Urlop we dwoje – czyli same przyjemności: relaks, odsypianie, randki, kolacje, seks i …. pociąg osobowy wjeżdża na tor…przy peronie…

Jestem ciekawa jak wyglądają Wasze …. Myśli, gdy jesteście na urlopie, albo jak wyglądały zanim zostaliście rodzicami. Wiem, że też przeszliście jakieś tornado, tsunami lub minimum lekkie turbulencje w niepłodności – inaczej nie trafilibyście na mój blog.

Skąd takie pytanie na dzień dobry?

Minęły już 2 tygodnie od naszego powrotu z bieszczadzkiego urlopu, a ja nic o nim nie wspomniałam. Tak, znów wylądowaliśmy w Bieszczadach, znów w innym miejscu, ale znów to były Biesy. Mam wrażenie, że raz w roku musimy tam być, więc jeśli jakiś rok będzie bardziej obfity w urlopy, to pojedziemy jeszcze gdzieś indziej. 2020 okazał się być mało urlopowy, nie bez znaczenia był też fakt, że wybieraliśmy kierunek wyjazdu w ostatniej chwili i nie wszystko było dostępne.

Każda dzieciata para, na 7 dni urlopu skakałaby ze szczęścia, a nawet nie z powodu urlopu, a z powodu odpoczynku tylko we dwoje. Natomiast każda bezdzietna para, ale bezdzietna z przymusu, wie, że urlop to czas odpoczynku od codziennych, zawodowych, stresujących spraw, ale to też czas chcąc –nie chcąc wytężonego myślenia. Jestem ciekawa na ile potraficie odciąć swoją głowę od bezdzietności, bezpłodności, leczenia itd. I czerpać z tego błogiego czasu.

Dla mnie urlop to czas wyciszenia i niemyślenia o niczym, na przemian z tornadem myśli i analiz, które w głowie pojawiają się nagle, bez ostrzeżenia i wjeżdżają jak Pendolino, a czasem jak ciuchcia parowa. Ciężko mi tego tornada uniknąć, właściwie tylko ogrom obowiązków mnie od niego zawsze ratuje, no ale jadę na urlop by odpocząć, a nie wyszukiwać nowe obowiązki.

Domek w Sadyba MyczkowceUwielbiamy urlopy w miejscach gdzie jest mało ludzi, gdzie na każdym kroku towarzyszy cisza, szelest liści, świszczący wiatr i ot tyle z dostępnych hałasów. Tym razem też się udało takie miejsca znaleźć, złapać trochę dystansu do życia naszego pokręconego, do  siebie samych, rozbudzić jeszcze bardziej marzenia o wyprowadzce z miasta, porozmawiać z ciekawymi ludźmi i pobyć bardziej z Nim. Dla mnie, w górach Boga jest zawsze najwięcej.

W górach zazwyczaj wędrując swoim wolnym, choć równym tempem dopasowanym do astmatycznego oddechu towarzyszyły mi myśli – może to ostatnia wycieczka we dwójkę. Może kolejna będzie z dzieckiem / dziećmi. Marzenia „co by było…”, jak będzie to wyglądało …., prośby zanoszone do góry, by faktycznie kolejny wyjazd był już rodzinny.

Ale punkt widzenia zmienia się …. z czasem, bo często miejsce siedzenia nie zmienia się nawet o milimetr. Niemożliwe staje się możliwe, bo jest konieczne, jedyne racjonalne, bo nie ma innego. Musimy się przystosować i dzieje się to na szczęście nawet, gdy tego nie chcemy i się buntujemy.

Nie jestem osobą, która łatwo godzi się na przeciwności. Zazwyczaj walczy do końca, ma nadzieję, nie przyjmuje do wiadomości zdania „nie da się”, raczej traktuje je jak prowokację. Z biegiem lat jednak wszystko się zmienia. Pokorniejemy, zostawiamy szabelkę w domu, bo i tak nic nią nie nawywijamy – tak bardzo enigmatycznie określiłabym nasz stosunek do bezdzietności dziś. Kiedyś wpadałam w panikę na myśl, że za rok jeszcze nie będę mamą, dziś po 10 latach dalej nie wierzę, że mnie to spotkało, ale wiem że panika nic nie wniesie.

