9 obszarów które polecam ogarnąć czekając na adopcję

To wydaje się być niemożliwe. Czekaliśmy 4,5 roku od zgłoszenia do OA, zanim dowiedzieliśmy się, że znalazło się Nasze Dziecko, że mamy Córeczkę i że to nie przypadek, że to właśnie Ona trafiła pod nasze skrzydła,  by stworzyć i uszczęśliwić naszą rodzinę.

To tyyyyyle czasu, by wszystko załatwić, kupić, obmyślić, zadbać , a ku – ku ! Jednak nie!

O czym i dlaczego zapomniałam?

Zacznę może od „dlaczego”, bo to ważniejsze niż „Co” (jak mawiał S. Sinek J – polecam jego książkę „Zaczynaj od dlaczego”- jeśli ktoś nie zna)

Adopcja naszej córki uświadomiła mi, że wcale nie jestem zamkniętą, smutną, zgorzkniałą kobietką. Wręcz przeciwnie – potwierdziła moje odczucia z dawnych lat, gdy miałam siłę do wszystkiego, szkoda mi było czasu nawet na sen, pomysły mnożyły mi się w głowie jak grzyby po deszczu, miałam werwę, energię. Skąd to wiem? – Bo teraz znów wszystko wróciło. Znów mam radość w sercu przeogromną, nawet gdy padam z sił i wiem, że nasza Malucha będzie miała jedynie drzemkę długości bloczku reklamowego (ma to „po mnie” – jej też szkoda czasu na spanie)

I tak, wybieram wtedy szybkie ogarnięcie mieszkania, wstawienie prania, zrobienie 1/10 zamówienia, bo więcej nie zdążę, kawałek grafiki do reklamy, czy szybką wymianę informacji z koleżanką – cokolwiek, by pchnąć sprawy do przodu. Dla mnie na drzemkę, książkę, zamyślenie, reset z zamkniętymi oczami brak już miejsca.

Czemu to piszę? Może czekasz na ten telefon, albo wciąż jeździsz po lekarzach z nadzieją na upragnione 2 kreski. Nie masz ochoty już na nic, werwa, energia, sens robienia czegokolwiek uciekł w siną dal. Jest spora szansa, ze masz długi okres przejściowy, tak jak ja 🙂

5 miesięcy jestem „po tej stronie” adopcji. 4,5 roku byłam „po tamtej” i nie umiem tego ogarnąć swym umysłem. Jeszcze 5 miesięcy temu, wybierałam drzemkę po pracy, unikałam spotkań, a nawet ulubionych wyjazdów. Sama skreśliłam siebie, choć nigdy nikogo nie wartościowałam po potomstwie. Sama teraz nie czuję się bardziej dowartościowana, ważniejsza, nawet swą radość zazwyczaj staram się ukrywać (taka pozostałość, by nie epatować nadmiernie szczęściem, gdy nie mam pewności, że kogoś nim nie oślepię).  Ale adopcja jakby zwróciła mi ukradzione wiele lat temu baterie. W końcu mogę żyć, uśmiechać się, planować, cieszyć się kolejnym danym nam dniem.

Teraz widzę, ile mogłam prze te 10 lat zrobić, a o tym nie pomyślałam, bo …..  bo chciałam tylko zasnąć i zniknąć z tego świata. Widzę ile nie przeczytałam, ile projektów nie rozwinęłam, ile tematów nie zgłębiłam, itd. Ale jak miałam to zrobić z wyjętą baterią?

Jeśli Wy, jeszcze czekacie i czujecie się choć trochę na siłach, to walczcie każdego dnia, by w zeszycie zapisać codziennie, choćby najmniejszy, najśmieszniejszy punkcik, którym odfajkowaliście dzień.  Którym możecie „poklepać się po plecach”. Tak, zapisujcie to, bo to też porządkuje i daje obraz, że w tym totalnym czasie beznadziei, coś się jednak działo.

Co zatem polecam zrealizować jeszcze przed adopcją?

