Imię adopcyjnego dziecka – zmieniać czy nie?

Wiele razy myślałam nad tematem zmiany imienia dla adopcyjnego dziecka, gdy czekaliśmy jeszcze w adopcyjnym korku w OA. Imiona dla dzieci biologicznych mieliśmy już dawno przedyskutowane, nie byliśmy jednak pewni, czy takie same imiona wybierzemy dla pociechy adopcyjnej. Gdy adopcja stawała się tą najrealniejszą drogą do rodzicielstwa odpuściliśmy dyskusję na temat imienia.

Ja wiedziałam, że są sytuacje i taka może nas właśnie spotkać, gdy będziemy chcieli imię dziecka koniecznie zostawić, albo zdecydowanie zmienić.

Ta pierwsza opcja, z pozostawieniem imienia, była dla mnie dość oczywista. Jeśli dostalibyśmy propozycję adopcji dziecka, które będzie już na imię reagować i nie będzie to imię „ z kosmosu”, tak by dziecko nie miało z tego tytułu w przyszłości problemów – to imię zostaje.

Opcja druga, czyli zmiana imienia, miała już kilka wariantów. Brałam ją pod uwagę, gdy dziecko będzie malutkie i jeszcze niezwiązane z imieniem, lub gdy dziecko będzie starsze, rozumiejące już w jakimś stopniu co się dzieje i samo będzie życzyło sobie zmienić imię.

Spotkał nas pierwszy z wariantów, czyli maluszek, który nie był jeszcze przywiązany do imienia. Przyznam, że miałam trochę rozterek, co teraz. Córka nie miała bowiem brzydkiego albo „kosmicznego” imienia, raczej imię to jest dziś spotykane często. Sami nie wybralibyśmy tego imienia, ale nie byliśmy do niego jakoś uprzedzeni.

Zmieniać, czy nie zmieniać – jak dokonaliśmy decyzji?

Pierwsze imię – to z którym poznaliśmy naszą Wiewiórcię, poszło jednak w zapomnienie. Dlaczego?

Było to imię typowo polskie, ale też możliwe do typowo nieładnych/ suchych zdrobnień. Co mam na myśli? Dajmy na to imię Wiesława (przykład) – kto się tak do dziecka zwraca, oprócz oficjalnych oficjalności? Bliscy będą mówić Wiesia, ale spore prawdopodobieństwo, że rówieśnikom na etapie szkoły podstawowej i dalej szybciej przyjmie się „Wieśka”. I tu mogłabym właściwie zakończyć wywód. Ja bardzo nie chciałam, by ktoś w taki szorstki sposób zwracał się do mojej córki w przyszłości.

Nie wiem, jaki charakter, wrażliwość i asertywność będzie miała córka. Postanowiliśmy, że sam fakt iż jej historia nie jest tą najkrótszą jak u biologicznych dzieci, narazi ją na pewno na psychiczne turbulencje. Nawet gdyby były one najmniejsze z możliwych, to nie chcemy dokładać kolejnych cegiełek, które mogłyby ująć jej poczuciu własnej wartości.

Kropką nad „i” po tym, gdy podjęliśmy już decyzję o zmianie imienia (na polskie, zwykłe, mające 2 formy- krótszą i dłuższą, ale żadna nie jest szorstka i „podwórkowa”) była informacja od cioci z rodziny zastępczej. Otóż pierwsze, oryginalne imię córki nadała jej …. pani w urzędzie stanu cywilnego…. Nie wysłuchała prośby mamy biologicznej i sama  wybrała imię.

Wtedy nie miałam już żadnego sentymentu do naszej „Wiesi” – imię zmieniamy, zapadła decyzja.

Dziś pierwsze imię naszej Wiewiórci jest wybrane przez nas – rodziców adopcyjnych. Udało nam się dowiedzieć jakie było pragnienie mamy biologicznej i wybrane przez nią imię, córka nosi jako drugie. I może byłoby ono nawet pierwszym…. Gdyby nie fakt, że tym imieniem zwraca się do mnie część mojej rodziny.

