Druga kwalifikacja do wciąż pierwszej adopcji.

Pozwoliłam sobie samej ostatnio więcej odpuszczać. Że jestem słowna, to już wiecie pewnie, bo blog świeci pustkami.

Ten rok zaskakująco często pokazuje mi, jak bardzo na nic nie mam wpływu i jak często babcia miała rację w swych „babcinych mądrościach”. Dochodzi do mnie, jak to życie jest nieprzewidywalne i że moim zadaniem jest tylko i aż żyć tu i teraz, a nie planować, rozmyślać i przewidywać. 

Już parę razy w ostatnim półroczu wydawało mi się, że mam adopcyjnego „czuja”, że teraz zadzwonią, że to już musi być tuż, tuż. Każdy ten „czuj” miał jednak tylko jedną kreskę 😦 Nic nowego, właściwie sytuacja tak znajoma, że aż powinnyśmy się przyjaźnić.

DRUGA KWALIFIKACJA do wciąż pierwszej adopcji.

W czerwcu musieliśmy odnowić naszą kwalifikację w ośrodku adopcyjnym, bo pierwsza straciła ważność – minęło od jej orzeczenia 3 lata. Przy pierwszej wizycie w naszym OA (w 06.2016 r.) usłyszeliśmy, że procedury teraz trwają długo, ale do tych 3 lat spokojnie nasza adopcja powinna znaleźć szczęśliwy finał.

Okazało się inaczej, dzieci wolnych prawnie jest co raz mniej, a małżeństw czekających na adopcję, co raz więcej. Minęło 4 lata od naszej wizyty w OA w 2016r, a my nadal czekamy i czekać będziemy. Usłyszeliśmy, że nie mogą nam obiecać, że zostaniemy rodzicami nawet do 1,5 roku…. Nawet nie miałam siły się zezłościć, ani rozpłakać po tych słowach. Pogłębiły tylko we mnie… pustkę. Ale próbuję wierzyć, że to wszystko ma sens.

Odnowienie kwalifikacji polegało na ponownej rozmowie z psychologiem i pedagogiem. Doniesieniu aktualnych dokumentów: z zakładu pracy, PIT, orzeczenia od lekarza oraz odpisu aktu małżeństwa. Najpierw mnie to zezłościło, a potem rozbawiło – w końcu przez 4 lata nie zdążyło dojść do adopcji, ale do rozwodu przecież mogło wiele razy.

Obowiązkowo musieliśmy jeszcze powtórzyć testy psychologiczne. Tym razem wypadłam na nich dużo lepiej niż na pierwszych, a M. wypadł tak dobrze, że … musiał napisać następne. Zatem wspólnie mamy napisanych już 5 arkuszy testów 🙂 Potem odbyliśmy rozmowę omawiającą wyniki oraz nasze preferencje adopcyjne. Może kolejnym razem coś napiszę w tym temacie, bo myślę, że to najtrudniejszy moment na odcinku decyzja o adopcji – ten telefon.  Dziś jedynie tyle dodam, że poszerzyliśmy nasze widełki w oczekiwaniu na dziecko z 1 malucha do 3rż, na rodzeństwo do 6 rż.

Inny OA

Po tych rewelacjach usłyszanych w naszym macierzystym OA byłam pewna, że powinniśmy … uciekać. Zrobiłam ekspresowy rekonesans ośrodków, większość z nich była wzięta z Waszych poleceń 🙂 Okazało się jednak, ze sprawa jest trudniejsza niż myślałam. Praktycznie wszystkie OA mają ogromne opóźnienia wobec swoich kandydatów przez pandemię, dlatego nie przyjmują nowych. Jedna z przemiłych pań dyrektorek pozwoliła na dłuższą, serdeczną rozmowę i powiedziała mi szczerze, że w obecnej sytuacji zostałaby na naszym miejscu w naszym OA. Jeszcze pół roku temu procesy adopcyjne przeprowadzała w rok, teraz są wstrzymani nie wiadomo do kiedy i 1,5 roku czekania i tak może być optymistyczną wersją.