OSZCZĘDNOŚCI – nie chodzi o to, by straszyć, że dziecko kosztuje. Każdy to wie, a czekając na adopcję nawet bardzo pragnie się powydawać forsę na dziecinne akcesoria. Ale w przypadku adopcji, zazwyczaj trzeba kupić praktycznie wszystko „na raz”.

My zaczęliśmy odkładać pieniądze na oszczędnościowym koncie i był to ogromny komfort, gdy zadzwonił „ten telefon”, bo wydatki wtedy ruszyły w zastraszającym tempie. Same wyjazdy po kilkadziesiąt km do Córci co drugi dzień, ja już w firmie pracowałam na pół gwizdka to i zarobki były połowiczne i szybka wyprawka, która okazała się ogromna.

WYPRAWKA – a raczej rekonesans rynku (i rodziny), ale konkretny, ze szczegółami, a najlepiej zapisane propozycje w ulubionych, by tylko kliknąć „kup teraz”.

Wiecie, że czekaliśmy na dziecko od 0 do 6-7 lat i to było właściwie koniec kryterium. W takim rozstrzale wiekowym ciężko kupić wcześniej jakieś ubranka, książeczki, urządzić pokój. Całe szczęście, że nie kupiliśmy nic.  Nie spodziewaliśmy się, że jednak przypadnie nam w udziale takie malutkie dziecko.

Wsparciem ogromnym była „wyprawka” którą zaraz zwiozła nam rodzina, ale jeśli wśród Waszych bliskich nie będzie takiego urodzaju, to bardzo polecam – zróbcie wcześniej rekonesans – gdzie szybko zrobić zakupy dla dziecka w różnych przedziałach wiekowych.

Ciuszki, wózek, nosidło, fotelik, mebelki do pokoju itp.

Ja zawsze wiedziałam jaki styl lubię, a czego nie chcę. Jednak gdy okazało się, że jest Wiewiórcia i nie wiadomo kiedy trafi do nas do domu (czy za 5 dni, za miesiąc, czy 3 miesiące) oblał mnie pot, bo jednak okazało się, że nie mam czasu na szukanie szafy do pokoju, głębokiego wózka,  pościeli itp. Czemu nie ogarnęłam tego wcześniej, nie odłożyłam sobie kilku fajnych modeli w zakładkach, by tylko kliknąć „kup teraz” ?  Ułatwiłoby mi to bardzo ogarnianie nowej, szalonej rzeczywistości.

SWOJE LUB WASZE PASJE – jeśli macie choć krztynę siły jeszcze, to realizujcie swoje hobby w każdej wolnej nawet pół- chwili.

Zawsze uwielbialiśmy z M. góry, ale teraz widzę, że jeździliśmy w nie stanowczo za rzadko. Skąd to wiem? Bo teraz mi się tęskni za górami, za kawą w schronisku, leżeniem na trawie na hali. Jeśli macie jakieś pasje, to pielęgnujcie je i wykorzystujcie na nie każda wolną chwilę, aż ….. do obrzydzenia ( no przepraszam, ale musiałam). Tak, żebyście jako rodzice mogli sobie powiedzieć – zeszliśmy wszystkie szlaki po 2x, które chcieliśmy zobaczyć, byliśmy na tylu koncertach, że aż bębenki popękały, odwiedziliśmy każde muzeum w promieniu 300km – mamy nadrobione na 5 lat i znudzone do bólu. 

Nasza rodzina chyba wiedziała, że my wiele razy odpuściliśmy naszą pasję i na pierwszym spotkaniu, gdy poznali Wiewiórcię – przynieśli taki oto prezent….

ZABEZPIECZENIE MEDYCZNE– lekarz rodzinny, pediatra, ubezpieczenie dodatkowe

Prawie każdy ma swojego lekarza rodzinnego / POZ. Ale mimo tego, zachęcam zorientujcie się gdzie przyjmuje jakiś inny, polecany pediatra, neurolog dziecięcy, rehabilitant / osteopata. Dlaczego?

