Nowe życie

Już nawet nie pamiętam dobrze pierwszego dnia w domu z naszą Córcią. Wiem, że przywieźliśmy ją zaraz po rozprawie, ciocia adopcyjna już na nas czekała z przygotowanym prezentem dla córki. Po drodze dziadek wysyłał smsy kiedy będziemy, bo on musi choć zobaczyć wnusię no i pierwszy przybiegł jej się przedstawić i uściskać. Była zdziwiona, ale bardzo spokojna 🙂 W rodzinie zastępczej córcia była najmłodsza i musiała się dostosować do bardziej absorbujących starszaków. Z naszych spotkań w RZ wynikało, że będziemy mieć bardzo cichutką i przymilającą się dziewczynkę.

Pierwsze złości pojawiły się już przy karmieniu, a apogeum nastąpiło wieczorem, bo okazało się że nieogarnięci rodzice zapytali o wszystko w RZ, kupili wszystkie te same produkty, by Mała nie miała żadnych zmian i nowości, ale nie wpadli na to, że ponad 4-ro miesięczniaczek nadal używa smoczka „zerówki”. M. zrobił najazd na Rossmanny w okolicy i znalazł jeden właściwy smoczek, tak by przetrwać do rana i nie „zalewać” dziecka mlekiem.

Wszyscy opowiadali, że dzieci zmieniają się po przeprowadzce do rodziny adopcyjnej. Przyznam, że my na to czekaliśmy. Byliśmy ciekawi, kiedy ujawni się prawdziwe „ja” naszej Córci i jak ono będzie wyglądać. Wiedzieliśmy, że jej spokój i wycofanie jakie znaliśmy z RZ na pewno się zmieni. No i już się zmieniło, całe szczęście na bardziej uśmiechnięte, radosne, gaworzące i ciekawe świata dziecko. Widać ogromną różnicę w zachowaniu i ogromną radochę co rano, gdy nas widzi. Ten uśmiech wynagradza krętą i bardzo długą drogę do naszego rodzicielstwa.

Kontroli brak.

Na pierwszej rozprawie o powierzenie pieczy został wyznaczony nam termin właściwej rozprawy adopcyjnej i czekaliśmy trochę na szpilkach na kontrolę. Tu znów koronawirusowy rok przygotował nam niespodziankę . Wiedzieliśmy że codziennie do godziny 21 może odwiedzić nas kurator, albo dzielnicowy – sędzia poinformowała nas, że wysyła zawiadomienia z prośbą o kontrolę do tych organów, ale … nikt nas nie odwiedził. Jedynie na umówione wcześniej spotkanie przyjechały nasze panie z OA, ale w czysto przyjacielskiej formie. Na rozprawie adopcyjnej mieliśmy wiele szczęścia, bo przez brak wizytacji kuratora i policji mogliśmy mieć odroczoną decyzję o adopcji. Zrobiło nam się słabo, jak to usłyszeliśmy. Sędzia jednak zdecydowała o przesłuchaniu stron, bardzo pozytywna opinia z naszego OA oraz od obecnej na rozprawie opiekun prawej uratowała sytuację i sędzia zakończyła sprawę. Wiemy niestety, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia i para, której sprawa toczyła się w innym sądzie dostała odroczenie adopcji właśnie przez niedopatrzenie kuratora.

My bez dwóch zdań mieliśmy szczęście – od kiedy poznaliśmy córkę, dobre anioły wzięły nas pod opiekę i na razie każda sprawa kończy się dobrze. Ostatnie tygodnie upływają nam na wzajemnym poznawaniu się, zabawach na macie, spacerach, próbach rozszerzenia diety, na razie upadających na niczym, ale co tam. Nasz Bobas uwielbia Enfamilek i nie chce zrezygnować z niego za nic w świecie. Obecnie jesteśmy na etapie „robienia masy” 🙂

Cudnie się patrzy na tą naszą Maliznę, jak codziennie uczy się czegoś nowego. Jak z małej siedzącej na rączkach „ameby” zrobiła się ciężkim wiercipiętkiem. Jak turla się po macie i włazi tyłem pod stół, fotel, firanki, nie rozumiejąc dlaczego zabawki jej się oddalają zamiast przybliżać. Jest przeurocza i bardzo wyrozumiała dla nas. Nie płacze bez celu. Jak daje znać, że coś jej nie pasuje, to faktycznie ma jakiś powód, choć nie zawsze umiem go odgadnąć za pierwszym razem.

Gdy wyrok po adopcji uprawomocnił się, zaczęliśmy zajmować się papierologią, na którą okazało się, że trochę się czeka. Mąż pojechał specjalnie do właściwego urzędu stanu cywilnego dla miejsca urodzenia Córci, by dostać szybciej nowy akt urodzenia i pesel dziecka. W naszym mieście też mogliśmy to zrobić,  ale to byłby kolejny tydzień czekania. Zależało nam na jak najszybszym urlopie ojcowskim, by Wiewiórcia nie przyzwyczajała się tylko do mnie, a bez aktu urodzenia nie da się tego urlopu dostać (i to jeszcze trzeba 7 dni wcześniej złożyć stosowny wniosek w pracy). Chcieliśmy jak najszybciej móc zarejestrować córkę do lekarza, ale nie używać starych danych. Wciąż czekamy na kartę szczepień z pierwszej przychodni. Ojjj dużo jest takich dziur w prawie, które widzą chyba tylko rodziny i ośrodki adopcyjne, bo większość osób trzecich jest zdziwionych moim jasnym stawianiem granicy.

