Sprawy zdrowotne dziecka po adopcji.

Zdrowie dziecka adopcyjnego to chyba temat nr 1. jaki stoi w głowie przyszłym rodzicom adopcyjnym. Większość par na wiele sposobów analizuje jakie obciążenia zdrowotne będzie umiała udźwignąć u przyszłego dziecka.  Rzeczywistość i tak weryfikuje potem wszystko po swojemu i tak jak z dzieckiem biologicznym musimy próbować zaradzić wszystkiemu najlepiej jak umiemy.

Dziś jednak chciałam krótko o ogromnej dziurze w prawie adopcyjnym pod kątem zdrowotnym już po adopcji.

Nasza córka trafiła do nas jako 4-miesiączniak. Jeździliśmy do niej przez miesiąc, a ciocia zastępcza wyraziła zgodę bym towarzyszyła na wizycie lekarskiej i szczepieniu, które wypadały jeszcze, gdy Malutka była pod opieką RZ. Kolejne szczepienie wypadało krótko po tym, jak zamknęliśmy proces adopcyjny drugą rozprawą.

Wszelkie dalsze komplikacje / ułatwienia przy adopcji tak małego dziecka zależą od podejścia i planów rodziców adopcyjnych. My uznaliśmy, że tam, gdzie się da, chcemy maksymalnie ukrócić możliwość połączenia kropek i odgadnięcia komuś, gdzie teraz nasza Córcia mieszka i jak się nazywa.

Książeczka zdrowia

Książeczka zdrowia naszej córki została dość „bogato” uzupełniona w szpitalu. Znalazłam w niej informacje w rubrykach o porodzie, kangurowaniu, badaniach i szczepieniach w szpitalu, stanie zdrowia po porodzie i w dniu wypisu, dane matki biologicznej oraz … jej pełny adres.

Już po pierwszych oględzinach wiedziałam, że tej książeczki nie będziemy „używać”. Pomysł naszego OA z czasów szkoleń i teraz przy wsparciu w samej adopcji był prosty – podmienić wiadome strony w książeczce. Dostaliśmy nawet z OA czystą książeczkę, inną ja kupiłam na allegro, jednak żadna się nie sprawdziła. Niedawno zmieniły się przepisy i książeczki zdrowia wyglądają nieco inaczej, nasza córka miała założoną jeszcze wg starych przepisów.

Znalazłam wydawnictwo, które wydało starą książeczkę, dodzwoniłam się do właściciela, obiecał że przeszuka magazyn za starym wydaniem i znalazł. Tyle że przyszła do nas mocno za późno..:(

Na umówioną wizytę lekarską przepisałam wszystkie informacje o dziecku do nowej, czystej książeczki, zabrałam również starą i poprosiłam lekarza by porównał i podbił zgodność z oryginałem, tłumacząc dlaczego nie chcę posługiwać się pierwszą książeczką zdrowia. Pan doktor, mimo iż widział mnie drugi raz w życiu, zaskoczył swoim podejściem – nie spojrzał ani raz do oryginalnej książeczki. W nowej, przepisanej podpisał się na każdej stronie kwitując – „wierzę pani na słowo, w takiej sytuacji należy pani ułatwiać, a nie utrudniać”.

Dlaczego zastosowałam takie rozwiązanie? Mogłam przecież zamazać pisakiem dane i adres MB oraz stare dane córki, albo przełożyć strony z książeczki otrzymanej z OA i nie przejmować się, że numeracja stron nie będzie się zgadzać. Uznałam jednak, że adopcja naszej córki nie jest tajemnicą, ale jednak jest tajna. W przyszłości Ona będzie decydować kto będzie wiedział o tym, że jest adoptowana. Książeczkę zdrowia używa się niby rzadko, jednak my już zdążyliśmy pokazać ją 4 lekarzom i tylko wspomniany wyżej zareagował tak, że miło się zrobiło na sercu. Po co w szkole, na szczepieniu, czy gdzieś tam kiedyś w przyszłości, ktoś ma się pytać dlaczego książeczka jest pomazana, nazwisko wpisane 2x itp. Chcę uniknąć możliwie jak najwięcej punktów zapalnych do zadawania zbędnych pytań.

Karta szczepień dziecka.

Tu nie poszło tak szybko jak z książeczką. Tu staje nam w poprzek niestety prawo.

Nasz OA zaproponował, że jeśli chcemy oni zwrócą się do przychodni zdrowia, gdzie zapisana była córka przez RZ z prośbą o wysłanie karty szczepień do OA. Plan był taki, że ja potem po tą kartę sobie podjadę i zaniosę do swojej przychodni zdrowia. Tak też zrobiliśmy, na odpowiedź z macierzystej przychodni córki czekaliśmy 4 miesiące i była to odpowiedź negatywna … bo…

Nie ma takiej podstawy prawnej, by kartę szczepień przejął na chwilkę OA. Jest za to podstawa prawna która mówi, że przychodnia może wysłać takie dokumenty bezpośrednio do nowej przychodni wskazanej przeze mnie.