Wyobraźcie sobie moją minę, a raczej świeczki w oczach, gdy usłyszałam w RZ imię o którym marzyła matka biologiczna mojej córki. To samo imię, które moja siostra przykleiła do mnie w zabawie lalkami 30 lat temu i do dziś zwraca się tak do mnie moje rodzeństwo i chrześnice…

Przypadek…?

To był kolejny z puzzli, który dokleiłam do naszej życiowej układanki.

22 myśli na temat “Imię adopcyjnego dziecka – zmieniać czy nie?

  1. Dla mnie temat zmiany imienia był dość trudny. Przez lata marzyłam jak moje dzieci będą mieć na imię. Gdy poznaliśmy synka okazało się, że ma dość popularne imię. Początkowo byliśmy pewni, że zmienimy. Zaczęliśmy mówić do syna naszym imieniem, ale nijak mi nie pasowało do niego. Czułam, że to nie fair, że je zmieniamy. Także zostało po staremu 😉 Myślę, że gdyby to było imię nadane z urzędu to też nie miałabym skrupułów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Przyznam, że i my się wahaliśmy. Początkowo braliśmy pod uwagę, że może damy córce „nasze” imię jako pierwsze, a drugim będzie to oryginalne, z którym ją poznaliśmy. Gdy usłyszałam, że jakaś pani urzędniczka podjęła decyzję i nadała dziecku imię jakie ona chciała (podobno w tym USC ta pani robi tak często, gdy chodzi o dzieci z historią jak nasza Wiewiórcia), to nie miałam żadnych wątpliwości, że oryginalne imię idzie w siną dal.
      W sumie ucieszyło mnie to, bo imię o którym podobno wspomniała mama biologiczna jest naszym zdaniem ładniejsze 🙂

      Polubienie

  2. Hmm. Nam od razu w OA powiedziano że nie ma mowy o żadnej zmianie imienia. Dziecko zostało nazwane przez MB i nie wolno tego zmieniać. Więc już sam nie wiem. Chyba że jest granica wieku do której można to formalnie zrobić ?
    Cieszę się z tego wpisu. Śledzę i śledzę Twój blog a tu cisza od kilku miesięcy i zacząłem się niepokoić. Dziwię się że te wszystkie osoby które adoptowały zniknęły jakoś z tego bloga i nie piszą nawet komentarzy. Cała Twoja historia przeczytana przeze mnie od deski do deski, kawał dobrej wiedzy Twoich przeżyć i zmagań z którymi inni się też mierzą.

    Polubione przez 1 osoba

    1. A jak Wasz OA uargumentował swoje zdanie?
      Prawnie zmienić imię dziecku można. Chyba, że przepisy już się zmieniły i coś mnie ominęło. Jedynie po 13. rż. samo dziecko musi wyrazić swoją wolę zmiany imienia.
      Może ośrodek sugerował swoje stanowisko w jakimś konkretnym kontekście? Tak jak pisałam wyżej – gdyby nasza córka była starsza – np. 2 letnia, pewnie imienia nie zmienialibyśmy. Jeśli dziecko jest już związane z imieniem, trzeba przemyśleć 10x, czy warto imię zmieniać, bo imię jest częścią jego historii.

      Wiem jednak o przypadkach dzieci starszych – np. 6 letnich i więcej, czyli świadomych i związanych ze swoim imieniem, które trafiając do rodziny adopcyjnej same chciały mieć nowe imię. Czasem pierwsze imię im się nie podobało i tyle, a czasem chciały po prostu nosić imię wybrane przez nowych rodziców, szczególnie, gdy ich dotychczasowe życie było bardzo trudne i dobrze to pamiętały.

      Nasza sytuacja była o tyle prosta, że córcia była malutka i nie reagowała na imię, a co ważniejsze – imię wybrała pani urzędniczka, a nie mama biologiczna. Dlatego sentymentu do oryginalnego imienia nie mamy, a nawet lekki bunt na zachowanie USC.

