I co dalej, pisać czy nie pisać?

Ostatnio w mej głowie tysiące myśli totalnie sprzecznych.

Dotarło do mnie, że nasza córcia jest z nami już połowę swojego życia J Dzięki temu nasze życie żyje, a nie trwa, jak do tej pory. Malucha każdego dnia zaskakuje nas nowymi umiejętnościami i  rozbraja cudnym już 2- półzębnym uśmiechem.

Z jednej strony  chciałabym Wam to wszystko opisać, ale mam mało czasu. Wiewiórcia ładuje swoją baterię podczas 20-30 min. drzemki i jest gotowa do dalszego brykania. Zawsze się łudzę, że tym razem pośpi dłużej, ale jej donośny krzyk przypomina mi że nawet nie zdążyłam … iść do toalety.

Z drugiej strony nie umiem do końca epatować swoim szczęściem, bo z tyłu głowy mam migającą lampkę – „wyluzuj – swoim szczęściem można zrobić komuś tyle samo przykrości, co słowami, zapomniałaś?”

Z trzeciej strony, zaczęłam pisać blog o niepłodności, teraz robi się o życiu adopcyjnych szczęściarzy – czy kogoś tutaj to interesuje??

Z czwartej – skończyłam ostatnio załatwiać formalności dzieciowe, poadopcyjne (zaległe 500+, książeczka zdrowia, szczepienia) i nóż się w kieszeni otwiera, aż mam ochotę zwołać wszystkich w podobnej sytuacji i zrobić pospolite ruszenie na pewne miejsce w Warszawie, bo jak nie my  – adopcyjni, to kto o to będzie walczył? Ale obawiam się, że te tematy nie będą Wam bliskie, w końcu więcej tu o niepłodności, niż o adopcji.

Z piątej strony – wiele jest takich tematów, o których nikt nie pisze po adopcji – czy zmieniać dziecku imię, czy iść do specjalistów profilaktycznie i których, komu o adopcji mówić a komu nie (prawie wszyscy w koło myślą, że urodziłam na kwarantannie J) , czy utrzymywać relacje z innymi rodzinami adopcyjnymi i jak ich szukać itd. Itd. Nie mam na myśli odkrywania wszystkich prywatnych kart, ale w miarę anonimowe (z myślą o dobru dziecka) acz szczere informacje, jak ogarnąć adopcyjne rodzicielstwo.

Z szóstej, najdłuższej strony – jak ja bym wiedziała, że oni jednak zadzwonią i że wtedy zadzwonią, to nie zmarnowałabym …. tego czasu, tamtego też i nawet wiem co bym zrobiła, przeczytała, nauczyła się, oj… teraz mi szkoda jak nie wiem co, tylu wieczorów rozpaczy.

No i jak się odnaleźć w roli rodziców adopcyjnych, gdy jeszcze dzień przed telefonem byliśmy pewni, że:  trudno, będziemy do emerytury i jeszcze dłużej chodzić po górach, czytać książki, uciekać przed świętami rodzinnymi, przeprowadzimy się na daleką wieś, a najlepiej bezwieś. Będziemy hodować kozy i swój bezdzietny smutek… Tymczasem jakaś Malizna śpiąca koło mnie w nocy, szarpie mnie za rękaw, ja otwieram oczy, a tam uroczy uśmiech mówi mi – „mamo już 5 nad ranem, pośpiewaj mi” i lecimy z „Tą Dorotką” ale tak cichutko na uszko, żeby taty nie budzić.

Teraz czas na Was….

Poprowadźcie mnie dalej – jeśli chcecie słów kilka o adopcji i o po adopcji, to postaram się coś niecoś napisać. Wszelkie podpowiedzi tematów i pytania bardzo mile widziane i wyrozumiałość, bo to pewnie będzie rozciągnięte w czasie.

Jeśli nie chcecie o adopcji, tylko o czymś innym, to też napiszcie 🙂

Nie obiecuję też, że szybko będą pojawiać się nowe wpisy i co z wiewiorkowem dalej, ale zostawiam to czasowi.

PS.

Ostatnio rozmawiam przez telefon z koleżanką z pracy, nie pamiętam już o czym. Nagle ja, w jakimś tam kontekście:

– jak urodziła nam się Malizna, to coś tam, coś tam …. i nagle cisza (moja), tzn. chciałam powiedzieć, że ..

– no dobrze powiedziałaś, przecież Wam się urodziła i co tam dalej? Kontynuowała koleżanka

I wtedy wiedziałam, że to jest najbardziej moja córka jak tylko się da i że mimo iż zawsze będę „drugą mamą” to ja ją rodziłam ponad 10 lat.

20 myśli na temat “I co dalej, pisać czy nie pisać?