I tu właśnie rodzi się we mnie bunt. Plan miałam taki, by zadzwonić nawet do rzecznika praw dziecka i posłuchać co ma do powiedzenia w tej sprawie, ale czasu na wszystko mi mało.

Skąd mój bulwers i czy jest słuszny?

Nasza córcia urodziła się w innym, niedużym mieście. Mieście, gdzie wszyscy wszystko wiedzą i ze wszystkimi się znają, choćby z widzenia – mnie to wystarczy w tym temacie. My mieszkamy w większym mieście, tyle że na osiedlu, które jest moim osiedlem od urodzenia. Nie wszyscy mnie znają, ale sporo ludzi. Przychodnia zdrowia, choć nowa, również jest na tym samym osiedlu. Czy trudno byłoby pani rejestratorce (a jest ich kilka u nas) połączyć kropki, gdyby dostały pocztą nową kartę szczepień dziecka, ze starymi danymi i starym numerem pesel, że to dziecko adoptowane? Tak, niby jest coś takiego jak ochrona danych, ale ciekawość ludzka jest często dużo większa. Sprawa ma oczywiście dwa końce, bo w pierwotnej przychodni córki wiedzieliby dokładnie na jakie osiedle, do jakiego miasta powędrowała karta dziecka, które trafiło do adopcji, bo że idzie do adopcji w przychodni wszyscy wiedzieli…

No nie tak to powinno wyglądać moim zdaniem.

Tu ochrona danych dziecka powinna być priorytetem, skoro dostaje nowe dane i pesel. Ale niestety nie jest. Przykre to jest strasznie. Miałam przez chwilkę takie poczucie, że system sobie z nas bimba. Nie dość, że droga adopcyjna do rodzicielstwa jest bardziej wymagająca niż biologiczna, to nawet na „mecie” musimy wykazywać się sprytem i kombinatoryką, by zapewnić swojemu dziecku prywatność.

No cóż, nie dałam rady inaczej, musiałam zastosować metodę „na głupka”. W przychodni krótko poinformowałam, że stara przychodnia miała przesłać kartę szczepień, czekam już kilka miesięcy i nic. Może poczta zgubiła, może nie wysłali, nie wiem?? Albo zaszczepicie mi dziecko na podstawie wpisu o szczepieniach z książeczki zdrowia, albo córka nie będzie szczepiona…. No i zaszczepili w najszybszym terminie:)

W adopcję wtajemniczony jest każdy lekarz (do tej pory odwiedziliśmy 4), nie widzę natomiast potrzeby przekazywania takiej informacji paniom w rejestracji ani pielęgniarkom. Wiem, że rzadko w tych sprawach ktoś ma złe intencje, nie jestem też sztucznie przewrażliwiona, ale staram się też uniknąć sytuacji, które mogłyby utrudnić córce życie w przyszłości.

Jestem ciekawa czy u Was podobnie wyglądały sprawy medyczne, czy poszły gładko? Słyszałam o sytuacjach, gdy przy adopcji rodzice dostają książeczki zdrowia bez danych matki biologicznej i bez nazwiska dziecka – właściwe trzeba tylko wpisać nowe dane i koniec problemu.

PS. Reakcje lekarzy na informacje, że nie jestem matką biologiczną:

  1. Jw. – „pani trzeba ułatwiać a nie utrudniać” 🙂
  2. Ojej, to naprawdę szkoda, że nie wie pani jak przebiegała ciąża….
  3. Proszę nie oceniać matki biologicznej, mogła przecież nie urodzić tylko usunąć..
  4. Córka jest adoptowana? A czy miała w takim razie USG bioderek? Ja to zrobię dodatkowo, proszę nie zgłaszać w rejestracji i za to nie płacić, dziewczynka powinna mieć to badanie i już 🙂

 PS.2

W temacie ochrony danych osobowych dziecka:

mąż dzwonił 2x do urzędu miasta właściwego dla urodzenia córki, czy został wydany już nowy akt urodzenia i czy można go szybko odebrać (akt urodzenia możecie odebrać też w urzędzie właściwym dla Waszego miejsca zamieszkania, ale trwa to dłużej, a nas goniły właśnie te terminy lekarskie).

Gdy okazało się, że akt już jest M. pojechał z samego rana, by o 7 odebrać dokument. Pani w okienku przywitała go bardzo serdecznie- „a tooo paaan, tak dokumenty z sądu dotarły i nowy akt urodzenia już jeeeest” – i tym sposobem wszystkie „panie Krysie” w tamtejszym urzędzie miasta już wiedziały o co chodzi.

9 myśli na temat “Sprawy zdrowotne dziecka po adopcji.

