Nasz chorwacki urlop dobiegł końca, niestety i stety.

Wróciliśmy To był mój pierwszy od czasów studiów (10 lat) 2-tygodniowy urlop, wcześniej wyjeżdżaliśmy góra na tydzień. Muszę przyznać, że dopiero teraz, po tych dwóch tygodniach totalnego nic nierobienia czuję się porządnie wypoczęta fizycznie, w pewnym stopniu psychicznie, mam trochę nowych przemyśleń i pomysłów na rozwój, ale co najważniejsze postanowienia na następne wyjazdy. Czyli nasz… Czytaj dalej Nasz chorwacki urlop dobiegł końca, niestety i stety.

Telefon milczy, czyli jedziemy na pierwszy taki urlop.

Dopiero dziś zaczęłam czuć aurę zbliżającego się urlopu. Do tego dzisiejsze święto, które jest jednym z moich ulubionych daje okazję wystopowania zawodowych myśli, zaplanowaniu ekwipunku na wakacje i wyciszenia. Już kiedyś Wam wspominałam, że z naszym tegorocznym urlopem wiązało się trochę nieporozumień rodzinnych. Musieliśmy przekładać pierwszy termin wyjazdu z września na sierpień właśnie, bo okazało… Czytaj dalej Telefon milczy, czyli jedziemy na pierwszy taki urlop.

Wiewiórkowy miszmasz.

W całym tym adopcyjnym oczekiwaniu wpadam co jakiś czas w dziwną czasoprzestrzeń. Pomiędzy radosnym oczekiwaniem, wypełnionym milionem spraw, które warto jeszcze teraz załatwić, gdy jesteśmy we dwójkę, a taką totalną stagnacją, połączoną z niemocą, czasem przykrością, złością, a nawet buntem, bo ktoś znów coś powiedział i może nieświadomie, ale walnął nam prosto w serce jest… Czytaj dalej Wiewiórkowy miszmasz.

Książka, która stanęła w mojej obronie.

Czytałam ją od maja. Może nawet powinnam napisać studiowałam, analizowałam, mentalnie męczyłam. To nie była książka „do poduszki”. To książka, która w dużym stopniu uświadomiła mi, że wszystko ze mną OK i że takich „nie z tego świata” jak ja, jest zdecydowanie więcej i że jesteśmy na tym świecie potrzebni. Zaczęło się od tego, że… Czytaj dalej Książka, która stanęła w mojej obronie.

W którym momencie tracimy „cud życia” ? I jak powoli go odzyskać?

Gdy zaczynaliśmy starać się o dziecko (2010/ 11r) zmieniłam moje podejście do życia. Tzn. ja się nastawiałam, że nasza codzienność zaraz się zmieni i układałam w myślach co będzie, jak już będę w ciąży, jak będę gruba, jak dzidziuś się urodzi, jaki wózek kupimy itd. Żyłam życiem, którego jeszcze nie było i nadzieją, że już… Czytaj dalej W którym momencie tracimy „cud życia” ? I jak powoli go odzyskać?

Złość i kapitulacja nie pomoże, muszę dać z siebie wszystko, a resztą zajmie się ONA.

Aż sama nie wierzę, że tyle zmieniło się od mojego ostatniego wpisu. Ale zanim przejdę do szczegółów, to bardzo Wam dziękuję za wszystkie „kondolencje”, które popłynęły w moją stronę. Kto mnie lepiej zrozumie, niż Wy? Dziękuję za słowa wsparcia, za niezliczoną ilość maili, za pomysły jak sobie radzić, gdy nerwy, aż kipią i za cudną… Czytaj dalej Złość i kapitulacja nie pomoże, muszę dać z siebie wszystko, a resztą zajmie się ONA.

Mimo kiepskiej pogody, mimo weekendu w domowych pieleszach, mimo bezdzietności… a jednak może być fajnie.

Dziś mam trzeci dzień wolnego, choć spędzamy go w domu to i tak cieszę się bardzo . Im jestem starsza, co raz bardziej lubię takie domowe urlopowanie. Potrzebowałam tego, by się zregenerować, wyspać do bólu, poprawić planowanie jadłospisu i ogarnąć kilka domowych zaległości. Siedzę teraz w moim ukochanym pokoiku z widokiem na Babią Górę, słonko… Czytaj dalej Mimo kiepskiej pogody, mimo weekendu w domowych pieleszach, mimo bezdzietności… a jednak może być fajnie.

