwalifikuja sie dziewczyny z endometrioza i czy podstawa jest laparoskopia diagnostyczna? Ja takowej nie mialam. 3 lata temu mialam usuwana torbiel endometrialna. Jesli laparoskopia diagnostyczna jest niepewna jesli chodzi o udroznienie wolalabym jej uniknac i sprobowac zabiegu wykonywanego przez doktora Zycha wlasnie.

          Polubienie

          1. Nie wiem czy jeszcze tutaj zajrzysz, ale może to, co napiszę przeczytają dziewczyny w podobnej sytuacji. Borowiny nie są dla kobiet z endometriozą. Mogą spowodować spotęgowanie choroby.
            Mając do wyboru laparoskopię diagnostyczną, a hsg w Lublinie wybrałabym to pierwsze. Dlaczego? W laparoskopii więcej widać, można w niej sprawdzić od razu drożność jajowodów i wyciąć ewentualne zmiany. Tylko wcześniej należy dokładnie ze swoim lekarzem obgadać i ustalić zakres zabiegu. Laparoskopia daje większą pewność niż hsg.
            Dopiero jeśli laparoskopia pokaże, że jajowody są niedrożne, można spróbować jeszcze hsg selektywnego w Lublinie, ale ja tutaj nie wróżę powodzenia.

            Moja historia była taka, że laparoskopia była konieczna z uwagi na wodniak jajowodu i konieczność jego usunięcia. Podejrzewałam endometriozę, więc mój lekarz dokładnie mnie obejrzał – na szczęście takich zmian nie mam. Niestety okazało się, że również drugi jajowód nie wygląda dobrze. Zrobiono mi kolorografię i niestety kontrast nie przeszedł. Mój lekarz zdecydował, że zostawi mi drugi jajowód z uwagi na to, że w medycynie różne rzeczy się zdarzają, a ja jestem młoda. Rok po laparoskopii pojechałam do Lublina, kiepsko to wspominam. Zabieg bez znieczulenia, potwornie bolesny. W moim przypadku potwierdził diagnozę z laparoskopii i zakończył się niepowodzeniem. Nie ukrywam, że byłam załamana. W takim stanie położono mnie (pomimo moich sprzeciwów) na salę z kobietami w zaawansowanej ciąży. Pomimo, że fizycznie czułam się tak samo, jak przed zabiegiem, nie chciano mnie wypisać. Drugi raz nie powtórzyłabym pobytu w Lublinie.

            Polubienie

    1. Też nie mogę uwierzyć że tak może zadziałać zmęczenie. Działałam tylko na podstawowych funkcjach życiowych:) Wiem, że będzie dzień, powoli czuję już jego świt, mam też ogromną nadzieję na piękne słońce w samo południe 🙂 Dziękuję!

      Polubienie

  3. Witaj Kochana, oj jak ja czekałam aż się odezwiesz 🙂 super, że u Ciebie wszystko dobrze i że działasz 🙂 Czuję, że się ułoży. Na pocieszenie napiszę, że my dopiero zaczynamy. Trzymam kciuki za Ciebie i siebie 🙂
    Pozdrawiam gorąco!

    Polubienie

  4. Kochana Lidio, czekałam bardzo, kiedy się odezwiesz. Cieszę się, że odzyskujesz równowagę i nadzieję i że udało Ci się wrócić do tych małych radości. Hamakowa strefa relaksu jest przecudna 🙂 ja też z balkonu zrobiłam taka moja oazę, gdzie szukam wytchnienia. Mocno trzymam za Was kciuki, żebyscie nie tracili nadziei i Wasze czekanie zamieniło się w radość.

    Polubienie

    1. Oj dobrze to nazwałaś – hamakowa strefa relaksu 🙂 Choć balkon nie wygląda jeszcze tak jak bym chciała, to rośliny i hamaki dają nam taką oazę, gdzie można na chwilę zapomnieć o problemach. Dzięki za kciuki, przydadzą się wszystkie, też liczymy na to, że po takim czekaniu w końcu nastąpi radość.
      Ściskam najmocniej

      Polubienie

  5. Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis…
    Do ośrodka adopcyjnego zgłosiliśmy się w maju 2018, w kwietniu 2019 otrzymaliśmy kwalifikację. Dziś pierwsza para z naszej grupy warsztatowej otrzymała telefon…. mam nadzieję, że to dobry znak dla Nas.
    Ściskam mocno ! 🙂

    Polubienie

Odpowiedz na Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s