              Mieliśmy swojego lekarza rodzinnego kilkanaście lat, a ja ponad 30! Do głowy nam nie przyszło, że pani doktor w panice przed powtórką kolejnej fali koronawirusa …. zamknie gabinet, bez informowania pacjentów! Stało się to, 2 tygodnie przed „tym telefonem”. Nawet nie chcę Wam opisywać na jakiego wariata szukaliśmy lekarza, który wypisze nowe zaświadczenie o stanie zdrowia potrzebne wtedy do sądu. Jak szukaliśmy nowego lekarza dla Wiewiórci, bo nie było to zrobione najlepiej. Tzn. było, ale najlepiej na warunki w tamtej chwili.

Mogłam ten temat przygotować sobie dużo wcześniej, popytać  dzieciatych znajomych, przeglądnąć znanego lekarza itd. ale nie przyszło mi do głowy, że tak zaskoczy nas sytuacja medyczna.

Jeśli uznacie, że to Was interesuje – wybierzcie ubezpieczalnię, która przy adopcji bez problemu wypłaca pieniążki. U nas zajmuje się tym M. i Wiewiórcia została potraktowana ja biologiczne dziecko bez żadnego problemu, czasem słyszałam, że bywa z tym różnie.

WYRÓWNAJ DŁUGI SNU

To są sprawy, których nie da się nadrobić, ani skumulować. Zdanie, które najczęściej słyszałam po rozmowie z bliskimi o „tym telefonie” brzmiało- to wyśpijcie się teraz. Dziś wiem, że to mądro – głupie.

Głupie, bo niby jak mam się wyspać wcześniej, żeby potem mieć zapas i nie spać?

Mądre, bo właśnie wtedy, gdy nie ma jeszcze dziecka powinniśmy nawet nie nadsypiać, bo to niemożliwe, ale nie robić sobie „długów w spaniu”. Jeśli czujesz, że co jakiś czas kradniesz sobie cenne godziny na sen i przeznaczasz na coś innego, to tworzysz sobie dług senny. Im większy, to organizm będzie się o niego mocniej i częściej dopominał. Warto wyrównać bilans snu, bo przy dziecku ten dług będzie się tylko powiększał J  Tego nie zrobiłam… Całe szczęście, że Wiewiórcia śpi nawet dobrze w nocy, ale za to w dzień ma 2 drzemki, każda po 20-30 min, więc wszelkie zaległości bieżące, a trochę też zawodowe nadganiam wieczorem, czyli zaciągam dług 🙂

DBAJ O SIEBIE – FIZYCZNIE I PSYCHICZNIE

Teraz jest ten czas, by zadbać o swój stan psychiczny, choć czekając tak długo na ten telefon, nie ukrywajmy, psychika siada. Próbuj jednak nie zapominać o sobie i o tym, że dbając o siebie dbasz o mamę adopcyjną swojego przyszłego dziecka J

  • czytaj książki dla dorosłych, dla przyjemności, a nie tylko o wychowaniu dzieci
  • celebruj długą kąpiel ( nawet ja – największe „moczydło” wannowe, biorę teraz ekspresowy prysznic, bo szkoda mi czasu)
  • praktykuj ulubioną aktywność  fizyczną – długie spacery, rower, pilates itp. Jestem przekonana, że moje w miarę regularne ćwiczenia uratowały mój kręgosłup przed porażką. Wiewiórcia waży ponad 10 kg, teraz noszę ja na rękach króciutko, ale na nasze 4. piętro i ją i zakupy wnieść muszę ja. Sama nie mogę w to uwierzyć, że daję radę i prawie nie sapię J
  • nadrób wszystkie zaległe wizyty u lekarza, badania – potem mało myśli się o sobie, a dziecko potrzebuje zdrowego rodzica

WYMYŚL PREZENT DLA SWOJEGO DZIECKA

Najlepiej taki, bez wiekowy J Prezent, który będzie symbolizował, tą cudowną chwilę w Waszym życiu.

Ja po poznaniu córki, bardzo chciałam, by miała coś od nas na pamiątkę adopcji. To najważniejszy moment w naszym i mam nadzieję jej życiu. Wiewiórcia „dostała” od nas obraz / ikonę anioła, na który długo czekaliśmy, ale było warto. Nazywam go adopcyjnym aniołem, który opiekował się Córcią, zanim do nas trafiła.  Mam nadzieję, że pomorze nam kiedyś, gdy już będziemy zaczynać rozmowy o adopcji.