Gdzieś tam, któryś tam dzień w Bieszczadach – 09.2020r.

Idziemy szlakiem, mijamy różnych ludzi. Już mniej zwracam uwagę na rodziców z dzielnie maszerującymi dziećmi. Raz na czas spotykamy starsze małżeństwa i to bardziej na ich widok zaczynam się uśmiechać – czy za 20 lat my też będziemy mieć siłę i chęć we dwoje wędrować po górach?   Takie myśli mnie nachodzą, potem sama przywołuję się do porządku – przecież czekamy na dzieci, nie będziemy sami. A potem – to skąd te niekontrolowane myśli ? Mózg płata tylko takiego figla, czy podświadomość ma jednak jakieś znaczenie? Bzdury chodzą mi po głowie – myślę i łapię kolejny oddech próbując  dogonić M.

Widok na połoniny z Wielkiej Rawki w Bieszczadach

Do wszystkiego można się przyzwyczaić, albo trzeba, czyli jednak można….

Siedzimy na szczycie na Wielkiej Rawce, piękny widok przed nami, słonko błogo przyświeca, czuję ciepełko na twarzy i spokój wewnątrz. Brak nowej pracy nie daje mi komfortu stabilności, ale i tak czuję pozytywny skutek ostatnich zawodowych wydarzeń. Myślę – jak ja potrafiłam się przyzwyczaić do tych zasad przez ostatnie 11 lat w pracy? Teraz wydaje mi się, że nie dałabym już rady, że wtedy byłam młoda i mądro-głupia, czyli ugotowana jak żaba. (Wiecie że, by ugotować żabę trzeba wsadzić ją do zimnej wody i powolutku podgrzewać, inaczej wrzucona do wrzątku wyskoczy w popłochu). No więc niepostrzeżenie ugotowali mnie zawodowo.  Teraz to czuję, dziękuję, że się skończyło i liczę na lepsze nowe. Ale nie ukrywam też, że mam stracha, znów ryzykuję, idę w nieznane, ale zostawiam to wszystko Jemu…. Boszeee aż sama nie umiem w to uwierzyć, sama się zaskakuję i to od tyłu. Ja zawsze miałam plan… A,B,C,….O,P.. a dziś już wiem, że ważne rzeczy w życiu nie dzieją się wg planu i oddałam to Jemu. Ale trochę też nie, no bo co jeśli On źle to rozegra i jednak zostaniemy sami? …. Pociąg osobowy do Głupoty Górnej odjeżdża za 2 min z toru 1, przy peronie 1. Pojechał….ufff

Motyl na żółtym kwiatku

Pierwszy dzień urlopu, w poszukiwaniu najpiękniejszej cerkwi…

Słonko całkiem mocno świeci, wybieramy się na mało forsujący spacer. Po wielu miesiącach spędzonych  głównie przed komputerem trzeba sprawdzić stawy i „zawieszenie”, mocniejsze trasy zostawiamy na kolejne dni. Ruszamy w kierunku Łopienki, wsuwam dłoń w cieplutką dłoń męża. Dobrze, że go mam, dobrze że nie idę przez to życie sama, dobrze, że on potrafi mi w tym wieloletnim czekaniu towarzyszyć, podziwiam go, że nie uciekł i się nie załamał.

Po drodze mijamy retorty i po kilku kilometrach marszu wyłania się przepiękna cerkiew w Łopience. Inna niż większość cerkwi w tym rejonie, bieleje na słońcu, przy płocie falują na wietrze słoneczniki i róże. Dookoła nie ma nic, a wewnątrz cudny obraz Matki Boskiej, w wazonach na ołtarzu tylko polne kwiaty i promienie słońca wdzierające się przez witraże. Tak mogłyby wyglądać wszystkie kościoły. Prostota, subtelność, a nawet surowość – nic nie rozprasza, wiadomo Kto tu jest Najważniejszy.

Retorty- 3 piece do wypału drewna w Łopience, BieszczadyCerkiew w ŁopienceOłtarz w cerkwii w ŁopienceCerkiew w Łopience

Do 3 razy sztuka…

Wycieczka, którą planowaliśmy od 3 lat. Raz brakło czasu i dobrej pogody, drugim razem samochód dojechał do Tarnawy i zastrajkował. Tym razem się udało i to był najpiękniejszy dzień urlopu.