  1. pisać o tym o czym w danym czasie się czuje to chyba najlepsze wyjście teraz;-) w swoim tempie, wtedy kiedy się da. To, że Wam się udało wreszcie, tylko daje nadzieję pozostałym czekającym na swoje szczęście, jakie by ono nie miało być;-) niepłodność przecież wiąże się z wieloma wątkami, i warto je poruszać, a nóż widelec komuś wskaże dalszą drogę lub pokaże światełko w tunelu w sytuacji beznadziejnej w danym akurat momencie… pozdrawiam całą Ekipę;-) tę powiększoną Prywatną -Rodzinną jak i tę Wiewiórkową.

    Polubienie

      1. Poczytywałam tego bloga jeszcze zanim się odnaleźliśmy ze swoimi dziećmi, szukałam osób, którzy są w drodze po swoje szczęścia. Wciąż mało jest blogów, które opisują życie po adopcji. Bo właśnie brak czasu, bo może nie chce się odsłaniać, a może już wydaje się, że nie ma o czym pisać. Ja na pewno z ciekawością będę śledzie Wasze dalsze losy.

        Polubienie

        1. Justycha, dziękuję Ci bardzo i tak, zgadzam się, że brak czasu to jedno, ale chyba drugi równie ważny powód, to że sporo osób właśnie nie chce się odsłaniać. Będę się starać skrobnąć coś wieczorami.

          Polubienie

  2. Cześć 🙂 Pozwalam sobie bezpośrednio, bo kilka tygodni temu trafiłam tutaj i zupełnie przepadłam. Pisz, nawet dla nowych osób, takich jak ja 🙂 Jestem obecnie na etapie, w którym powiedziałaś dość, tyle, wystarczy…I Twój jeden wpis wyjaśnił mi w temacie więcej niż na 10 różnych forach zdołałabym przeczytać.

    Pisz dalej, nie z konieczności, ale ze swojej bezpośredniej szczerości i chęci podzielenia się prawdą jak to życie teraz wygląda. Niektórzy (w tym ja) są dwa kroki za Tobą i z Twoich wpisów czerpią nie tylko pociechę, ale i naukę, więc nawet jeżeli z bloga „o staraniu i walce” zamieni się w „adopcyjnego” to warto, bo może i mnie i innych ostrzeżesz przed czymś, podpowiesz, a czasami, zwyczajnie, będziemy wiedzieć, że nie jesteśmy same 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci Natalio za bardzo mądre słowa. Przypomniałaś mi, jak 7-8 lat temu, gdy jeszcze byłam na etapie leczenia, szukania nowych lekarzy, metod i ratunku by być mamą biologiczną i tak podczytywałam adopcyjne już blogi. Bez dwóch zdań miały one wpływ na moją adopcyjną decyzję i gdzieś z tyłu głowy były wsparciem mentalnym, gdy nasze czekanie w OA wydawało się nie kończyć.
      Cieszę się, że mój wpis o przelaniu czary goryczy w leczeniu jakkolwiek pomógł. To był jeden z najważniejszych okresów w moim życiu 🙂
      Ściskamy gorąco wiewiórkowo.

      Polubienie

  3. Droga Lidio, ten blog to blog o Twoim życiu i wszyscy którzy tu zaglądamy cieszymy się z każdego postu, także pisz po prostu o swoim życiu 🙂 A że jesteś świeżo upieczoną mamą adopcyjną to naturalnym jest że o tym będziesz pisać 😉 Bardzo miło przeczytać takie pozytywne wiadomości, że nareszcie u Was wymarzone szczęście rozgościło się na dobre 😀 ale masz też rację, że o wielu sprawach po adopcji się nie pisze… jedną z nich już nieśmiało poruszyłaś: nie ma czasu już na nic, bo teraz dziecko wypełnia praktycznie każdą chwilę, a gdy tego czasu człowiek miał tak dużo to marnował go na zamartwianie się, tęsknotę i żal… mnie bardzo zaskoczyło jak silne jest czasem uczucie buntu nad tą nową rzeczywistością której przecież tak bardzo chciałam. Od prawie roku jestem mamą wspaniałego, rezolutnego 3 latka, ale ogrom emocji z jakimi musieliśmy się zmierzyć przez ten czas czasem bardzo przytłacza 😉 … także pisz, pisz, o dobrych momentach, ale i o tych trudnych a my z przyjemnością poczytamy o tym wszystkim 🙂 Powodzenia i duuużo cierpliwości 😀

    Polubienie

    1. Oj cieszę się, że Ty też to zauważyłaś. Jest wiele tematów, które po adopcji zostają przemilczane. Ten o którym wspomniałaś mnie również dotknął i na pewno o tym napiszę (jak tylko czasowo się lepiej zorganizuję). Teraz jest już lepiej, bo potrzebowałam czasu, by przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, organizacji, zmiany codziennych priorytetów. Tu chyba potrzeba tylko cierpliwości i wyrozumiałości dla siebie.
      Jeśli będziesz mieć chęć to podziel się choćby w komentarzu jak Wy zorganizowaliście sobie poadopcyjne życie i jak Wasz Maluch ułożył rodzinne priorytety 🙂
      Serdecznie pozdrawiamy!