Mile zaskoczyła mnie tylko pani w ZUSie. Zaraz, gdy przywieźliśmy Córcię do domu, złożyłam internetowo wnioski o urlop macierzyński. Nie przewidują one pozostawienia pustego okienka przy uzupełnianiu online, więc musiałam wpisać tam głupoty, a na drugi dzień umówiłam się na wizytę w ZUSie z kserem postanowienia z sądu, z zamazanymi danymi i wytłumaczyłam pani skąd te czarne plamy. Pani tylko spojrzała na oryginał i powiedziała, że w zupełności rozumie sytuację i nie potrzebuje żadnych dokumentów więcej. Czyli się da 🙂

Nowa rzeczywistość dla naszej rodziny okazała się całkiem łaskawa. Nie możemy narzekać na bardzo nieprzespane noce, bo nasza Malizna je przez sen i często wcześniej nawet nie płacze. Jak już zaczyna się mocno kręcić po łóżku, wiemy że trzeba zrobić enfamilkowe cappuccino. Lubi się kąpać, przytulać i nosić w chuście albo nosidełku. Uwielbia jak coś się dzieje, więc często odkurzamy, gotujemy, sprzątamy jak kangurzyce – Wiewiórcia u mnie na brzuchu.  Często usypia wieczorem w łóżeczku, bez noszenia na rękach, ale bardzo lubi jak ktoś koło niej jest. Więc sobie leżymy, śpiewamy, albo ja czytam książkę, gdy Córcia przytula się do pieluszki (nauczona przez ciocię zastępczą). Można powiedzieć, że to dodatkowy prezent, który dostaliśmy w nagrodę za wytrwałość w czekaniu. Średnio to niestety rozumieją inni, bo często słyszę, że „ja to mam dobrze, bo X wstaje 7x w nocy, bo Y nie śpi do 2, bo jak Z była mała to się ciągle darła” a ja nawet nie mam siły na to reagować. Zazwyczaj milczę i w myślach tylko powtarzam – widocznie miałam cięższą drogę wcześniej i nieprzespane noce z innego powodu…

Nasze życie dziś wygląda totalnie inaczej niż kilka miesięcy temu. Nie mamy czasu dla siebie, mniej go na spanie, wszystko trzeba robić w 5x szybszym tempie. Ale to życie ma w końcu smak, ma obawy o to co będzie, bo teraz jest dla kogo żyć. Nie ma już żadnych wątpliwości, czy adopcja to droga dla nas. Z każdym dniem, czujemy mocniej, że ta Dziecina jest najbardziej nasza pod słońcem, że to była najlepsza decyzja.

Powyższy fragment był od mojego M. specjalnie dla Was 🙂 Od M. który już jest tatusiem, tulącym Córusie, opowiadającym jej o przyszłych planach do uszka i turlającym się po macie. W sumie to On teraz wygląda tak, jakby od zawsze był tatusiem 🙂

6 myśli na temat “Nowe życie

  1. Gdy czytam ten wpis czuję jakby promyki słonka ogrzewały mi twarz i szeptały, że moja wiosna też nadejdzie 🙂

    Z tego co piszecie wynika, że naprawdę mieliście wiele szczęści bo i rodzina zastępcza wydaje się być dobra, sąd szybki a urzędnicy łaskawi.

    8.03 nasza kwalifikacja (chyba formalność), ale trzymaj kciuki!

    Polubienie

    1. Soniu, nadejdzie wiosna u Ciebie też, bardzo w to wierzę, czuję, a nawet jestem pewna!
      Z resztą sama data kwalifikacji jest już przeurocza 🙂 Trzymam kciuki za powodzenie, a najbardziej za Twoją kondycję psychiczną, by czekanie nie odbijało się bardzo negatywnie na codziennym funkcjonowaniu.
      Ściskam najmocniej jak umiem razem z Wiewiórcią.

      Polubienie

  2. Jak dobrze że dozekaliście takich czasów – miód na serce 🙂 wcześniej wasze życie też miało sens i swoje barwy za którym kiedyś pewnie też zatesknicie. Ja jestem w ciąży na którą też sporo czekaliśmy ale już z utęsknieniem wspominam dawne wyjazdy itd. Oczywiście cieszę się na to co.mnie czeka, ale to co przeżyliśmy nawet te trudne chwile miały sens i jestem za nie wdzieczna. My już w zasadzie na końcówce ciąży a ja nadal nie wierzę w ten cud 🙂 jest strach żeby wszystko było dobrze, jest oczekiwanie i niedowierzanie. Ja też zauważyłam że nie narzekam np na dolegliwości ciążowe, że potrafię się naprawdę cieszyć tym czasem mimo że mamy dużo na głowie. Podziwiam Was że potrafiliscie się zorganizować tak niespodziewanie na pojawienie się dziecka. 🙂

    Polubienie

    1. Gratulacje!:)
      Ja też czasami nieśmiało wspominam weekendowe spanie do 10, wyprawy w góry zawsze we dwoje, a nawet wykonywanie domowych obowiązków ze spokojem, a nie jak teraz – wg priorytetowych priorytetów, bo co jak się obudzi za 5 min 🙂
      Ale ten uśmiech wynagradza wszystko, a nawet ryk w niebogłosy, bo mama wyszła na chwilkę, a ona chce z mamą… 🙂
      No radości z kompletowania wyprawki nie mieliśmy niestety. Wszystko było na totalnego wariata i co kto przyniesie / da/ pożyczy. Całe szczęście, że niczego nam nie brakło, a nawet było za dużo 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s