Do źródeł Sanu „chwilkę” się idzie, ale to była najcudniejsza trasa w Bieszczadach. Ruch na szlaku prawie żaden, większość czasu wędrowaliśmy nie widząc nikogo. Pogoda była cudna, chmury na niebie pozowały do zdjęć obłędnie, a nawet trafił się nam na drugim śniadaniu pewien jegomość, który przyłączył się do pałaszowania moich płatków  jaglanych. Długa trasa, piękne widoki, myśli oczywiście bez liku…

DSC03541DSC03659DSC03575

Pociąg pospieszny, opóźniony 2h, 40 min jednak dojechał….

Z biegiem lat przyzwyczajamy się do naszej bezdzietności – przyzwyczajamy się że ona może zostać z nami  już zawsze. Albo może raczej zostawiamy sobie w głowie malutki kącik na myśli o bezdzietności w przyszłości. Na wszelki wypadek…., by szok nie był tak wielki. Nie, nie jesteśmy pesymistami, ale pokopani przez walkę o dziecko. Na początku leczenia zakładaliśmy, że za kilka miesięcy się uda, że za rok to już na pewno. Na początku drogi adopcyjnej, mieliśmy tyle optymizmu, by myśleć, że w 2-2,5 roku będziemy rodziną. Wcale nie tak nierealne znów plany, wielu parom udało się nawet dużo szybciej. Minęło już więcej czasu, ciągle zastanawiamy się ile jeszcze czekania przed nami i …. czy gdy przyjdzie jego kres, my będziemy jeszcze czekać.

Już wszyscy się przyzwyczaili, że my jesteśmy tylko we dwoje. Z jednej strony dobrze, nikt raczej nie zadaje dziwnych pytań, z drugiej – smutne…. Nagle po prawej spory szelest i tylko zadki 2 sporych wilków mignęły mi w krzakach. Na kolejne kilka kilometrów dziwne myśli uciekły, pospieszny się pospieszył i ruszył przed czasem. Oby tylko dojść, wrócić i nie spotkać niedźwiedzia:)

Na koniec pańcia z miasta pierwszy raz w życiu miała okazję zrobić sobie zdjęcie na sianie, serio- pierwszy raz w życiu.

w drodze do źródeł Sanu, gdzies na sianie

Wieczorami wracamy wymęczeni fizycznie, ale szczęśliwi.  Są chwile gdy zapominam, że ciągle czekamy, że to nie tak miało być i delektuję się życiem. Chciałabym częściej się tak delektować, ale nie zawsze mój mózg robi mi takie wakacje od myślenia.

Na tym urlopie parę razy się „wyłączył” i dał mi pożyć. Znów odwiedziliśmy ulubioną restaurację „W starym siole” – to stały punkt w Bieszczadach. Miałam ochotę na naleśnika giganta u Wędrowca, ale na stanie w godzinnej kolejce po stolik już nie, więc wygrało Sioło. Wieczorny grill który urządzał M. a potem palenie w kozie i picie bieszczadzkiego piwa (choć ja nie lubię piwa) ale tu nawet piwo smakuje.

Gdy jestem na wakacjach zawsze zastanawiam się czemu ja jeszcze mieszkam w mieście. Tak dla jasności od niecałych 35 lat mieszkam w mieście (czyli zawsze), ale z każdym rokiem coraz bardziej mi to ciąży. Zastanawiam się nad tym po 7 rano, siedząc na progu naszej chatki z kubkiem kawy, M. jeszcze śpi. Próg drzwi wejściowych – to zawsze było najbardziej oblegane miejsce w domu mojej babci, takie mam wspomnienie z dziecięcych wakacji. Jak ktoś zrobił sobie kawę czy herbatę to siadał na progu, gdy chciało się z kimś pogadać, to siadało się na progu. Jakie to proste i urocze. Teraz sama siedzę na progu i oglądam mieniącą się w słońcu rosę.