      A odnośnie komentowania…. takie są uroki tych 2 etapów.
      Etap czekania na dziecko – to czas, czytania, chłonięcia informacji, doświadczeń innych.
      Etap po trafieniu dziecka do rodziny, to brak czasu na cokolwiek i prawie zawsze z pisaniem posta/ odpowiedzią na komentarze/ czytaniem itp wygrywa: sen / bieżące sprawy które aż kipią/ słodkie oczka „bawimy się mamusiu”. Więc i ja zmykam już do mojej bieżączki, bo jutro od 6 „się bawimy” 🙂
      Pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

        1. Nie grupa, po prostu mamy konta na Instagramie. Konta nazywają się tak jak blogi. Na moim blogu znajdziesz odnośnik do mojego Instagrama. Ale nie zaglądaj tam już teraz, bo wyprzedzisz fakty, najpierw dokończ czytanie bloga😉

          Polubienie

  3. My zmienialiśmy dzieciom imiona (były relatywnie małe jak do nas trafiły – syn 8 tygodni, córka 5,5 miesiąca). Synkowi zostawiliśmy na drugie imię to które nadała mu MB. Córce na drugie imię zostawiliśmy to, którym była nazywana w RDD (było to zupełnie inne imię do oficjalnego, nadanego przez urzędnika USC).
    Syn czasem pyta dlaczego zmieniliśmy mu imię i czasem mam wrażenie, że ma z tym jakiś „problem”. Prosi żeby zwracać się do niego drugim imieniem ale dość szybko mu przechodzi ta chęć. Może trochę pomaga też to, że jego biologiczne rodzeństwo, które jest w innej RA też ma zmienione imiona

    Polubienie

    1. Czyli zrobiliśmy podobnie 🙂 Czasem sie zastanawiam czy córka będzie zadowolona z naszej decyzji. Ale uznaliśmy, że sentymentu do imienia nadanego z urzędu raczej nie będzie mieć, szczególnie że wola MB w tej sytuacji została zlekceważona.
      Uściski
      L.

      Polubienie

  4. Nasz osrodek adopcyjny stanowczo zakazywal zmianiac imienia (poczatkowo bardzo mi sie to nie podobalo). Argumentowal to tym, ze zmiana imienia to brak akceptacji historii dziecka, jaka by ona nie byla. Do tej pory w przypadku zmiany imienia niemozliwa jest w tym osrodku 2 adopcja… Moze z tego wzgledu wszyscy znani nam z osrodka rodzice adopcyjni , niezaleznie od wieku dziecka pozostali przy nadanym imieniu.

    Polubienie

    1. Kurcze, nawet nie wiem co napisać… OA mocno wyszedł poza swoje obowiązki moim zdaniem.
      Dla mnie podjęcie decyzji o adopcji dziecka jest już pełną akceptacją historii dziecka.
      Patrzę przez pryzmat naszej sytuacji (której nie zdradzam tu ze szczegółami świadomie) i ja mając wybór wolałabym nosić imiona wybrane przez rodziców adopcyjnych i mamę biologiczna niż przez jakąś panią urzędnik.
      Dziękuję Ci za ten komentarz, bo jeszcze bardziej doceniam postawę naszego OA.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  5. Dziwią mnie trochę te zasady w niektórych oa. Nasz sugerował, żeby w jakiś sposób zostawić imię. Zmienić formę, zostawić jako drugie, ale nie zakazywał zmiany. My zmieniliśmy, bo było podobnie jak u Was. Nie wiadomo było, czy imię, które miał Ryś, nadała mu mb, czy szpital. W mydelniczce na oddziale miał przyklejone dwa:/Jedno z ich wpisane do aktu. Nie chcę przekazywać mu takiej historii. Nie chcę dodawać mu trudności. Chcę mu przekazać, że z imieniem, które mu nadaliśmy, zaczął życie z nami.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No to mamy podobnie. Ja z tyłu głowy mam ciągle jeszcze ten szczegół, że imię naszej wiewiórci, choć popularne, to często jest brzydko zdrabniane. Już w RZ słyszeliśmy, że tak do niej mówią.
      I tak myślałam- gdy będzie starsza czy nie będzie mieć mi bardziej za złe jeśli to imię zostawimy? Czy ważniejszy jest wybór urzędniczki, która zlekceważyła MB, czy nasz rodziców adopcyjnych, którzy chcą by do dziecka zwracano się ładnie.
      Uściski dla Was
      L.