Sama zrobiłam córci przy okazji chrztu św. różańcową bransoletkę z morganitów i mam w planie zamówić małą fotoksiążkę, gdzie zbiorę najukochańsze zdjęcia z naszych 11 lat małżeństwa i te, gdy poznaliśmy Wiewiórcię. To będzie nasza rodzinna ”bajka” o wyczekiwaniu na największe szczęście. I to akurat mogłam zrobić już przed adopcją, no ale….

Ig pod.skrzydlami

SZTUKA SZYBKIEGO PICHCENIA

Nawet jeśli do tej pory jedliście na mieście, albo lubiłaś gotować wymyślne potrawy, to gorąco polecam poszukaj inspiracji, przetestuj i zapisz ulubione przepisy na pyszne obiady w max 30 min.

Ja prawie zawsze gotowałam. Zazwyczaj po domowemu, trochę świeżości czerpałam z Internetu, głównie kwestii smaków. Ale teraz nie ukrywajmy, nie mam czasu / a jak mam to szkoda mi go na gotowanie gołąbków, rolad śląskich itp. Owszem, gdy M. przejmie opiekę nad Maluchą a ja mam potrzebę potańczyć w kuchni to gotuję po dawnemu i mrożę,  ale to już rzadkość.

Dziś potrzebowałabym 20 szybkich, sprawdzonych potraw – klasyków, tak by nie marnować czasu na zastanawianie co ugotować, szukanie przepisów itp.   

MACIERZYŃSKI I CO POTEM?

Jeśli jesteś zatrudniona na etacie, dobrze ci tam i masz zamiar wrócić do tej samej pracy po urlopie macierzyńskim, a dziecko zostawić pod opieką babci / niani / w jakiejś placówce, to po problemie.

Jeśli natomiast  chcesz jakiś zmian, to zacznij już dziś i ….. zrób je szybciej niż ja.

Ja od początku wiedziałam, że będę chciała zostać w domu dłużej niż 12 miesięcy (jeśli dostaniemy malutkie dziecko). W jakimś stopniu również z tego powodu robiłam studia podyplomowe i dodatkowe kursy internetowe, jednak nie zrealizowałam swojego planu tak jak chciałam.

Dlatego jeśli wiesz, że chcesz dłużej zostać z dzieckiem, to próbuj już teraz choć w małym stopniu wdrażać dodatkowe rozwiązania.  Ja teorię zaliczyłam bardzo dobrze, z praktyką wystartowałam za późno i za wolno… Ale wierzę, że jeszcze jakoś ogarnę temat i Niebo będzie mi sprzyjać w tym moim pragnieniu.

Drogie „już Ado-mamy” – jeśli macie swoją listę spraw, które poleciłybyście ogarnąć zanim zadzwoni ten telefon, to czekam w komentarzach – podzielcie się proszę.

A Wy – drogie czekające, dajcie znać, czy macie na tyle silne baterie, by myśleć o sobie i skupiać się w tym czekaniu na tu i teraz? Czy tak jak ja jeszcze ostatnio – jedziecie już na oparach energetycznych i ani w głowie Wam pasje, przyjemności i rozwój – jeśli tak, to pamiętajcie, że to przejściowe.

6 myśli na temat “9 obszarów które polecam ogarnąć czekając na adopcję

  1. Ja mam chyba odwrotnie, bo nakładam na siebie zbyt dużo, żeby uciec od uczucia oczekiwanie, a że czekam już długo to ten bagaż zadań bardzo mi ciąży i na dziecko patrzę jak na „wakacje” od nich. Wiem, że to utopia, bo przecież z dzieckiem czeka mnie wiele trudów, ale będą na pewno inne niż te obecne i tej odmiany tak bardzo pragnę. Wieżę, że tak jak u Ciebie i moje baterie wrócą do pełnej mocy.