DSC03342

Czy sny mają jakieś znaczenie? (Uwaga Pendolinoooo …)

Siedzę dalej na tym progu. Myśli zasuwają jak Pendolino, ani one, ani on się nie zatrzymują.  W ten oto sposób przypominam sobie sen sprzed … 15 lat. Miałam 19 lat, pierwszy rok studiów, znałam już M. ale właściwie się nie znaliśmy, kolejna ze 152 nowych twarzy na studiach. Pewnej soboty, budzę się rano zlana potem, z sercem bijącym 150. Siadam na łóżku w siadzie tak prostym jak nigdy wcześniej i później mi się nie udało, trzymam się za brzuch i powtarzam w myślach, to tylko sen, aleś ty głupia. Serce zaczyna zwalniać, mama puka do pokoju, zdziwiona moim zdziwieniem pyta czy coś się stało – a nic, byłam w ciąży i to zaawansowanej z kolegą z roku. Mina mamy bezcenna, ja tylko rzucam – w  śnie byłam, ale już nie jestem.

Do dziś nie mogę pojąć tej parodii przekory i podstępności podświadomości. 30-stu facetów na studiach, nie znam żadnego, a mnie śni się, że z jednym jestem w ciąży. Wtedy to był horror.

Po 1,5 roku ten facet podrywa mnie na zajęciach z tańca, a po 4 latach zostaje moim mężem. Nie może tylko zostać ojcem moich dzieci. Cholera jak ja w tym śnie tak szybko zaszłam w tę ciążę? I dlaczego właśnie z nim? Dawny horror od 10 lat jest niedoścignionym marzeniem.

Uffff wstał M.. kurz po Pendolino opada, idziemy na śniadanie, planujemy dzień, czyli zaczyna coś się dziać, myśli idą spać.

Tegoroczny urlop był trochę inny niż wszystkie. Zrobiliśmy kilka górskich tras, ale połowa czasu to było leniwe i zwyczajne zwiedzanie, bez forsowania się na szlaku. Aż dziwne jak na nas. Może starość, może powoli przyzwyczajamy się, że za rok…. dobra, myśli na bok, bo skisnę z nimi.

Odwiedziliśmy Kalwarię Pacławską  i chętnie tam kiedyś wrócimy na dłużej, tak by móc przejść wszystkie dróżki i szlaki wokół sanktuarium. Z tego miejsca bije spokój i harmonia. Dosłownie i w przenośni. Nie ma tony turystów, a po sezonie to prawie wcale ich nie ma, cisza, śpiew ptaków i mruczący na ławce kot zaraz pod malowidłem ojca Wenantego. Kupiłam kolejny już różaniec, uwielbiam różańce i moc modlitwy na nich. Mam ich już wiele, ale co jakiś czas jeden gubię, choć tłumaczę sobie, że „przekazuję” go komuś bardziej potrzebującemu. Od pewnego czasu kiełkuje też we mnie pewna myśl, by trochę to moje upodobanie wykorzystać. Czas pokarze czy to dobry znak. Na razie tłumaczę sobie, że to jedyny sposób którym udaje mi się zatrzymywać kotłujące się myśli, więc bez dyskusji niesie dobro.Kalwaria PacławskaKalwaria Pacławska KlasztorKalwaria Pacławska KlasztorDSC_0064

W drodze powrotnej chciałam wstąpić do skansenu w Sanoku. Nie świadczy to o mnie najlepiej, ale głównym motorem nie był skansen, ale chęć zakupienia starodawnej ceramiki. Zagapiłam się wiele razy i przejeżdżając 3x przez Czarną nie wstąpiliśmy do słynnej tam pracowni, więc potem tylko malutkie zakupy udało mi się zrobić w centrum rzemiosła w Uhercach Mineralnych, no i kierunek Sanok. A ja jestem taka niby pańcia z miasta, ale jednak swojska. Mnie bardziej cieszy drewniany ręcznie zrobiony różaniec przez miejscowe babcie, toczone na kole garncarskim filiżanki, albo garnek rzymski i wianek czosnku, niż nowa torebka, albo ciuch.

Skansen mnie zaskoczył i urzekł niesamowicie. Nie mogłam się napatrzeć, nawzdychać, gdyby nie pogoda i mocno grzejące słońce, pewnie zostalibyśmy tam dłużej, naprawdę warto. Z resztą pewnie tam wrócimy, z dz…. I znów pociąg.