Do tej pory nie znaleźliśmy OA, który chciałby nas przygarnąć. Zazwyczaj albo mają kosmiczne obostrzenia przez covid (np. szkolenie dla max 2 par) i takich rozbitków jak my nie potrzebują, albo są w trakcie procedury łączenia z innym OA i to w koronawirusowym świecie też wstrzymuje inne działania. Chyba już odpuszczam.

Podcięło mi to skrzydła bardzo, ale jedyne co mogłam zrobić to powtórzyć słowa babci – Pan Bóg wie co robi. Przynajmniej chcę wierzyć, że to wszystko dobrze się skończy, że te drogi które teraz się ciągle plączą, w końcu złączą się w jedną. Tak bardzo jak nie mogę uwierzyć w ten cały pogmatwany ciąg zdarzeń od leczenia niepłodności do dziś, tak bardzo chciałabym wierzyć, że zakończenie naszej drogi będzie równie zaskakujące, ale pozytywnie.

Ciężki czas

Ciężki majowy czas w pracy, który myślałam że powoli już opanowałam, okazał się preludium do bardzo sprytnego usunięcia mnie z mojej posady. Nie spodziewałabym się, że po kilkunastu latach pracy, wzajemnej pomocy, a nawet wyręczania zostanę tak potraktowana. Ale może tak musiało być. Może to ma być dla mnie kop w tyłek, może czas na zmiany. I tu znów słowa babci biegają po głowie.

Szczególnie to, że „Pan Bóg z każdej nawet najgorszej rzeczy potrafi wydobyć dobro” pozwala mi patrzeć na całą sytuację z iskierką nadziei. Nigdy nie pomyślałabym, że sytuacja pandemii tak szybko zweryfikuje z kim mam do czynienia. A właściwie, że wykreśli z mojego życia tych, którzy zawsze kreowali się na główne filary. No cóż, czasem to dobro, które wychodzi jest bolesne. Ale dobrze, że w końcu wyszło, gorzej jakbym tkwiła w tym kolejne naście lat.

Trudna codzienność

10 lat czekania na dziecko, 4 na adopcję, utrata pracy po kilkunastu latach trochę mnie sponiewierały. To wszystko nie jest tragedią, nie przeżyłam wojny, ani innego podobnego nieszczęścia, ale pojawia się raz na czas poczucie bezsensu.

Wracam wtedy myślami znów do mądrości babci. Kiedyś tak wyśmiewanych w duchu, bo to przecież staroświeckie, babcine, nie z tego świata. Dziś okazuje się, że babcie miały rację. Przeżycia miały jeszcze gorsze, możliwości zaradzenia o wiele mniejsze i często żadnego wsparcia, ale potrafiły zachować spokój i harmonię.

Zawsze fascynują mnie kobiety w późnym już wieku, z ogromnym bagażem doświadczeń, najczęściej smutnych, ale z ogromną pokorą i spokojem do życia. Są dla mnie często wzorem i przykładem, że z każdego nieszczęścia da się jakoś wyjść. Że człowiek jest bardzo silnym stworzeniem i nawet gdy w pierwszej chwili wydaje się, że dłużej już nie wytrzymamy, to i tak wytrzymamy.

Skąd one czerpały tą wewnętrzną siłę? Skąd w nich ta pokora – nie wiem. Kiedyś wydawało mi się, że to tylko zwykła bierność i niemoc tamtych czasów. Dziś wiem, że są sytuacje które trzeba przeczekać, czasem przepłakać, ale po prostu po ludzku przetrwać. One wiedziały to już wtedy, choć ja myślałam,  że to nie jest mądrość tylko staroświeckość. Patrzyłam jak ze smutkiem, ale i spokojem babcia gotuje obiad, podlewa kwiaty, zbiera pranie. Dziś już wiem, że w prostych codziennych czynnościach jest lekarstwo na przetrwanie.