      Polubienie

  6. Trudna kwestia. U nas ośrodek również stanowczo odradzał zmianę. Myślę, że nadanie imienia przez urzędniczkę/mb/szpital to zawsze część historii dziecka. I z szacunku do tej historii nie należy imienia zmieniać. Wyjątkiem jest chyba śmieszność imienia, ale to już kwestia bardzo subiektywna…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Ci za Twoje zdanie. Byłam ciekawa ile osób pozostałoby przy urzędniczym imieniu dziecka i widzę że więcej niż myślałam.

      Mnie trzymanie się historii kojarzy się mocno że …. „Skrzypkiem na dachu”- wiem, głupie porównanie 🤦 ale tam w kółko tradycja i historia były najważniejsze.

      Myślę sobie dziś o moim imieniu, czy mi się podoba czy nie, to lubię je, bo wybrali mi je moi rodzice. Czy lubilabym je gdybym wiedziala że imię dała mi urzędniczka wbrew prośbie mojej mamy? No sama zamieniłabym je pewnie w pierwszym możliwym dniu🙃 no ale to ja.
      Ściskam mocno
      L.

      Polubienie

  7. Ja trochę nie na temat ostatniego wpisu… Nie przeczytałam twoich postów od a do z, ale mam pytanie. Pani Stasia twierdziła, że będziesz mieć biologiczne dzieci, bo Bóg jej tak podpowiedział… I co? Wierzyć czy nie wierzyć znachorom?
    Nie próbowałaś in vitro z accofilem? Lek który podaje się na kir aa, na pewno słyszałaś. Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. A nie dziwię się że nie przeczytałaś, jest ich sporo😂 Tak, pani Stasia twierdziła że będziemy mieć więcej dzieci i to biologicznych. To jest jedyna jej uwaga, której nie mogę (póki co) potwierdzić, bo wszystkie pozostałe zdrowotne potwierdziły się w badaniach medycznych.
      Ja ufam w tej kwestii Bogu i swojej intuicji. Tzn jeśli jest nam pisane to biologiczni jeszcze będą (choć to już nie jest moje marzenie w ogóle). Od samego początku miałam też przeświadczenie że adopcja jest nam przeznaczona i nie myliłam się. Mamy najcudowniejsze dziecko pod słońcem i tak do nas podobne, że aż niemożliwe. Tak miało być.
      Accofil próbowałam, oczywiscie i to jednocześnie pod 2 postaciami. A IVF świadomie nie i nie będę.
      Pozdrawiam serdecznie
      Lidia

      Polubione przez 1 osoba

  8. Lgycds. Lidia tez nigdzie nie napisala jaki jest wynik HLA-C męża a to tez ma olbrzymie znaczenie bo jezeli wynik jest ok, to haplotyp AA nie jest az tak problematyczny. Mozna gdybac bo rownie dobrze zabieg sHSG mogl uszkodzic jajowody, Lidia troche przemilczala ten temat. Albo przyczyna moze leżeć w ogole poza wiedzą. Albo splot Hashimoto i innych zaburzen endokronologicznych. Jedno jest pewne. Lidia adoptowala i to sie wydaje najwazniejsze. Cala reszta pozostaje historia. Mozna sie zastanawiac, gdybac chodzić po lekarzach i klinikach i w koncu i tak nie zajsc w ciążę. Fajne jest to ze Lidii droga przez walke z nieplodnoscia i dojrzewanie do roli bycia matka adopcyjna zostala opisana z psychologicznego punktu widzenia i jest mega prawdziwa, dojrzala i autentyczna. Ta szczerosc i dojrzalosc wyborow Lidii najbardziej mnie poruszyla. Post scriptum – da sie przeczytac calego bloga Lidii ;). Polecam rowniez blog Rysiowa Kraina – obecnie jego wzialem na warsztat.