    Koniecznie podziel się sprawdzonymi przepisami do przygotowania w 30 minut!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oj baterie wrócą na pewno! Tylko podładuj je choć do 50% w fizycznym aspekcie, bo psychiczny zmieni się sam, gdy powiększy się rodzina.
      A tych przepisów mam właśnie jak na lekarstwo, sama chętnie skorzystam z podpowiedzi. Ale jak będę mieć czas to napiszę post o tych paru, które sprawdzają się u mnie.

      A odnośnie ilości obowiązków i brania na siebie za dużo, to wiem co masz na myśli. Ja miałam taką huśtawkę – raz wpadałam w kołowrotek pracy i stosu zadań, raz czułam że po co mi to bo to i tak nie ma sensu i zapadałam w sen zimowy.

      Daj sobie też wypocząć, Twoje dziecko na pewno chce dostać zdrową i wypoczętą mamę, bo potem zadań zupełnie innych, ale też męczących będzie ogrom.
      Trzymam kciuki, żeby to było już za chwilkę 🙂
      Buziaki
      Lidia

      Polubione przez 1 osoba

  2. Z perspektywy podwójnej mamy – potwierdzam – wszystko to prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Szczególnie to o długu sennym. Rodzicielstwo niestety zaciąga ogromny dług w tym zakresie i z wiekiem dzieci on wcale się nie zmniejsza… Nie powiększajmy go bez sensu przed dzieckiem.
    Obiady na 30 minut – jak najbardziej 🙂 a najlepiej jeszcze takie, które zje dziecko (na szczęście u mnie wraz z wiekiem dzieci zwiększa się repertuar chociaż bywa on również wyjątkowo zmienny – szparagi jednego roku są fuja, następnego są co najmniej akceptowalne (ale bez główek ;-), potem znowu fuja 🙂 ).
    Pasje – tak – ale bez przesady 😉 – zostawmy sobie coś na dzielenie ich z dziećmi. Najbardziej szaloną podróż wymagającą kilkunastogodzinnego lotu odbyliśmy już z dwójką na pokładzie i nie żałujemy ani sekundy z 3 wspólnych tygodni chociaż bywało ciężko.
    Dodałabym jeszcze obejrzenie wszystkich filmów, które chce się obejrzeć bo o to przy dzieciach naprawdę trudno. O ile z książkami jakoś mi idzie i w miarę regularnie czytam (choć może nie tyle ile bym chciała) o tyle filmy leżą odłogiem (a lista się wydłuża). Jak już zdarza nam się coś obejrzeć to jeden odcinek jakiegoś serialu na Netflix.

    Polubienie

    1. Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz. Czytam go już kilka razy i wciąż mój wzrok wraca do jednej linijki….
      „z wiekiem dzieci on (dług senny) wcale się nie zmniejsza” – że niby jak to? Wystraszyłaś mnie na całego, bo nasza Wiewiórcia zdecydowanie ciągle ma coś ciekawszego do zrobienia niż spanie. Właściwie to ona nie śpi, tylko „ładuje swoją baterię” w 20-30 min i jest gotowa na kolejne 5-6 godzin wysokich obrotów. Nie mam pojęcia jak ona to robi 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Ale przepiekna ta pamiatka z Aniolkiem. Ja bardzo wierze w anioly, wiec to piekna pamiatka dla coreczki.
    Snu nie da sie nadrobic niestety, ale da sie wiele lat jezdzic na oparach. Pozniej znowu nadejdzie czas na sen i dlugie, jesienne wieczory. Poki co trzeba cieszyc sie kazdym momentem, bo czas nieslychanie szybko przelatuje przez palce.
    Ciesze sie ogromnie, ze macie w koncu swoje wymarzone malenstwo.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Miniu, masz rację. Czas tak zasuwa, że muszę nauczyć się delektowania każdą chwilą. Książki i inne sprawy będzie można nadrobić. Tych rodzinnych momentów już nie.
      Mnie również obraz „adopcyjnego anioła” urzekł od pierwszego wejrzenia i musiałam go mieć.
      Galeria „pod.skrzydłami” z Instagrama takie cuda maluje 🙂
      Ściskam
      L.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s