Chciałam napisać, że polecam i jak macie już dzieciaki, to jedźcie- ani Wy, ani one nie będą się nudzić. DSC04089DSC04093DSC04101DSC04132DSC04169rzeka San

16 myśli na temat “Urlop we dwoje – czyli same przyjemności: relaks, odsypianie, randki, kolacje, seks i …. pociąg osobowy wjeżdża na tor…przy peronie…

  1. Piękne widoki 😊 ja też uwielbiam ciszę i spokój dwadzieścia lat mieszkałam na wsi moi rodzice mają gospodarstwo. Czasami sie zastanawiam czy jak juz sie w naszym zyciu pojawi to dziecko to sie w tym odnajde przywyklam juz do naszego spokojnego , ,,poukladanego” zycia we dwoje. W ubiegłym tygodniu dostaliśmy kwalifikacje na warsztaty i podobnie jak ty przed laty mamy nadzieję że w ciągu trzech lat zostaniemy rodzicami ❤️ Tak nam mówią w ośrodku że teraz dzieci dostają pary które złożyły dokumenty w 2018 roku podobno są jeszcze dwie pary z wcześniejszych lat ale one mają „wygórowane oczekiwania ” i odrzucają propozycje. Zastanawiam się z czego to wynika że czekacie tak długo ?

    Polubienie

    1. Ewo życzę Wam tego- abyście wcte 3 lata wyrobili pełen plan adopcyjny. Jak my zgłaszaliśmy się do OA (06.2016) to też nam mówili że w 3 latach się zamkniemy. Teraz, przy powtórce kwalifikacji usłyszeliśmy że dzwonią do par z roku przed nami…. Tak że ten…
      Z czego to wynika? Nie wiem, nasz ośrodek na to pytanie odpowiedział nam takimi ogólnikami że w sumie to wywinął się od odpowiedzi.
      Z tego co wiem, to w rejonach dużych skupisk miast czeka się dłużej. Bo mniej dzieci a sądy też bardziej zapchane i sprawy się toczą czasem latami.
      Zazdroszczę że trafiliście do tak sprawnego ośrodka. Powodzenia na nowej drodze😘

      Polubienie

    1. No to macie szansę na faktycznie szybka adopcje. Na północy i w mniejszych miastach wszystko idzie sprawniej. Tam podobno dzieci do adopcji więcej, par chętnych mniej i w sądach malutkie korki.
      My jesteśmy w dużym mieście na południu. To nie był dobry wybór, ale po tak długim czekaniu zmiana na inny OA jest mało racjonalna.
      Z naszej grupy nikt nie został jeszcze rodzicami i z tego co zrozumiałam to dopiero zaczynają dzwonić do par z 2016r.
      Trzymam kciuki za Was😍

      Polubienie

  2. Kochana Lidio!
    Musze ci koniecznie napisac, co mi sie przytrafilo – tak a propos zmiany pracy.
    W 2018 poronilam, choc w ciaze zaszlam
    za pierwszym podejsciem mimo 38 lat. Zaraz potem chcialam zmienic prace, ktorej serdecznie nie znosilam. Ale po rozmowie z moim partnerem doszlismy do wniosku, ze lepiej poczekac na czas “po ciazy” – tyle tylko, ze ta ciaza nie przychodzila. Po 6 miesiacach zaczelam stymulacje, I tak minely 2 lata – bez dziecka, bez ciazy, ciagle w tej samej pracy. Zrobilusmy tez z partnerem pelna diagnostyka / oboje jestesmy zdrowi, wszystkie parametry byly w porzadku. W koncu stanelismy przed decyzja o in vitro. Ale jeszcze przed stwierdzilam, ze pier…,, wszystko, zmieniam prace, ale najpierw zrobie 5 miesiecy przerwy, bylam wykonczona. Zlozylam wymowienie, I w ostatnim dniu pracy musialam zjechac natychmiast z autostrady, mialam napad mdlosci I zawroty glowy – to sie zameldowala nasza corka.
    Wiesz, nawet jesli nie znajdziesz w ciaze – moze ta zmiana pracy okaze sie czyms najlepszym, co ci sie moglo przytrafic – moze tak mialo byc😀

    Polubienie

    1. Dzięki Moniko😉 Ja też czuje że dobrze się stało, w sumie już dawno powinnam była zrobić ten krok.
      Mdłości ustąpiły jak odeszłam z tej pracy, czyli jednak to była ciąża zawodowa 🤣
      Gratulacje i wszystkiego dobrego dla Was!