  1. My dostaliśmy książeczkę i inne papiery z zamazanymi danymi i z wpisanymi nowymi. Książeczki w sumie nie wołają wcale u lekarza. Chociaż rzeczywiście chyba muszę podmienić strony na przyszłość, żeby nie prowokować niepotrzebnych domysłów. My raz na początku powiedzieliśmy o adopcji i lekarz to odnotował w dokumentacji co mi się bardzo nie spodobało chociaż nie miał złych intencji. Masz rację jest luka w tym temacie a ochrona danych to fikcja. My znamy dane rodziców biologicznych. Mam nadzieję, że poznanie naszych danych nie przyjdzie im równie łatwo…

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie – luka jak tra la la, więc gdzie tu jakieś rodo przepraszam?
      Wiesz, z tymi zamazanymi danymi w książeczce zwrócił nam uwagę nasz OA. Niby adopcja nie jest tajemnicą, ale to my chcemy decydować kto o niej wie, a za kilka lat chcemy by córka mogła zdecydować komu powie (np w szkole) a komu nie. Takich sytuacji chcemy uniknąć, że np. pani higienistka w szkole zapyta w obecności innych dzieci „a czemu to takie pokreślone”? Uważam, że nie każdy powinien o adopcji wiedzieć i dlatego nie chcę córki „wystawiać” na takie dodatkowe pytania.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Trudne sprawy. Ja dodam, że to moim zdaniem jest tylko wydanie szerszego problemu: braku poszanowania prywatności w sprawach medycznych i „ludzkich”. Ostatni miesiąc ciąży spędziłam na oddziale patologii ciąży. „Mieszkałam” w pokoju dwuosobowym i podczas każdego porannego obchodu moje towarzyszki dowiadywały się o wszelkich moich przypadłościach, a ja o ich. Dodatkowo dowiadywały się także o tym, że moje dziecko jest z IVF. Brawo.

    Polubione przez 1 osoba

    1. O matkooo, dalej tak jest?? Koszmar!
      Pamiętam z 10 lat temu, jak lekarz wszedł do sali gdzie leżał po operacji mój tata i jeszcze jeden pacjent. Podszedł do tego pana i recytuje, że z jego stanem jest słabo, trzeba jeszcze to i tamto…. bo pan to Jan, prawda? Pacjent – nie…
      Więc zwraca się do taty – czyli to pan? -Tak
      To słyszał pan co mówiłem, to było jednak o panu….
      Kurtyna.

      Polubione przez 1 osoba

  3. A ja zastanawiam sie czy kiedys powiecie corce, ze jest adoptowana? Bo taka ‚prawdziwa’ ksiazeczka moglaby byc cudowna pamiatka po jej rodzicielce (nie ujmujac wam nic). Po prostu czytajac twojego posta odczulam jakbyscie jak najszybciej chcieli wymazac ja od tego, co bylo i jakby nigdy nie istnialo. Wybacz jesli zle to odebralam.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Miniu, oczywiście że powiemy o adopcji córce i to w niedalekiej przyszłości. Pierwszą książeczkę zdrowia schowałam właśnie po to, by ją kiedyś przekazać Wiewiórci. I w sumie nie tylko książeczkę – zdjęcie i pamiątki od cioci zastępczej również, jedna wisi na ścianie od pierwszego dnia u nas.
    Chcę wymazać, a raczej zatrzeć ślady o historii córki tylko po to, by o adopcji wiedziały tylko osoby, którym będzie chciała powiedzieć to sama córka. My powiedzieliśmy naszej rodzinie i wąskiemu gronu przyjaciół.
    Nie wiem jaki charakter i wrażliwość będzie miała córcia. Na wypadek, gdyby była wysoko wrażliwym dzieckiem i bardzo długo oswajała się ze swoją historią, chcę by jak najmniej ludzi o tym wiedziało.
    Patrzę na dobro córki, nie ludzi w koło. To ona będzie musiała (oczywiście z naszą pomocą i wsparciem) pogodzić się ze swoją trudną historią.
    Nie wiem czy dobrze robię, ale postępuję tak, jak ja chciałabym być potraktowana na jej miejscu. Gdybym dowiedziała się, że ja jestem adoptowana (mówię już o takim dojrzalszym rozumowaniu np 7 latka i więcej) wolałbym, by wszyscy znajomi z osiedla i szkoły o tym nie wiedzieli, a takie sensacyjne wieści się roznoszą. Może córka z chęcią będzie o tym mówić, ale może być jej bardzo ciężko, szczególnie na początku.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Co dziecko to sytuacja. Ze starszym synem dostaliśmy w IPO pustą kartę szczepień i pustą książeczkę – od razu, jeszcze przed rozprawą uzupełniliśmy naszymi danymi. Nikt się nie czepiał. Z tym, że młody miał 8 tygodni jak do nas trafił – karta szczepień była pusta (poza szczepieniami szpitalnymi).
    Córka kilka miesięcy była w RDD. Tam miała robione obowiązkowe szczepienia. Karta szczepień i książeczka były delikatnie wypełnione ołówkiem. Książeczkę dostaliśmy razem z dzieckiem i od razu przepisałam ją po naszemu. Karta szczepień została przesłana do naszej przychodni na nasz wniosek.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s