Wielkopostne postanowienia leżą i kwiczą, ale to i tak będzie Wielka Noc!

Wiosna to ten czas, gdy większość osób czuje przypływ energii, radość i nieskończony entuzjazm. Nie wiem skąd to czerpią, nie wiem gdzie jest ta studnia. Mnie nawet z wielkopostnych postanowień wyszedł nie tylko guzik z pętelką, ale cała fabryka guzików… Wstyd i tyle. Tak, nie powstrzymałam się od słodyczy, nie odstawiłam ukochanej kawy i nie… Czytaj dalej Wielkopostne postanowienia leżą i kwiczą, ale to i tak będzie Wielka Noc!

Życie na biegu czy na hamulcu ręcznym?

Jest niedzielny ranek, choć ktoś inny określiłby, że to już mocne przedpołudnie. M. jeszcze śpi. Ja już nie mogę uleżeć, bolą mnie plecy, już dawno nie ćwiczyłam, właściwie już dawno nie robiłam większości moich rutynowych czynności. Zwlekłam się z łóżka, zagotowałam wodę w kuchni na napój cytrynowo-imbirowy i poszłam zakręcić włosy na wałki. Moje włosy… Czytaj dalej Życie na biegu czy na hamulcu ręcznym?

Robię to pierwszy raz od 8 lat. Cele na 2019 rok.

 2 rzeczy, które sprawiły, że znów wróciłam do organizowania czasu Kiedyś byłam wielką fanką planowania, organizowania, ustalania celów i list „do zrobienia”. Moja euforia skończyła się, gdy postawiłam sobie cel, niestety jeden, jedyny, najważniejszy, a skoro najważniejszy, to miał prawie 99% „udziałów” w moim życiu. I ten cel od 2011 roku nie został osiągnięty, więc… Czytaj dalej Robię to pierwszy raz od 8 lat. Cele na 2019 rok.

Podsumowań nigdy nie robiłam, ale…Właśnie że „nigdy” nie istnieje i w tym roku robię wyjątek. Czyli za co jestem wdzięczna w tym 2018 roku i co się obowiązkowo piecze w wiewiórkowym domu od święta

Zawsze ten przełom roku starego i nowego działał na mnie jak śnieg na Alasce, czyli nijak. Wszędzie w telewizji podsumowania, wybieranie gwiazdy albo żenady roku. Na blogach planowanie i ustalanie nowych celów. Szczerze, to do tej pory śmieszyło mnie to. Ale w tym roku… Zatrzymałam się na chwilę, zaczęłam myśleć co przyniósł nam ten 2018… Czytaj dalej Podsumowań nigdy nie robiłam, ale…Właśnie że „nigdy” nie istnieje i w tym roku robię wyjątek. Czyli za co jestem wdzięczna w tym 2018 roku i co się obowiązkowo piecze w wiewiórkowym domu od święta

Kolejny rok minął… ale co to był za rok!!

Nie lubię podsumowań i rozliczeń. Jednak jedną z metod, by uporać się z problemem niepłodności, była zwykła wdzięczność za to co już mam, a niewyliczanie tego, na co czekam. Zatem i tak powstaje w moje głowie co jakiś czas zwyczajne podsumowanie. Staram się je robić co wieczór, przed zaśnięciem, leżąc w łóżku. Dziś jest dzień,… Czytaj dalej Kolejny rok minął… ale co to był za rok!!

Marzenia się spełniają, bo im na to pozwoliłam, mimo niepłodności. Nasz chorwacki urlop, cudne Medugorje i książka, którą powinien przeczytać każdy.

Wczoraj w nocy wróciliśmy z wakacji. To były te wakacje, na które czekaliśmy od wiosny z utęsknieniem, a one tak bez pytania minęły w tempie błyskawicy. To niesamowite, że mający dokładnie tyle samo dni i godzin tydzień spędzany w pracy, ślimaczy się jak korek w moim mieście w godzinach szczytu. A tydzień w pięknej chorwackiej… Czytaj dalej Marzenia się spełniają, bo im na to pozwoliłam, mimo niepłodności. Nasz chorwacki urlop, cudne Medugorje i książka, którą powinien przeczytać każdy.