      Polubienie

  3. Witaj Lidio.
    My z mężem skaldalismy papiery w grudniu 2016 roku. Zadzwonili do nas niedawno z pierwszą propozycją. Mogę prosić Cię o kontakt prywatny. My też jesteśmy w Ośrodku w dużym mieście na południu Polski 😊 może moje doświadczenia do czegoś Ci się przydadzą. Pozdrawiam.

    Polubienie

  4. Przepiękne widoki Lidio 🙂 Cieszę się, że mogliście wypocząć, choć wiem, że oderwać myśli nie jest łatwo. Ja dlatego lubię „intensywne” wakacje, najlepiej na własną rękę, gdzie odkrywamy nowe miejsca i możemy zachwycać się pięknem przyrody. W sumie przez niepłodność taka żyłka podróżników się w nas odezwała 😉 W podróży dużo łatwiej oderwać się od codziennych problemów. Niestety, zauważyłam, że im bardziej uda mi się oderwać, tym większego „doła” łapię po powrocie, więc chyba nie ma dobrego sposobu na nasze smutki, czasem trzeba je chyba dopuścić na chwilę, żeby dały nam potem spokój 😉 Trzymam za Was mocno kciuki, żeby wkrótce zadzwonił TEN telefon. My postanowiliśmy teraz mocniej zająć się tematem leczenia, diagnostyki itp. Takie mam mieszane uczucia, z jednej strony czuję się tym zmęczona, mam obawę przed kolejnymi stratami, a z drugiej – nigdy nie byliśmy tak blisko jak teraz… z trzeciej – czytam o adopcji i serce bije mi mocniej… a z czwartej, ostatnio leżąc na trawie z moim Mężem i patrząc w chmury, było mi tak lekko, że poczułam w tamtej chwili, że nie potrzeba mi do szczęścia nic więcej… i takich chwil życzę nam jak najwięcej 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję, widoki były naprawdę super. Uwielbiam miejsca, gdzie mogę robić zdjęcia i nie kombinować, by w kadr nie weszły mi słupy i przewody wysokiego napięcia:)
      To prawda, że aktywność powoduje zajęcie głowy i odcięcie się od myśli.. wszelakich, tych niepłodnych też. Ja zauważyłam, że jeśli po urlopie nie wpadam w dzieciate towarzystwo, to nastrój trwa:) Gorzej, jeśli musi się wrócić do środowiska, które znów epatuje i przypomina nam o naszym bezdzietnym statusie.
      Rozumiem Twoją sytuację, chęć leczenia, mieszane uczucia i te momenty, gdy czujemy się błogo i nic nam więcej nie potrzeba. Oby właśnie tych chwil błogich było najwięcej tej jesieni.
      Trzymam kciuki za dalszą walkę i cierpliwość w leczeniu :*
      L.