    Polubienie

  9. No jesteś Krzysztofie blogowym rekinem🤣 polykasz widzę treści w tempie ekspresowym. Wiem, że przeczytałeś u mnie wszystko, ja nie jestem w stanie odpisać Ci na wszystko, może za kilka lat😊
    Ale plizzzz nie gdybajmy już w temacie moich wyników i mozliwosci potencjalnej ciąży. Wychodzą z tego czasem spore zapętlenia. Choć widzę, że wiedzę masz sporą, może jesteś nawet lekarzem, ale każdy przypadek jest indywidualny.
    By nie nakręcać innych, jeszcze starających się to napiszę- u mnie nie chodzi o haplotyp AA (u innych kobiet z resztą też) to jest ogromne uproszczenie lekarzy, którzy mało ogarniają immunologię ginekologiczna. Tu chodzi bardzo konkretnie które KIRy odpowiedzialne za zagnieżdżenie zarodka są, a których nie ma.

    A w temacie selektywnego HSG w Lublinie- ręce mi już opadają na stwierdzenia o uszkodzeniu aparatu rzęskowego w jajowodach. Tak mówi każdy lekarz ginekolog, który nigdy przy takim zabiegu nie był/ asystował. Dlaczego-o tym już kiedyś pisałam, więc daruję sobie podsumowanie wiedzy tych lekarzy. Ja należę do wścibskich pacjentek, wypytalam dr Pyrę przed zabiegiem sHSG o wszystko, w trakcie zabiegu dokładnie obserwowałam co robi i wyniki pojawiające się na komputerze. Zabieg trwał kilka minut i oba jajowody zostały udrożnione. Co potwierdzilo zwykle HSG rok później. Dlaczego nie zrobili tego podczas godzinnej laparoskopii z histeroskopia, wiadomo…

    Dziś to nie ma dla mnie już żadnego znaczenia, tak jak napisales- jestem adopcyjną mamą i to jest moja wygrana największa na świecie. Mam cudowna córkę i dziś wiem, że takiej bym nie urodziła za żadne skarby.
    A bloga faktycznie pisałam od serca. Wiem, że wiele miejsc Ci się nie podobało, ale to moja historia, moje odczucia i właśnie takie one wtedy były.
    Pozdrawiam goraco- jeszcze z pierwszego wiewiorkowego urlopu nad morzem 😊
    L.

    Polubione przez 1 osoba

  10. Nie, nie jestem lekarzem, więc nie opierajcie się na moich dywagacjach medycznych. Każdy kto się stara o dziecko dużo czyta ( w tym również publikacji naukowych) i są to tylko moje luźne uwagi. Generalnie lekarze dają Accofil gdy brakuje KIR2DS3, ale to moim zdaniem przesada i uproszczenie. Wielu ginekologów ma co najmniej neutralne zdanie temat immunologów bo nie ma badań potwierdzających że brak jakiegoś KIRa jest skorelowany istotnie z niepłodnością. Jest tylko potwierdzenie że haplotyp AA wpływa na niepłodność i nie jest w tym przypadku uproszczenie. Dużo na ten temat jest opisane chociażby tu:
    „https://www.medgen.pl/pl/nieplodnosc-i-poronienia”
    Wiesz, z tym sHSG to jest jak usuwanie torbieli z jajników albo przy rozsianej endometriozie, można po prostu czasami uszkodzić jajnik. Nie ograniczałbym jajowodu tylko do funkcji przysłowiowej „rury” która jest drożna lub niedrożna.
    Tak jak mówię, czytając Twojego bloga rozumiałem Twój tok myślenia bardzo spójny, logiczny, dojrzały i bardziej traktuję go ze względów psychologicznych na mega wysokim poziomie. Umiesz doskonale opisywać to co czujesz ale i odniesień medycznych jest bardzo dużo. Masz potencjał pisarski! Przeżywałem niejako niepłodność razem z Tobą miesiąc po miesiącu ( a było co czytać). Twój blog bardzo mi pomógł, pewnie nie tylko mnie ale i innym osobom. I za to jestem Ci wdzięczny. Pomógł mi też w wielu kwestiach zrozumieć co czują kobiety, bo wiadomo że żona nie powie wszystkiego. Bardziej czytałem go z takich względów a nie względów medycznych.
    Nie podobały mi się pewne odniesienia do Boga i Twój ultra religijny światopogląd, ale szanuję to i widzę że wiara mega Ci pomogła i nadal pomaga.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s