      Polubienie

  4. Lidio, pozwól sobie na tę zmianę, niech ten blog ewoluuje w takim kierunku w jakim chcesz. Zaczynałam czytać bloga, gdy sama zmagałam się z niepłodnością. Dzisiaj jestem mamą adopcyjną i chętnie przeczytałabym Twoje przemyślenia na temat formalności poadopcyjnych (w naszym przypadku prawie pusta książeczka zdrowia jest dla nas problemem nie do przejścia), na temat kontaktu z rodziną zastępczą po adopcji, komu mówić o adopcji a komu nie (moja fryzjerka zadała mi tak wiele pytań o poród, że o mało nie powiedziałam, że córka jest adoptowana, chociaż wcale nie miałam tego w zamiarze)…
    Wciąż z taką samą niecierpliwością czekam na kolejne posty😊 Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Oj podsunęłaś mi kilka tematów poadopcyjnych. Pocieszę Cię, że ja się kiedyś wygadałam że jestem adopcyjną mamą. Co prawda do obcej osoby – klientki, którą pierwszy i mam nadzieję ostatni raz widziałam, bo jej pytania były tak natarczywe i oczywiste, że w końcu palnęłam o adopcji i zawstydziłam babę tym bardzo. Co nie zmienia faktu, że wściekła byłam na siebie długo.
      Z książeczką zdrowia też mieliśmy problem, chyba inny niż Ty piszesz, ale może stworzę o tym post.
      Ściskam mocno i dziękuję za nowe inspiracje.

      Polubienie

  5. Ja również śledziłam i śledze Twoje wpisy również niepłodność mnie dopadła ale wygraliśmy ta walkę w marcu przyszła na świat córeczka po 4 latach walki ciężkiej ciazy i cc pilnego. Pisz o życiu o wychowywaniu maleństwa o trudach napewno jest teraz dużo rzeczy problemów i radości

    Polubienie

  6. Chcę, żebyś pisała dalej ale rozumiem że może się wydarzyć zupełnie inaczej, jak w książce gdzie szczęśliwe zakończenie to ostatni rozdział. A może to będzie saga rodzinna i teraz czas na tom 2? Interesują mnie wszystkie wymienione tematy a nawet posty bez tematu…o tym, że wam dobrze. Ściskam!

    Polubienie

  7. Witaj 🙂 Zgadzam się z każdą z wypowiedzi powyżej 🙂 Pisz! Lubię czytać o Waszym szczęściu, nawet jeżeli jest mi trochę smutno. Życzę Wam ogromu miłości i szczęścia 🙂

    Polubienie

    1. Olu, to głupie co napiszę, ale jeśli teraz będziesz czytać u mnie radosne posty i zrobi Ci się smutno, poczujesz że życie gra Ci na nosie, albo będziesz tracić nadzieję, to…. przeklikaj stare moje posty do 10.2020 włącznie – gwarantuję że poczujesz się lepiej 🙂 A potem wróć do aktualnych i pomyśl sobie: „skoro jej się tak ułożyło, to mnie też się ułoży!”
      Pozdrawiam

      Polubienie

  8. Oczywiście, że pisz dalej! O adopcji, o trudach z nią związanych, o radości, szczęściu, o tym, o czym się nie mówi. I to wcale nie jest tak, a przynajmniej ja tak nie czuję (i jestem przekonana, że nie jestem jedyna), że jest mi smutno, bo komuś się udało, a nam nadal nie. Aż serce się raduje, gdy czytam, że po tylu ciężkich latach walki macie wreszcie tak bardzo wyczekaną WASZĄ maleńką Wiewióreczkę 🙂 Wasze obecne szczęście, adopcja Córci, w zestawieniu z doświadczeniem, jakże długich i trudnych lat niepłodności, może stanowić inspirację dla wielu osób. Może zasiać ziarnko rozmyślania o adopcji, otworzyć serca na nią, pomóc innym dojrzeć do tej decyzji. A dzięki temu może znajdzie się ktoś, kto nie zmarnuje tak wiele czasu na ryczenie w poduszkę, jak w przypadku tak wielu z nas, lecz szybciej odkryje w sobie powołanie do adopcji. A więc pisz koniecznie! W swoim tempie, a raczej wtedy, gdy pozwoli Ci na to mała Wiewiórka, bo teraz to ona i Twój M., są dla Ciebie najważniejsi. Ściskam mocno całą Wiewiórkową Rodzinkę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s