 

Gdy jesteś w czarnej dziurze, już tak daleko, że dalej się nie da – ugotuj zupę. Dobra zupa nie jest zła. Ugotowana zupa, to już punkt na mapie dzisiejszego dnia, który oznacza, że coś się już zadziało, że życie idzie do przodu. A przecież o to chodzi, żeby tutaj nie zostać, żeby życie ruszyło.

Zrób pranie, przesadź kwiatki, upiecz szarlotkę.

Tak właśnie ostatnio działam. Zadanie – wykonanie.

Gdy próbuję odpoczywać – mózg włącza miliony zbędnych myśli oraz wyrzuty sumienia.

Zrobiłam przegląd garnków kuchennych, wyrzuciłam stare, poobijane i dokupiłam kilka nowych.

Przygotowałam słoiki na przetwory, ale nie sprawdziłam czy już są na placu pomidory – no i nie ma. Więc słoiki czekają na przecier.

Sprzątnęłam piwnicę, dom, umyłam okna.

Codziennie grzebię w internecie, analizuję nowe pomysły na firmę, uczę się z blogów i grup.

Umówiłam się z siostrą i mamą na kawę.

Niby nic. Pomagam życiu toczyć się dalej. Raz szybciej, raz wolniej, byle nie stać w miejscu.

Znalazłam książkę, którą czytałam 20 lat temu na wakacjach. Do dziś nawet gdy jestem w domu, wprowadza mnie w wakacyjny nastrój. Już na początku znalazłam wskazówki idealne na dziś.

garnkiNa brzegu rzeki...dziś

 

 

15 myśli na temat “Druga kwalifikacja do wciąż pierwszej adopcji.

  1. Z niecierpliwoscia czekalam na Twoj wpis. Jestesmy 15 miesiecy od kwalifikacji, ponad dwa lata od zgloszenia sie do osrodka. W ostatnim miesiacu rozdzwonily sie telefony do naszej grupy… Dwa telefony i dwie odmowy… Chyba dopiero teraz zdalam dobie sprawe, ze telefon nie gwarantuje szczescie i ze trzeba dopuscic mysl, ze bedziemy we 2.

    Polubienie

    1. Kingo, to prawda, że nie każdy telefon jest TYM telefonem.
      Pocieszające, że tak szybko rozdzwoniły się u Was te telefony.
      Ja nasz pierwszy telefon po 22 miesiącach od kwalifikacji mocno odchorowałam. Ale dziś z perspektywy czasu wiem, że dobrze, że zadzwonił. Każdy z nas inaczej ocenia swoją gotowość na przyjęcie dziecka z trudnościami, ona z resztą zmienia się też w czasie. Mam w głowie taki scenariusz, że co by było, gdyby OA nie zadzwonił do nas, bo uznał, że pewnie się nie zdecydujemy, a to byłoby właśnie „nasze dziecko”?
      Staram się być dobrej myśli i czekać jeszcze cierpliwie. Chyba taka rola … matki 🙂
      Ściskam mocno i wysyłam dobrą energię
      L.

      Polubienie

  2. Znasz?
    „Kiedy się modlisz — musisz zaczekać
    wszystko ma czas swój
    widzą prorocy
    trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać
    niewysłuchane w przyszłości dojrzewa
    to niespełnione dopiero się staje
    Pan wie już wszystko nawet pośród nocy
    dokąd się mrówki nadgorliwe śpieszą
    miłość uwierzy przyjaźń zrozumie
    nie módl się skoro czekać nie umiesz”

    Lidio, dużo sił w dalszym oczekiwaniu. Wierzę, że już niedługo zadzwoni Ten telefon. Mimo, że my od niedawna cieszymy się naszym adopcyjnym Cudem, wciąż czekam na Twoje wpisy i mocno kibicuję. Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Olalu, znam ten cudny wiersz ks. Twardowskiego, nawet go kiedyś na blogu cytowałam.
      Dziś jestem na takim etapie że jeden wiersz bym zmieniła 🙂
      „Pan wie już wszystko nawet pośród nocy
      dlaczego te sądy tak się nie śpieszą” ….