      Polubienie

  5. Widzę, że Bieszczady w tym roku bardzo oblegane:0) myśmy też wybrali się na wakacje w tamte rejony, a dokładnie do Polańczyka-w sumie nie mieliśmy nigdzie wyjeżdżać, ale mąż stwierdził, że czas odpocząć od tego wszystkiego, bo to jakiś taki dziwny rok-pandemia, mój brak pracy, śmierć babci od męża i wiele takich zawirowań… Pojechaliśmy, byliśmy w Bieszczadach po raz pierwszy, ale wiemy, że nie ostatni, bo jest tam przepięknie… Trochę wędrowaliśmy po górach (byliśmy na Korbani i na Połoninie Wetlińskiej), jechaliśmy bieszczadzka kolejka, spacerowaliśmy po Zaporze i odwiedziliśmy Komancze, gdzie interweniowany był kardynał Stefan Wyszyński. Naładowaliśmy akumulatory i mimo że byliśmy tam akurat w szczycie sezonu wakacyjnego, dało się odpocząć i oderwać od rzeczywistości….
    Widzę, że u Ciebie też są zmiany; dawno nie zaglądałam na Twojego bloga, bo jakoś ten czas tak szybko leci, że nie mogę za nim nadążyć i nie ma kiedy na spokojnie siąść i poczytać co słychać u innych…
    Zmiany są potrzebne i ja uważam, że każda z nich jest po coś, Góra wie co robi i pięknie sobie przygotowała plan na nasze życie… Co ma być, to będzie, a na pewne sprawy i kwestie nie mamy większego wpływu… Musimy wierzyć w to, że Pan Bóg ma dla nas wspaniały plan; wierzę w to, że i Wy i my i reszta osób, które od tylu lat czekają na dziecko, w końcu się doczeka, że przyjdzie taki dzień, w którym z całego serca będziemy dziękować za maly/wielki cud… Będzie dobrze… Z Bogiem i Maryja zawsze wszystko się udaje i wszystko dobrze się kończy….

    Polubienie

    1. Tak, nasz krótki urlop znów spędziliśmy w Bieszczadach. W tym roku pierwszy raz w niskich – w Myczkowcach i bardziej leniwie niż zawsze, ale też było pięknie. W Polańczyku byliśmy kiedyś po drodze na obiedzie:) ale że było już po sezonie wakacyjnym to turystów mało.
      Ja też mam nadzieję, że zmiany okażą się u nas dobre. Na razie przyniosły spokój psychiczny, a to już dużo. Staram się zostawić to wszystko Górze, choć czasem nie ukrywam boję się, że trudno mi będzie pogodzić się z odgórnym planem. Póki co podążam za planem i pomysłami, które podsuwa mi „Góra”. Oby Nowe okazało się dobre.
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

  6. Czesc Lidio!
    Wpadam do Ciebie od czasu do czasu przeczytac co slychac.
    I tak sobie ciagle mysle o tej waszej bezplodnosci i nachodzi mnie pytanie czy sprawdzala poziom wit D3 we krwi I jodu?
    Dieta takze jest bardzo wazna jesli chodzi o zajscie w ciaze.
    Ja nadal wam bardzo kibicuje I trzymam kciuki za dobre wiadomosci, te z osrodka takze!

    Polubienie

  7. W ogóle zacznę od tego, że posta oczywiście czytałam już dawno temu, kiedy jeszcze była ładna pogoda, cieplutko, a dziś kiedy piszę komentarz? No cóż, za oknem mgła i zaledwie 6 stopni. Jak miło więc popatrzeć na moje ulubione góry Bieszczady! One zawsze w pewien sposób były magiczne, można było się wyciszyć i wsłuchać się w siebie i ich głos. Piękne zdjęcia. Mam nadzieję, że tej energii, którą nałapaliście w czasie wyjazdu, starczy na długi, długi czas. Przed nami wszystkimi trudne chwile, dla Was jeszcze cały czas oczekiwanie i niepewność. Ale jak wiesz ja bardzo wierzę w to, że po prostu pewne rzeczy muszą mieć miejsce, wydarzyć się, by coś innego mogło przyjść. Jak to mówią wszystko ma swoje miejsce w przyrodzie i to chyba się sprawdza.Także byle do przodu, no przecież kiedyś skończy się to noszenie maseczek, a Wasza rodzinka się powiększy i świat stanie na głowie :))
    Na koniec jeszcze Ci powiem, że mega zazdroszczę tego zdj na Bali 😀 ! Nie wiem, czy Ci mówiłam, ale jak ostatnio byliśmy na Kaszubach to miałam takie cudne bale upatrzone na zdjęcie, ale że była już szarówka to postanowiliśmy wrócić na następny dzień. I co? Wszystkie zabrane! I to nie tylko z tego miejsca :(( I jakoś tak nie mam szczęścia, bo jak już widzę jakieś to albo jadę samochodem i nie mam się gdzie zatrzymać, albo się spieszę, albo jeszcze coś tam. Także kochana pozazdrościć – wakacje na Bali masz zaliczone! :))
    Buziaczki

    Polubienie

Odpowiedz na Minia Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s