      Staram się być dobrej myśli i wierzę, że kiedyś bilans tego długiego czekania się wyrówna.
      Pisz i chwal się, jak się czujesz jako ado- mama. Chętnie poczytam co mnie czeka 🙂
      Buziaki
      L.

      Polubienie

  3. Kochana Lidio. Ściskam Cię mocno w tym trudnym czasie. Życzę Wam, aby radość i szczęście, ktore będzie na końcu, wynagrodziły Wam ten czas czekania. Osobiście trochę przeraża mnie, że adopcyjne czekanie trwa tak długo. Rok temu byliśmy w ośrodku i przymierzalismy się do rozpoczęcia tej drogi i zakończenia leczenia. Niedługo później okazało się, że jednak leczenie dało rezultaty; po 6 latach starań zaszłam w ciążę, którą straciłam na bardzo wczesnym etapie. Potraktowaliśmy to jako znak, że może adopcja nie jest naszą drogą. Od tego czasu straciłam (albo zyskałam w niebie – zależy jak na to patrzec) jeszcze dwa aniołki 😦 i teraz nie wiem co dalej… czekanie staje się coraz trudniejsze, bo doszedł lęk przed kolejną stratą. Jesteśmy na rozdrożu, nie wiemy, czy warto dalej próbować, diagnozować się, leczyć i ufać, że w koncu się uda, czy zacząć równolegle działania w kierunku adopcji (co może nie być łatwe bo ośrodek wymaga zakończenia leczenia). Boję się, że będziemy tak próbować bez skutku a potem czekać kolejne lata na adopcje… strasznie ciężko jest ufać w tym wszystkim Bogu. Mam podobnie jak Ty, że od ciężkich myśli odrywa mnie działanie, najlepiej jakaś fizyczna praca. I trzymam się myśli, że na końcu tej drogi musi być coś wspaniałego, skoro Bóg nas tak długo do tego przygotowuje, przez te różne doświadczenia… przytulam Cię bardzo bardzo mocno :* Życzę Ci wielu takich małych drobnostek, które pozwalają się cieszyć chwilą obecną (garnki są przecudne 🙂 )

    Polubienie

    1. Droga Kiwi, nawet nie wiem co napisać, bo nie umiem swoim rozumkiem ogarnąć Waszej sytuacji. Wszystko jest tak zagmatwane, że czasami myślę, że Bóg nas trochę przecenia w tych ziemskich przeszkodach.
      Z drugiej strony pięknie to napisałaś i bardzo chcę w to wierzyć:
      ” I trzymam się myśli, że na końcu tej drogi musi być coś wspaniałego, skoro Bóg nas tak długo do tego przygotowuje, przez te różne doświadczenia… ”
      Mam nadzieję, że doczekamy się jakiegoś rozwiązania i nie stracimy przez ten czas całej radości życia i względnie zdrowej głowy.
      Przytulam bardzo mocno
      L.

      Polubienie

  4. Wiewiorkowo a ja mysle że wszystkie znaki na niebie dają Ci znać aby jeszcze spróbować i jeszcze medycynie zaufac znaleźć odpowiedniego lekarza i zawalczyć jeszcze wiem że masz juz dluga droge ale ja też mam trafilam na ofpowiedniego lekarza i jest swiatelko w tunelu nie wiem jak będzie ale widze że adopcja bywa jeszcze cieższa drogą niż leczenie zastanów sie 😉 moze trzeba siegnac po dobrego immunologa 😉 pisalas tez kiedys o kirach na co daja teraz accofil napewno musi być jakieś rozwiażanie nie poddawajcie sie a moze w tym czasie też znajdzie się dla Was dzieciątko. :***

    Polubienie

    1. Nie jestem zamknięta na wszelkie biologiczne cuda 🙂 A niech się dzieją….. byle nie za 5 lat i więcej.
      Do leczenia już nie wrócimy raczej. Wyczerpaliśmy wszystkie możliwości, immunologa mieliśmy najlepszego w pdn. Polsce, Accofil już przerobiłam, no cóż…. moje wyniki są szczególnie ciężkie i nie dało to żadnego rezultatu.
      Jeździć na drugi koniec Polski, by znów przechodzić przez to samo nie chcę. Zaliczyłam już lekarzy od Gorzowa Wlkp do Lublina, a po środku z kilkunastu jeszcze i nic, oprócz wydanych pieniędzy, złudnych nadziei, i tony leków. Już nie chcę.
      Ale trzymam kciuki za Ciebie, niech leczenie się powiedzie. Pochwal się jeśli tak się stanie.
      Pozdrawiam gorąco

      Polubienie

  5. Wiewiórko, przykro mi bardzo, że życie tak was doświadcza.Podziwiam też z jaką pokorą i optymizmem to znosisz. Mam nadzieję, że na końcu tej drogi Wasza nagroda będzie naprawdę wielka. Pozdrawiam serdecznie. A.

    Polubienie

    1. Dzięki Kochana, mam nadzieję tylko, że na końcu nie będzie to nagroda w postaci 10 dzieci jednocześnie 🙂 Jak to babcia mówiła – „niech ci Pan Bóg w dzieciach wynagrodzi”.
      Czekam jeszcze cierpliwie, bo nic innego nie zostało.
      Ściskam mocno
      L.

      Polubienie

    2. Wiewiorko to nie prawda że ośrodki nie przyjmują nowych kandydatów my dwa tygodnie temu zgłosiliśmy się na pierwszą wizytę i teraz będziemy mieli już trzecie spotkanie idzie to ekspresowo póki co 😊 i dokumenty też szybko udało się skompletować to wszystko teraz na telefon więc są też plusy tej koronasytuacji 😃 Nam w ośrodku powiedzieli że w ubiegłym roku sfinalizowali 60 adopcji i Pani powiedziała że to dużo na tle innych ośrodków.

      Polubienie

      1. Bardzo się cieszę Ewo, że trafiliście na przeciwieństwo naszego ośrodka. Tym bardziej brak mi słów do naszego i jedyne na co mogę liczyć, to że tu będą „nasze” dzieci.
        Nie chcę broń Boże studzić Twojego optymizmu, bo trzymam kciuki, żeby inni nie przechodzili tak długiej procedury jak my, ale…
        – my po zgłoszeniu się do OA również szybko zostaliśmy „obsłużeni”, wtedy nawet byliśmy z ośrodka bardzo zadowoleni, bo mieliśmy wrażenie, że cały czas coś się dzieje, akcja idzie do przodu i tak sprawnie było do kwalifikacji, potem stop…
        – na pierwszym spotkaniu również powiedziano nam, że w ubiegłym roku OA przeprowadził prawie 60 adopcji. Niestety gdy odnawialiśmy kwalifikację, a ja zaczęłam drążyć temat jak na przestrzeni 3 lat liczba adopcji mogła spaść z 60 do 12, okazało się że te „60 adopcji” to był wynik liczony z tzw adopcjami wewnętrznymi, który zupełnie nas nie dotyczy. A takich zwykłych adopcji zewnętrznych było ok 20 😦
        Takie szczegóły, a mają ogromne znaczenie.

        Nerwa mam tylko na to, że OA szkoli nowych kandydatów wciąż, a tym sprzed 4-5 lat nadal nie znalazł dzieci….
        Pozdrawiam serdecznie i życzę szybkiej procedury
        Lidia

        Polubienie

Odpowiedz na Gościu Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s